Krwawa ropa i brudna energetyka odnawialna. Nie tylko w filmie Nolana zapomniano o Saharze Zachodniej
„Odyseja” Christophera Nolana przyciągnęła miliony osób do kina. Homer i przypisywany mu epos narodził się na nowo, budząc globalne zainteresowanie epoką starożytną. Przy okazji tak głośnej premiery nie obyło się bez kontrowersji, a jedną z kluczowych nie jest bynajmniej wybór obsady, ale miejsce, gdzie zrealizowano część ważnych zdjęć do filmu
Protesty w sprawie wyboru lokalizacji przez Nolana pojawiły się wcześniej, w okresie powstawania zdjęć. Jednak nie wybrzmiewały tak mocno, jak teraz, w chwili, kiedy „Odyseja” zaczęła święcić swoje kinowe triumfy. Również wśród polskich użytkowników mediów społecznościowych, pojawiły się informacje o tym, że film należy zbojkotować, bo reżyser i jego ekipa zadawali sobie sprawę z problemu, a godząc się na układ z marokańskimi władzami okupacyjnymi, podeptali prawa człowieka. Saharyjczycy, rdzenni mieszkańcy terytorium, stanowiącego aż do połowy lat 70. ubiegłego wieku kolonię hiszpańską albo musieli uciekać, albo wciąż znoszą prześladowania ze strony administracji okupantów z Rabatu.
To nie pierwszy raz, kiedy wciąż nieliczne głosy ujmujące się za losem Sahary Zachodniej, starają się nagłośnić sprawę jej mieszkańców, którzy w rezultacie nieustępliwego stanowiska Rabatu, wciąż nie doczekali się referendum w swojej sprawie. W poprzednich latach grupy aktywistów z różnych części Europy, próbują przekonać inwestorów, którzy mają zamiar rozpocząć działalność na tym obszarze, aby tego nie robili. Oznaczałoby to de facto uznanie praw Maroka do tego terytorium. Jednocześnie, co wciąż podnoszą obrońcy praw człowieka, Saharyjczycy i Saharyjki są prześladowane za wspieranie idei niepodległości swojego kraju, które dokonuje się w ramach pokojowych protestów przeciwko marokańskiej okupacji.
Z roku na rok, opór coraz brutalniej tłumiony, słabnie. Nie zniechęca to światowej opinii publicznej do podtrzymywania współpracy z Marokiem.

Komentarze