Pierwszeństwo dla pieszych przed wejściem na pasy, lepsza infrastruktura i mandat za przekraczanie prędkości zależny od dochodu - to postulaty Lewicy dla poprawy bezpieczeństwa pieszych. Komitet SLD, Razem i Wiosny inspiruje się propozycjami ruchów miejskich i chce walczyć z plagą śmiertelnych wypadków na drogach. To przełom w debacie publicznej na ten temat

„Co piąty pieszy, który ginie w Europie w wypadkach drogowych, ginie w Polsce. W przeliczeniu na milion mieszkańców, w Holandii giną co roku trzy osoby, w Szwecji – cztery, w Czechach – 16. W Polsce – 32, w tym połowa na przejściach dla pieszych” – mówiła w piątek 4 października Magdalena Biejat, kandydująca do Sejmu z warszawskiej listy Lewicy.

„Trzy tysiące osób ginie rocznie na drogach, a 40 tysięcy jest rannych. To więcej niż mieszkańców ma Oleśnica czy największe osiedle Wrocławia, Ołbin. Jeśli politycy naprawdę chcą zadbać o życie, o rodziny, to muszą natychmiast zająć się sprawą bezpieczeństwa drogowego” – podkreśliła w poniedziałek 7 października Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, kandydatka Lewicy z Wrocławia.

Lewicowa komitet złożony z SLD, Wiosny i Razem jako pierwszy i, jak dotąd, jedyny wpisał do wyborczego programu postulat „zero ofiar śmiertelnych” na polskich drogach. Bo, jak pokazują badania, te należą do najbardziej niebezpiecznych w Europie.

„Zamiast stawiać kolejne »czarne punkty«, przebudujemy miejsca, w których dziś giną ludzie. Wprowadzimy organizację ruchu wymuszającą bezpieczną jazdę przed przejściami dla pieszych i skrzyżowaniami, w tym pierwszeństwo dla pieszych przy przejściach. Zaostrzymy kary dla pijanych kierowców”

– czytamy w programie.

W ostatnich dniach kolejne lewicowe regionalne sztaby wyborcze przedstawiły propozycje dla poprawy bezpieczeństwa pieszych i ograniczenia liczby śmiertelnych wypadków. Zdaniem miejskich aktywistów część z nich jest jednak zbyt mało ambitna.

„Potrzebne są zmiany, które mogą nie spodobać się wielu kierowcom. Trzeba dążyć do tego, żeby ludzie zaczęli wolniej jeździć, bo bez tego nie będzie bezpieczniej” – komentuje dla OKO.press Jan Mencwel, prezes warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

„Zadanie dla samorządów”

W piątek 4 października warszawscy kandydaci Lewicy ogłosili ośmiopunktowy Pakt dla Pieszych. Politycy SLD, Wiosny i Razem proponują w nim:

  1. Pierwszeństwo dla pieszych przy zbliżaniu się do przejścia;
  2. Wyniesione przejścia dla pieszych;
  3. Naziemne przejścia na dużych skrzyżowaniach;
  4. Azyle dla pieszych pośrodku przejść na szerszych ulicach;
  5. Oznakowanie przejść odblaskami na jezdni;
  6. Stosowanie po lewej stronie jezdni znaków przejścia dla pieszych tzw. dwustronnych odwróconych (lustrzanego odbicia znaku);
  7. Czas zapalenia zielonego światła umożliwiający przejście przez jezdnię osobom starszym;
  8. Umieszczanie na chodnikach napisów przypominających, że trzeba się rozejrzeć tym, którzy idą ze spuszczoną głową, zaczytani w telefonie.

Zdaniem Jana Mencwela program Lewicy, choć pozytywny, ma jednak pewne ograniczenia.

„To sensowne propozycje, ale w większości nie da się ich wprowadzić z poziomu Sejmu. To zadania dla samorządów. W kompetencjach Sejmu leżą natomiast zmiany w kodeksie drogowym. Oprócz wprowadzenia bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych, warszawska Lewica nie odważyła się ich zaproponować” – tłumaczy aktywista.

Chronić najsłabszych

W poniedziałek 7 października nieco zmodyfikowaną propozycję przedstawili kandydaci Lewicy z Wrocławia.

„Obwinianie pieszych to obwinianie ofiar i przypomina mi obwinianie kobiet za gwałty czy przemoc domową. My chcemy zająć się realnymi przyczynami śmierci na drogach, czyli nadmierną prędkością i złą infrastrukturą” – ogłosiła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Oprócz bezwzględnego pierwszeństwa dla pieszych wchodzących na przejście, wrocławscy kandydaci chcą:

  • przyjęcia przez polski parlament „wizji zero”, czyli zero wypadków śmiertelnych jako oficjalny cel polityki państwa;
  • lepszego oświetlenia przejść dla pieszych i wynoszenia ich do poziomu chodnika;
  • ochrony najsłabszych uczestników ruchu drogowego – pieszych, rowerzystów i użytkowników hulajnóg – poprzez budowę lepszej infrastruktury;
  • obniżenia limitu prędkości w terenie zabudowanym w nocy z 60 do 50 km/godz.;
  • wprowadzenia mandatów o wysokości zależnej od dochodów.

Chodzi o życie

Politycy lewicy najpewniej inspirowali się postulatami koalicji ruchów miejskich „Chodzi o Życie„, o której pisaliśmy w OKO.press w połowie września. Aktywiści z kilkunastu największych miast w Polsce zjednoczyli się, by lobbować za poprawą bezpieczeństwa na polskich drogach.

„Badania pokazują, że z nadmierną prędkością jest gigantyczny problem. Kierowcy nie zwalniają przed przejściami, ale generalnie jeżdżą za szybko. Dlatego wśród naszych czterech postulatów mamy pierwszeństwo dla pieszych wchodzących na przejście, ale pozostałe trzy dotyczyły prędkości” – tłumaczy Jan Mencwel z MJN, które również dołączyło do koalicji.

Aktywiści z „Chodzi o Życie” postulują:

  • obniżenie limitu prędkości w terenie zabudowanym w nocy z 60 do 50 km/godz.;
  • zwiększenie liczby radarów i punktów odcinkowego pomiaru prędkości;
  • wyższe mandatów i ich waloryzację wraz ze wzrostem średniej płacy oraz powiązanie ze stawką OC.

„Chodzi o wyższe kary i ich większą nieuchronność. Wystarczy nowelizacja ustawy prawo o ruchu drogowym. Łamanie przepisów w Polsce jest powszechne. Politycy nie mogą uciekać od tego problemu. Nawet jeżeli to niepopularne, trzeba ludziom uświadamiać, że ta sytuacja musi się kiedyś zmienić” – podkreśla Mencwel.

Kierowcy ponad podziałami

Propozycje Lewicy to przełom w polskiej debacie publicznej. Jak dotąd temat bezpieczeństwa ruchu drogowego, mimo przygnębiających statystyk, był ignorowany przez większość polityków.

„Bo w Polsce jest jedna partia, która działa ponad podziałami – partia piratów drogowych” – tłumaczył Jan Mencwel w rozmowie z OKO.press w czerwcu.

Rzeczywiście, torpedowanie zmian w przepisach mają na koncie politycy każdej opcji. W ostatnich miesiącach ministerstwo infrastruktury pod rządami PiS odmówiło zagwarantowania pieszym pierwszeństwa przed wejściem na pasy.

W odpowiedzi na pismo Rzecznika Praw Obywatelskich wiceminister Rafał Weber napisał:

„Każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa. Dlatego też, mając na względzie przywołane wyżej uwarunkowania – specyficzne dla danego państwa – nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich”.

Jeszcze gorzej z postulatami poprawy losu pieszych jest na prawo od PiS.

