Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
27 kwietnia 2021

Kulisy spotkania liderów Lewicy z Morawieckim. Wiemy, na co rząd nie chciał się zgodzić

Zdradzamy, co się działo za zamkniętymi drzwiami podczas wtorkowych, 27 kwietnia, negocjacji rządu z Lewicą. Czy negocjacje były tylko farsą dla publiczności? Czego Lewica nie poruszała i dlaczego?

„Były negocjacje, ale na temat wysokości środków, a nie konkretnych punktów” - opowiada OKO.press jeden z uczestników spotkania przedstawicieli klubu Lewicy z przedstawicielami rządu na temat Funduszu Odbudowy.

W poniedziałek „trzech tenorów” Lewicy (Biedroń, Czarzasty, Zandberg) ogłosiło sześć postulatów dotyczących Funduszu Odbudowy. Zaapelowali też do premiera o rozmowy. Już następnego dnia, we wtorek 27 kwietnia, premier przyjechał do Sejmu i usiadł do stołu z Lewicą. Po spotkaniu i politycy Lewicy, i rząd ogłosili sukces.

Robert Biedroń mówił, że to sukces Polek i Polaków, którzy dostaną te pieniądze. Rzecznika PiS chwaliła Lewicę za „merytoryczną, rzeczową, konkretną" rozmowę „w duchu odpowiedzialności za państwo", a wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, też PiS, drwił, że w tym samym czasie „Platforma urządzała awanturę pod drzwiami".

Po sejmowych korytarzach krążyły w poniedziałek plotki, że Lewica dogadała się z rządem PiS wcześniej. A konferencja prasowa „trzech tenorów” i spotkanie z premierem w Sejmie to czysty polityczny teatr.

Nasz rozmówca potwierdza, że spotkanie było przygotowywane, a postulaty Lewicy były znane rządowi przed poniedziałkiem.[restrict_content paragrafy="5"]

„Nie było tak, że wyszliśmy w poniedziałek na konferencję prasową i coś tam rzuciliśmy. Kanały komunikacji były otwarte wcześniej. Ale nie było też tak, że wszystko było klepnięte” - twierdzi nasz rozmówca, który brał udział w spotkaniu.

„Gazeta Wyborcza" ujawniła, że te przygotowawcze rozmowy w imieniu Lewicy od kilku dni prowadził Włodzimierz Czarzasty.

  1. Przeznaczenie przynajmniej 30 proc. środków dla samorządów. Wydatkowanie środków miałyby opiniować zarządy sejmików wojewódzkich.
  2. 400 mln euro na hotelarstwo, gastronomię, turystykę i transport, czyli branże, które wykazały największy spadek obrotów podczas pandemii.
  3. skierowanie środków z FO tak, żeby zbudować przynajmniej 75 tys. tanich, czynszowych, energooszczędnych mieszkań na wynajem.
  4. Transparentność – pełny plan wydawania środków ma być przedstawiony opinii publicznej, „Oczekujemy, żeby rząd przedstawił swoje plany także w części pożyczkowej Funduszu” – mówił Zandberg.
  5. 1 mld euro na dofinansowanie szpitali powiatowych.
  6. Komitet monitorujący, stojący na straży wydatkowania środków. Mieliby się w nim znaleźć przedstawiciele rządu i społeczeństwa obywatelskiego, między innymi organizacji pracodawców, przedsiębiorców, pracowników, Związek Miast Polskich, związek gmin, powiatów, Unia Metropolii.

Na co nie chciał się zgodzić Morawiecki

Skoro wstępne rozmowy odbyły się wcześniej, o czym rozmawiano we wtorek w Sejmie? Czy były jakieś punkty sporne?

Nasz rozmówca twierdzi, że rząd chciał odrzucić dwa postulaty Lewicy.

Pierwszy to szpitale. Lewica chciała miliarda euro na dofinansowanie szpitali powiatowych. Strona rządowa początkowo nie chciała się zgodzić. „Próbowali przerzucić te środki do innych mechanizmów”. Przedstawiciele rządu mieli tłumaczyć, że na szpitale powiatowe już idzie dużo pieniędzy, a problemem są przede wszystkim braki personelu.

Według relacji, którą słyszymy, Robert Biedroń odpowiedział na to, że był prezydentem Słupska i „wie, jak jest”. „Braki kadrowe to oczywistość. Ale wiemy też, jak wyglądają te szpitale, wiemy, że one się sypią. Środki na infrastrukturę też są potrzebne" - tłumaczył polityk Lewicy.

Ostatecznie według Lewicy Morawiecki zgodził się na 850 mln euro na szpitale powiatowe. On sam na konferencji prasowej powiedział o 750 mln euro.

Drugi punkt sporny miał dotyczyć dodatkowego wsparcia dla branż najmocniej dotkniętych przez pandemię, takich jak hotelarstwo, gastronomia, transport.

„Próbowali się z tego wymigać. Mówili, że władowali już w tarcze mnóstwo pieniędzy. Proponowali, że pokryją to ze środków krajowych. Nie zgodziliśmy się. Premier Morawiecki narzekał, że kołderka jest za krótka i trzeba będzie komuś zabrać” - relacjonuje uczestnik spotkania.

Dodaje: „Był taki moment, kiedy pomyślałem, że to się nie uda”. Jednak ten punkt też ostatecznie przeszedł.

Wsparcie dla firm z tych branż ma wynieść 300 mln euro, czyli tyle, ile Lewica postulowała.

Ze strony rządu głos zabierali głównie Morawiecki i Waldemar Buda, sekretarz stanu w resorcie do spraw funduszy i polityki regionalne.

Ryszard Terlecki prawie się nie odzywał. „Rzucił uwagę, że mieszkania na wynajem są ważne, bo dzięki temu potanieją mieszkania na rynku. To był cały jego wkład w to spotkanie” - relacjonuje uczestnik spotkania.

Jak to kontrolować?

Strona rządowa oficjalnie zgodziła się spełnić wszystkie żądania Lewicy. Jaka jest jednak pewność, że europejskie pieniądze popłyną tam, gdzie chciałaby Lewica?

Lewica twierdzi, że wynegocjowała kilka gwarancji.

Jedna to jawność wydatków. Rząd ma przedstawić publicznie pełny plan wydawania unijnych środków. Pytanie, jak szczegółowy będzie ten plan.

Ważniejszym mechanizmem kontrolnym ma być jednak tzw. komitet monitorujący. Upominały się o niego wszystkie siły opozycyjne, a rząd już 7 kwietnia ogłosił, że do komitetu dołączy samorządy.

Lewica zabiegała jednak, żeby skład komitetu był jeszcze szerszy - obejmował organizacje pozarządowe, związki zawodowe, korporacje samorządowe, związki pracodawców i przedsiębiorców.

Czy we wtorek politycy PiS protestowali?

„Używaliśmy argumentu, że dla nich też jest lepiej, jeśli zgodzą się na kontrolę społeczną" - relacjonuje uczestnik spotkania. W końcu przedstawiciele rządu przystali również na to.

Mechanizm monitorujący ma się znaleźć w ustawie wdrożeniowej, która prawdopodobnie będzie głosowana w lipcu. Lewica ma przygotować swoje propozycje konkretnych zapisów.

A jeśli PiS będzie chciał przekierować te pieniądze tylko dla swoich? „Nie mogą tego zrobić, nad tymi funduszami jest kontrola Komisji Europejskiej” - słyszymy w odpowiedzi.

Jednak czy komitet monitorujący i nadzór Komisji Europejskiej wystarczą, żeby pieniądze nie były wydawane niezgodnie z założeniami, na kończenie nietrafionych inwestycji PiS albo wręcz na propagandę rządową?

„Dopóki nie będziemy rządzić, nie zagwarantujemy, że to będzie sprawiedliwy i transparentny proces" - odpowiada na te pytania nasz rozmówca.

W OKO.press już wkrótce analiza dostępnych mechanizmów kontroli.

Postulaty Lewicy mają zostać zapisane w projekcie Krajowego Planu Odbudowy - rząd Morawieckiego ma do piątku przedstawić taki dokument, który następnie wyśle do Brukseli.

Mało ambitne postulaty?

Wszystkie żądania Lewicy dotyczą kwestii gospodarczych. Nie ma wśród nich żadnego postulatu dotyczącego np. praworządności lub praw kobiet.

Czy Lewica postawiła jakikolwiek warunek, który wykracza poza Fundusz Odbudowy, a nie znalazł się w sześciu punktach przedstawionych opinii publicznej?

„Mieliśmy domagać się, żeby zlikwidowali nielegalny Trybunał Konstytucyjny albo żeby przywrócili prawo do aborcji? Wtedy w ogóle nie usiedliby z nami do rozmów" - uważa nasz rozmówca.

Jednak według naszego informatora w czasie wewnętrznych rozmów Lewica rozważała, czy nie postawić kwestii Rzecznika Praw Obywatelskich. „Uznaliśmy, że handlowanie stanowiskiem publicznym jest nie w porządku". I o RPO rozmów z PiS-em nie było.

Czy PiS ma głosy Lewicy?

Zaraz po spotkaniu TVP Info triumfalnie ogłosiło: „To może oznaczać, że w tym momencie Zjednoczona Prawica uzyskała większość".

Czy w związku z tym, że rząd spełnił warunki Lewicy, może być teraz pewien jej głosów podczas głosowania nad ratyfikacją Funduszu Odbudowy?

Robert Biedroń zapewniał we wtorek: „Nie było w ogóle rozmów, czy będziemy głosować za czy przeciw".

Tak samo utrzymuje nasz rozmówca: „Nie rozmawialiśmy o ustawie ratyfikacyjnej". Politycy Lewicy zapewniają, że nie dadzą PiS-owi gwarancji poparcia Funduszu, dopóki nie zobaczą swoich postulatów wpisanych w dokumenty wysyłane do Brukseli.

„Jeśli zrobią jakiś numer na koniec, to możemy i tak zagłosować przeciw" - mówi nasz informator z Lewicy.

Zdaniem Lewicy reszta opozycji prowadzi błędną kalkulację, że rząd upadnie, jeśli opozycja zagłosuje przeciwko Funduszowi Odbudowy. Według polityków Lewicy tak się nie stanie, w związku z tym trzeba dalej ustawić horyzont politycznej gry.

„To była krótka rozgrywka taktyczna. Długofalowo gra jest o to, żeby nie tylko PiS był tym, który dba o przyszłość ludzi" - streszcza strategię Lewicy nasz rozmówca.

O kalkulacjach politycznych Lewicy pisaliśmy tutaj:

Koalicja Obywatelska: Lewica kupiła PiS-owi dwa lata

„Lewica zdradziła opozycję i demokrację” - komentuje w rozmowie z OKO.press Katarzyna Lubnauer (Koalicja Obywatelska/Nowoczesna) spotkanie z Morawieckim.

„Lewica pozwoliła rządowi się poskładać. Bierze odpowiedzialność nie tylko za to, jak będą wydatkowane środki z KPO, ale też za rząd PiS” - podkreśla.

Reszta opozycji zarzuca Lewicy, że ta złamała wspólny front w sprawie Funduszu Odbudowy i przystała na warunki, które dla PiS-u były łatwe do spełnienia. A jednocześnie nie postawiła takich, które pozwoliłyby realnie kontrolować środki.

Czy była na to szansa? Zdaniem Lubnauer dawała ją ustawa o Agencji Spójności i Rozwoju przyjęta przez Senat: „Jako opozycja powinniśmy tę ustawę konsekwentnie wspierać”. Koalicja Obywatelska postulowała też, żeby 40 proc. unijnych środków było wydawane przez samorządy.

„PiS był pod ścianą. Klepnął propozycje Lewicy, bo potrzebował głosów” - uważa Lubnauer.

Czy te wszystkie mocne słowa pod adresem Lewicy oznaczają, że nie będzie już prób współpracy opozycji? Czy to tylko burza w szklance wody?

„Na razie Lewica kupiła PiS-owi dwa lata. Właściwie to możemy wrócić do rozmów za dwa lata” - odpowiada Lubnauer. Dodaje jednak: „Lewica ma w każdej chwili możliwość cofnięcia się. Jeszcze nie zagłosowali. Może powinni się skonsultować ze swoimi wyborcami?”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne