0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.plFot. Jacek Marczewsk...

Na początku lipca Sejm przegłosował tzw. Lex Szarlatan, czyli ustawę o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Za przyjęciem zaproponowanej przez rząd nowelizacji byli prawie wszyscy obecni na sali członkowie i członkinie Koalicji 15 października oraz koło Razem.

Wśród koalicjantów sprzeciw wyraziło pięciu posłów PSL-Trzeciej Drogi (Marek Biernacki, Radosław Lubczyk, Mirosław Orliński, Jacek Tomczak i Zbigniew Ziejewski) oraz jeden (Piotr Górnikiewicz) z Polski 2050. 160 posłów i posłanek z Prawa i Sprawiedliwości wstrzymało się od głosu, a siedmioro zagłosowało przeciw. Przeciwni przyjęciu projektu byli również wszyscy posłowie i posłanki Konfederacji oraz Korony Polskiej.

Założeniem proponowanych zmian ma być skuteczne przeciwdziałanie pseudomedycynie — a więc praktykom, które mogą realnie zagrażać bezpieczeństwu pacjentów i pacjentek.

Nie będzie już przymykania oka na „leczenie” raka witaminą C, „uzdrawiania manifestacją”, biorezonansem, irydologią czy „chirurgią” fantomową. Oferowanie takich usług będzie skutkować dotkliwymi karami finansowymi.

Podstawowy problem z ustawą polega jednak na tym, że ustawodawca nie przewidział katalogu konkretnych usług pseudomedycznych. A przez to przestrzeń do interpretacji pozostaje bardzo szeroka.

Przyjęta przez Sejm ustawa zakłada również wzmocnienie roli Rzecznika Praw Pacjenta. Dzięki temu będzie on mógł wydawać publiczne ostrzeżenia o niebezpiecznych dla zdrowia i życia praktykach, czy prowadzić postępowania w sytuacji oferowania świadczeń medycznych mimo braku wymaganego wpisu do rejestru działalności leczniczej. Kary za narażanie pacjentów i pacjentek na niebezpieczeństwo będą mogły sięgać nawet miliona złotych.

Na zdjęciu: Wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka, ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda i rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec podczas konferencji dot. projektu ustawy zwiększającej ochronę pacjentów przed praktykami pseudomedycznymi. 13 maja 2026 r. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Wyborcza.pl

Przeczytaj także:

Pacjentów trzeba chronić

Szkodliwe dla zdrowia i życia pacjentów oraz pacjentek praktyki latami były powszechnie dostępne przy znikomych regulacjach prawnych. Koniecznością stało się ograniczenie działalności szarlatanów, zwolenników teorii spiskowych. Oszuści namawiali chorych do przerwania ratującego życie leczenia po to, by nieświadoma zagrożenia seniorka wydała oszczędności życia na niesprawdzone, niedziałające, nieskuteczne suplementy.

Pseudomedyczne treści regularnie pojawiają się na platformach społecznościowych, a część aptek posiada za ladą wielkie półki z podpisem „homeopatia”. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której nawet świadome zagrożenia osoby mogły nieopatrznie dać się nabrać na pseudomedyczne usługi. Bo oferujące je osoby często potrafią skutecznie przedstawić się jako wiarygodne.

Część przedstawicieli środowisk medycznych — w tym lekarzy, położnych, pielęgniarek czy fizjoterapeutów — uważa jednak, że całokształt proponowanych, przegłosowanych przez Sejm zmian zawiera niedociągnięcia.

Wylanie dziecka z kąpielą?

Położna Magdalena Hul komentuje: — Idea, która tę zmianę zapoczątkowała, była słuszna. Ale obecnie stoimy przed wizją wylania dziecka z kąpielą. Osoby, które wykonują swoją pracę holistycznie, kierując się – uważanym w wielu regionach za najlepszy – modelem biopsychospołecznym, dostrzegają ryzyko powrotu do fragmentarycznego dostrzegania potrzeb pacjentów.

— W ustawie jest wiele rozwiązań, które pozwalają na szersze spojrzenie na zdrowie, łączące część biologiczną, fizyczną, psychiczną i społeczną. Są w niej jednak też zapisy zabierające takie narzędzia — dodaje Hul.

Zdaniem ekspertki, problematyczne może być m.in. zbyt ogólne, niejednoznaczne rozdzielenie medycyny od wiedzy pseudomedycznej. Rządzący z jednej strony zapewniają, że Lex Szarlatan nie zakazuje na przykład zielarstwa; z drugiej – nadal nie precyzują w projekcie, gdzie leży granica.

Położna twierdzi, że po ewentualnej zmianie prawa miałaby obawy, zalecając pacjentce, której minął przewidywany termin porodu, wypicie tzw. koktajlu położnej (napoju zawierającego sok pomarańczowy i olej rycynowy – przyp. aut.) przed wyrażeniem przez nią zgody na farmakologiczną indukcję.

Hul dodaje: — Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że na rynku jest mnóstwo osób kreujących się na specjalistów, a działających na szkodę pacjentów — zarówno osoby posiadające odpowiednie wykształcenie, jak i nie. Obowiązkiem medyków powinno być natomiast jak najszersze przedstawienie i wytłumaczenie pacjentowi możliwych form postępowania, w tym leczenia.

— Wychodząc od przykładu wywołania porodu: rozsądnym rozwiązaniem byłoby przedstawienie kobiecie opcji, które są do wyboru, z jednoznacznym zaznaczeniem, jaka jest ich skuteczność, w jaki sposób je przebadano i co z tych badań wynikło. Tam, gdzie badań nie było, należałoby to wyraźnie podkreślić. Nie mamy patentu na zdrowie. Nie powinniśmy ograniczać się do jednej metody, tylko dlatego, że »od lat się tak robi«, a pacjent »się nie zna«. To on (lub ona) ma tu decydujący głos i naszą – medyków – rolą jest sprawienie, by decyzja została podjęta świadomie — mówi Hul.

Lex szarlatan kontra porodówki

Z perspektywy położnych sytuacja może być dodatkowo skomplikowana ze względu na obowiązującą od ponad dwóch miesięcy nowelizację Standardu Organizacyjnego Opieki Okołoporodowej (SOOO).

Znowelizowany dokument ma na celu m.in. odejście od nadmiernej medykalizacji porodów, która w Polsce osiągnęła wyjątkowo wysoki poziom. Co drugi poród kończy się u nas drogą operacyjną. Rodzącym wciąż zdecydowanie zbyt często nacina się krocza.

Z kolei po porodzie, gdy dziecko wraz z matką przebywa na oddziale położniczym, podawanie mieszanki modyfikowanej noworodkom jest w powszechnym użyciu — niejednokrotnie bez realnych wskazań, po uznaniu, że zupełnie naturalny spadek masy ciała noworodka w pierwszych dobach jest czymś niepożądanym. W efekcie na niektórych oddziałach nawet kilkadziesiąt procent nowonarodzonych dzieci jest dokarmianych.

— To nie jest pierwsza sytuacja w polskim prawodawstwie, kiedy dwa akty prawne tak naprawdę regulujące ten sam obszar życia idą w różnych kierunkach. Powoduje to trudność faktycznego przestrzegania przepisów, bo przestrzegając jednych, łamiemy drugie. Nowelizacja Standardu Organizacyjnego Opieki Okołoporodowej w teorii to powrót w stronę fizjologii. W praktyce natomiast proponowana Ustawa o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta [Lex Szarlatan] może znacznie utrudnić realizację tak ambitnych, ale i potrzebnych zapisów SOOO — zauważa Magdalena Hul.

Część położnych obawia się na przykład, czy po wejściu nowego prawa w życie nadal będzie mogła oferować rodzącym niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu — na przykład aromaterapię czy przezskórną, mającą zablokować sygnały bólowe i wspomagać wydzielanie endorfin stymulację nerwów impulsami elektrycznymi. Nie są pewne, czy będą mogły wspierać fizjologię nieinterwencyjnymi metodami – zarówno tymi stosowanymi od wieków, jak i stosunkowo nowymi.

— Myślę, że Lex Szarlatan powstał w dużej mierze dlatego, że coraz większa grupa ludzi ma bardzo małe zaufanie do systemu opieki zdrowotnej i pracujących w nim specjalistów. To system, który bardzo często nie spełnia oczekiwań i potrzeb osób z niego korzystających. Zamiast tworzyć kolejne niejednoznaczne przepisy, lepiej szukać odpowiedzi na pytanie: co zrobić, żeby społeczeństwo znów zaufało medykom? Tego zaufania nie buduje się sztywnymi regulacjami, a otwartością, chęcią zrozumienia drugiego człowieka i pokorą — tłumaczy położna.

Tysiące uwag, niewiele zmian

Prace nad Lex szarlatan zaczęły się w 2024 roku. W 2025 roku liczne organizacje — w tym fundacje propacjenckie, związki zawodowe, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych czy Naczelna Rada Lekarska zgłosiły prawie 5 tysięcy uwag do projektu.

Naczelna Rada Pielęgniarek i położnych wyraziła wówczas poparcie dla zakazu działalności pseudomedycznej. Postulowała też podniesienie maksymalnej wysokości kary za świadczenie takich usług. Zauważyła jednak, że proponowana definicja praktyki pseudomedycznej jest bardzo szeroka i może prowadzić do ograniczenia holistycznej opieki nad pacjentami — między innymi udzielania przez położne i pielęgniarki porad dietetycznych, edukacji w zakresie technik relaksacyjnych czy korzystania z ziół.

Ze względu na brak precyzji w zapisach mogłoby dojść do efektu mrożącego i — w efekcie — zaprzestania legalnych świadczeń, mieszczących się w kompetencjach zawodowych położnych i pielęgniarek.

Jak brzmi budzący wątpliwości przepis?

Art. 67zj ust. 1 pkt 4. Przez praktykę pseudomedyczną rozumie się wykonywanie działalności leczniczej bez uzyskania wpisu do rejestru, o którym mowa w art. 103 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej.

Naczelna Rada Lekarska zauważyła z kolei w swoim stanowisku, że zaproponowana w projekcie definicja działań pseudomedycznych może prowadzić do nieuzasadnionego, nadmiernie szerokiego rozumienia działań pseudomedycznych.

Jak podkreślali lekarze, niedokonanie wpisu do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą nie jest równoznaczne z tym, że świadczenia zdrowotne udzielane przez dany podmiot są pseudomedyczne. Jeśli medyk z aktualnym prawem wykonywania zawodu założy własną praktykę, w której będzie wykonywał świadczenia zdrowotne zgodne z medycyną opartą na dowodach naukowych, nie należy uważać jego pracy za działania pseudomedyczne.

To, że taka osoba nie dopełniła obowiązku wpisu do Rejestru, może świadczyć jedynie o naruszeniu obowiązków administracyjnych, za co odrębne przepisy przewidują już sankcje. Nie jest to jednak ten sam rodzaj działania, co oferowanie pacjentom i pacjentkom nieskutecznych, realnie groźnych świadczeń.

Zadowolenie z planowanych zmian wyraziła Ogólnopolska Federacja Onkologiczna. I ona jednak zwróciła uwagę na potrzebę doprecyzowania wielu zapisów — w tym między innymi tego mówiącego, że praktyką pseudomedyczną jest „podejmowanie działań służących zachowaniu, ratowaniu, przywracaniu lub poprawie zdrowia przez osobę niewykonującą zawód medyczny”, co mogło uniemożliwić pomaganie osobom chorym przez członków i członkinie organizacji pozarządowych, które promują zdrowy tryb życia i profilaktykę (na przykład przez edukację na temat szczepień ochronnych czy szkolenia z prawidłowego zakładania protez).

Przed głosowaniem w Sejmie projektodawcy przedstawili raport z konsultacji społecznych. Zdecydowana większość uwag nie została uwzględniona. Ministerstwo Zdrowia zmieniło jednak definicję praktyki pseudomedycznej.

Dalej w ustawie nie ma jednak konkretnego katalogu praktyk, które staną się niedozwolone.

Czy ustawa przejdzie przez wetomat?

Ustawa zostanie teraz przekazana do Senatu. Jeśli nie będzie poprawek, to otrzyma ją Kancelaria Prezydenta.

Możliwe, że prezydent Karol Nawrocki ją zawetuje. Być może stworzy to okazję do sformułowania bardziej precyzyjnych, mniej zależnych od interpretacji i dobrej woli przepisów. Potrzebna jest bowiem ustawa, która skutecznie uchroni pacjentów i pacjentki przed pseudomedycyną. Ale jednocześnie sprawi, że oferujący holistyczną opiekę przedstawiciele i przedstawicielki zawodów medycznych nie będą mieli wątpliwości co do tego, czy mogą legalnie stosować bezpieczne rozwiązania.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze