Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Abdel Majid BZIOUAT / AFPFot. Abdel Majid BZI...

Na zdjęciu głównym jeden z „psów społeczności" z Casablanki. Fot. Patrycja Sikora

Ledwo wychodzimy z lotniska w Marrakeszu, a z wielkoformatowej reklamy lokalnej sieci telefonicznej zerka na nas Achraf Hakimi, obrońca reprezentacji Maroka i Paris Saint-Germain. Na murach wciąż wiszą grafiki promujące rozegrany na przełomie grudnia i stycznia Puchar Narodów Afryki. Z kolei koło hotelu, w którym zatrzymujemy się na czas pobytu w Casablance, namalowano mural z kilkoma zawodnikami oraz trenerem narodowej kadry. Co drugi chłopiec biega w podróbce koszulki PSG, Realu Madryt czy Barcelony.

Maroko już wcześniej szalało na punkcie futbolu, ale dziś trudno nie być w tym kraju kibicem piłkarskim. W 2022 roku podczas mundialu w Katarze Lwy Atlasu zostały pierwszą afrykańską reprezentacją, która awansowała do półfinału. We wspomnianym wcześniej Pucharze Narodów Afryki Marokańczycy dotarli do finału, w którym wprawdzie przegrali z Senegalem, ale z powodu towarzyszących meczowi kontrowersji kontynentalna federacja piłkarska przyznała zwycięstwo Maroku.

1_mar
Marrakesz. Mural poświęcony reprezentacji Maroka w piłce nożnej. Fot. Patrycja Sikora

Reprezentacja jak burza przeszła przez eliminacje do tegorocznego mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku, a na mistrzostwa świata za cztery lata zakwalifikowała się automatycznie – Maroko, wraz z Hiszpanią i Portugalią, będzie gospodarzem turnieju. Uwaga całego świata będzie wówczas przez ponad miesiąc skupiona na północnoafrykańskim królestwie. Do tego czasu trzeba więc zamieść pod dywan wszelkie problemy, które mogłyby nadszarpnąć jego wizerunek.

Przeczytaj także:

Zwierzęta na każdej z ulic

Jednym z nich jest ogromna populacja bezpańskich zwierząt. Jak w wielu krajach rozwijających się, w Maroku tylko niewielka część kotów i psów jest w pełni udomowiona. Większość mieszka na ulicach, żywiąc się pozostawionymi przez ludzi resztkami lub licząc na nakarmienie przez przechodniów. Pozbawione opieki weterynaryjnej i monitoringu zwierzęta są szczególnie zagrożone rozmaitymi chorobami, zaś brak powszechnej sterylizacji utrzymuje ich liczebność na wysokim poziomie. Doskonale widać to na przykładzie kotów: trudno przejść przez centrum dużego miasta i nie spotkać przy tym bezpańskich dachowców, często z wyraźnymi objawami kociego kataru, ciężarnych lub karmiących.

Psów widać na ulicach znacznie mniej, ale również jest ich mnóstwo. Ali Izddine, założyciel organizacji SPA du Maroc (Marokańskie Towarzystwo Ochrony Zwierząt), wylicza:

— Szacujemy, że jest ich ponad 3 miliony. Opieramy te liczby na obserwacjach zarówno w miastach, jak i na wsi, oraz uznanych sposobach liczenia populacji: metodzie Lincolna-Petersena czy modelach opartych na regresji. Oficjalnych badań na skalę krajową jak dotąd nie przeprowadzono, ale 3 miliony to rozsądne, oparte na naukowej metodologii wyliczenie skali problemu — mówi Izddine.

Marokańskie psy trzymają się raczej z dala od zatłoczonych centrów miast. Ich sytuacji nie pomaga fakt, że w oczach wielu muzułmanów są w zwierzęcej hierarchii niżej niż na przykład koty – choć nieprawdą jest, że w krajach, gdzie dominuje islam, psy są automatycznie traktowane z niechęcią. Dr Marcin Gajec z Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, wyjaśnia:

— Rzeczywiście są przynajmniej dwa hadisy [przekazy o słowach lub czynach proroka Mahometa – przyp. redakcji], które mówią o nieczystości psa. Jest na przykład hadis stwierdzający, że aniołowie nie wejdą do domu, w którym znajduje się pies, co powoływano jako argument, żeby nie trzymać go w mieszkaniu — mówi OKO.press dr Gajec.