Na listach Konfederacji po raz kolejny znaleźli się kandydaci polskiej Partii Kierowców. Przed wyborami do parlamentu europejskiego pisaliśmy, że postulaty PK to m.in. likwidacja „śpiących policjantów i innych szykan” oraz „nieużywanych” ścieżek rowerowych tam, gdzie „uniemożliwiają poszerzenie jezdni”. PK chce zniesienia „absurdalnych ograniczeń prędkości”, które mają powodować, że „kierowcy i tak je przekraczają”.

Nawrócenie Pocieja

Ale najbardziej znanym antybohaterem walki o prawa pieszych pozostaje do dziś senator Aleksander Pociej z PO.

Gdy w 2015 roku projekt PO dający pieszym pierwszeństwo przed wejściem na pasy po dwuletnich dyskusjach trafił do Senatu, Pociej wnioskował o jego odrzucenie.

„Koledzy senatorowie zwrócili uwagę na to, że w wielu miejscach w Warszawie ludzie po prostu dniami i nocami stoją. W związku z tym są takie miejsca, które zostaną kompletnie zablokowane. Warszawa i tak jest już zablokowana, a ta ustawa może doprowadzić do jeszcze większego zaczopowania naszego miasta” – mówił podczas debaty 1 października 2015.

Projekt przepadł wówczas jednym głosem. Dziś senator Pociej próbuje tonować wcześniejsze stanowisko.

„Do ustawy dającej pieszym pierwszeństwo na przejściu warto wrócić” – zadeklarował w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” w niedzielę 6 października.

„Nawrócenie” senatora z dużym sceptycyzmem przyjęli miejscy aktywiści.

„Senator obudził się zdecydowanie za późno. Myślę też, że jego postawa jest cyniczna – wystraszył się, że wyborcy mogą mu odpłynąć, jeśli będzie kojarzony z tą sprawą. Jest nam ciężko uwierzyć w przemianę takiego polityka. I obawiamy się, że nawet jeżeli opozycja przejęłaby władzę, to ze względu na to jak wygląda Senat, te ważne zmiany zostaną w nim utrącone” – ubolewa Jan Mencwel.

Wybieramy prezydenta na ciężkie czasy.
Wesprzyj OKO, by mogło dalej kontrolować władzę.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Komentarze

  1. Empereur de Pologne

    Porównanie "obwiniania" pieszych za spowodowanie wypadku z obwinianiem ofiary gwałtu jest po prostu odrażająco durne.
    Po pierwsze dlatego, że jest oczywistym faktem, że niewłaściwe zachowanie się pieszych prowadzi do wypadków drogowych. To właśnie próby zaprzeczania temu prowadzą do niesprawiedliwych rezultatów – obwinienia kierowcy, który w rzeczywistości niczemu nie zawinił.
    Po drugie – to ewidentnie pani, która wygłosiła to idiotyczne porównanie obwinia ofiary gwałtów, gdyż najwyraźniej jej zdaniem gwałt wygląda tak, że ofiara bezmyślnie i nie patrząc, jak idzie, przypadkiem ładuje się na penisa sprawcy, który nie zdążył tego uniknąć. To znaczy, tak jak wypadek, któremu winny jest pieszy.
    Wprowadzenie mandatów o wysokości zależnej od dochodów to też bardzo fajny pomysł. Następnym logicznym krokiem powinno być stworzenie w więzieniach bloków o różnych standardach (od zera gwiazdek do pięciu) żeby dopasować dotkliwość kary do poziomu życia osadzonego przed skazaniem. Bezdomni powinni odsiadywać wyrok na więziennym śmietniku, żeby ich poziom życia się przez odsiadkę nie podwyższył, bo to by było przecież sprzeczne z istotą kary. Jeżeli komuś się to wydaje absurdalnym postulatem to bardzo słusznie, ale to jest dokładnie ta sama logika, która stoi za dopasowywaniem wysokości mandatu do poziomu dochodów karanego.

Masz cynk?