0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jagoda Gorol / Agencja Wyborcza.plFot. Jagoda Gorol / ...

Ministerstwo Zdrowia zakończyło etap konsultacji społecznych projektu zmieniającego Ustawę o zawodzie pielęgniarki i zawodzie położnej.

Obecnie, aby zostać położną, należy ukończyć trzyletnie studia licencjackie na kierunku położnictwo. Studia prowadzone są wyłącznie w trybie stacjonarnym, a zajęciom teoretycznym towarzyszą tysiące godzin obowiązkowych zajęć praktycznych i praktyk zawodowych. Osoba, która ukończy licencjat z położnictwa, może kontynuować naukę na dwuletnich studiach magisterskich na tym samym kierunku. Po przepracowaniu dwóch lat w zawodzie może również rozpocząć szkolenie specjalizacyjne, uzyskując dzięki temu tytuł specjalisty w jednej z kilku dziedzin – na przykład pielęgniarstwie ginekologiczno-położniczym czy neonatologicznym.

Jeżeli Ministerstwo Zdrowia nie wycofa się z pomysłu zmian, sytuacja diametralnie się zmieni.

Po wejściu ustawy w życie każda osoba chcąca pracować w zawodzie położnej będzie musiała rozpocząć swoją edukację od trzyletnich studiów z zakresu pielęgniarstwa. Dopiero po ich ukończeniu otrzyma możliwość półtorarocznego kształcenia w zawodzie położnej, po którym zobowiązana będzie odbyć roczny staż. Sumarycznie jednak liczba godzin kształcenia stricte w położnictwie znacząco spadnie.

Ministerstwo argumentuje, że takie rozwiązanie jest zgodne z dyrektywą unijną. Częściowo ma rację – prawo Unii Europejskiej przewiduje możliwość krótszej ścieżki kształcenia na kierunku położnictwo pielęgniarek. Nie jest to jednak powszechnie stosowane rozwiązanie. Kraje Unii Europejskiej nie stosują go w celu likwidacji studiów położniczych samych w sobie, a raczej jako dodatkową możliwość rozwoju dla pielęgniarek.

Należy wspomnieć, że dyrektywa nie jest idealna – o ile umożliwia pielęgniarkom szybkie przekwalifikowanie się na położne, o tyle nie działa w drugą stronę. Położne nie mają obecnie możliwości skróconej ścieżki kształcenia na pielęgniarstwie. W związku z tym dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których studiujące pielęgniarstwo położne z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem muszą ponownie uczęszczać na przykład na zajęcia praktyczne na oddziale ginekologii czy przystępować do zaliczeń z neonatologii, którą mają w małym palcu.

Zdaniem przeciwniczek proponowanego przez resort zdrowia rozwiązania, wprowadzenie planu w życie doprowadzi do stanu, w którym zamiast położnych w systemie ochrony zdrowotnej będziemy mieć coś w rodzaju hybrydy:

pielęgniarki położnicze z ułamkiem wiedzy obecnie kształconych położnych. To z kolei – wbrew zapewnieniom ministerstwa – może doprowadzić do jeszcze większego kryzysu w ochronie zdrowia.

Przeczytaj także:

Ministerstwo nie ma racji. Położnych nie jest za dużo

Argumentując zasadność proponowanych rozwiązań, resort zdrowia twierdzi, że rozwiążą one problem bezrobocia wśród położnych.

Ministerstwo powtarza, że 13 tys. położnych, czyli jedna trzecia, nie wykonuje zawodu. To prawda. Mowa o osobach posiadających prawo wykonywania zawodu, ale niekorzystających z niego. Nie oznacza to jednak, że absolwentki położnictwa są bezrobotne.

Liczba położnych rośnie z roku na rok, jednak – jak wskazują dane przytoczone przez położną Kamilę Ciastek-Majtykę podczas majowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych – mimo wzrostu liczby położnych w skali kraju, odsetek osób posiadających prawo wykonywania zawodu i korzystających z niego na co dzień jest stabilny. Położnych przybywa, ale trafiające na rynek pracy absolwentki niezmiennie znajdują zatrudnienie.

W skali całego kraju w urzędach pracy zarejestrowanych jest jedynie 100 bezrobotnych położnych.

Z zeszłorocznych danych Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych wynika natomiast wiszące nad Polską widmo zapaści systemu. Blisko 41 proc. obecnie pracujących położnych jest w wieku emerytalnym. Do końca 2026 roku dołączy do tej grupy kolejne 2709 osób. Do końca dekady w części regionów uprawnienia emerytalne nabędzie nawet 80 proc. pracujących obecnie położnych.

Położna nie jest pielęgniarką. Jej praca nie ogranicza się do sali porodowej czy oddziału położniczego.

