Śmierć w ciągu 18 miesięcy od urodzenia albo życie dłuższe, ale przy maksymalnej eksploatacji. Los 6 milionów polskich krów ma niewiele wspólnego z losem uratowanego stada z Deszczna. Życie w zamknięciu, usuwanie rogów, zapalenia wymion, rozłąka z cielętami i zabicie przez wykrwawienie. Mięso i mleko takich krów trafia na nasze talerze

Według danych GUS w Polsce mieszka ponad sześć milionów krów – to więcej niż liczba mieszkańców Mazowsza, najludniejszego polskiego województwa. Tylko w 2017 roku w rzeźniach zabiliśmy ich dwa miliony.

W ostatnich tygodniach Polską wstrząsnęła historia 170 dzikich krów z Ciecierzyc w lubuskiej gminie Deszczno. Gdy okazało się, że stado żyje wolno, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Gorzowie Wielkopolskim oraz lubuski Wojewoda postanowili je zabić.

Krowy z Ciecierzyc udało się obronić dzięki ogromnej presji opinii publicznej oraz grupy aktywistów. Krowy będą nadal żyły wolno w jednym z gospodarstw na Dolnym Śląsku.

Współczucie, jakim Polki i Polacy obdarzyli krowy z Ciecierzyc, tak samo należy się innym przedstawicielkom tego łagodnego i ufnego gatunku. To dobra okazja, żeby przypomnieć co się dzieje w tych wielkich hodowlach z milionami krów – niewolnic. Tym bardziej że życie przeciętnej polskiej krowy ma niewiele wspólnego z losem uratowanego stada, które udokumentowaliśmy w reportażu OKO.press (poniżej).

Jeżeli są hodowane na mięso, zazwyczaj giną przed ukończeniem drugiego roku życia. Krowy mleczne żyją dłużej, ale tylko tak długo, jak trwa ich maksymalna „wydajność”. Także i one po kilku latach trafią pod nóż, kompletnie wycieńczone.

Los polskich krów możemy poprawić rezygnując z konsumpcji mięsa i nabiału, ograniczając je lub, w ostateczności, wybierając produkty z certyfikowanych hodowli ekologicznych.

Obrońcy wolnych krów z Ciecierzyc

Poznaj prawdziwych obrońców wolnych krów z Ciecierzyc – reportaż Roberta KowalskiegoFaktycznym opiekunem krów jest teraz Grzegorz Piotrowski, właściciel nieziemsko pięknej 300-hektarowej łąki nad Wartą w okolicy Ciecierzyc w Gminie Deszczno. Na zlecenie wójta przygarnął całe stado (173 krów), ogrodził teren, wstawił poidła z wodą, zapewnił świeżą trawę i codzienną troskliwość.Następni dobrodzieje to obrońcy praw zwierząt, którzy zjechali z różnych stron Polski. Rozbili mini pole namiotowe i pilnują dzień i noc.Prawnym właścicielem stada jest Marian Skorupa (razem z bratem bliźniakiem). To człowiek dobrego serca. Jednak z powodu jego niezaradności nad stadem zawisł wyrok śmierci wydany przez Inspekcję Weterynaryjną. Ogłoszono, że krowy mają zostać zabite i zutylizowane.Ułaskawił je wprawdzie (podobno) sam Jarosław Kaczyński, wstawiał się za nimi prezydent Duda, ale sytuacja jest skomplikowana i mimo zapewnień władz wymagająca ciągłej uwagi i obserwacji. To na pewno nie koniec historii wolnych krów.

Opublikowany przez OKO.press Piątek, 31 maja 2019

Nieszczęśliwe życie

Przede wszystkim bydło przeznaczone na mięso żyje krótko. Zabija się je zwykle między pierwszym a drugim rokiem życia, choć w naturze gatunek ten może dożyć nawet 25 lat. Bydło w wieku powyżej 2 lat (z wyłączeniem krów hodowanych na mleko) stanowi zaledwie 5,2 proc. całej 6-milionowej populacji.

W trakcie krótkiego życia krowy przeznaczone na mięso mogą trafić do jednego z trzech rodzajów opasu (tuczenia). To opas:

  • intensywny (alkierzowy) polega na trzymaniu ich w zamknięciu, by zmaksymalizować przyrost masy ciała;
  • półintensywny (pastwiskowo-alkierzowy) – jest najpopularniejszy i zakłada jeden sezon ciepły spędzony na pastwisku;
  • ekstensywny – dwa sezony na pastwisku.

Krowy w systemach alkierzowych mogą być trzymane na uwięzi albo mieć możliwość przemieszczania się wewnątrz obory. W systemie pastwiskowo-alkierzowym krowy wypasa się od wiosny do jesieni, a zimą trzyma w zamknięciu.

Na rzeź przeznacza się także cielęta – w 2017 roku zabito ich w Polsce 63 tysiące 744. W ich przypadku stosuje się opas intensywny, polegający na trzymaniu ich w osobnych, ciasnych boksach. Zabijane są w wieku 4-6 miesięcy.

W przypadku występującej coraz rzadziej hodowli na tzw. białe mięso, cielętom podaje się wyłącznie pokarm mlekozastępczy o niskiej zawartości żelaza, by wpędzić je w anemię.

U bydła w wieku kilku tygodni popularnym zabiegiem jest dekornizacja, polegająca na usunięciu zawiązków rogów. Zabieg ten ma ograniczyć agresję w stadzie, a hodowcom pozwolić zminimalizować straty.

Rogi wypalane są przy pomocy dekornizatora lub żrących związków chemicznych. Mogą też być usuwane chirurgicznie (nożem), choć ze względu na duże unerwienie i ukrwienie rogów, jest to metoda najbardziej krwawa.

Nieludzki ubój

W zależności od rodzaju opasu krowy przybierają na wadze ok. 1 kg dziennie. Zabijane są zwykle w wieku 12-18 miesięcy, gdy ważą mniej więcej 400-500 kg. Choć ubój zwierząt gospodarskich powinien być „humanitarny”, rzeczywistość typowej rzeźni ma z humanitaryzmem niewiele wspólnego.

Prawo nakazuje ogłuszyć zwierzę przed jego uśmierceniem. Powinno się to robić w wydzielonym pomieszczeniu, często zdarza się, że ten warunek nie jest przestrzegany. A krowy oczekujące na śmierć widzą, co dzieje się z ich poprzedniczkami.

„Przed ubojem do minimum powinno się ograniczać stres, zwierzę powinno być we właściwy sposób przetransportowane, nie powinno się stosować przemocy ani narażać go na widok uboju. Różnie z tym bywa, zwłaszcza w rzeźniach przemysłowych, gdzie chodzi o zabicie jak największej liczby zwierząt w jak najkrótszym czasie. Dochodzi do różnych niewłaściwych praktyk, niewłaściwego ogłuszania czy nawet znęcania się” – mówi OKO.press Marta Gregorczyk z Compassion Polska.

Unieruchomionej krowie przystawia się do głowy pistolet. Wystrzeliwany z niego pod ciśnieniem bolec uderza zwierzę w czaszkę. Nieprzytomna krowa podwieszana jest za nogę głową w dół – wtedy podrzyna się jej gardło, by spuścić 20 litrów krwi. Nie w każdym przypadku ogłuszenie działa jednak prawidłowo i zdarza się, że krowa jest wciąż przytomna, gdy serce przez kilka minut wypompowuje krew.

W Polsce dopuszczalny jest też ubój rytualny – zarówno na potrzeby lokalnych społeczności wyznaniowych, jak i na eksport. Zwierzęta zabijane są wówczas bez wcześniejszego ogłuszenia, poprzez podcięcie gardła i wykrwawienie. Dla krów oznacza to ogromne cierpienie.

Hodowla cierpienia

Według stanu na grudzień 2018 roku w Polsce mieszka 2,4 miliona krów mlecznych. To 88 proc. wszystkich krów powyżej drugiego roku życia. Dłuższe życie niekoniecznie jednak znaczy lepsze. W ich przypadku hodowla z dostępem do pastwiska stanowi prawdziwą rzadkość. Standardem jest intensywny chów przemysłowy, w którym krowy spędzają w zamknięciu niemal całe życie.

Fot. Michał Grocholski / Agencja Gazeta

„Hodowle ekologiczne się zdarzają, ale to margines. W hodowli intensywnej, przemysłowej, krowy trzymane są w ogromnych oborach, w których nie ma trawy tylko np. betonowa posadzka. W zasadzie ich egzystencja sprowadza się do tego, że jedzą i są dojone. Nie wypasa się ich, by ograniczyć ich zapotrzebowanie kaloryczne, by energia była zużywana przez ich organizmy do produkcji mleka” – mówi Marta Gregorczyk.

Szybko pojawiają się problemy zdrowotne: odwapnienie kości, problemy z racicami, zapalenia wymion. Gdy wydajność krów w produkcji mleka spada i koszty utrzymania ich przy życiu stają się dla hodowcy za wysokie, wyruszają do rzeźni. Zwykle jest to po ok. 6-7 latach od urodzenia.

„Takie krowy wyglądają już wówczas jak kości pokryte skórą, są maksymalnie wyeksploatowane. Nie opłaca się ich trzymać, bo nie są w stanie produkować takiej ilości mleka, jak wcześniej. Ich mięso nie nadaje się do spożycia przez ludzi. Produkuje się z nich karmę dla zwierząt domowych” – tłumaczy Marta Gregorczyk.

To m.in. takie krowy w stanie wycieńczenia były tematem reportażu „Superwizjera” TVN o polskich rzeźniach robiących mięsny biznes na uboju chorych zwierząt.

„Na materiałach z nagrań mogliśmy zaobserwować, że te zwierzęta nie miały siły, by przejść parę kroków, stanąć na własnych nogach, były wyciągane na siłę. Dlatego nazywane są »leżakami«” – dodaje Gregorczyk.

