"Warunki w szkołach na pewno się pogorszą, choćby dlatego, że będą one po prostu przepełnione. To, co od ponad roku obserwujemy w szkołach podstawowych, stanie się też rzeczywistością liceów" - Dorota Łoboda, nowa warszawska radna i przewodnicząca Komisji Edukacji, opowiada OKO.press o tym, co czeka stołeczne szkoły

Dorota Łoboda była jedną z liderek protestów przeciwko deformie edukacji minister Zalewskiej. Pisaliśmy o niej w OKO.press wielokrotnie. W ostatnich wyborach zdobyła mandat radnej w Warszawie z listy Koalicji Obywatelskiej. 22 listopada 2018 została zaprzysiężona i wybrana przewodniczącą Komisji Edukacji. Rozmawiamy z nią o tym, jak Warszawa poradzi sobie z problemami wygenerowanymi przez reformę.


OKO.press: Pani pierwszym wyzwaniem ma być amortyzowanie skutków reformy edukacji PiS. Na czym polega warszawski problem z kumulacją roczników?

Dorota Łoboda: Oczywiście, wolałabym zajmować się inicjatywami, które rozwijają edukację i sprawiają, że szkoła naprawdę będzie tym przyjaznym dla uczennic i uczniów miejscem. Jednak w najbliższych miesiącach warszawski samorząd musi zmierzyć się z kumulacją roczników – problemem, który bezpośrednio wywołała reforma edukacji minister Anny Zalewskiej. Warto nieustannie przypominać, kto jest za to odpowiedzialny, bo sama minister umywa ręce.

W 2019 roku warszawskie licea przyjmą 2,5 rocznika uczniów i uczennic. Są to dzieci urodzone w latach: 2003, 2004, 2005, czyli 15, 14 i 13-latkowie. Z podziałem na oddziały są to: absolwenci wygaszanych gimnazjów i pierwsze roczniki ósmoklasistów ze szkół podstawowych, czyli dzieci, które poszły do szkoły w wieku sześciu lub siedmiu lat.

W Warszawie będzie to prawie 44 tys. uczniów. Dla porównania, w tym roku o miejsce w warszawskich liceach ubiegało się 18 tys. Te liczby pokazują, jaka jest skala problemu.

Warszawa bez 1,6 tys. nauczycieli

Mamy dwa rodzaje problemów związanych z kumulacją. Pierwszy dotyczy lokali. Ten martwi mnie trochę mniej, bo Warszawa jest miastem zamożnym, z dużą bazą lokalową. Problemu nie powinno stanowić wynajęcie sal i budynków, które posłużą jako filie szkół. Prawdą jest też, że niektóre warszawskie szkoły nie wykorzystują w 100 proc. swoich możliwości infrastrukturalnych. I to trzeba będzie zmienić.

Drugi – poważniejszy – problem to odpływ nauczycieli z zawodu. Już dziś w stolicy brakuje 1,6 tys. pedagogów. A w przyszłym roku będziemy potrzebować ich jeszcze więcej. I tu znów – różne szkoły są w różnych sytuacjach. Najlepsze warszawskie licea do tej pory działały głównie w zespołach szkół z wygaszanymi gimnazjami. Tak było w Batorym, Staszicu, Lelewelu czy Sempołowskiej. Tam zostanie i infrastruktura, i kadra. Samodzielne licea mają podwójny problem do rozwiązania.

Dodatki motywacyjne dla młodych

OKO.press: Co z nauczycielami? Jak – mimo głodowych pensji – chcecie zachęcić ich do pracy w zawodzie?

Dorota Łoboda: Warszawa już dziś ma najwyższe dodatki motywacyjne w kraju. Żeby obsadzić wszystkie etaty w stolicy musimy równolegle zrobić dwie rzeczy. Zatrzymać odpływ nauczycieli na emeryturę i zachęcić do powrotu tych, którzy niedawno ze szkół odeszli. Wiem, że takie rozmowy toczą się między samorządem, dyrektorami i nauczycielami już od kilku miesięcy. Do tego, trzeba przyciągać młodych nauczycieli. Tak, żeby tuż po studiach nie uciekali w inne sektory. A jak to zrobić? Kartą przetargową są oczywiście zarobki.

Rafał Trzaskowski w programie wyborczym obiecał podwyżki właśnie dla tych najmłodszych – stażystów i nauczycieli kontraktowych. Bo trudno się dziwić, że młodzi ludzie nie chcą przyjść pracować do szkół za 1700 zł na rękę.

Budżet miasta na oświatę na 2019 rok jest najwyższy w historii i przekroczy 4,4 mld zł. Dużą część tego pochłoną właśnie dodatki motywacyjne.

OKO.press: I to wystarczy?

Nie. Trzeba jasno powiedzieć, że nie uda nam się – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – uporać ze wszystkimi mankamentami reformy. To, co możemy robić, to łatać dziury i gasić pożary, które wzniecono na szczeblu centralnym.

Warunki w szkołach na pewno się pogorszą, choćby dlatego, że będą one po prostu przepełnione. To, co od ponad roku obserwujemy w szkołach podstawowych, stanie się też rzeczywistością liceów. Być może w szkołach średnich konieczna będzie praca w systemie zmianowym, mam jednak nadzieję, że druga zmiana będzie zaczynać lekcje o 10.00, a nie 14.00.

Cały czas toczą się dyskusje nad optymalnymi rozwiązaniami.

Bez wsparcia MEN i rządu

OKO.press: Zajęcia w sobotę?

Nie słyszałam o takich pomysłach w warszawskim ratuszu, ale jestem radną drugi dzień. W poniedziałek mamy spotkanie w biurze edukacji, na którym dokładnie będziemy omawiać nasze pomysły. Osobiście uważam, że sobota powinna być dniem wolnym. Lekcyjne weekendy to jeszcze gorsze rozwiązanie niż zmianowość. Zupełnie rozbija życie rodzinne i towarzyskie. Wiem, że były za to pomysły, by zajęcia nieobowiązkowe – religię, wychowanie do życia w rodzinie czy etykę – przenieść właśnie na sobotę. Tak, żeby uwolniły one czas w tygodniu na zajęcia podstawowe.

Jest też pomysł wysuwany przez ruchy miejskie, by skorzystać z bazy lokalowej i kadrowej uczelni wyższych. Zobaczymy.

OKO.press: Jakie wsparcie od centrali mają samorządy, które ponoszą koszty reorganizacji nauki po reformie?

Żadne. Ministerstwo nie tylko przerzuca na nas odpowiedzialność, ale wręcz obarcza winą za niedoskonałości, z którymi nie możemy się uporać. A wyższy budżet stolicy na oświatę to nie zasługa MEN.

Spanikowani rodzice wykupują korepetycje i kursy

OKO.press: A jak w tej sytuacji radzą sobie aktorzy tego niezaplanowanego spektaklu – nauczyciele, rodzice i uczniowie?

Po każdej stronie są olbrzymie napięcia, a ich przyczyną jest po prostu niepewność. Wciąż nie wiemy, jak dokładnie będzie wyglądał egzamin ósmoklasisty i jakimi kryteriami będą posługiwać się licea w toku rekrutacji. To oznacza, że nie wiadomo, jak przygotowywać dzieci do egzaminu, a ten już w połowie kwietnia. Dlatego nauczyciele na łeb na szyję pędzą z programem przez przeładowane podstawy.

Klasy siódme i ósme w półtora roku uczą się tyle, co ich koledzy z gimnazjach przez trzy lata. Spanikowani rodzice wykupują setki godzin korepetycji i kursów do egzaminu, by zwiększyć szanse dzieci na dostanie się do wymarzonej szkoły.

Dla uczniów na ten nadmiar pracy nakłada się trudny wiek dojrzewania. Nie dość, że dzieciaki mierzą się z kwestiami tożsamościowymi, to muszą jeszcze nadprogramowo martwić się o rekrutację.

13, 14 lat to też bardzo niski próg selekcyjny. Minister Zalewska zachęca dzieci, by tak wcześnie decydowały czy chcą przyuczać się do zawodu i pójść do szkoły branżowej, czy raczej ich przyszłością jest uczelnia wyższa.

Mimo wszystko te niepewności nie generują tak dużo konfliktów jak można było się spodziewać. Wszyscy są raczej zjednoczeni wspólnym przerażeniem. Protesty pojawiają się tam, gdzie nauczyciele robią za dużo sprawdzianów. Rodzice próbują stopować te zapędy. Ale oczywiście zdajemy sobie sprawę, że i oni są w pułapce, bo są rozliczani z realizowania przeładowanych podstaw programowych. W pewnym sensie wszyscy gdzieś zatraciliśmy zdrowy rozsądek. Nie ułatwiamy dzieciom przejścia tego wyjątkowo trudnego okresu.

Szkoła bombarduje informacjami, a rodzice tylko dokładają pracy po godzinach. W pułapkę reformy nie wpadła chyba tylko sama minister.

Szkoła świecka i równościowa

OKO.press: A co powinno znaleźć się na liście długofalowych priorytetów w stołecznym Biurze Edukacji?

Inwestycje w nowe szkoły i przedszkola to te oczywiste postulaty. W ciągu nowej kadencji ma powstać 18 nowych szkół i 25 przedszkoli  Jeśli dzieci równomiernie rozłożą się pomiędzy stare szkoły podstawowe, a te tworzone z wygaszanych gimnazjów to możemy liczyć na to, że stolica w ciągu kilku najbliższych lat upora się z problemem zmianowości.

Bardzo zależy mi na tym, by Warszawa była wzorem w edukacji antydyskryminacyjnej i równościowej. Chcemy przywrócić do szkół to, co z nich wypadło. W tym obszarze kluczowa będzie współpraca miasta z organizacjami pozarządowymi. Musimy też zawalczyć o rzetelną edukację seksualną i pilnować, by szkoły były naprawdę świeckie, a lekcje religii zaplanowane na pierwszych lub ostatnich godzinach.

Trzeba też rozwiązać problem ciężkich tornistrów. Dzieci muszą mieć miejsce do przechowywania książek w szkole, a w domu powinny mieć dostęp do elektronicznych wersji podręcznika. Docelowo dobrze byłoby też stopniowo odchodzić od prac domowych. Może warto stworzyć program premiowania szkół, takich jak te na Ursynowie, które ograniczyły do minimum zadawanie lekcji dzieciom.

Trzeba również zadbać o dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi i zadbać o edukację włączającą na każdym szczeblu.

Protest przy urnach

OKO.press: Czy radna Łoboda unicestwi aktywistkę Łobodę? Już nie spotkamy Pani protestującej pod MEN? 

To, że zostałam radną, nie sprawi, że przestanę być aktywna w obszarze krytyki reformy edukacji. Jeśli będą protesty rodzicielskie dotyczące przeładowanych podstaw czy kumulacji roczników to na pewno będę się angażować. Nie przestaje też działać fundacja, którą założyłyśmy z innymi mamami.

Widzę jednak, że energia protestów rodzicielskich się wyczerpała. Zostaliśmy zlekceważeni i w pełni zdajemy sobie sprawę z tego, że nie odwrócimy zmian, które wprowadził PiS. To, co możemy zrobić, to w 2019 roku z namysłem wrzucić kartkę do urny.


Dorota Łoboda jest bohaterką i autorką wielu naszych tekstów edukacyjnych. Poniżej zamieszczamy kilka z nich.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym