0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Krzysztof CwikKrzysztof Cwik

Państwo i prawo nie powinno stawiać człowieka w obliczu diabelskiej alternatywy, gdzie każde zachowanie jednostki oznacza konflikt obowiązków i wartości. A jeżeli już tak się dzieje, nie powinno stymulować zachowań pozbawionych empatii czy oportunistycznych.

Oto dwa drastyczne przykłady, gdy prawo i praktyka jego stosowania stymuluje takie właśnie złe zachowania – ale tych przykładów można dać więcej.

Prawo skłania lekarza do postępowania asekuranckiego, kosztem pacjentki

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego (K1/20) z października 2020, wykreślającym przesłankę embriopatologiczną jako decydującą o dopuszczalności aborcji, lekarze znaleźli się w diabelskiej alternatywie.

Przerwanie ciąży jest dopuszczalne, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili, gdy płód zyska możliwość samodzielnego przeżycia poza organizmem kobiety ciężarnej).

Sytuacja w wyniku wyroku paraliżuje wolę, demoralizuje lekarzy, a koszty płacą kobiety. Istnieje bowiem związek między wyrokiem K1/20, nic-nie-robieniem Sejmu po tym wyroku (nota bene idącym dalej, niż oficjalny wniosek, podobno mający na celu tylko trisomię), polityczną eksploatacją wyroku i opieszałością lekarzy „bojących się na zapas”.

Aborcja jest (i była przed orzeczeniem K1/20) dopuszczalna z uwagi na zagrożenie życia (zdrowia) kobiety. Ale decyzja o podjęciu na czas decyzji o ratowaniu matki dawniej nie była krępowana obawą, że dokonując aborcji lekarz narazi się (co najmniej) na konieczność tłumaczenia się i wyjaśnień. Bo dokonując aborcji mieścił się w ramach wyjątku dotyczącego płodu, skoro przerwanie ciąży embriopatologicznej nie było dla lekarza karalne.

Po wyroku decyzja trudniejsza. Lekarz, dokonując aborcji embriopatologicznej, działa w warunkach zwiększonego ryzyka. Chroni go tylko zakres wyjątku dotyczącego zdrowia i życia kobiety.

Prawo systemowo skłania go więc do postępowania nadmiernie asekuranckiego, kosztem zdrowia pacjentki.

Obrońcy wyroku TK powiadają, że winni są opieszali lekarze. Bo i dawniej, i teraz zagrożenie kobiety życia i zdrowia kobiety jest przesłanką aborcji, no i nie ma wyroków skazujących lekarzy, czego zatem się bać?

Sojusznikiem w poszukiwaniu winy przede wszystkim w oportunizmie lekarzy, są - paradoksalnie – kręgi nastawione „pro choice”, które dobrze pamiętają, że zaostrzenie przepisów antyaborcyjnych zaczęło się już w 1991 roku. Wtedy to Kodeks Etyki Lekarskiej (a więc akt samorządu lekarskiego uchwalony przez społeczność samorządową) groził usunięciem z zawodu lekarzom dokonującym aborcji zgodnej z ówcześnie panującym prawem państwowym. I dopiero później nastały wyroki TK ograniczające wyjątki dopuszczające aborcję.

Jednakowoż błędem jest ujmowanie sprawy w kategoriach zero jedynkowych: „albo winny system” albo „winni lekarze”. Tragedia z Pszczyny - ujawnia MECHANIZM, gdzie trzeba i systemu, i indywidualnego oportunizmu lekarza.

System jest tak zbudowany i zaprogramowany (poprzez ujęcie przesłanek aborcji w wyniku wyroku TK), aby wyzwalać z decydujących lekarzy nie aktywność i empatię, lecz bierność i obojętność.

Zastosowano tu technikę „przymusu dobrowolnego”: ustawodawca i sąd umyli ręce i przerzucili na bezpośrednio działających lekarzy ryzyko, demoralizując ich przy okazji, poprzez premiowanie braku uważności i empatii wobec kobiety.

Przeczytaj także:

Ustawa kagańcowa: chcecie być sędziami europejskimi? Będą represje

Identycznie działa diabelska alternatywa, w którą zapędzono sędziów.

Są zobowiązani (jako sędziowie europejscy) do stosowania prawa europejskiego i posłuszeństwa wyrokom TSUE oraz wyrokom ETPCz. Gdy to czynią, wyciągając wnioski z orzeczeń tych sądów, określających konsekwencje złej obsady sądu (ETPCz) czy braku cech sądu niezależnego i sędziego niezawisłego (TSUE) – narażają się na szykany i represje.

Wszczyna się wobec nich działania dyscyplinujące na podstawie ustawy kagańcowej z 2019 r., a nawet zawiesza w czynnościach orzeczniczych jako schwytanych na gorącym uczynku. Ustawa kagańcowa (jej stosowanie) kwalifikuje bowiem to, czego wymagają orzeczenia ETPCz i TSUE jako „kwestionowanie statusu” kolegów-sędziów, a więc jako rebelię wobec decyzji prezydenta, dającego nominację sędziemu.

Sędziowska diabelska alternatywa ma wyzwalać w sędziach niechęć do korzystania z ryzykownych pytań prejudycjalnych i do aplikowania ich rezultatów we własnym orzecznictwie, jak również niechęć do traktowania na serio art. 9 Konstytucji: "RP przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego".

Sofizmat używany przez władze: co zapisane już istnieje, bo zapisane

Rozumowanie mające uzasadniać działania mrożące wobec sędziów zasadzają się na błędnym wnioskowaniu z prawdziwych przesłanek. Ono wygląda tak:

  • Konstytucja jest najwyższym prawem na terenie RP (święta prawda!);
  • "organy państwowe działają na podstawie i w granicach prawa" (art. 7 Konstytucji), przestrzegając także Konstytucji (art. 8 );
  • zatem brak jakichkolwiek podstaw do kwestionowania legalności i konstytucyjności ich zachowania i wyroki TSUE i ETPCz nie mogą stanowić, że Polska coś tu przeskrobała. A jeżeli wyroki te tak właśnie stanowią, to mają być one sprzeczne z polską Konstytucją. No bo brak podstaw faktycznych i prawnych aby wydawały niekorzystne dla Polski wyroki, skoro władze działają nienagannie, o czym zaświadcza art. 7.

1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej

Błąd rozumowania polega na tym że to, co w Konstytucji pisanej w trybie oznajmującym („działa na podstawie i w granicach prawa”) jest tylko potencjalną powinnością, a politycy uważają to za opis realnie istniejącej rzeczywistości.

I na tej podstawie kwestionują:

  • i rzeczywistość nie odpowiadającą temu, jak być powinno,
  • i powinność honorowania wiążących wyroków sądów takich jak TSUE i ETPCz.

Tymczasem użycie w Konstytucji trybu orzekającego „działają” nie znaczy, że co zadeklarowane, to rzeczywiste. Ale, aby to stwierdzić, trzeba przejrzystości sytuacji, efektywnej kontroli, niezależnego sądu i niezawisłych sędziów.

Stosowanie przymusu dobrowolnego wobec polskich sędziów ma siłą rzeczy doprowadzić do tego, że chce się ich wyeliminować jako gwarantów prawidłowej wykładni art. 7, 8, 9, 10 polskiej Konstytucji.

1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.

2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Udostępnij:

Ewa Łętowska

Ewa Łętowska - prof. dr hab., profesor w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, członek czynny Polskiej Akademii Umiejętności. Pierwszy rzecznik praw obywatelskich w Polsce (1988–1992), sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego (1999–2002) i Trybunału Konstytucyjnego (2002-2011).

Przeczytaj także:

Komentarze