Skąd się bierze mleko

Żeby krowa w ogóle miała mleko, musi zajść w ciążę i urodzić młode. Gdy osiągnie dojrzałość płciową w wieku 1,5 roku do 2 lat, jest przez hodowcę regularnie zapładniana – zwykle raz do roku, bo ciąża krowy trwa dziewięć miesięcy. Rolnicy uznają, że krowa jest gotowa na kolejną inseminację już 6-7 tygodni po porodzie.

Nasienie pobrane od buhaja wprowadza się do dróg rodnych za pomocą specjalnego pistoletu – inseminatora. By mieć pewność, że dojdzie do zapłodnienia, podczas inseminacji hodowca wkłada rękę w odbyt krowy, by przytrzymać macicę we właściwym miejscu.

„To odbywa się co roku i trwa do momentu, gdy wydajność, czyli ilość produkowanego mleka nie spada. Bo każdy poród i potem dojenie jest bardzo wyczerpujące dla krów” – mówi OKO.press Marta Gregorczyk.

Samo dojenie w najpopularniejszej hodowli przemysłowej odbywa się mechanicznie – przy pomocy elektrycznej dojarki. W efekcie ciągłego dojenia krowy często chorują na zapalenie wymienia.

Choroba występuje u 20-50 proc. z nich i jest „najczęstszą przyczyną strat ekonomicznych” wśród producentów mleka. W mleku chorej krowy ilość komórek somatycznych – czyli ropy – przekracza dopuszczalną normę 400 tys./ml, co sprawia, że nie nadaje się ono do konsumpcji.

Zapalenie w ostrej postaci wymaga od hodowcy podania zwierzęciu antybiotyków, które i tak są nadużywane w przemysłowym chowie zwierząt.

fot. Tomasz Waszczuk / Agencja Gazeta

Cielę, czyli produkt uboczny

„Mówienie, że krowa »daje mleko« jest już wypaczone. Krowa ma mleko tak jak każda inna samica ssaka – kiedy zachodzi w ciążę i ma młode. Tak samo działają organizmy innych zwierząt – ludzi, koni, kotów, jeży” – tłumaczy Gregorczyk.

Ponieważ jednak mleko krowy ma trafić do ludzi, po porodzie cielę rozdzielane jest z matką bardzo szybko.

„W zależności od hodowli dzieje się to jeszcze tego samego dnia lub do kilku dni po porodzie. W hodowli przemysłowej ma to miejsce jak najszybciej. Także po to, by nie zdążyła wykształcić się więź. Krowy bardzo cierpią, gdy odbiera im się dzieci – jak większość samic w takiej sytuacji” – mówi aktywistka.

Cielęta nazywane są „produktami ubocznymi” przy produkcji mleka. To zwłaszcza młode samce, które nie mogą w przyszłości zastąpić krów mlecznych.

„Ponieważ pochodzą z rasy, która nie jest typowo mięsna, są zbędne. Jeśli nie zostaną zabite tuż po urodzeniu, przeznacza się je na cielęcinę – trafiają na rzeź po upływie kilku tygodni lub miesięcy. Zwykle nie hoduje się ich dłużej, bo to się nie opłaca, nie osiągną takiej wagi jak bydło mięsne” – podkreśla Gregorczyk.

Decyzje konsumenckie

Życie krów zależy dziś przede wszystkim od naszych – polskich i europejskich – decyzji konsumenckich.

Według danych GUS spożycie mięsa wołowego na jednego mieszkańca w Polsce w 2017 roku wyniosło 2,3 kg. To znacznie mniej niż w przypadku mięsa wieprzowego – 39,8 kg – i drobiowego – 26,9 kg. Jednocześnie jednak konsumpcja wieprzowiny i drobiu w ostatnich latach spadała, podczas gdy Polki i Polacy jedzą coraz więcej wołowiny. Branża spodziewa się dalszego stabilnego wzrostu.

Obecnie aż 80 proc. polskiej wołowiny trafia na eksport, zwłaszcza do krajów Europy Zachodniej, gdzie jest popularna ze względu na niższą cenę. Największymi odbiorcami są Włochy, Niemcy, Hiszpania, Holandia, Wielka Brytania i Francja.

W Polsce rośnie też spożycie nabiału. W 2017 roku przeciętny Polak lub przeciętna Polka wypili 223 litry mleka – w czystej postaci i w ramach jego przetworów (w tym sera) – to o litr więcej niż w 2016. Zjedliśmy też 4,6 kg masła.

Powtórzmy: Los polskich krów możemy poprawić rezygnując z konsumpcji mięsa i nabiału, ograniczając je lub, w ostateczności, wybierając produkty droższe, ale z certyfikowanych hodowli ekologicznych.

O tym, jakie życie wiodą hodowane w Polsce świnie i kurczaki, również będziemy pisać w OKO.press.


Niniejsza publikacja powstała dzięki współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie. Zawarte w niej poglądy i konkluzje wyrażają opinie autora i nie muszą odzwierciedlać oficjalnego stanowiska Fundacji im. Heinricha Bölla.

Tekst powstał we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla w Warszawie.


OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press