Świat islamu jest jednak mocno podzielony, ponieważ kwestia stosunku do psów musi być rozpatrywana łącznie z kwestiami społecznymi i kwestiami kulturowymi. Inaczej będzie to wyglądało to w Egipcie, inaczej w Turcji, a inaczej w Malezji. W krajach Zatoki na przykład pojawia się zaczerpnięta z Zachodu moda na posiadanie psów, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – być może jako w jedynym kraju arabskim – są parki dla zwierząt.

— Z drugiej strony, w wielkich muzułmańskich miastach dzieją się takie rzeczy jak trucie, odstrzał czy wyłapywanie bezdomnych psów, natomiast jest to bardziej kwestia biedy i kultury w danym regionie. Może niektóre władze mogą odczuwać pewne przyzwolenie ze strony islamu, ale to nie jest tak, że religia nakazuje im przepędzać psy. Bo generalnie Koran nic przeciwko nim nie ma, a okrucieństwo wobec wszystkich zwierząt jest zakazane — mówi dr Gajec.

Bez praktycznego rozwiązania

Nie zmienia to faktu, że wielu Marokańczyków nie zwraca szczególnej uwagi na doniesienia organizacji prozwierzęcych, które alarmują o hekatombie marokańskich psów. Według nich, chociaż władze promują program sterylizacji i szczepień, w praktyce regularnie stosowane są śmiertelne metody kontroli populacji bezpańskich zwierząt.

Ministerstwo spraw wewnętrznych temu zaprzecza, utrzymując, że rozwiązuje problem poprzez zastosowanie procesu TNVR (Trap, Neuter, Vaccinate, Release – złap, wysterylizuj, zaszczep, wypuść), i zwracając uwagę na ogromne sumy przeznaczone na humanitarne próby rozwiązania problemu bezdomnych zwierząt. Rzeczywiście, Maroko wyznaczyło w budżecie dziesiątki milionów euro na rozbudowę sieci schronisk i komunalnych centrum higieny oraz zakup leków i szczepionek. Ale fundusze to tylko jeden z aspektów tej sprawy.

— Najpierw musisz złapać miliony psów, i musisz to zrobić po ludzku. Musisz więc mieć wyszkolone zespoły, a nie zaimprowizowane interwencje. Potem przychodzi pytanie o wydolność systemu – kto zajmie się sterylizacją i szczepieniami? W kraju jest niewielu weterynarzy, każdy musiałby odpowiadać za setki psów. Przeprowadzenie ogólnokrajowego programu wymaga specjalistycznego personelu, odpowiedniej wydolności systemu weterynaryjnego, porządnej koordynacji, narodowej kampanii uświadamiającej i długotrwałego zaangażowania. I pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Nawet przy wynegocjowanych przez władze stawkach za sterylizację to inwestycja o ogromnej skali — mówi Izddine.

Program TNVR, rozpoczęty w 2019 roku, miał na przestrzeni lat rozwiązać problem dużej liczby bezpańskich zwierząt. W ramach umowy podpisanej pomiędzy przedstawicielami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Ministerstwa Zdrowia, Narodowego Biura ds. Bezpieczeństwa Żywności i związku zrzeszającego marokańskich weterynarzy, planowano zaprzestać zabijania ulicznych psów (co przez dekady było podstawowym elementem kontroli ich populacji) i rozpocząć kampanię sterylizacji i szczepień.

Umowa nie jest jednak wiążąca dla władz lokalnych i w większości kraju nie wdrożono proponowanych w niej rozwiązań. Organizacje pozarządowe zgłaszają, że w wielu regionach działania na rzecz „oczyszczenia” miejsc publicznych z bezpańskich zwierząt przyspieszyły po tym, jak Maroko zyskało status gospodarza mistrzostw świata w 2030 roku.

Rzeźnie czy schroniska

Stąd też, według informacji przekazywanych przez marokańskich aktywistów, duża część zwierząt nie przechodzi przez cały proces TNVR. Zamiast tego bezdomne psy wyłapywane są przez opłacane z pieniędzy publicznych firmy, takie jak Casa Baia, i wywożone do „schronisk”.

Izddine nazywa samochody tej firmy „vanami śmierci”, bo zwierzęta, które do nich trafiają, rzadko kiedy wracają do swojej społeczności, jak wymagają tego zasady procesu TNVR.

— Ludzie przychodzą do tych „schronisk”, pytają o swoje psy i słyszą, że ich tam nie ma. A potem zdarza się, że jednak je odnajdują, ściśnięte w zatłoczonych klatkach z wieloma innymi zwierzętami. Obrażenia są na porządku dziennym, czy to przez sposób, w jaki psy są łapane, czy przez stres, czy przez agresję pomiędzy sobą nawzajem. Są przypadki, w których psy giną w tych placówkach. Znamy też sytuacje, gdzie zwierzęta zmarły już po powrocie do swoich właścicieli za sprawą chorób, co budzi poważne zastrzeżenia co do warunków sanitarnych i kontroli nad zakażeniami — mówi społecznik.

Izddine i inni aktywiści prozwierzęcy zgodnie twierdzą, że bezdomne psy są przetrzymywane w warunkach, które nie spełniają najbardziej podstawowych wymogów dobrobytu zwierząt.

— Łapią po kilkaset zwierząt w jeden dzień. Placówki błyskawicznie się zapełniają, więc standardy się pogarszają. Nie ma ani czasu, ani możliwości, żeby poprawnie zarządzać tyloma psami — mówi Izddine.

Członkowie organizacji pozarządowych wskazują, że jeśli maksymalna pojemność „schronisk” wynosi co najwyżej kilkaset zwierząt, a z przeprowadzonych przez nich obserwacji wynika, że do placówek może trafiać nawet tysiąc psów dziennie, to budzi to poważne pytania na temat losu schwytanych czworonogów. Izddine wyjawia nam, że SPA du Maroc otrzymało informacje, jakoby w niektórych ośrodkach psy po prostu palono żywcem.

Nagrania wideo oraz zdjęcia z ulic Maroka pokazują zresztą, że część zwierząt nigdy nie dociera nawet do „schronisk” operowanych przez zewnętrzne firmy. Ubiegłoroczny materiał autorstwa Lisy Klaassen w CNN przywołuje wyznania mieszkanki Ifrane, turystycznej miejscowości w górach Atlas, która twierdziła, że widok zastrzelonych psów na ulicy w pewnym momencie stał się wręcz codziennością. W innych miejscowościach używano z kolei strychniny.

„Psy społeczności”

Dla członków organizacji prozwierzęcych problemem jest nie tylko samo okrucieństwo firm zatrudnianych do tępienia psów, ale też to, które zwierzęta są zabierane. Świadkowie zgłaszają, że nikt nie sprawdza, czy schwytany pies ma wściekliznę lub czy jest agresywny, co z kolei prowadzi do sytuacji, gdzie z ulic znikają zwierzęta od lat związane z daną okolicą lub nawet w pełni udomowione, które nie potrzebują już ani sterylizacji, ani szczepień.

Uzasadnieniem dla tak szeroko zakrojonej akcji „czyszczenia” marokańskich miast z bezpańskich zwierząt jest dla władz troska o bezpieczeństwo obywateli. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podaje informacje, że tylko w 2024 roku w kraju doszło do ponad 100 tysięcy ataków psów, w tym do 33 przypadków wścieklizny, które zakończyły się śmiercią. Zaledwie rok temu brytyjska turystka zmarła po zarażeniu przez szczeniaka podczas wizyty w Maroko. Ale masowa eksterminacja zwierząt bez sprawdzania, czy są chore, oswojone czy zaszczepione, może tylko pogorszyć sytuację sanitarną.

— To nie są tylko „bezdomne psy”. Większość z tych zwierząt to „psy społeczności”. Żyją w konkretnej dzielnicy lub wiosce przez miesiące czy lata, i ludzie je znają. Niektóre są zaszczepione i wysterylizowane. Problemy zaczynają się wtedy, gdy władze je zabierają. Wtedy pojawia się przestrzeń dla innych, niezaszczepionych psów, które mogą zająć to miejsce. Usunięcie ustabilizowanej populacji „psów społeczności” zamiast zmniejszać, zwiększa ryzyko zarażeń — mówi nam Izddine.

Wizja na lata

Założyciel SPA du Maroc zabiera nas na spacer brzegiem oceanu w Casablance, by zapoznać nas z lokalnymi „psami społeczności”. Przybiegają całą gromadą, gonią się między sobą, co odważniejsze nawet wystawiają do nas brzuchy, co w psim języku oznacza zaufanie i zachętę do pieszczot. Izddine opowiada pokrótce o każdym z nich, sprawdza ich stan zdrowia, przy okazji oczyszcza plażę ze śmieci.

Twierdzi, że wraz ze swoją organizacją zajmuje się łącznie kilkoma setkami osobników: z własnej kieszeni funduje szczepienia, sterylizację, leki. Zdaje sobie jednak sprawę, że niezależnie od jego indywidualnych starań, bez prawdziwego, długofalowego programu TNVR, prowadzonego przy udziale ekspertów z organizacji pozarządowych, problem bezpańskich psów w Maroko będzie trwać – a próby jego rozwiązania na modłę lokalnych administracji poskutkują jedynie gehenną setek tysięcy zwierząt.

— Ta kwestia będzie aktualna tak długo, jak długo nie zostanie zaimplementowana ogólnokrajowa strategia TNVR, wspierana przez władze, zaprojektowana przy współudziale organizacji pozarządowych — mówi Izddine.

Realizacja wizji aktywistów prozwierzęcych wymagałaby ogromnych nakładów, mogłaby jednak skutecznie rozwiązać problem bezpańskich psów – a przy okazji pomóc w kwestiach zdrowia publicznego, zarządzania odpadami czy wizerunku kraju na arenie międzynarodowej.

W ich wersji programu TNVR Maroko musiałoby stworzyć sieć zarówno ambulatoriów zajmujących się stricte sterylizacją oraz szczepieniami, jak i centrów adopcyjnych. Standard schronisk powinien zostać znacznie poprawiony, a zwierzęta – zagubione lub uznane za niebezpieczne – umieszczane byłyby w nich jedynie tymczasowo. Program wymagałby również starań edukacyjnych na rzecz poprawy stosunków między ludźmi a bezpańskimi psami, zmian w legislacji i przede wszystkim – długotrwałej współpracy władz z organizacjami pozarządowymi, weterynarzami oraz lokalnymi społecznościami.

bezpański pies leżący w kwiatach
Fot. Patrycja Sikora

O psach w piłkarskich szatniach

Na takie rozwiązania na razie się nie zanosi. Zamiast szczepień i sterylizacji trwa rzeź. Na filmikach dokumentujących polowania na bezpańskie psy ludzie strzelają do nich na ulicy, podduszają przy użyciu chwytaków, wrzucają truchła dziesiątkami na paki ciężarówek. SPA du Maroc ostrzega turystów, że przyjeżdżając do Maroko narażają siebie i swoich bliskich na traumatyzujące sceny.

Izddine sugeruje, że skoro „czyszczenie ulic” z bezpańskich psów przyspieszyło za sprawą zaplanowanego na 2030 rok mundialu, być może celebryci, w tym sami piłkarze, mogliby zainterweniować w tej sprawie.

Izddine sam pisał już do FIFA, protestował i próbował informować opinię publiczną o sytuacji zwierząt w Maroko na arenie międzynarodowej – ale jak dotąd nie przełożyło się to na konkrety. Na stronie SPA du Maroc wciąż widnieje licznik sugerujący, że w kraju co 63 sekundy ginie bezpański pies. Kilkaset zwierząt, którym pomaga, to kropla w morzu potrzeb. — Kiedy któryś z psów umiera, pocieszam się, że przynajmniej nie musi już tutaj cierpieć — mówi Izddine.

Na plaży w Casablance zwierzęta, które nas otaczają, zabiegają o pogłaskanie, wskakują do jeszcze chłodnych wód Atlantyku, kopią w piachu, wylegują się w kwiatach – zdecydowanie nie wyglądają na cierpiące. Czy bez ich cierpienia nie da się zorganizować niezapomnianego piłkarskiego święta?

Poprosiliśmy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Maroka o odniesienie się do zarzutów wysuwanych przez organizacje prozwierzęce. Również SPA du Maroc zgłosiło się do ministerstwa na początku kwietnia, domagając się w oficjalnym piśmie informacji na temat liczby złapanych, wysterylizowanych, poddanych eutanazji, otrutych i zastrzelonych psów pomiędzy 2019 i 2026 rokiem. Organizacja poprosiła także o wyjaśnienie, czy władze rozważają zawieszenie operacji łapania i zabijania bezpańskich zwierząt wraz z implementacją programu TNVR.

Do czasu publikacji żadne z nas nie otrzymało odpowiedzi.

Na zdjęciu Jakub Mirowski
Jakub Mirowski

Magister filologii tureckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, niezależny dziennikarz, którego artykuły ukazywały się m.in. na łamach OKO.Press, Nowej Europy Wschodniej, Balkan Insight czy Krytyki Politycznej. Zainteresowany przede wszystkim wpływem globalnych zmian klimatycznych na najbardziej zagrożone społeczności, w tym uchodźców i mniejszości, a także rozwojem i ewolucją skrajnie prawicowych ruchów i ideologii.

Komentarze