0:00
Prawa autorskie: Lukasz Wegrzyn / Agencja GazetaLukasz Wegrzyn / Age...
18 września 2019

Piraci samochodowi zabili w 2018 r. 3000 osób, co czwarty pieszy zginął na pasach. Rząd umywa ręce

Pierwszeństwo dla pieszych przed wejściem na pasy, wyższe mandaty, restrykcyjne limity prędkości i lepsze egzekwowanie przepisów - to postulaty koalicji "Chodzi o życie", którą utworzyli aktywiści z kilkunastu miast. "Będziemy apelować do wszystkich instancji władz o zajęcie się problemem bezpieczeństwa na drogach, zwłaszcza w kampanii wyborczej"

Wydrukuj

"Znamy przyczynę choroby, która zabija 3000 Polek i Polaków rocznie. Wiemy, jak jej zaradzić. [...] Mówimy o chorobie, którą jest nadmierna prędkość polskich kierowców. To ona odpowiada za większość wypadków z udziałem pieszych w Polsce, także na pasach" - mówił na konferencji prasowej w poniedziałek 16 września Jan Mencwel, prezes warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

MJN w porozumieniu z kilkunastoma organizacjami społecznymi i ruchami miejskimi z całej Polski utworzyło koalicję "Chodzi o Życie", by lobbować za poprawą bezpieczeństwa na polskich drogach. Konferencje prasowe członków koalicji odbyły się w większości miast wojewódzkich.

Policyjne statystyki wskazują jednoznacznie, że polskie drogi są jedynymi z najmniej bezpiecznych w Europie.

A z raportu Instytutu Transportu Samochodowego, przygotowanego na zamówienie ministerstwa infrastruktury, wynika, że przyczyną jest nadmierna prędkość kierowców.

Ministerstwo umywa jednak ręce i zrzuca z siebie odpowiedzialność, a kolejne próby zmiany przepisów napotykają na opór polskich parlamentarzystów. Bez względu na przynależność polityczną.

„Bo w Polsce jest jedna partia, która działa ponad podziałami – partia piratów drogowych” – tłumaczył Mencwel w rozmowie z OKO.press w czerwcu.

Niechlubne statystyki

"W Polsce mamy jedne z najniebezpieczniejszych dróg w UE. Co roku w Unii na drogach ginie przeciętnie 49 osób na milion mieszkańców. W Polsce jest to 74, co daje nam czwartą pozycję od końca w tej niechlubnej tabeli" - przypomniała w poniedziałek Melania Łuczak, warszawska radna z Mokotowa i członkini MJN.

Aktywiści wskazali także, że choć ogólna liczba wypadków drogowych spada, to

liczba wypadków śmiertelnych w 2018 roku zwiększyła się o 12 proc. Najwięcej, bo aż 28 proc. wypadków z udziałem pieszych ma miejsce na przejściach.

"Niestety te dane, znane od kilku miesięcy, nie zrobiły wrażenia na politykach. Żaden przedstawiciel władz nie odpowiedział na nasz apel i nasze postulaty, co należy zrobić, by poprawić te statystyki" - ubolewał Jan Mencwel.

Do ministerstwa infrastruktury apelował w tym roku także Rzecznik Praw Obywatelskich. Bezskutecznie. Wiceminister Rafał Weber w odpowiedzi do RPO powoływał się m.in. na argumenty "kulturowe".

„Każde społeczeństwo europejskie posiada inne uwarunkowania kulturowe, prawne, inżynieryjne, edukacyjne, czy też podejście do poszanowania prawa. Dlatego też, mając na względzie przywołane wyżej uwarunkowania – specyficzne dla danego państwa – nie wydaje się właściwym bezpośrednie przeniesienie do polskiego systemu prawnego rozwiązań funkcjonujących w innych państwach europejskich” - napisał.

Cztery postulaty

Podczas poniedziałkowych konferencji pod urzędami wojewódzkimi ruchy wchodzące w skład koalicji "Chodzi o Życie" przedstawiły cztery postulaty.

"To propozycje zmian przepisów, na takie, które od dawna obowiązują w Europie Zachodniej. Dzięki temu tam wypadkowość jest dużo mniejsza niż w Polsce. Wprowadzenie tych przepisów powinno pomóc szybko ograniczyć liczbę wypadków" - mówił pod urzędem w Warszawie Paweł Przewłocki z MJN.

  • Pierwszeństwo dla pieszych wchodzących na przejście, a nie, tak jak jest obecnie, tylko dla tych znajdujących się na przejściu.

"Piesi wchodzący na pasy najbardziej boją się tego, że samochód się nie zatrzyma. To sytuacja niespotykana w innych krajach Unii Europejskiej. Pieszy jest tam święty, a każdy kierowca zatrzymuje się przed przejściem. W Polsce kierowcy nie mają takiego obowiązku. Efekty widać w statystykach" - tłumaczyli aktywiści.

  • Obniżenie limitów prędkości w nocy w obszarze zabudowanym z 60 km/h do 50 km/h.

"Piesi, którzy chodzą po ulicy w nocy, nie różnią się niczym od tych, którzy chodzą w dzień. Nie są bardziej odporni na wypadki. Postulujemy ujednolicenie tego limitu" - mówił Przewłocki.

  • Wzrost mandatów oraz powiązanie OC z liczbą i rodzajem wykroczeń drogowych.

"Od 1997 roku maksymalny mandat wynosi 500 zł - wtedy średnia pensja wynosiła 1100 zł, a teraz to ponad 5000 zł. Oznacza to, że wysokość mandatów de facto spadła w ciągu ostatnich 20 lat. Chcemy, by mandaty były waloryzowane wraz ze średnią płacą" - podkreślają aktywiści.

  • Prawdziwa egzekucja przepisów drogowych.

"Postulujemy zwiększenie liczby radarów do dwóch tysięcy - obecnie mamy ich 400. Chcemy też zwiększenia liczby punktów odcinkowego pomiaru prędkości do 300 - teraz jest ich kilkadziesiąt. Żądamy też walki z prawdziwym problemem polskich miast - nielegalnym parkowaniem. Zakazy parkowania nie są egzekwowane, co także rodzi zagrożenia dla pieszych" - mówili członkowie MJN.

NIK kontroluje i krytykuje

Kolejne ekspertyzy potwierdzają, że w Polsce problem bezpieczeństwa ruchu drogowego - a zwłaszcza egzekucji istniejących już przepisów - ma charakter systemowy.

W piątek 13 września 2019 ukazał się raport Najwyższej Izby Kontroli pt. "Jak działa odcinkowy pomiar prędkości?". Eksperci NIK zbadali w nim funkcjonowanie odcinkowych pomiarów prędkości. To system, który w przeciwieństwie do fotoradaru nie mierzy prędkości w kontrolowanym punkcie, ale sprawdza średnią prędkość na wyznaczonym odcinku.

Wyniki raportu są szokujące.

"W przypadku całego systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym [w latach 2015-2017 - red.] przedawniło się aż 1,6 mln wykroczeń, o wartości kar wynoszącej ok. 371 mln zł"

- czytamy w podsumowaniu badania.

"Przyczyną tego były wadliwe regulacje prawne w zakresie możliwości ustalania i karania sprawców wykroczeń, a przede wszystkim niewystarczająca obsada kadrowa Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego" - tłumaczą eksperci NIK.

W badaniu ujawniono także, że GITD ograniczał rejestrację wykroczeń, poprzez programowanie urządzeń nawet o 30 km/h powyżej prędkości dozwolonej na danym odcinku drogi. Znacznie powyżej wartości określonej w Prawie o ruchu drogowym (kodeks dopuszcza 10 km/h).

"Tym samym Inspektorat kreował nowe ograniczenia prędkości na odcinkach dróg objętych automatycznym nadzorem, co nie znajdowało podstawy prawnej i szacunkowo ośmiokrotnie zmniejszyło liczbę procedowanych spraw. Oraz uniemożliwiło nałożenie kar za przekroczenie prędkości, wynoszących w latach 2015-2018 co najmniej 2,8 mld zł, w tym 410 mln zł na odcinkowych pomiarach prędkości" - piszą badacze.

Do raportu odnieśli się w poniedziałek członkowie koalicji "Chodzi o Życie".

"To niepokojące dane zwłaszcza w kraju, w którym mamy jeden z najwyższych wskaźników śmiertelności w wypadkach drogowych" - mówiła Melania Łuczak z MJN.

Prawa pieszych

"Z naszymi postulatami będziemy zwracać się po kolei do wszystkich szczebli władzy. Apelowaliśmy już do premiera, ale bez skutku. Teraz zwracamy się do wojewodów w całej Polsce. Kolejny szczebel to będą parlamentarzyści oraz kandydaci do Sejmu i Senatu" - zapowiada Jan Mencwel.

Aktywiści podkreślają, że zależy im na nagłośnieniu postulatów zwłaszcza teraz - gdy trwa kampania przed wyborami parlamentarnymi.

"Jak dotąd nikt nie podniósł jeszcze tematu tragicznych statystyk wypadków na Polskich drogach. Będziemy apelować do komitetów oraz do wyborców, dla których ważne jest ludzkie życie, by sami pytali polityków o zmiany w przepisach" - dodał prezes MJN.

Postulaty koalicji będą też jednym z motywów przewodnich trzeciej warszawskiej "Pieszej Masy Krytycznej", która odbędzie się w najbliższą sobotę, 21 września.

"To demonstracja pieszych, która ma na celu uświadamianie władz i walkę o prawa pieszych. Domagamy się uwzględnienia praw pieszych w polityce miasta, większej liczby przejść dla pieszych na poziomie ulicy - a nie kładek i przejść podziemnych. Oraz uwolnienia chodników od samochodów" - mówił Przewłocki.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne