Dziecko siada tyłem do całej grupy. Ręce na kolanach, wzrok wbity w ścianę. To kara za to, że popchnął kolegę. Nie zjadł śniadania – nie idzie na plac zabaw. Słyszy, że nikt nie zaśpiewa mu „Sto lat” w urodziny. A kiedy boi się dotknąć psa, prowadzący na siłę chwyta jego dłoń i wkłada do miski z psią karmą
– Nigdy bym sobie nie darowała, gdybym nie zgodziła się na rozmowę i to wszystko przemilczała – mówi mi A. W Przedszkolu Terapeutycznym Iskierkowo pracowała krótko. – Rzuciłam papierami, powiedziałam dość. Ja uciekłam z tego piekła. Ale te maluchy nie mają jak się bronić.
Izabela Patykowska pracuje tam do dziś. – Tu jest jak z horroru. Krzyki, groźby, siłowe przytrzymywanie dziecka, obezwładnianie. Pracujemy z kilkulatkami – właściwie wszystkie posiadają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego. Mają autyzm, afazję, ADHD czy problemy ruchowe. Wymagają indywidualnego traktowania, o którym nikt tu nie ma pojęcia. Dzieci w kółko słyszą, że są niegrzeczne i leniwe. Że jeden telefon do mamy i już więcej tu nie wrócą – mówi.
W protokole z kontroli przeprowadzonej 29 maja 2026 roku przez Kuratorium Oświaty czytam: „W przedszkolu zagrożone jest bezpieczeństwo dzieci”.
Z maila przesłanego przez fundację prowadzącą przedszkole: „Dotychczas wpłynęła jedna oficjalna skarga rodzica, złożona po rozwiązaniu umowy z uwagi na brak współpracy z placówką (...) Samo złożenie skargi nie przesądza o zasadności zawartych w niej twierdzeń”.
Parter nowoczesnego budynku, wąska uliczka, do Wawelu raptem półtora kilometra. Przedszkole Terapeutyczne Iskierkowo działa w Krakowie i trzech podkrakowskich miejscowościach: Wolbromiu, Gdowie i Grabówku.
„Stawiamy na nowoczesne i empatyczne podejście do edukacji i terapii. Wierzymy, że każde dziecko to niepowtarzalna iskierka, która ma w sobie ogromny potencjał. Nasza misja? Tworzyć przestrzeń, w której dzieci mogą rozwijać się w swoim tempie, czując się bezpieczne, akceptowane i zauważone. Za naszymi działaniami stoi zespół doświadczonych specjalistów – pedagogów, terapeutów i opiekunów, którzy każdego dnia z pełnym zaangażowaniem wspierają dzieci na ich drodze do odkrywania swoich mocnych stron” – czytam na stronie internetowej przedszkola.
Kiedy na początku czerwca pytam o Iskierkowo w Małopolskim Kuratorium Oświaty, Gabriela Olszowska odpisuje, że przedszkole, owszem, działa. Ale tylko pod Krakowem. Jednak strona internetowa i pracownicy jasno mówią o Iskierkowie w tym właśnie mieście. Nawet szyld na budynku (dziś niedbale zakryty folią) do niedawna informował, że mieści się tu przedszkole o tej właśnie nazwie.
Pytam więc w Urzędzie Miasta Krakowa. I słyszę: – Przedszkole posługuje się inną nazwą niż ta, pod którą zostało wpisane do ewidencji. Pracownicy Wydziału Edukacji i Projektów Edukacyjnych 5 listopada 2025 roku potwierdzili, że przedszkole faktycznie działa pod nazwą Iskierkowo, choć oficjalnie figuruje jako Niepubliczne Przedszkole BeBaby – przekazuje Małgorzata Tabaszewska z UMK.
Rodzice znają je jako Przedszkole Terapeutyczne Iskierkowo. Urzędnicy – jako Niepubliczne Przedszkole BeBaby, bez informacji o jego terapeutycznym charakterze.
Problem z nazwą zaniepokoił krakowski magistrat na tyle, że sprawę zgłosił Małopolskiemu Kuratorium Oświaty. A to jeszcze w listopadzie wszczęło pierwszą kontrolę, zakończoną długą, 21-punktową listą nieprawidłowości. Lista zaleceń, rozpoczynająca się od słów: „W przedszkolu zagrożone jest bezpieczeństwo dzieci” liczy cztery strony.
Czytam tam m.in., że „w przedszkolu nie sprawuje się nadzoru pedagogicznego”, „zatrudnione osoby nie posiadają odpowiednich kwalifikacji”, „w aktach osobowych brakuje informacji z Krajowego Rejestru Karnego, informacji z Rejestru Sprawców Przestępstw na tle seksualnym (znajduje się tylko u jednego nauczyciela)”.
Aleksandra Duszczyk, pedagożka specjalna specjalizująca się w diagnostyce i terapii dzieci z autyzmem, koordynator ds. merytorycznych w Centrum Diagnostyki i Terapii Małych Dzieci w Fundacji SYNAPSIS, z którą konsultuję metody pracy stosowane w Iskierkowie: – W przedszkolu pracę rozpoczęły osoby, co do których nie było pewności, czy nie były w przeszłości karane lub notowane w rejestrze przestępców seksualnych. Takie podejście dyrekcji do zatrudnienia pracowników pracujących z dziećmi jest bardzo niepokojące. Tym razem wszystko skończyło się szczęśliwie. Ale przecież nie musiało.
Do UMK jeszcze w ubiegłym roku trafił wniosek o zmianę nazwy przedszkola. Spełzł na niczym, bo przedszkole nie dostarczyło kompletnej dokumentacji – słyszę w urzędzie.
W kuratorium potwierdzam, że do Iskierkowa przyjmowane są wyłącznie dzieci posiadające tzw. orzeczenia, czyli dokument potwierdzający niepełnosprawność lub potrzeby kształcenia specjalnego. To maluchy, u których zdiagnozowano autyzm, ADHD, afazję, problemy ruchowe. Wszystkie z wyraźnym wskazaniem terapii i pracy pod okiem specjalistów, której – jak wynika z dwukrotnej kontroli małopolskiego kuratorium (które wróciło do Iskierkowa w maju tego roku) – nie ma.
Druga kontrola w Iskierkowie (oficjalnie wciąż BeBaby), przeprowadzona pół roku po pierwszej interwencji, zakończyła się listą 19 nieprawidłowości. W protokole tym czytam m.in., że tylko jedna z dziesięciu zatrudnionych osób ma rzeczywiste kwalifikacje do pracy z dziećmi w przedszkolu, czyli ukończone studia z pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej. Trzy pracują w przedszkolu dłużej niż od stycznia 2026 roku. Reszta dołączyła w lutym, marcu i kwietniu. A więc przed kilkoma miesiącami, w trakcie roku szkolnego.
Jedną z osób, które zostały zatrudnione w trakcie roku, jest Izabela Patykowska. – Praca z dziećmi o specjalnych potrzebach była spełnieniem moich marzeń, choć doświadczenie w pracy z takimi dziećmi miałam niemal zerowe. Rekrutacja przebiegła błyskawicznie. Zostałam pomocą dla nauczyciela. Nie zaświeciła mi się lampka. Naiwnie wzięłam to za dobrą monetę. Zwłaszcza że podczas rozmowy wszystko wyglądało na wspaniale zorganizowane. Chciałam się uczyć i zdobywać doświadczenie – mówi Patykowska.
„Nie każda osoba zatrudniona w przedszkolu wykonuje obowiązki nauczyciela wychowania przedszkolnego. Ocena kwalifikacji konkretnej osoby powinna zatem uwzględniać zarówno stanowisko, na którym została zatrudniona, jak i zakres faktycznie wykonywanych obowiązków” – kwituje Kacper Lipiec, „działający z upoważnienia Fundacji Światło-Mistrz”, który odpowiada na moje pytania ws. przedszkola.
Braki w rejestrach? „Kontrola wykazała braki w zakresie zachowania w dokumentacji pracowniczej wygenerowanych potwierdzeń wykonania części wymaganych czynności. Po otrzymaniu zaleceń procedura została niezwłocznie doprecyzowana. Obecnie sprawdzenie we właściwych rejestrach oraz wygenerowanie i zachowanie potwierdzenia tej czynności stanowią jeden z pierwszych etapów procesu rekrutacyjnego” – zapewnia.
Oficjalnie przedszkole prowadzi Fundacja Światło-Mistrz, która powstała 11 września 2023 roku. Powołano ją wyłącznie do prowadzenia placówek oświatowych.
Na stronie internetowej czytam, że fundacja „oferuje bogaty katalog darmowych zajęć, które są projektowane tak, aby inspirować i rozwijać naturalną ciekawość dzieci. Niezależnie od tego, czy Twoje dziecko marzy o zostaniu programistą, artystą czy naukowcem, nasze zajęcia są skrojone na miarę ich potrzeb i zainteresowań. Skorzystaj z naszej oferty i pozwól swojemu dziecku stać się mistrzem swojego światła!".
Nic o przedszkolach terapeutycznych, oferowanych zajęciach czy programach. Jest za to mnóstwo zdjęć uśmiechniętych maluchów wygenerowanych przez AI i zachęta, by poznać się bliżej.
Korzystam więc z tego zaproszenia i pojawiam się pod wskazanym przez fundację adresem.
Zamiast biura z logiem Światło-Mistrz trafiam do kliniki medycyny estetycznej przy ulicy, nomen omen, Ładnej.
W drugiej części okazałego domu znajduje się biuro Uniwersyteckiej Szkoły Kształcenia Indywidualnego (USKI), kolejnej spółki, zarejestrowanej pod tym adresem. Spółką kieruje Mateusz Równiak, który ma ich jeszcze siedem, a cztery z nich powinny znajdować się pod tym adresem.
Wszystkie zajmują się edukacją, ale tylko w USKI część udziałów ma jego siostra Justyna Równiak – dyrektorka przedszkoli Iskierkowo.
Kiedy wchodzę do niewielkiego pomieszczenia USKI i pytam o Fundację, słyszę szybkie: – Pani Justynki nie ma. Znaczy, biuro fundacji tutaj jest, ale nie wiem, czy będziemy w stanie państwu pomóc.
Pracownice USKI przekazują mi, że Mateusz Równiak też jest nieobecny, przebywa na urlopie. Do kiedy? – Nie wiem, czy jesteśmy upoważnione do przekazywania takiej informacji". A Justyna Równiak? – Z nią trzeba najlepiej bezpośrednio (...) Przez przedszkole.
Zostawiam swój numer i proszę o telefon. Ten nie zadzwoni aż do momentu publikacji. Zanim przyjdę na ul. Ładną, wysyłam maila. Odpowiedź dostanę dopiero po kolejnym ponagleniu i prośbie o jakikolwiek kontakt.
W obszernej wiadomości mailowej czytam m.in., że: „Przyjęty przez nas model zakłada zapewnienie możliwie szerokiego zakresu wsparcia edukacyjnego i terapeutycznego bezpośrednio w placówce. Ma to szczególne znaczenie w mniejszych miejscowościach, w których dostęp do logopedów, pedagogów specjalnych, terapeutów integracji sensorycznej, fizjoterapeutów, psychologa oraz innych specjalistów bywa ograniczony. Dzieci korzystają ze wsparcia w znanym środowisku, natomiast rodzice nie muszą organizować dodatkowych przejazdów pomiędzy kolejnymi gabinetami ani ponosić kosztów prywatnej terapii”.
„W obowiązującym prawie oświatowym nie występuje odrębna kategoria przedszkola terapeutycznego” – przekazuje mi biuro Rzeczniczki Praw Dziecka, którą pytam o działanie tego typu placówek w praktyce. „Jest to określenie używane w praktyce przez niektóre placówki dla opisania profilu ich działalności, natomiast nie stanowi ono ustawowego typu przedszkola”.
– Placówki terapeutyczne są ważną alternatywą dla przedszkoli publicznych i integracyjnych, ponieważ z założenia pozwalają na stworzenie bardziej kameralnego i przewidywalnego środowiska dla dzieci w spektrum autyzmu, co sprzyja edukacji i realizacji specjalistycznego wsparcia wynikającego z orzeczeń wydawanych przez Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne – mówi Aleksandra Duszczyk z Fundacji Synapsis. – Zdarza się jednak, że zamiast modelowej pracy w małych, wyspecjalizowanych grupach przyjmują wiele maluchów, bo to wiąże się z dodatkowymi gratyfikacjami finansowymi, wyższymi niż w przypadku pracy z dziećmi bez orzeczeń – dodaje Duszczyk.
W Iskierkowie dzieci pracują w dwóch grupach. Jedna liczy dziewięć, druga siedem osób. Przypomnę: wszystkie z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego.
A., była pracownica Iskierkowa: – Dla dyrekcji to był czysty biznes. Któregoś dnia dostałam do ręki plik zaświadczeń dla rodziców. Była to prośba, by nie przekształcać przedszkola w specjalne, tylko pozostawić je terapeutycznym. Dyrektorka wyjaśniła mi, że to dla dobra dzieci. Głupia rozdałam rodzicom, powtórzyłam argumenty dyrektorki, zebrałam wymagane podpisy – opowiada.
– Dopiero potem, w domu, doczytałam, że przekształcając przedszkole w specjalne, placówka, a zatem i dyrekcja, zarobiłyby mniej, bo musiałyby np. zatrudnić więcej ludzi – dodaje A.
Patykowska: – Z tego, co mi wiadomo, dziś dyrekcja za każde dziecko z orzeczeniem dostaje ekstra kasę. Dlatego upycha po siedem czy nawet dziewięcioro dzieci w jednej grupie, zamiast czworo jak stanowi prawo w przypadku przedszkoli specjalnych. A warunków nie stwarza im żadnych.
W kuratorium potwierdzam, że przedszkole jeszcze w zeszłym roku nie zatrudniało psychologa. Od września chce go utrzymywać tylko na pół etatu. Do dziś nie opłaca fizjoterapeuty, choć troje maluchów musi być objętych takim wsparciem. Nie ma zajęć z języka obcego. Salę do zajęć rewalidacyjnych umieszczono tak, że w ciągu lekcji przechodzą przez nią wszyscy pracownicy, którzy chcą skorzystać z kuchni czy toalety.
Kącik wyciszenia? Był półotwarty domek na sali zabaw. Ale i jego już nie ma, bo dyrekcja miała uznać, że dzieci specjalnie są niegrzeczne, by tam trafiać. W dzienniku na próżno szukać też jakichkolwiek aktywności czy zabaw na świeżym powietrzu, co również odnotowało kuratorium.
– Bo ich nie ma. Dopiero niedawno zaczęliśmy wychodzić na spacery czy małe wycieczki. Ale przy tylu dzieciach i tak małej liczbie personelu zaraz znów stanie się to niemożliwe – mówi Patykowska.
Krakowski oddział przedszkola BeBaby (przypomnijmy, że posługuje się nazwą Iskierkowo) w ciągu 19 miesięcy, tj. od listopada 2024 roku do czerwca 2026 roku, otrzymało niemal 1,3 mln złotych dotacji z miejskiej kasy.
To daje średnio nawet 68,5 tysiąca złotych miesięcznie.
Przedszkole sprawuje nieodpłatną opiekę nad dziećmi przez pięć godzin w ciągu dnia. „Otrzymywane środki przeznaczane są na realizację zadań oświatowych, edukację, terapię, wynagrodzenia kadry, wyposażenie oraz bieżące funkcjonowanie placówek. Ich wykorzystanie podlega rozliczeniu i kontroli właściwych organów” – przekazuje mi Kacper Lipiec z Fundacji Światło-Mistrz.
Miasto Kraków w korespondencji z OKO.press zapowiedziało kontrolę – tym razem w zakresie finansów, tj. prawidłowości pobrania i wykorzystania dotacji oświatowych. Ta ma odbyć się w przedszkolu jeszcze w tym roku.
– To była jedna z pierwszych rad, jakie usłyszałam, kiedy zaczęłam pracę w tym przedszkolu – opowiada Izabela Patykowska. – Nie bójcie się podnosić na nie głosu.
– Dzieci, z którymi pracujemy, potrzebują poczucia bezpieczeństwa, stabilności, rutyny. Dopiero w takich ramach regulują się i odpowiednio funkcjonują. Tymczasem w przedszkolu serwowano im ciągły rollercoaster. Maluchy były przebodźcowywane, a kiedy próbowały szukać ujścia tych emocji, były siłą przytrzymywane w uścisku – mówi Patykowska.
Pytam: – Jak to w uścisku? Patykowska: – Tak zalecały panie z innych placówek Iskierkowa, które przeprowadzały wewnętrzny audyt. Kazały rozdzielać, izolować dzieci. Demonstrowały nam to nawet podczas wizytacji. To było straszne.
Opowiada: – Kamil* uderzył Huberta. Zamiast rozładować jego emocje, ponazywać je, wesprzeć dziecko, zrozumieć przyczynę, osoba na sali podchodziła do niego i unieruchamiała, ściskała, dopóki się nie uspokoił. Nie było dnia, żeby któreś z dzieci nie było odsyłane za karę na krzesło. Miało siedzieć tyłem do całej grupy i patrzeć w ścianę. Czego miało je to niby nauczyć? – zastanawia się.
Po naszej rozmowie przysyła mi wiadomość. „Dzieci w spektrum autyzmu czy ADHD mają swoje fiksacje na pewne tematy. Takie special interests sprawiające, że są wręcz małymi ekspertami w danej dziedzinie. U Maćka są to samochody. Kocha samochody, więc w ramach kary ma zakaz na samochody. Nie może ich np. rysować. To trudne, bo dziecku jest ciężko. Mówi, że potrzebuje zrobić auto. I słyszy tylko, że nie może” – czytam.
„Jeżeli zachowanie dziecka stwarza bezpośrednie zagrożenie dla jego zdrowia, życia lub bezpieczeństwa innych osób, pracownicy podejmują wyłącznie działania niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom zdarzenia. (...) Podejmowane działania ograniczane są do minimum koniecznego do opanowania sytuacji, a ich celem jest deeskalacja emocji oraz możliwie szybki i bezpieczny powrót dziecka do aktywności z grupą” – czytam w mailu przysłanym przez Fundację Światło-Mistrz.
W przedszkolnej sali wisi tablica, a na niej imiona dzieci i pięć kolorowych buziek, które dzieci zbierają przez cały tydzień.
Fioletową przyznaje tylko pani dyrektor (która, jak ustaliło kuratorium, w pracy pojawia się w kratkę) za wyjątkowo dobre zachowanie. Niebieską dostaje się wtedy, gdy dziecko zbierze pięć zielonych minek. Te dostać można za sprzątanie zabawek lub „pilnowanie kolegów”. Minka żółta – niczym żółta kartka podczas piłkarskiego meczu – jest znakiem ostrzegawczym. Dostaje się ją, kiedy nie posprząta się zabawek, wychodzi z sali, krzyczy lub „podgląda w WC”. Buźka czerwona, na której narysowano łzy, jest przyznawana za bicie, plucie, niszczenie rzeczy, rysowanie po ścianach, duże kłamstwo lub „pokazywanie ciała”.
Kilkulatki w przedszkolu pracują na zasadach kontraktu. Trzy żółte minki dają jedną czerwoną. Za pięć czerwonych dziecko jest zawieszone, a po trzech zawieszeniach następuje „rozwiązanie umowy”. Każda minka skrupulatnie oznaczana jest na tablicy. Dzieci mają więc rywalizować ze sobą w dobrym zachowaniu.
Izabela Patykowska: – Dziecko z najwyższą liczbą punktów otrzymuje nagrodę rzeczową. W praktyce jednak to system, który kompletnie nie działa.
– Tomek* jest kompletnie zafiksowany na owych buźkach. Każdą rzecz, jaką wykonuje, zrobi, dopiero gdy upewni się, że dostanie punkt. Wygrywa co tydzień, przynajmniej odkąd tam pracuję. Czuje presję, by utrzymać zwycięstwo. Jest zestresowany i spięty. Raz jeden nie wygrał. Wpadł w szał, nie mogliśmy go uspokoić przez kilkadziesiąt minut. Ciągle podliczał i pilnował, czy jest na pierwszym miejscu. Poczuł się oszukany. Krzyczał więc, wrzeszczał, zwijał się z rozgoryczenia – mówi Patykowska.
Fundacja Światło-Mistrz, która prowadzi przedszkole: „Symbol przekazywany dziecku stanowi krótkotrwałą informację zwrotną i może zostać zmieniony nawet tego samego dnia, jeżeli dziecko podejmie próbę zmiany zachowania albo osiągnie postęp w obszarze, nad którym aktualnie pracuje. System nie wpływa na dostęp dziecka do terapii, zajęć, zabawy ani kontaktu z grupą”.
A.: – Przygotowany harmonogram dnia zakładał, że dzieci z samego rana mają swobodną zabawę. Na dzień dobry usłyszałam, żeby nie zostawiać ich samopas, bo nie umieją się bawić. I że trzeba im cały czas coś organizować. Zajęcia? Koniecznie przy stole. To była musztra, praca oparta na strachu, ciągłe wmawianie tym kilkuletnim dzieciom, że za karę będą się uczyć z maluchami, że nie wyjdą z przedszkola, albo że jutro ich nie wpuścimy.
– Dzieci codziennie miały dodatkowe zajęcia, w kółko pracowały z kimś nowym. Przez pięć godzin dziennie były w za dużych dla siebie grupach. To nie mogło się udać. Były rozdrażnione, przebodźcowane, nie mogły znaleźć ujścia tych emocji. Dochodziło do katastrof – mówi była pracownica.
Fundacja Światło-Mistrz: „Dzieci uczestniczą między innymi w capoeirze, dogoterapii, robotyce, warsztatach chemicznych i historycznych, spotkaniach z pszczelarzami, rytmice, zajęciach tanecznych, przedstawieniach teatralnych oraz spotkaniach edukacyjnych z udziałem zwierząt”.
Patykowska: – Do końca życia nie zapomnę pierwszych zajęć z dogoterapii. Do sali wszedł mężczyzna z malamutem. Dzieci zaczęły chować się po szafach, w domku do zabawy. Wciskały się w kąt. Mężczyzna mówił do nich tylko: „karma-miska-pies”. Żadnych komunikatów, żadnych wyjaśnień. W końcu chwycił jednego z chłopców za rękę. Ten wyrywał się, krzyczał, że z miski śmierdzi. Mężczyzna na siłę włożył dłoń chłopca do miski z karmą. Dzieci wrzeszczały, były roztrzęsione.
– Interweniowałam, ale prowadzący rzucił tylko: „koniec zajęć” i poszedł do drugiej grupy. Poszłam do dyrektorki. Usłyszałam, że pan ma metody drastyczne, ale skuteczne. Kiedy oświadczyłam, że nie będę w tych zajęciach brać udziału, zwolniono mnie z nich. Dzieci na dogoterapię miała prowadzić koleżanka – wspomina.
A: – Jeden z wychowawców po prostu darł się na te dzieci. Kiedy go nie słuchały, przeciągał je przez cały korytarz i kazał siadać w jednym miejscu. W drugim przedszkolu, stawianym nam za wzór, dzieci siedziały na krześle przez cały czas, w ciągu dnia pobawiły się raptem przez 10 minut. Panowała tam wręcz ogłuszająca cisza. Te dzieciaki nie wiedziały, jak wygląda zabawa. Czytano im po cztery książki, jedna za drugą. Albo brano na bardzo długi, dynamiczny spacer, do zajechania.
Izabela Patykowska opowiada mi kolejną historię. – W pierwszych dniach mojej pracy dzieci bawiły się na zewnątrz. Była piękna pogoda, maluchy szalały. Karol* chciał wrócić do sali. Bardzo ładnie zakomunikował nam, że tu jest dla niego za głośno. Zaoferowałam, że z nim wrócę, ale nie otrzymałam zgody. Karol miał zostać i bawić się z dziećmi. Popchnął kolegę. Usłyszał, że jeśli zrobi tak jeszcze raz, to zabawa się skończy. Popchnął więc po raz kolejny, bo dokładnie tego chciał: końca zabawy i powrotu do sali. Za karę miał siedzieć tyłem do grupy, na trawie.
Sytuacja eskalowała, Karol zaczął krzyczeć, że jest mu gorąco i że zaraz umrze. Jedna z osób sprawujących opiekę rzuciła tylko, że jak umrze, to go tutaj pochowamy.
Historii, które mogły skończyć się inaczej, a doprowadziły do ataków paniki u dziecka czy uderzenia psycholożki parasolem, usłyszałam więcej. Tak jak i przykładów straszenia maluchów, np. tym, że nikt im nie zaśpiewa „sto lat” w dniu urodzin, albo jeden telefon do mamy i więcej do przedszkola nie wrócą.
Kiedy pytam o te sytuacje przedszkole i Fundację, dostaję krótką odpowiedź: „Ze względu na ich [dzieci – przyp. red.] dobro, bezpieczeństwo i prawo do prywatności nie komentujemy diagnoz, zachowań, terapii, sytuacji rodzinnej ani przebiegu indywidualnego wsparcia naszych wychowanków. Każde dziecko objęte jest pomocą dostosowaną do swoich potrzeb, realizowaną we współpracy z rodzicami, specjalistami oraz, gdy zachodzi taka potrzeba, właściwymi instytucjami. Odmowa ujawnienia szczegółów dotyczących konkretnego dziecka jest realizacją obowiązku ochrony jego godności, prywatności oraz informacji dotyczących zdrowia, rozwoju i sytuacji rodzinnej”.
Historie, które słyszę od byłych i obecnych pracownic Iskierkowa, oraz które pojawiają się w dokumentacji pokontrolnej Małopolskiego Kuratorium Oświaty, konfrontuję z ekspertkami pracującymi z dziećmi z wyzwaniami neurorozwojowymi, jak autyzm czy ADHD. Nie mają wątpliwości – to, co spotyka podopiecznych Iskierkowa, to przemoc.
– Stosowanie kar emocjonalnych, a tym jest np. straszenie brakiem świętowania urodzin, nie ma żadnego sensu z punktu widzenia wychowania czy pedagogiki. Dziecko, nawet boleśnie ukarane, nie będzie miało szansy zachować się inaczej. A przecież na tym nam zależy – mówi Marta Cieśla, psycholożka i psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, od ponad 15 lat pracująca z dziećmi i młodzieżą z wyzwaniami neurorozwojowymi, jak autyzm, zespół Aspergera czy ADHD.
Aleksandra Duszczyk uzupełnia: – Nagminnie stosowane kary, krzyki, przytrzymywanie dzieci są niedopuszczalne i wynikają z niezrozumienia potrzeb rozwojowych dzieci, prowadząc do nasilenia się lęku, zachowań problemowych i awersyjnych reakcji u dzieci. Nie są to metody osadzone w naukowym podejściu do pracy z dziećmi w spektrum autyzmu. Z Pani opisu wynika, że działania dorosłych miały tam na celu dyscyplinowanie maluchów i całkowite ich podporządkowanie dorosłym w negatywnym tego słowa znaczeniu. Tymczasem kluczem do edukacji i terapii jest nawiązanie dobrej i bezpiecznej relacji z dzieckiem, a nie jego zdominowanie.
Duszczyk: – Krzyk i sięganie po przemoc obnażają bezradność w obliczu zachowań problemowych i brak zrozumienia społeczno-emocjonalnego rozwoju dzieci, całkowite nieprzygotowanie do trudnej materii, z jaką podjęto się pracy. Na tej niekompetencji cierpią dzieci.
Justyna Równiak, dyrektorka przedszkola, oraz Mateusz Równiak, prezes Fundacji Światło-Mistrz prowadzącej przedszkole, otrzymali ode mnie długi mail z listą 20 pytań. Określiłam termin, w którym proszę o odpowiedź. Ta nadeszła w piątek, 17 lipca wieczorem, w ostatnim dniu oczekiwania na wiadomość zwrotną.
W przesłanej do mnie wiadomości „Sekretariat” (bez nazwiska autora maila) napisał, że prezes fundacji przebywa na urlopie, a w czasie jego nieobecności nie ma osoby upoważnionej do odpowiedzi – mimo iż przedszkole działa jak w czasie roku szkolnego.
„Sekretariat” zapowiedział też, że na ewentualne pytania odpowie po osobistym spotkaniu ze mną. „Po zakończeniu urlopu Pana Prezesa [kiedy miałby się on skończyć, tego wiadomość nie określa – przyp. red.] sekretariat skontaktuje się z Panią w celu ustalenia dogodnego terminu spotkania” – czytam.
Kiedy 20 lipca przyjeżdżam do przedszkola, od jednej z opiekunek słyszę tylko, że rozmowa z panią dyrektor jest niemożliwa, bo ta przebywa na zwolnieniu lekarskim. Nie może powiedzieć, od kiedy, do kiedy i co się stało.
O tym, że pani dyrektor jest na L4, usłyszały też kontrolerki z kuratorium oświaty, które wizytowały Iskierkowo 28 maja. Jak czytam w protokole, po tym, kiedy wizytatorzy zdecydowali, że kontynuują kontrolę, ta niespodziewanie przyjechała do placówki.
Wiadomość zwrotną – której fragmenty przytaczam w tekście – otrzymałam dopiero po kolejnej próbie korespondencji z przedszkolem i Fundacją. Zaznaczyłam w niej, że brak konkretnych odpowiedzi na pytania lub niewyznaczenie terminu rozmowy uznam za celowe pozbawienie się możliwości przedstawienia stanowiska w treści artykułu na temat przedszkola.
Iskierkowo po raz trzeci zostanie skontrolowane przez kuratorium we wrześniu. Miasto Kraków również zapowiedziało kontrolę – tym razem w zakresie finansów, tj. prawidłowości pobrania i wykorzystania dotacji oświatowych. Ta ma odbyć się w przedszkolu jeszcze w tym roku.
*imiona dzieci zostały zmienione
Edukacja
Prawa człowieka
Ministerstwo Edukacji Narodowej
Rzecznik Praw Dziecka
ADHD
autyzm
dzieci
dzieci z niepełnosprawnościami
Kraków
przedszkole
przedszkole terapeutyczne
zdrowie psychiczne
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Komentarze