Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Julie SEBADELHA / AFPFot. Julie SEBADELHA...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Francja od lat plasuje się na czele narodów z najbardziej pesymistycznymi obywatelami na świecie. Już w 2011 roku „The Economist” opisywał tę tendencję, zauważając, że „Francuzi wydają się wątpić w zdolność polityków do zrobienia czegokolwiek, co poprawi ich sytuację”.

Piętnaście lat później, w 2026, ich morale okazuje się jeszcze niższe: zaufanie wobec polityki jako takiej, jak również wobec wszelkich instytucji państwowych, plasuje się na jednym z najniższych w historii badań poziomie.

Ostatnim bastionem zaufania są lokalne władze – merowie, radni i inne osoby zasiadające w ciałach doradczych, na których sprawczość nadal liczy 60 proc. badanych. Jak wyjaśnia Romain Gubert, redaktor naczelny tygodnika „Le Point”, wynika to z bezpośredniej, w porównaniu z wyborami do Zgromadzenia Narodowego lub na prezydenta kraju, możliwości rozliczenia polityków za konkretne osiągnięcia i zrealizowane obietnice.

A jednak najbliższe wybory samorządowe w dwie marcowe niedziele (15 marca i 22 marca 2026) decydują nie tylko o tym, kto zasiądzie w lokalnych władzach w całej Francji. Sygnalizują one bolączki krajowej polityki i frustrację wyborców na brak kontaktu klasy politycznej z rzeczywistością i poszukiwania odpowiedzi na ich problemy. Być może pokażą także, czy skrajna prawica ma szanse na wygranie wyborów prezydenckich w 2027 roku.

W tych wyborach samorządowych uprawnionych do głosowania jest 48,7 miliona osób. Druga tura jest organizowana, jeśli w pierwszej żadna lista nie uzyska bezwzględnej większości. W dużych miastach, w Paryżu, Lyonie i Marsylii wybory odbywają się w podziale na dzielnice, które mają własne rady i merów.

Przeczytaj także:

Wolność (?), nierówność, siostrzeństwo

Kraj nad Sekwaną od dawna nie przypomina ekonomicznego giganta epoki trente glorieuses [trzydziestoletni okres wzrostu gospodarczego we Francji od 1945 do 1975 roku], siły napędowej Europy po drugiej wojnie światowej.

Od 2015, nierówności dochodowe we Francji są wyższe niż w Polsce, a według zeszłorocznego raportu francuskiego Obserwatorium Nierówności ponad 8 milionów obywateli kraju żyje poniżej granicy ubóstwa, definiowanej jako mniej niż 1014 euro. Tym większe wzburzenie wzbudził wyciek medialny z komisji finansów Zgromadzenia Narodowego, że ponad 13 tysięcy najbogatszych rodzin nie zapłaciło w zeszłym roku ani eurocenta podatku dochodowego.

W tym samym czasie francuska przestrzeń publiczna przechodzi podobny do USA proces: dzięki koncernom medialnym, w większości wykupionym przez miliarderów, oraz rosnącej w siłę skrajnej prawicy, okno Overtona (zakres społecznie akceptowanych poglądów w przestrzeni publicznej) przesunęło się znacząco na prawo.

Niezależne medium śledcze, portal basta!, wyliczył, że 93 proc. sprzedawanej obecnie we Francji prasy należy do koncernów, których właścicielami jest zaledwie pięć osób, a ponad połowa kanałów telewizyjnych do czterech.

W portfolio Vincenta Bolloré właściciela największej prywatnej stacji radiowej France 1 oraz grupy Canal+ można znaleźć też kanał CNews: medium poglądami najbardziej podobne chyba tylko do amerykańskiego Breitbart News.

Nie jest tajemnicą, że Bolloré bezpośrednio wpływa na przekaz swoich mediów, kładąc nacisk na zapraszanie polityków nieakceptowanych nigdzie indziej, jak choćby Erica Zémmoura, wielokrotnie skazanego za promocję nienawiści rasowej. Czyli dopuszcza język, który jak dotąd był automatycznie wykluczany z debaty publicznej.

Przykładem na to jest niedawna debata kandydatów i kandydatek na stanowisko mera Marsylii, w trakcie której Martine Vassal, wspierana przez partię Emmanuela Macrona, ogłosiła, że jej wartości można zdefiniować jako „praca, rodzina, ojczyzna” – slogan używany przez kolaboracyjny rząd Vichy w trakcie drugiej wojny światowej.

Wreszcie, polityka coraz częściej walczy ze wszelkimi przejawami niezależnej kultury. Rachida Dati, do niedawna ministra kultury w kolejnych gabinetach prawicowej koalicji rządowej, a obecnie kandydatka na stanowisko mera Paryża (o czym więcej za chwilę), przewodziła grupie radnych w Radzie Miasta podczas głosowania nad dotacjami dla niezależnych księgarń, które to pieniądze zostały zablokowane dzięki głosom jej partii.

Bitwa o Paryż

Najważniejsza – a na pewno najbardziej widoczna – zmiana może nadejść w samej stolicy, w której te wybory najbardziej przekładają się na plebiscyt popularności politycznej, a mniej na wybór dobrego gospodarza miasta.

Po dwunastu latach ze stanowiskiem mera Paryża żegna się Anne Hidalgo, polityczka Partii Socjalistycznej, a sondaże wskazują na duże prawdopodobieństwo przejęcia paryskiego ratusza przez prawicę.

Rachida Dati, do niedawna ministra kultury w kolejnych rządach macronowskiej prawicy i była ministra sprawiedliwości, obecna burmistrzyni siódmej dzielnicy Paryża, wyprzedza Emmanuela Grégoire’a, kandydata zjednoczonej Lewicy (w której skład nie wchodzi La France Insoumise, partia skrajnej lewicy Jean-Luca Mélenchona).

Dati prowadzi kampanię, koncentrując się przede wszystkim na bezpieczeństwie na ulicach miasta, postuluje zwielokrotnienie liczby policjantów na ulicach i uzbrajanie ich w broń palną. Jest członkinią partii Les Républicains, założonej przez Nicolasa Sarkozy’ego.

Obiecuje też zmniejszenie deficytu miasta, który według Instytutu Montaigne’a wynosi około 10 miliardów euro. Na jej niekorzyść natomiast przemawia perspektywa procesu o korupcję, który rozpocznie się we wrześniu tego roku: Rachida Dati oskarżona jest o przyjęcie ponad 300 tysięcy euro za lobbying na rzecz grupy energetycznej Engie w Parlamencie Europejskim, do którego była posłanką.

Emmanuel Grégoire, który przez lata był zastępcą odchodzącej administratorki Paryża, obiecuje z kolei kontynuację polityki społecznej i ekologicznej, zapoczątkowanej przez Hidalgo: czyli dalsze odbetonowywanie ulic i placów, zmniejszanie liczby aut na ulicach miasta.

Ten lewicowy kandydat cieszy się, według ostatnich sondaży, najlepszą spośród startujących opinią, ale walczy ze słabą rozpoznawalnością: nawet pod koniec kampanii wyborczej na najważniejsze bodaj stanowisko samorządowe w kraju 12% Paryżan nie wie, kim jest.

Marsylia między skrajnościami, Lyon skręca w prawo

W ostatnich miesiącach Francją wstrząsnęły dwa zabójstwa, których znaczenie przekracza lokalny kontekst. W listopadzie zeszłego roku w Marsylii nieznani sprawcy zamordowali dwudziestoletniego Mehdiego Kessaciego, młodszego brata antynarkotykowego aktywisty, Amina.

Sprawców nie odnaleziono – policja uznaje, że było to ostrzeżenie, by zanadto nie przeszkadzać narkobiznesowi. Miasto jest narkotykowym centrum kraju, a przemoc i działanie zorganizowanych grup przestępczych w niektórych jego dzielnicach są na porządku dziennym.

Chociaż coraz bardziej modna wśród turystów z całego świata i jako ulubione miejsce przeprowadzek dobrze sytuowanych, młodych osób ze stolicy, Marsylia cierpi na brak inwestycji w infrastrukturę, z dosłownie rozpadającymi się budynkami mieszkalnymi.

Jak dotąd sondaże wskazują na prowadzenie dwójki kandydatów, których propozycje i styl zarządzania miastem byłyby skrajnie różne. Główny pojedynek toczy się więc między lewicowym kandydatem Benoît Payanem a Franckiem Allisio, wspieranym przez Rassemblement National, skrajnie prawicową partię Marine Le Pen.

Lyon z kolei nie schodzi z pierwszych stron gazet z powodu niedawnego zabójstwa przez antyfaszystowskie bojówki skrajnie prawicowego działacza, Quentina Deranque’a.

Deranque zginął podczas zamieszek towarzyszących wystąpieniu posłanki La France Insoumise na lokalnej uczelni. Jako potencjalnych podejrzanych zatrzymano wolontariuszy tej partii. Skrajna prawica wykorzystuje tę śmierć do oskarżania antyfaszyzmu i lewicowych stronnictw jako autorytarnych i antydemokratycznych.

To proces przypominający retorykę polityków w Stanach Zjednoczonych, którzy coraz częściej traktują ruchy antyfaszystowskie jako zorganizowany terroryzm. Lyon, miasto, definiowane jako „historyczny bastion” prawicy, najprawdopodobniej wybierze na mera Jean-Michela Aulasa, byłego prezesa klubu piłkarskiego Olympique Lyon, przedsiębiorcę wspieranego przez szeroki blok centro-prawicowy i prawicowy.

Ostatnie wybory przed 2027

Wybory samorządowe nie przekładają się bezpośrednio na stan poparcia dla konkretnych sił politycznych w całym kraju – na merów mniejszych miast wybierani są po prostu reprezentanci lokalnych społeczności, którzy są znani przez swoich sąsiadów i łatwo weryfikowalni.

Nie sposób jednak nie oczekiwać po ich wynikach wskazania, jak kształtuje się poparcie dla Rassemblement National Marine Le Pen, czy wychylającego się jeszcze bardziej na prawo, stronnictwa Reconquête! Erica Zemmoura.

Wiosenne wybory będą sprawdzianem przede wszystkim tego, czy prawica zdoła przekonać Francuzów, że to właśnie imigracja i bezpieczeństwo, a nie kryzys poziomu życia lub coraz gorsza jakość usług publicznych, stanowią największe problemy w kraju.

Bo to właśnie zdolności retoryczne prawicy oraz pytanie, czy nie do końca zjednoczona lewica będzie w stanie zewrzeć szyki przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku, zdefiniują najbliższe miesiące, a może i lata, nad Sekwaną.

;
Na zdjęciu Olga Byrska
Olga Byrska

Doktorantka historii w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji, wykłada na Sciences Po w Paryżu. Publikowała m.in. w Krytyce Politycznej, Dwutygodniku, Polityce. Tłumaczyła eseje Simone de Beauvoir, Achille Mbembe i Paula Preciado.

Komentarze