Ból, przemoc, nacinanie bez wskazań i dokarmianie jak leci. Raport z polskich porodówek
Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła stan polskiej opieki okołoporodowej. Zawarte w pokontrolnym, blisko 140-stronicowym, opublikowanym kilka dni temu raporcie można podsumować krótko: nie jest dobrze. I niewiele wskazuje, by miało być lepiej.
Polki rodzą w bólu. Mają masowo nacinane krocza. Co druga rodząca kończy na stole operacyjnym — a to znaczy, że cięcia cesarskie wykonuje się albo bez realnych wskazań (bo — co prawda jedynie w teorii, ale jednak — w Polsce operacyjnej drogi porodu samodzielnie wybrać nie można), albo porody medykalizowane są na tyle, że ostatecznie rzeczywiście niezbędna staje się operacja. Jednocześnie znieczulenie przedstawia się wyłącznie z pozytywnej strony, premiując najczęściej znieczulające szpitale i nie biorąc pod uwagę, że część kobiet chce urodzić naturalnie.
Problemy nie są jednostkowe. NIK szczegółowo skontrolował 14 szpitali na terenie całej Polski. Wziął pod lupę zarówno małe placówki z I stopniem referencyjności, jak i wysokospecjalistyczne, posiadające III stopień szpitale z Warszawy.
Kontrolerom nie udało się znaleźć ani jednego miejsca postępującego w pełni zgodnie z prawem. W każdym zbadanym podmiocie ujawniono naruszenia przepisów. We wszystkich ujawniono przypadki nierzetelnego prowadzenia dokumentacji medycznej. W każdym doszło do łamania standardów opieki nad kobietami lub ich nowonarodzonym dziećmi.

Komentarze