Rząd przyjął projekt ustawy, który za pisanie o Polakach jako sprawcach zbrodni III Rzeszy przewiduje karę do trzech lat więzienia. Najciekawsze jest to, że ustawa ma obowiązywać nie tylko Polaków, ale ludzi na całym świecie. Już rzut oka na europejskie prawo pokazuje, że to nierealny plan.


Uchwalenie ustawy pozwoli skutecznie zwalczać kłamstwa godzące w dobry wizerunek i w dobre imię Polski, powielane przede wszystkim przez zagraniczne media.

Zbigniew Ziobro, Informacja prasowa Ministerstwa Sprawiedliwości - 16/08/2016

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Raczej fałsz. Plany ministra Ziobry są równie ambitne, co nierealne.


Ustawa ma bronić dobrego imienia Polski i Polaków – w Polsce i zagranicą. Tworząc nowe prawo ustawodawcy mieli w pamięci sytuacje, w których zachodni politycy lub dziennikarze używali zwrotu „polskie obozy koncentracyjne” lub „obozy śmierci”. Przypadki nazwania nazistowskich obozów koncentracyjnych na terenie Polski “polskimi obozami koncentracyjnymi” są rejestrowane przez MSZ, które w jednym z raportów podało, że tylko w 2009 roku to sformułowanie pojawiło się aż 103 razy – najczęściej w prasie niemieckiej i amerykańskiej. Wpadkę notowały już najważniejsze media na świecie: “New York Times”, “The Guardian”, “Washington Post” i CNN.

“Polskie obozy śmierci” pojawiają się nie tylko w prasie. W 2012 zwrotu użył prezydent USA, Barrack Obama, a w 2015 r. słowa Polish death camps padły z ust dyrektora FBI, Jamesa Comey’a. W obu przypadkach służby prasowe zapewniały, że było to przejęzyczenie wynikające z gramatyki języka angielskiego, a nie próba sugerowania, że Polacy ponoszą odpowiedzialność za powstanie obozów śmierci.

Polska dotąd, podobnie jak inne kraje, reagowała przy pomocy dyplomacji – MSZ od lat domaga się sprostowania w przypadkach użycia sformułowań sugerujących, że Polacy byli sprawcami zbrodni III Rzeszy. W większości przypadków takie działania przynoszą skutek.



Nowe obowiązki i narzędzia w IPN

Zbigniew Ziobro takich półśrodków nie uznaje, dlatego jego ministerstwo przygotowało nowelizację ustawy o IPN. Zobowiązuje ona Instytut do ochrony „dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego”. W projekcie pojawiają się przepisy karne: szkalowanie Polski i Narodu Polskiego będzie zagrożone grzywną, ograniczeniem wolności lub pozbawieniem wolności do lat trzech.

Art. 55a

1. Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (…) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. (…)

2.Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega karze grzywny lub karze ograniczenia wolności.

Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej.

Art. 55b

Niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego niniejszą ustawę stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca.



Gross – nie…

Ustawa nie jest wymierzona w naukowców ani artystów. Nie ma się czego obawiać nawet Jan Gross, znienawidzony przez prawicę profesor historii z Princeton i autor szeregu książek o historii relacji polsko-żydowskich, spośród których największy rozgłos uzyskali „Sąsiedzi”. Nawet gdyby napisał „Sąsiadów” już pod reżimem ustawy, nie zostałyby mu postawione zarzuty – wypowiedzi w ramach działalności naukowej i artystycznej są wyłączone z zasięgu działania ustawy.

Oskarżyć będzie można jednak dosłownie wszystkich pozostałych – na całym świecie. A artystów lub naukowców również wtedy, gdy ich wypowiedzi o winie Polaków nie będą częścią pracy zawodowej.

Postępowanie w sprawie będzie mógł wszcząć prokurator, również z Instytutu Pamięci Narodowej. To, czy “szkalujące” twierdzenia są niezgodne z faktami, oceni sąd. Jeśli wina była umyślna, karą mogą być trzy lata więzienia. Jeśli ktoś obrazi dobre imię Polski nieumyślnie, to karą będzie ograniczenie wolności lub grzywna.



… ale szef FBI – tak.

Ustawa będzie obowiązywać – co naturalne – na terenie Rzeczypospolitej Polskiej.  Jedak ambicja prawodawców sięga dalej, ponieważ projekt wprost stanowi, że „niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego niniejszą ustawę stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca”.

Dzięki temu to jedno polskie prawo ma zacząć obowiązywać globalnie – bez oglądania się na normy prawne innych państw. W informacji prasowej ministerstwo sprawiedliwości przytoczyło nawet dwie regulacje, które mają umożliwiać karanie na terenie Unii Europejskiej. Jednak akty prawne, na które powołuje się ministerstwo –  Rozporządzenie Rady UE oraz Decyzja Ramowa Rady UE – zawierają przepisy, które mogą pokrzyżować ambitne plany Zbigniewa Ziobry.

Niestety, na podstawie tych przepisów obce państwa nie będą musiały stosować polskiej ustawy. W obu dokumentach jest bowiem mowa o tym, że skutki uznawanych regulacji nie mogą naruszać unijnej Karty Praw Podstawowych.

A artykuł 11 Karty mówi o wolności wypowiedzi i informacji. Każdy ma prawo do wolności wypowiedzi. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.

Nowa ustawa jest wątpliwa z punktu widzenia wolności wypowiedzi. Dlatego sądy, gdy Polska wystąpi do nich z wnioskiem o ukaranie lub uznanie wyroku, będą mogły odmówić powołując się na Kartę Praw Podstawowych UE.

Sędziowie będą mogli wybrać: oddalając polski wniosek od razu, lub kierując tzw. pytanie prejudycjalne do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Wtedy to ETS oceni, czy karanie więzieniem za wypowiedzi o wydarzeniach z przeszłości jest zgodne z europejskim prawem.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym