0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 25.01.2024 Rybnik , Wojewodzki Szpital Specjalistyczny nr 3 . Otwarcie porodowki oraz oddzialu neoantologii po kapitalnym remoncie Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl25.01.2024 Rybnik , ...

Polki rodzą w bólu. Mają masowo nacinane krocza. Co druga rodząca kończy na stole operacyjnym — a to znaczy, że cięcia cesarskie wykonuje się albo bez realnych wskazań (bo — co prawda jedynie w teorii, ale jednak — w Polsce operacyjnej drogi porodu samodzielnie wybrać nie można), albo porody medykalizowane są na tyle, że ostatecznie rzeczywiście niezbędna staje się operacja. Jednocześnie znieczulenie przedstawia się wyłącznie z pozytywnej strony, premiując najczęściej znieczulające szpitale i nie biorąc pod uwagę, że część kobiet chce urodzić naturalnie.

Problemy nie są jednostkowe. NIK szczegółowo skontrolował 14 szpitali na terenie całej Polski. Wziął pod lupę zarówno małe placówki z I stopniem referencyjności, jak i wysokospecjalistyczne, posiadające III stopień szpitale z Warszawy.

Kontrolerom nie udało się znaleźć ani jednego miejsca postępującego w pełni zgodnie z prawem. W każdym zbadanym podmiocie ujawniono naruszenia przepisów. We wszystkich ujawniono przypadki nierzetelnego prowadzenia dokumentacji medycznej. W każdym doszło do łamania standardów opieki nad kobietami lub ich nowonarodzonym dziećmi.

Jak podkreślają twórcy raportu, doświadczenia okołoporodowe — również te negatywne — mogą mieć wpływ na podejmowane przez kobiety kolejne decyzje reprodukcyjne. Co za tym idzie, kryzys opieki związanej z ciążą i porodem może wpływać na pogłębiający się kryzys demograficzny Polski.

Przeczytaj także:

Ponad połowa rodzących doświadcza przemocy

Powołując się na inne, niemedyczne publikacje, NIK zauważył, że w części szpitali i przychodni Polki nadal nie mogą skorzystać ze wszystkich zagwarantowanych im przez prawo świadczeń. Nie zapewnia się im edukacji przedporodowej, utrudnia dostęp do profilaktyki — w tym zalecanych w ciąży badań — oraz wprowadza zbędne interwencje podczas przebiegających początkowo fizjologicznie porodów. Zgodnie z danymi Fundacji Rodzić po Ludzku i Fundacji Matecznik, aż 54,3 proc. rodzących deklaruje doświadczenie przemocy położniczej lub nadużyć związanych z opieką okołoporodową.

W sześciu na 14 zbadanych podmiotów kobietom nie zapewniano dostępu do znieczulenia zewnątrzoponowego — farmakologicznej, ale często skutecznej metody łagodzenia bólu. Dwa lata temu, w 2024 roku znieczulono zewnątrzoponowo niespełna jedną czwartą kobiet rodzących drogami natury. Odsetek porodów w znieczuleniu w części województw nie przekroczył dziesięciu procent.

W wielu szpitalach nie znieczulono ani jednej rodzącej.

W 6 z 14 kontrolowanych przez NIK placówek nie przestrzegano ujętych w Standardzie Organizacyjnym Opieki Okołoporodowej zapisów dotyczących dwugodzinnego, nieprzerwanego kontaktu „skóra do skóry” po porodzie.

Kraina mlekiem w proszku płynąca

W 8 z 14 skontrolowanych przez urzędników szpitalach stwierdzono przypadki nieuzasadnionego podawania noworodkom preparatów początkowego żywienia (nazywanych potocznie mlekiem modyfikowanym). We wszystkich skontrolowanych oddziałach stosowane preparaty były oznaczone nazwą handlową producenta — czego na przykład w Norwegii nie praktykuje się od lat, by minimalizować ryzyko przedwczesnej rezygnacji z optymalnego wzorca żywienia najmłodszych dzieci. W jednej ze szpitalnych szkół rodzenia uczestniczki otrzymywały smoczki i butelki do karmienia dzieci — mimo że nie od dziś wiadomo, jak ważne jest unikanie tego typu akcesoriów przynajmniej w okresie przed stabilizacją laktacji.

Mimo że każdy ze sprawdzonych szpitali zapewniał pacjentkom wsparcie laktacyjne, niepokojąco często było one niewystarczające.

Na czternaście placówek w dwóch aż 80 proc. noworodków otrzymywało podczas hospitalizacji preparaty początkowego żywienia. W siedmiu mieszankami nakarmiono przynajmniej raz od 60 do 77 proc. noworodków; w trzech – od 43 do 47 proc. Tylko w dwóch szpitalach zdarzało się to rzadziej: w jednym dokarmianie dotyczyło 13 proc. noworodków, a w drugim – 3 proc.

Jednocześnie tylko 6 placówek współpracowało w kontrolowanym okresie z bankami mleka kobiecego. Tylko w trzech z nich choć raz skorzystano z zasobów oferowanych przez bank.

W województwie świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim nadal nie uruchomiono banków mleka kobiecego. W związku z tym dzieci, które najbardziej potrzebują mleka — a więc na przykład wcześniaki czy niemowlęta obarczone wadami wrodzonymi — w przypadku niemożności otrzymania mleka biologicznej matki już w pierwszych dniach lub tygodniach życia są skazane na żywienie mieszankami modyfikowanymi.

Co więcej — choć tego NIK w raporcie nie ujmuje — część istniejących banków mleka kobiecego zdecydowanie nie ułatwia działania potencjalnym dawczyniom. Mowa między innymi o wymaganiu osobistego dostarczania pokarmu do siedziby banku, co na samym starcie wyklucza kobiety, które nie mają jak dojechać do dużych miast albo nie mają pieniędzy na to. Dawczynie mleka nie są w żaden sposób wynagradzane. Nie mogą również liczyć na przywileje podobne do tych otrzymywanych przez Honorowych Dawców Krwi. Chodzi o m.in. ulgi podatkowe, przyjęcie poza kolejką do lekarza czy racje żywnościowe mające uzupełnić wydatkowane podczas dawstwa kalorie.

System jest dziurawy

Jednym z wielu odkrytych problemów były niedociągnięcia w refundacji szczepień ochronnych przeciwko RSV. Obowiązuje ona od kwietnia 2025 roku.

NIK zwrócił uwagę, że o ile ciężarne mogą liczyć na ten rodzaj bezpłatnej profilaktyki, o tyle zapisy ustawy o świadczeniach nie uwzględniają nierzadkich przypadków pacjentek hospitalizowanych aż do porodu, a przebywających w szpitalu po 32. tygodniu ciąży z powodu jej zagrożenia. Doprowadziło to do sytuacji, w której

hospitalizowane kobiety nie mogą otrzymywać recept na bezpłatne preparaty możliwe do odebrania w aptece. Leczące je szpitale nie dostają refundacji za podanie dokładnie takiej samej szczepionki na oddziale.

To z kolei — jak zauważa NIK — może wiązać się z brakiem ochrony części niemowląt przed stanowiącym dla nich wysokie zagrożenie wirusem RSV. W trakcie kontroli NIK Ministerstwo Zdrowia zajęło się organizowaniem refundacji szczepień dla hospitalizowanych pacjentek.

Tniemy na wszystkich frontach

We wszystkich skontrolowanych przez NIK placówkach odsetek cesarskich cięć znacznie przekraczał zalecane już wiele lat temu przez WHO 15 proc. W 5 na 14 szpitali przekroczył 50 proc., a w jednym wyniósł aż 61,8 proc.

W ośmiu skontrolowanych placówkach procedurę nacięcia krocza wykonywano bez pisemnej zgody pacjentki.

Również w ośmiu jeśli wzmianka o epizjotomii pojawiała się w dokumentacji medycznej, to brakowało przy niej informacji o wskazaniu do wykonania tej procedury.

Wszystkie kontrolowane szpitale dopuściły się naruszenia wymogów związanych z odpowiednim prowadzeniem dokumentacji medycznej. Brakowało w nich staranności, nie dopełniano kwestii formalnych, popełniano błędy w kartach obserwacji porodów. W niektórych nie odnotowywano odpowiednio długości kontaktu „skóra do skóry” czy przyczyny, częstotliwości i ilości podawania noworodkom sztucznych mieszanek.

Wiele wskazuje jednak na to, że w Polsce po prostu nie opłaca się prowadzić dobrej, działającej zgodnie ze standardami i potrzebami rodzących, porodówki. Świadczy o tym między innymi to, że Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się jakiś czas temu na premiowanie szpitali znieczulających przy porodach drogami natury. Nadal natomiast nie nagradza tych jednostek, które osiągają najlepsze wyniki okołoporodowe, zachowując przy tym bezpieczny odsetek porodów operacyjnych. W związku z tym oddziały takie jak słynna porodówka w Mysłowicach nie są atrakcyjne w oczach Ministerstwa Zdrowia.

Miejsce, w którym odsetek nacięć krocza jest najniższy w kraju, nie jest według kryteriów rządzących wystarczająco dobre. Bo „za rzadko” znieczula.

Ministerialne kryteria nie promują porodów naturalnych. Mysłowice, mimo genialnych wyników okołoporodowych, premii nie dostaną. Nieważne, że znieczulenie jest na tamtejszym oddziale dostępne i kobiety same decydują o tym, że go nie potrzebują.

NIK nie wie, co sprawdza

Raport Najwyższej Izby Kontroli, choć szczegółowy, nie jest jednak bezbłędny. Z jego treści wynika, że przygotowywały go osoby niemające aktualnej wiedzy. Świadczy o tym chociażby padające w wykazie pojęć twierdzenie, jakoby epizjotomia (nacięcie krocza) zapobiegała niekontrolowanym pęknięciom. To nieprawda. Takie postępowanie nie jest zgodne z medycyną opartą na dowodach naukowych. To powielanie szkodliwych mitów, przez które nadal zatrważająco wiele rodzących w Polsce kobiet jest niejednokrotnie bezpodstawnie poddawana tej poważnej procedurze medycznej.

Autorzy raportu wielokrotnie mylą – i stosują zamiennie – pojęcia porodu naturalnego/siłami natury z porodem drogami natury.

W treści analizy nieraz pada sformułowanie o „porodach naturalnych, w których zastosowano znieczulenie wewnątrzoponowe”, mimo że porodem naturalnym – jak sama nazwa wskazuje – nazywamy poród fizjologiczny, niepoddawany dodatkowej medykalizacji.

We wnioskach z przeprowadzonej analizy NIK zwrócił uwagę na kwestię zamykania porodówek na terenie całego kraju. Podkreślił, że w 2025 roku w 132 powiatach w Polsce nie funkcjonowały oddziały położnicze. Z początkiem 2026 roku liczba ta wzrosła do 136. Kontrolujący zwrócili uwagę na konieczność uwzględnienia bezpieczeństwa rodzących i noworodków w realiach zmieniającej się demografii i wyzwań stojących przed opieką okołoporodową. Pominął przy tym jednak kwestie związane z warunkami oferowanymi przez część zamkniętych w ostatnich latach oddziałów. W tym między innymi

  • nadużywanie epizjotomii,
  • uniemożliwianie rodzenia w znieczuleniu
  • czy niewspieranie w początkach laktacji,

przez które część mających wybór pacjentek świadomie decydowała się na poród w innej — często znacznie oddalonej od miejsca zamieszkania — placówce medycznej.

Ministerstwo nie zbiera danych u źródła

Najwyższa Izba Kontroli nie bez powodu wielokrotnie powołuje się w swoim raporcie na wyniki ankiet Fundacji Rodzić po Ludzku, dane Fundacji Matecznik czy wiedzę innych organizacji zajmujących się opieką okołoporodową.

Dzieje się tak, ponieważ mimo ewidentnej potrzeby rzetelnego zdiagnozowania problemów w tym zakresie, Ministerstwo Zdrowia nadal nie ukończyło prac nad ogólnopolską ankietą kierowaną do rodzących, której projekt został przekazany do Centrum e-Zdrowia w celu zamieszczenia jej w IKP. Tym samym – jak zauważa Najwyższa Izba Kontroli – pozbawiło się informacji od samych pacjentek o aktualnych problemach opieki okołoporodowej.

Patologia kontraktów

Publikując wyniki kontroli, NIK zwrócił uwagę, że w części szpitali regularnie dochodzi do sytuacji, w których pracujący w nich lekarze przebywają na dyżurze nieprzerwanie przez ponad dobę. W skrajnych przypadkach zdarzało się, że ten sam lekarz sprawował dyżur na oddziale przez cztery dni i cztery noce — łącznie aż 96 godzin.

Jak to możliwe, skoro ustawa o działalności leczniczej reguluje czas pracy personelu? Odpowiedź jest banalna: kontrakty. Przepisy regulujące świadczenia udzielane przez lekarzy zatrudnionych na umowy o pracę nie obowiązują tych samych lekarzy, jeśli zamiast UoP zdecydują się oni na umowę cywilnoprawną.

Lekarze pracujący na kontraktach ewidentnie nie muszą spać. Ani jeść. Odpoczywać również nie potrzebują.

NIK nie przedstawił równie szczegółowo patologii zatrudnień położnych, jednak i bez tego można przypuszczać, że sytuacja wygląda podobnie. Część dostępnych w Internecie ogłoszeń o poszukiwaniu położnych bezpośrednio informuje o tym, że umożliwia współpracę jedynie w ramach umowy zlecenia lub kontraktu — mimo że udzielane świadczenia w oczywisty sposób posiadają znamiona umowy o pracę.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze