Przemysław żyje z renty i mieszka z mamą. Uważa, że należy zlikwidować socjal. Jarosław w klubie judo miał ksywę „Adolf”, obecnie ma na karku ABW w związku z podejrzeniem szpiegostwa na rzecz Rosji. Przyjrzałem się mężczyznom, którzy naszli biuro ukraińskiej firmy w Poznaniu
O tej scenie mówiła cała Polska. Poznań, 3 lipca 2026. Dwóch mężczyzn po czterdziestce próbuje przeprowadzić „kontrolę” w firmie prowadzonej przez Nataliię Fedoriak. Ona pewna siebie, nie daje się zepchnąć do narożnika, kontroluję sytuację. Oni onieśmieleni, nie takiej reakcji się spodziewali. Fargo w polskim wydaniu. Misterny koncept zbrodni, tylko wykonawcy fajtłapowaci, próbują trzymać się planu, jednak ten sypie im się w dłoniach.
To on przewodził akcji. Przemysław Grzegorek. Lat czterdzieści sześć. Absolwent Technikum Łączności w Poznaniu. Zamieszkały w Koziegłowach pod Poznaniem. Członek partii KORWiN. Aktywny w polityce od połowy ubiegłej dekady. W 2015 roku debiutuje jako kandydat w wyborach parlamentarnych. Otrzymuje 195 głosów. Czwarty najgorszy wynik na liście.
„To fascynacja Korwinem popchnęła go do polityki” – mówi były kolega z partii. „Miałem wrażenie, że potrzebował silnego męskiego autorytetu. Fotografował się z nim, przyjmował za swoją każdą opinię prezesa, szczególnie te najbardziej kontrowersyjne, imitował nawet jego sposób mówienia, jak »tfu« przed obraźliwym określeniem na homoseksualistów. Był bardzo pracowity przy kampaniach, mówiliśmy na niego »Przemonator«”.
Przemysław Wipler doskonale pamięta Grzegorka. „Kocha pana Janusza Korwin-Mikkego. Jest w niego zapatrzony. Ale to emocja jednostronna. Pan Janusz ma go w d... On pasie się takimi nieszczęśnikami, robił to od zawsze. Wykorzystuje go do niewdzięcznych prac. A Grzegorek to maszyna do zbierania podpisów, potrafi przyjechać do Warszawy i przez 13 godzin zebrać kilkaset. Dostawał tylko nocleg” – wspomina poseł Konfederacji.
Przełomowym momentem dla Przemysława Grzegorka jest rozwód Korwina z Konfederacją. Wybory w 2023 roku są dla JKM katastrofą. Prezes nie uzyskuje mandatu posła, po czym zostaje wykluczony ze struktur koalicji, a wraz z nieliczną grupą działaczy, którzy stali po końca po stronie „Krula”. Wśród nich Grzegorek. Większość dawnych żołnierzy zostaje przy Mentzenie. „Przemonator” zostaje w Poznaniu sam. Ale na swoim – jako prezes okręgu.
„Zawsze lepiej się czuł w zadaniach indywidualnych, słabo ogarniał relacje międzyludzkie, gubił się w tym. Więc przypuszczam, że marginalizacja jego partii paradoksalnie okazała się dla niego momentem upodmiotowienia” – mówi kolega z dawnych czasów.
„Przemonator” ruszył do boju. Kilkadziesiąt akcji – protestów, kontrdemonstracji, happeningów. Wspieranych przez Kamratów, antyszczepionkowców, przeciwników aborcji. Bardzo kameralnych, ale radykalnych w wymowie. To jego dorobek z ostatnich dwóch lat.
Jest zwolennikiem powszechnego dostępu do broni palnej. Na jednym ze zdjęć pozuje z wielką strzelbą w dłoni:
„Broń palna w rękach obywateli, to bezpieczny kraj. Mniejsza przewaga przestępców nad porządnymi ludźmi, lepiej obeznani z bronią żołnierze w razie konfliktu, ale też obywatele, z którymi władze muszą się bardziej liczyć” – tłumaczy.
Jest wolnościowcem, ale chciałby zakazać demonstracji, które obrażają jego uczucia religijne i „budzą zgorszenie”. Osoby LGBT nazywa „zboczeńcami” i „sodomitami”. Jest jedną z tych postaci, które można spotkać z pouczającymi banerami przy trasach Marszów Równości.
„Młodzieży! Zagubiliście się. Wiem, że wam imponują te tęczowe fajerwerki, ale to nie tędy droga. Brońcie konserwatywnych wartości” – peroruje, po czym zaczyna skandować: „Chłopak, rodzina, normalna rodzina” – „Ty nie jesteś normalny” – odpowiada mu ktoś z marszu.
„Zalicza więcej takich demonstracji niż niejeden tęczowy aktywista. Widziałam go w roli przeszkadzającego, z tymi banerami na pewno w Poznaniu i Śremie, Wrocławiu, Słubicach, Koninie chyba też mi kiedyś mignął” – mówi transaktywistka z Poznania.
Gdy Przemysław kontrdemonstruje, często spisuje go policja. Każdy taki przypadek odnotowuje na swoich kanałach. Policjantów wyzywa od zdrajców i zarzuca im marnotrawienie środków. Uważa, że należy ich za to postawić przed sądem. – On karmi się własną martyrologią – przyznaje Przemysław Wipler.
Nienawidzi Unii Europejskiej. Jako jedynka w eurowyborach z list Bezpartyjnych Samorządowców w 2023 roku mówi, że chce zniszczyć ustrój biurokratyczny, który „narzuca nam demoralizację i ocieplanie budynków”, czyli „rzeczy, które są szkodliwe dla naszej kultury”
Twierdzi, że korzyści z członkostwa Polski w UE są pozorne, bo teraz UE zabierze nam to wszystko w formie „nowych podatków pod pretekstem covida”. Jako przykład podaje…zakrętki do butelek. „Czy to jest w porządku, żeby narzucać takie rzeczy ludziom?” – pyta.
Antysemicki rys pojawia się w stanowiskach naszego bohatera na początku lat 20. Moi rozmówcy uważa, że to wpływ środowiska Kamratów.
„Przejmuje poglądy silnych mężczyzn, szczególnie gdy są to radykalne przekonania" – słyszę od dawnego kolegi Przemysława.
Gwiazdę Dawida na szubienicy – widok znany z niemieckich ulic lat 30, publikuje Grzegorek w lipcu 2025 na portalu X. „Jeżeli żydom się w Polsce nie podoba, to przypominam – jesteście gośćmi. Nie mam obowiązku was lubić” – wyjaśnia.
Dalej jest jeszcze mocniej. Strona z antysemickiego kalendarza „Samobrona”, wydawanego przez przedwojenną polską skrajną prawicą. „Wojna Europejska (I WŚ przyp.) była dziełem żydostwa”, „świat należy uwolnić od zarazy żydowskiej” – czytamy na archiwalnej karcie.
Deklaruje się jako wyznawca chrześcijańskich wartości, ale kadr. Grzegorza Rysia nazywa „żydem w przebraniu kardynała”.
Grzegorek nie uznaje zasady, że nie ma wroga na prawicy. Konfrontacyjny, zawsze za busolę bierze pogląd Korwina. W 2025 roku podczas protestu przeciwko działaniom min. Nowackiej atakuje Przemysława Czarnka, twierdząc, że ten wprowadził tęczowe piątki podczas swoich rządów w resorcie edukacji.
Przemysław Wipler zwraca uwagę, że atutem Grzegorka jest ogromna ilość wolnego czasu. „Nie pracuje, mieszka z mamą, a po wypadku, w którym jako kurier zderzył się z tramwajem, otrzymuje rentę.”
Nie przeszkadza to Grzegorkowi być członkiem partii, która walczy ze świadczeniami socjalnymi, a jej beneficjentów – obraża.. „Należy przepisami prawnymi zlikwidować państwo socjalne, które przyciąga nygusów i rozrabiaków. Trzeba zlikwidować wszelkie zasiłki – i przestaną się pchać. Tak – również zasiłek dla samotnych matek” – mówił wszak Janusz Korwin-Mikke.
Policja przyszła po „Przemonatora” 4 lipca, dzień po jego wizycie w biurze ukraińskiej firmy. W jego obronie stanął jego polityczny idol. Zdaniem Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorek nie zrobił niczego złego, tylko grzecznie pytał o sprawy formalne.
Z kolei ukraińska organizacja Myrotworec wpisała Grzegorka na listę wrogów Ukrainy.
Grzegorek jest aktywny również na poziomie samorządowym. Rozmawiam z Marcinem Wojtkowiakiem, wójtem gminy Czerwonak. „To zdarzenie (najście na biuro ukraińskiej firmy – przyp.) jest nie tylko przejawem skrajnej nieodpowiedzialności, ale także sygnałem, w jakim kierunku może zmierzać życie publiczne, jeśli będziemy przyzwalać na takie zachowania. Tym bardziej że sympatyk Konfederacji Przemysław Grzegorek jest również lokalnym działaczem, który pojawiał się na sesjach Rady Gminy Czerwonak” – mówi Wojtkowiak.
„Pan Grzegorek uaktywnił się kilka miesięcy temu, najpierw komentując sprawy samorządowe w internecie, potem zabierając głos na sesji rady gminy na temat brakujących miejsc parkingowych. Próbował też raz zakłócić konferencję prasową w sprawie budowy kładki nad Wartą w Czerwonaku, dużej inwestycji, w którą zaangażowano środki z UE, Poznania i gminy Czerwonak. Choć budowa jest niemal w 90 proc. finansowana spoza budżetu gminy Czerwonak i jest już na finiszu, on uważał, że pieniądze powinny iść na coś innego” – opowiada wójt.
„Sam fakt, że próbuje zaistnieć lokalnie, nie jest niczym złym, choć widać, że niespecjalnie rozumie jak działa samorząd. To, co budzić może niepokój, to forma tych działań, która coraz bardziej przypomina takie przekrzykiwanie się i zamknięcie na inne argumenty, które widzimy w polityce krajowej. W samorządzie działa się inaczej, rozmawiamy, wypracowujemy kompromisy, szukamy rozwiązań. A tu przychodzi człowiek, trochę znikąd, i wygłasza swoje prawdy objawione, na dodatek obraża radnych i chyba tylko po to, żeby w swoim mniemaniu zabłysnąć” – kończy Wojtkowiak.
Poznajcie drugiego z mężczyzn, którzy próbowali zastraszyć właścicielkę ukraińskiej firmy.
Jarosław K.i, 43 l., ps. Adolf, były żołnierz WOT, zaangażowany w prorosyjski ruch Kamraci, bliski znajomy Przemysława Grzegorka, jak również sąsiad w gminie Czerwonak.
Pseudonimu dorobił się jeszcze w czasach studenckich. W akademickim klubie judo nie rokował na następcę Pawła Nastuli, jednak
przodował w ekstremistycznych poglądach, które nie zawsze znajdowały zrozumienie, nawet w zmaskulinizowanym środowisku sztuk walki.
Jego znajomy z tamtych czasów mówi, że był odbierany jako „nieprzyjemny, opryskliwy człowiek” ze skłonnością do używek i problemami z higieną osobistą. „Kiedyś się do mnie spruł z powodu mojego antyfaszystowskie o tatuażu. Nie był ulubionym partnerem od ćwiczeń”.
„Jako zawodnik zaangażowany i pracowity” – mówi trener judo, którym pracował z K. w Poznaniu. „Jeśli chodzi o poglądy, tu się bardzo różniliśmy. Dla mnie to, że ludzie się różnią etnicznie, rasowo czy religijnie jest oczywistością. Dla Jarosława niekoniecznie. Dlatego też, poza matą, delikatnie mówiąc, nie mieliśmy wspólnego języka”.
Jarosław K. nie był frontmanem środowiska nacjonalistycznego w Poznaniu aż do momentu, gdy w orbitę swej działalności włączył go Grzegorek. Mężczyźni złapali wspólne flow, mają zresztą podobne karty w życiorysach: obaj doświadczyli wykluczenia, pewnie też niezrozumienia współczesnego świata, obaj też byli ofiarami wypadku komunikacyjnego. Jarosława po kraksie na motorze do dziś charakteryzuje specyficzny sposób chodzenia. Obaj są też typami samotników, z ograniczonymi zdolnościami interpersonalnymi.
21 marca Jarosław defiluje ulicami Warszawy w mundurze „straży kamrackiej”. Była to kolejna z tych „antywojennych demonstracji”, na których wykrzykuje się tylko antyukraińskie hasła, a gdzieniegdzie powiewają flagi Federacji Rosyjskiej. „To nie nasza wojna” – krzyczeli uczestnicy.
30 marca po Jarosława przychodzi Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Słyszy zarzut szpiegostwa na rzecz obcego wywiadu i działania na szkodę Polski. Wyborcza podaje, że przestępczy proceder miał trwać od lipca 2023 do kwietnia 2024 roku. Podejrzany miał wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej dopiero 8 marca 2024 roku, co oznacza, że jego domniemana działalność szpiegowska pokrywa się z czasem służby w WOT przez miesiąc. Tylko albo aż.
Kariera w wojsku jest skończona. Dzień po zatrzymaniu komunikat wystosowały WOT. „Niezwłocznie po otrzymaniu informacji dowódca brygady podjął decyzję o natychmiastowym zwolnieniu wyżej wymienionego z pełnienia Terytorialnej Służby Wojskowej” – ogłosiła Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej.
Jarosław może trafić za kraty. I pewnie powinien, zważywszy na zarzuty czy ostatnie wydarzenia. Tak się jednak nie dzieje. Na początku maja sąd stosuje tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze — zatrzymano mu paszport, otrzymał zakaz opuszczania kraju oraz dozór policyjny. Jarosław K. postanawia z wolności skorzystać i kontynuuje działalność u boku swojego kolegi. Razem nachodzą biuro rektora UAM, by wyrazić sprzeciw wobec organizacji na uniwerku konferencji „Queer: Present! Visibility Through the Body”. Nazywają jej uczestników „zboczeńcami”.
Rzut oka na działalność K. w mediach społecznościowych może prowadzić do wniosku, że K. jest amplifikatorem — osobą, która uległa propagandzie z mediów społecznościowych, przyjmując zniekształcony obraz rzeczywistości jako swój pogląd, głosząc go następnie z pozycji „tego, który zna prawdę”.
W jego wpisach znajdujemy m.in.
Jednak zdaniem prokuratury sprawa jest poważniejsza. Śledczy wskazali, że zgromadzone w sprawie dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez zatrzymanego przestępstwa polegającego na zgłoszeniu gotowości działania na rzecz obcego wywiadu. Zachodzić ma poważne podejrzenie, że K. gromadził lub przechowywał informacje w celu udzielenia ich obcemu wywiadowi, na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej.
Zdarzenie z Poznania może budzić niepokój, szczególnie jeśli spojrzymy na nie w szerszej perspektywie. Prawicowe ośrodki ekstremistyczne (Kamraci, brauniści, korwiniści, obrońcy granic) zaczynają konkurować ze sobą w dziedzinie ulicznego bojówkarstwa. Tylko w ciągu ostatnich dwóch tygodni mieliśmy patrole umundurowanych kamratów w Lublinie, działaczy Bronimy Polskiej Granicy legitymujących obcokrajowców na Warszawie Centralnej, czy właśnie zdarzenie na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu.
Również Jarosław Kaczyński, wyczuwając trend i zapewne pilnując prawej ściany, mówi o konieczności zawiązania milicji obywatelskich. Na dodatek saturacja infosfery antyukraińskimi treściami powoduje wyższy poziom lęku u Ukraińców, a także stanowi zachętę dla radykałów do bardziej odważnych działań. Tak by pokazać im, że są w Polsce ludźmi drugiej kategorii, że mają odczuwać pewien bazowy poziom stresu, kłaniać się w pas polskim „gospodarzom” i wylewnie dziękować za wszystko.
A zatem: śmieszne postacie rodem z Fargo czy filmów Bartosza Walaszka, czy poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa społecznego?
Przed bagatelizowaniem raczkującego bojówkarstwa przestrzega dr Przemysław Witkowski, wicedyrektor Instytutu Myśli Politycznej im. Gabriela Narutowicza.
„Takie działania wpisują się w szeroki front aktywności, które sto lat temu też wydawały się śmieszne. Bojówki, komiczni mężczyźni, dziś powiedzielibyśmy „przegrywy”, źle ubrani, zakompleksieni. To może być zabawne, dopóki nie staje się siłą. Jeżeli ktoś myśli, że nazista to elegancki, pachnący Hugo Bossem, mężczyzna w mundurze, to jest w błędzie. Na początku lat 20. XX wieku to byli wizjonerzy i lumpenproletariat. Potem prym wiedli „zwykli Niemcy”: rzeźnicy, szewcy, sklepikarze, którzy nie wyglądali z pewnością jak Christoph Waltz” – mówi Witkowski.
„Możemy się dobrze bawić estetyką i nieporadnością takich ludzi jak panowie z Poznania, gdy mówimy o marginalnych zjawiskach, ale ta fala stopniowo wzbiera: napaści na Ukraińców, obywatelskie patrole, legitymujące obcokrajowców, mimo braku uprawnień, wyzywanie dzieci w transporcie publicznym. To wydaję dziś niegroźne, jak przeziębienie czy stan zapalny, jednak lekceważenie takiej infekcji może doprowadzić do sepsy czy zapalenia płuc. Mam nadzieję, że państwo polskie wykaże się odpowiedzialnością i zwalczy to zakażenie w jego początkowej fazie" – wskazuje dr Przemysław Witkowski.
Bezpieczeństwo
Nacjonalizm
Opozycja
Janusz Korwin-Mikke
Przemysław Wipler
Konfederacja
Adolf
atak w poznaniu
Jarosław K.
Przemonator
Dziennikarz, reportażysta. Zajmuje się polityką, dezinformacją, sportem i tematyką praw pracowniczych. Publikuje na łamach Krytyki Politycznej. Współprowadzi programy: Z Politycznego Dna" i "Czas na Związki" w Resecie Obywatelskim. Jego teksty ukazywały się również w: Rzeczpospolitej, Tygodniku Angora, Infor.pl, Forsal.pl i Dziennik.pl. W latach 2023-25 prowadził programy: "Jest Temat" oraz "Dziennik Sportowy" na kanale DGP Infor. Współorganizator akcji billboardowych "Polska i Ukraina po tej samej stronie" oraz "Jesteśmy Unią Europejską". Był dyrektorem sportowym w małym klubie piłkarskim. Komentował mecze III ligi. Kocha psy. Trenuje triathlon i pływanie długodystansowe.
Dziennikarz, reportażysta. Zajmuje się polityką, dezinformacją, sportem i tematyką praw pracowniczych. Publikuje na łamach Krytyki Politycznej. Współprowadzi programy: Z Politycznego Dna" i "Czas na Związki" w Resecie Obywatelskim. Jego teksty ukazywały się również w: Rzeczpospolitej, Tygodniku Angora, Infor.pl, Forsal.pl i Dziennik.pl. W latach 2023-25 prowadził programy: "Jest Temat" oraz "Dziennik Sportowy" na kanale DGP Infor. Współorganizator akcji billboardowych "Polska i Ukraina po tej samej stronie" oraz "Jesteśmy Unią Europejską". Był dyrektorem sportowym w małym klubie piłkarskim. Komentował mecze III ligi. Kocha psy. Trenuje triathlon i pływanie długodystansowe.
Komentarze