Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl
03 października 2022

"Żeby polityka nie była tępą przepychanką" - Lewica deklaruje jedność i szykuje się do wyborów

„Lewica musi być w przyszłym rządzie” - ogłosił w niedzielę Robert Biedroń. „Polityka to nie musi być smętna, tępa przepychanka, polityka powinna być o sprawach zwykłych ludzi” - mówił Adrian Zandberg. Lewica przygotowuje się do startu w wyborach. Na razie samodzielnie

W niedzielę 2 października 2022 Nowa Lewica (do niedawna: SLD i Wiosna) oraz partia Razem podpisały uchwały o kontynuacji strategicznej współpracy. Lewicowe partie mają współpracować programowo i deklarują wspólny start w wyborach. Zapowiedziały też kongres programowy na 10 grudnia 2022.

Czy to porozumienie zamyka Lewicy drogę do szerszej współpracy na opozycji, w tym do startu z Platformą Obywatelską? „Jesteśmy otwarci na różne scenariusze, niczego nie wykluczamy” — mówią nieoficjalnie politycy Lewicy.

Porozumienie ma być przede wszystkim pokazem siły lewicowych formacji — sygnałem wobec reszty opozycji, że Lewica jest gotowa iść do wyborców samodzielnie, a w razie budowania szerszych list, chce mieć na nich jak najmocniejszą pozycję.

W 2019 roku celem strategicznym Lewicy było wejście do Sejmu, dziś jest to udział w koalicyjnym rządzie opozycji.

„Zdrowi ludzie mają serce po lewej stronie” — żartował Biedroń. Walka o prawa kobiet, sprawiedliwą transformację energetyczną, świeckie państwo, tanie mieszkania i bezpieczne emerytury, walka o to, by podatki płaciły wielkie korporacje oraz księża — to postulaty i obietnice, które padły z ust liderów Lewicy podczas jawnej części spotkania (za zamkniętymi drzwiami obie partie omawiały strategie wyborcze, w tym różne warianty wyborczych koalicji).

„Jesteśmy gwarantem prospołecznej polityki, my tych spraw nie odpuścimy” — obiecywał Adrian Zandberg (Razem).

Na koniec Włodzimierz Czarzasty zwrócił się do Biedronia i Zandberga: „Zapraszam swoich przyjaciół, kumpli, fajnych facetów, równych gości. Cześć, Włodek jestem!”. Liderzy Lewicy wciąż występują jako męskie trio.

„Pójście z Razem ważniejsze niż jedna lista”

„Pokazaliśmy opozycji, jak współpracować” — mówił w niedzielę Robert Biedroń (Nowa Lewica). Zaznaczał, że chodzi o realną współpracę, a nie tylko dodawanie procentów. To nawiązanie do postulatów stworzenia jednej wielkiej koalicji wyborczej opozycji. „Można współpracować z szacunkiem dla różnorodności” — dodawał Adrian Zandberg (Razem). To z kolei odniesienie do panującego na opozycji przekonania, że Donald Tusk chce zdominować pozostałe partie i jednoczyć je na własnych warunkach.

Faktycznie, Lewicy współpraca się opłaciła: w 2019 roku osiągnęła strategiczny cel i wróciła do Sejmu. Zjednoczenie trzech lewicowych formacji, które dotychczas konkurowały o tych samych wyborców (SLD, Wiosny i Razem) przyniosło 12,56 proc. poparcia i 49-osobową reprezentację w Sejmie oraz dwójkę senatorów. W wyborach 2023 Lewica chciałaby utrzymać ten stan posiadania, niektórzy chcieliby wręcz podnieść poprzeczkę i wprowadzić do Sejmu 60 posłanek i posłów.

Jednak według ostatniego sondażu Ipsos dla OKO.press Lewica mogłaby dziś liczyć na 8 proc. głosów i 29 miejsc w przyszłym Sejmie.

Politycy Lewicy twierdzą, że jeśli uda im się zdobyć tyle głosów, ile przewidują sondaże bardziej optymistyczne niż Ipsos (górny pułap Lewicy to dziś ok. 10 proc.), wprowadzą około 40 posłów. Wg tej opowieści to więcej niż gdyby Lewica wystartowała wspólnie z innymi opozycyjnymi partiami.

W negocjacjach opozycyjnych liczy się dziś między innymi „siła sondażowa”, w przyszłych ewentualnych negocjacjach dotyczących wspólnego rządu walutą będzie liczba zdobytych mandatów. „Liczyć się będzie to, ile będziemy mieć szabel, Tusk będzie liczył głosy do większości” — przyznaje polityk Lewicy.

Od współpracy z Platformą Obywatelską przed wyborami odżegnuje się Partia Razem. Czy skoro Nowa Lewica podpisała porozumienie z Razem, drzwi do wspólnej listy Lewicy i PO zostały zamknięte?

„Pójście z Razem jest dla nas ważniejsze niż jedna lista” — powiedział mi polityk z kierownictwa Nowej Lewicy. Dlaczego dla Nowej Lewicy ten partner jest tak ważny? Przecież Razem ma zaledwie sześcioro posłów, a poparcie partii w 2015 roku (gdy startowała samodzielnie) wyniosło 3,62 proc. W teorii — Nowa Lewica mogłaby zdobyć 8 proc. i bez kandydatów Razem na listach.

„Chodzi o to, żeby nie było konkurencji na lewicy” — tłumaczy polityk Lewicy. „Partia, która ma struktury, jakieś pieniądze, rozpoznawalność, może odebrać nam trochę głosów”.

Kalkulacje na opozycji dotyczą dziś nie tylko tego, ile kto głosów może zyskać, ale też tego, ile opozycja jako całość może stracić, gdyby na przykład Razem albo PSL poszły do wyborów samodzielnie i znalazły się pod progiem wyborczym.

Część polityków Nowej Lewicy wyraża zrozumienie dla strategii partii Razem, która stara się zachować dystans wobec Platformy Obywatelskiej. Dla Razem to kwestia wiarygodności wobec własnych wyborców.

„Tusk pomaga Lewicy”

Tymczasem konkurencją dla Lewicy próbuje być Platforma Obywatelska.

Obietnice wprost wzięte z lewicowych programów składa w ostatnich miesiącach Donald Tusk: zapowiedział pilotażowy program skrócenia czasu pracy, mówi o prawie do mieszkania jako o prawie człowieka. A stosunek do legalizacji aborcji uczynił warunkiem obecności na listach PO. Wg zapowiedzi lidera Platformy, nie będą startować ci, którzy nie zgadzają się z postulatem pozostawienia kobiecie decyzji o aborcji do 12. tygodnia (przy czym projekt PO mówi o koniecznych konsultacjach z lekarzem i terapeutą przed podjęciem tej decyzji).

To może stawiać Lewicę w kłopotliwej sytuacji: zwolennicy i zwolenniczki lewicowych postulatów mogą je znaleźć w programie silniejszej partii opozycyjnej, która w dodatku ma szanse na lepszy wynik wyborczy. Od polityków Lewicy słyszę dwa kontrargumenty.

Po pierwsze, uważają, że Tusk jest niewiarygodny w składaniu tego typu deklaracji, według polityków Lewicy ludzie pamiętają przewodniczącemu PO m.in. likwidowanie połączeń autobusowych, podnoszenie wieku emerytalnego czy zamrożenie płac budżetówki i w związku z tym nie będą wierzyć w jego socjalne obietnice.

Po drugie, według Lewicy Tusk paradoksalnie wzmacnia jej postulaty. „Tusk nas uwiarygadnia. Gdy mówi lewicowym językiem, przestajemy być postrzegani jako radykałowie” — przekonuje osoba z kierownictwa Lewicy.

Polityk dodaje: „Po wypowiedziach Tuska ani Platformie nie spada, ani nam nie spada poparcie w sondażach”. Uważa, że to sytuacja, w której wszyscy wygrywają. O lewicowych postulatach mówi się więcej, a jednocześnie Lewica w swojej opowieści politycznej może zająć pozycję gwaranta tego, że obietnice socjalne lub te dotyczące aborcji będą realizowane przez przyszły rząd.

Skoro Tusk przydaje się Lewicy, to skąd rezerwa wobec przedwyborczej koalicji?

Z szeregów Lewicy słychać głosy, że nie po to pracowała ona przez ostatnie trzy lata na status osobnej siły politycznej, by teraz dać się zjeść Tuskowi: „To by była rezygnacja z podmiotowości, z samodzielnej ścieżki, krok wstecz”. Żywe są obawy, że Lewica podzieli los Nowoczesnej, która dziś ma ledwie kilkoro posłów, a w poprzedniej kadencji przez pewien czas wiodła prym na opozycji. Przeciwko wyborczej współpracy z Platformą jest też część lokalnych działaczy Nowej Lewicy (z dawnego SLD), którzy źle wspominają koalicje z PO na poziomie samorządowym.

„Teraz w cenie jest spójność” — słyszę w kuluarach. I dlatego współpraca z Platformą, której tej spójności brakuje, miałaby szkodzić Lewicy. Szkodzić miałoby też tworzenie niespójnej programowo koalicji wyborczej.

Pojawiają się wręcz głosy, że Lewicy wygodniej współpracowałoby się z Szymonem Hołownią. Pomijając temat prawa do aborcji (Polska 2050 chce referendum), w sprawach dotyczących gospodarki i klimatu Lewica może znaleźć punkty wspólne z partią Hołowni. Nawet w kwestiach dotyczących kościoła Hołownia ma bardziej konkretne propozycje niż Platforma Obywatelska.

„Nie wykluczamy współpracy z Platformą” — mówią jednak te same osoby, które zgłaszają do takiej współpracy poważne zastrzeżenia.

Wielką niewiadomą jest bowiem ordynacja wyborcza — jeśli PiS uprze się, by ją zmienić, wszystkie partie opozycyjne będą musiały na nowo przemyśleć strategie wyborcze. I na nowo układać wyborcze puzzle.

„Zwycięży rozsądek” — powtarzają politycy Lewicy, nie przesądzając, co ostatecznie zrobią. „To już jest wojna na śmierć i życie” — mówi o walce o wygraną z PiS jeden z posłów Lewicy. „Ludzie nam nie wybaczą, jak się pokłócimy o jedno czy dwa miejsca”.

Jednak Lewica mówiła w niedzielę nie tylko do partnerów i konkurentów z opozycji. Z wypowiedzi liderów Lewicy można wnioskować, jakie grupy będą w centrum jej zainteresowania podczas kampanii wyborczej. „Lewica wie, jakiej chce Polski po PiS-ie, wyborów nie da się wygrać samym pokrzykiwaniem, że zła władza jest zła” — mówił Adrian Zandberg.

„Klaso średnia, jesteśmy gwarantem twojego statusu finansowego”

„Chcemy dbać o ludzi, którzy osiągnęli status, o którym marzyli” — mówił w niedzielę Włodzimierz Czarzasty, zwracając się wprost do klasy średniej.

Lewica wyraźnie mówiła nie do osób najbiedniejszych, ale takich, które osiągnęły pewien status materialny, lecz nie czują się z nim pewnie.

Do osób obawiających się deklasacji — takich, które w ostatnich latach awansowały do klasy średniej, ale z powodu rosnących kosztów życia mogą spaść z drabiny społecznej. A także do tych, których awans został zamrożony, na przykład pracowników budżetówki. Adrian Zandberg wspomniał, że Lewica była obecna zarówno podczas strajku pracowników firmy Solaris, jak i protestu pracowników samorządowych z Olsztyna.

Ludziom, którzy „boją się utraty statusu materialnego” i tego, że ich dzieci nie pojadą w najbliższym roku na wakacje, Czarzasty mówił: „Lewica będzie gwarantem waszej stabilności finansowej”.

„Wierzymy w państwo, w którym podatki są płacone sprawiedliwie” — mówił Robert Biedroń i wspomniał o księżach, którzy podatków nie płacą. Stwierdził, że bezpieczna rodzina to taka, w której dziecko nie wraca ze szkoły głodne.

„Nie wierzcie, że tylko PiS będzie gwarantem waszych świadczeń”

„Dziś wiele osób traci zaufanie do tej władzy” – zauważył Adrian Zandberg. W niedzielnych wypowiedziach liderów Lewicy widać było nadzieję, że przynajmniej część tych, którzy dotąd głosowali na PiS, teraz zagłosują na Lewicę.

„Lewica to gwarancja, że nie będzie powrotu do płacenia ludziom 4 złote za godzinę, że nie będzie kasowania połączeń kolejowych i autobusowych, że stołówki szkolne będziemy budować, a nie zamykać, że posiłki w tych stołówkach będą darmowe” – przekonywał Zandberg.

Włodzimierz Czarzasty stwierdził, że są sprawy, które łączą całą opozycję, takie jak stosunek do Unii Europejskiej czy polityka bezpieczeństwa. Po czym wymienił całą listę spraw, o których według niego opozycja zapomina. Mówił m.in. że w Polsce 1,2 mln mieszkań nie ma łazienki, 6,5 mln mieszkań nie ma gazu, a 2,5 mln — centralnego ogrzewania. Przypomniał, że 1,6 mln Polek i Polaków żyje w skrajnej biedzie. Zwrócił też uwagę, że mieszkańcy Wilanowa w Warszawie żyją o 10 lat dłużej niż mieszkańcy Pragi Północ. W Polsce jest 19 z 20 najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii Europejskiej jest w Polsce. Przypomniał o niedoborze geriatrów i gminach, w których nie ma transportu publicznego.

Również Czarzasty zwracał się do elektoratu PiS: „Nie wierzcie, że tylko PiS będzie gwarantem waszych świadczeń”.

Podczas letniego objazdu po Polsce politycy Lewicy zjechali też do miejsc, gdzie dominuje PiS. Posłanki Lewicy opowiadają, jak zaskoczone były otwartością wyborczyń i wyborców PiS na rozmowę. Emerytki pokazywały im rachunki, skarżyły się na rosnące ceny. „To nie znaczy, że takie osoby są gotowe na nas głosować, ale już nie traktują Lewicy jako wrogów” – mówi mi jedna z posłanek.

Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie Jarosław Kaczyński zaatakował Lewicę podczas spotkania w Stargardzie:

„Lewica zagraża naszej suwerenności nie metodami militarnymi tylko metodami politycznymi i gospodarczymi. Z drugiej strony dąży do tego, żeby Polska przestała być Polską w tym tradycyjnym tego słowa znaczeniu” - mówił prezes PiS, który uczynił z Lewicy wroga Polski równego Putinowi.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne