Jarosław Kaczyński chce zmienić prawo wyborcze, ograniczając liczbę kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Obraża samorządowców, twierdząc, że tworzą ksiąstewka i dyktaturki. Niby broni demokracji, ale nieoczekiwanie szczerze zdradza, jaki ma w tym partyjny interes. I zapowiada, że będzie przekonywał TK, by uznał jego akcję za zgodną z Konstytucją

Zdumiewająca jest szczerość prezesa Kaczyńskiego, która może świadczyć albo o utracie instynktu samozachowawczego, albo o pewności, że ma już wszystko pod kontrolą. Ewentualnie o jednym i drugim jednocześnie.

Jarosław Kaczyński  zapowiada zmianę ordynacji wyborczej. Ograniczenie liczby kadencji do dwóch dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast miałoby obowiązywać już w wyborach 2018. „Jestem za tym, żeby to weszło w życie natychmiast” – mówił Kaczyński 22 stycznia w Opolu.

Zapytany, dlaczego ograniczenie liczby kadencji nie ma dotyczyć posłów, Kaczyński – który zalicza właśnie siódmą kadencję w Sejmie –  odpowiada, że

„kadencyjność odnosi się do osób wybieranych na funkcje jednoosobowe związane z bardzo dużą władzą, a pojedynczy poseł w gruncie rzeczy jej nie ma”.

Niezależnie od humorystycznej wymowy tego stwierdzenia w ustach Kaczyńskiego, OKO.press zanalizuje trzy aspekty sprawy.



Ksiąstewka i dyktaturki, czyli władza centralna obraża władze lokalne

Uzasadniając zmiany w ordynacji Kaczyński w TVP 3 dokonał 22 stycznia oceny polskiej samorządności:

„W Polsce jest mnóstwo malutkich ksiąstewek, takich dyktaturek, tyranii; i one muszą zostać zlikwidowane w interesie Polaków”.

Kaczyński nie zaprzeczył, że „są też dobrzy samorządowcy, którzy mogliby rządzić pięć i siedem kadencji, ale niestety [obecne prawo] nierzadko służy także rzeczom złym, powstawaniu różnego rodzaju patologicznych powiązań, klik i wszystkich niedobrych konsekwencji, które temu towarzyszą”.

Na uwagę, że samorządowców oceniają wyborcy, odparł:

„Naiwne jest myślenie, że każdy obywatel jest doskonale poinformowany i nie ulega różnego rodzaju naciskom i manipulacjom”.

Ten  rodzaj argumentacji odwołuje się do interesu publicznego (inna rzecz, czy szczerze), ale stanowi jaskrawy przykład naruszenia szacunku jednej władzy (ustawodawczej, centralnej) do innej (samorządowej, lokalnej). Określenia takie jak „dyktaturki, tyranie czy ksiąstewka” są wyrazem pogardy, którą znamy zresztą z wielu wypowiedzi PiS-u na temat samorządów zawodowych czy gospodarczych, organizacji pozarządowych i wielu innych przejawów społeczeństwa obywatelskiego.

Ale Kaczyński podaje też – zaskakująco szczerze –  inny powód.



Żeby duża głowa miała większy tułów

„Dziś nasza partia, to jest taka duża głowa – to jest nasz klub parlamentarny, rząd i Senat – i dużo mniejszy tułów. PSL wygląda zupełnie inaczej: głowa mała, tułów wielki jak u dinozaura. Chcemy doprowadzić do innej proporcji między naszą głową i tułowiem” – obrazowo opisał intencje nowelizacji prawa wyborczego szef PiS.

W ten sposób Kaczyński wskazuje na czysto partyjny interes, czyli zapewnienie, że PiS – dzięki zmianom w ustawie – osiągnie lepszy wynik w wyborach samorządowych 2018.

Czy Wielkiemu Księciu wolno przekonywać Trybunał

 „Jestem przekonany, że decyzja będzie zaskarżona do TK, nie wiem, jaka będzie decyzja Trybunału” – mówi Kaczyński. Ale chwilę potem dodaje:

„Będziemy przekonywać Trybunał, że to jest zgodne z Konstytucją”.

Kaczyński wyraża otwarcie zamiar naruszenia autonomii najwyższej władzy sądowniczej. Ta deklaracja zdradza obraz polityki  uprawianej przez PiS, który dąży do „połknięcia” całego państwa z jego wszystkimi władzami, instytucjami, organizacjami itp.



Czy Konstytucja dopuszcza ograniczenie liczby kadencji

Samo wprowadzenie zasady dwukadencyjności wobec wójtów, burmistrzów czy prezydentów zdaniem Ryszarda Piotrowskiego, konstytucjonalisty z Uniwersytetu Warszawskiego, nie jest sprzeczne z Konstytucją, choć przewiduje ona ograniczenie liczby kadencji tylko dla prezydenta RP. Nie wynika z tego, że inne urzędy nie mogą być pod tym względem ograniczane.

„To jest materia ustawowa” – mówi OKO.press Ryszard Piotrowski.

Ograniczenie biernych i czynnych praw wyborczych

Wprowadzenie w życie pomysłu Kaczyńskiego stanowi jednak jaskrawe ograniczenie biernego prawa wyborczego tych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którzy pełnią swój urząd drugą (lub kolejną) kadencję. Nie mogliby w 2018 roku kandydować.

Co ważniejsze, ograniczone zostaje także czynne prawo wyborcze w szczególności tych osób, które chciałyby głosować na – powiedzmy – wójta, który w ich przekonaniu dobrze „wójcił” przez ostatnie osiem czy choćby i 16 lat.

Konstytucja chroni obywateli przed tak poważnym naruszeniem ich wolności.

Zgodnie z art. 31 ust. 3  Konstytucji RP:

Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Aby uznać, że nowelizacja ustawy ograniczająca liczbę kadencji jest zgodna z Konstytucją, trzeba być przekonanym, że zmiana jest konieczna ze względu na ważny interes publiczny (bo np. praktyki korupcyjne naruszają moralność i ograniczają wolność obywateli, którzy w nich nie uczestniczą).

Jak podkreśla dr Piotrowski, obowiązuje tu zasada proporcjonalności: dobro, które chronimy musi być większe od dobra, które poświęcamy. Musimy mieć pewność, że trzeba ograniczyć czynne i bierne prawa wyborcze, bo tego wymaga interes publiczny. Bo wielokadencyjność narusza zasady uczciwego sprawowania władzy,  powoduje oligarchizację, wytwarza układy korupcyjne itp.

Zdaniem OKO.press trudno byłoby uznać nawet obecnemu TK, że interes polityczny PiS – wyrażony wprost przez Jarosława Kaczyńskiego – uzasadnia ograniczania wolności wyborców i kandydatów. Wręcz odwrotnie, wypowiedź Kaczyńskiego demaskuje jego partyjne interesy i kompromituje próby argumentacji przy pomocy interesu publicznego.

Można zaryzykować tezę, że ujawniając partyjne intencje, Kaczyński musi być przekonany, że Trybunał będzie orzekał po jego myśli, inaczej ukrywałby swoje kalkulacje.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?