Opiekuje się kobietami na każdym etapie ich życia – od dzieciństwa, przez dojrzewanie, okres rozrodczy, menopauzalny, na starości kończąc. Wspiera w przygotowaniu do macierzyństwa, może prowadzić fizjologicznie przebiegającą ciążę. Ma prawo do przyjmowania porodów domowych – które, po odpowiedniej kwalifikacji, mogą stanowić bezpieczną alternatywę dla rodzenia w warunkach szpitalnych. Jest w stanie prowadzić profilaktykę nowotworów – na przykład wykonując badania w kierunku HPV. Jeżeli natomiast zgłosi się do niej pacjentka w trakcie leczenia onkologicznego lub po nim, może liczyć na odpowiednie wsparcie między innymi w rehabilitacji, leczeniu ran czy zaplanowaniu powrotu do aktywności seksualnej.

Organizacje apelują do Ministerstwa

Pod koniec maja Fundacja Matecznik wraz z 22 innymi organizacjami społecznymi przekazała do ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy apel, w którym jednoznacznie sprzeciwia się proponowanym zmianom w systemie kształcenia.

  1. Fundacja Matecznik
  2. Fundacja Feminoteka
  3. Kolektyw Legalna Aborcja
  4. Inicjatywa “Nasz Rzecznik”
  5. Stowarzyszenie Local GIrls Movement
  6. Fundacja “Dom tam, gdzie Ty”
  7. Fundacja Rodzic w mieście
  8. Fundacja Rodzić po Ludzku
  9. European Fem Institute
  10. Stowarzyszenie Mudita
  11. Stowarzyszenie Tulimy Mamy
  12. Fundacja Miasto Obywatelskie Lubartów
  13. Fundacja Polki w Medycynie
  14. Akcja Demokracja
  15. Stowarzyszenie Doula w Polsce
  16. Fundacja Czas Kobiet
  17. Fundacja Czułość
  18. Stowarzyszenie Małyssak
  19. Fundacja Koalicja dla wcześniaka
  20. Fundacja Gonito
  21. Fundacja Share the Care
  22. Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych “Dobrze Urodzeni”
  23. Fundacja Wymiany Kulturowej toTU toTAM]

Sygnatariuszki zwracają uwagę na fundamentalną różnicę w paradygmatach opieki pielęgniarskiej i położniczej. Podczas gdy położnictwo w obszarze okołoporodowym skupia się na wspieraniu fizjologii, rolą pielęgniarstwa jest diagnostyka, leczenie i pielęgnowanie osób chorych. W związku z tym wprowadzenie założeń projektu może doprowadzić do jeszcze większej medykalizacji opieki okołoporodowej – a ta już obecnie jest w Polsce na niepokojąco wysokim poziomie, o czym świadczy między innymi odsetek cięć cesarskich, zbliżający się do 50 proc.

Jak zauważają twórczynie apelu, proponowane rozwiązanie jest niezgodne z unijnymi standardami. Przyjęta ponad dwie dekady temu dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady jednoznacznie wyodrębnia zawody pielęgniarki i położnej. Zobowiązuje ona jednocześnie kraje członkowskie do zapewnienia położnym wielu godzin kształcenia ukierunkowanego wyłącznie na opiekę okołoporodową, czego nie zawiera system kształcenia pielęgniarek i co będzie bardzo trudne – lub wręcz niemożliwe – do zrealizowania w trybie 18-miesięcznego kursu dla absolwentek pielęgniarstwa.

Wydłużenie ścieżki kształcenia położnych wiąże się również bezpośrednio z perspektywą niższych zarobków położnych, ponieważ siatka płac uzależnia wysokość wynagrodzenia od posiadanego wykształcenia.

Położne nieposiadające tytułu magistra ani specjalizacji muszą się liczyć z zaszeregowaniem do najmniej zarabiającej grupy. Jeśli proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązanie wejdzie w życie, droga do posiadania dyplomu ukończenia studiów drugiego stopnia oraz specjalizacji znacznie się wydłuży. Dla części osób – w tym tych, które nie mogą sobie pozwolić na lata dodatkowej nauki ze względów finansowych lub rodzinnych – będzie to oznaczać brak możliwości otrzymania wyższej pensji. Dla pacjentek natomiast będzie to oznaczać niższy poziom opieki.

Do momentu publikacji artykułu Ministerstwo Zdrowia nie ustosunkowało się bezpośrednio do apelu wystosowanego przez organizacje społeczne. Zdążyło jednak w międzyczasie spotykać się z przedstawicielkami Stowarzyszenia Położnych Rodzinnych oraz Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Nadal nie wiadomo, kto wpadł na pomysł zmian

Alicja Nowaczyk, Prezeska Zarządu Fundacji Matecznik, podkreśla w rozmowie z OKO.press, że mimo otrzymania licznych uwag, apeli i sprzeciwów, Ministerstwo Zdrowia ostatecznie wcale nie musi wziąć głosu środowiska pod uwagę.

— Projekt ma 130 stron, podczas gdy poprzednia ustawa miała nieco ponad 90. To oznacza, że mamy do czynienia z ogromem zmian, do których autorstwa nadal nikt nie chce się imiennie przyznać. Od ich treści odcinają się izby, konsultantki i ekspertki — mówi Nowaczyk.

Ze względu na brak jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o pomysłodawczynię lub pomysłodawcę położniczej rewolucji, Fundacja Rodzić po Ludzku zwróciła się do Ministerstwa Zdrowia z wnioskiem o przedstawienie w trybie dostępu do informacji publicznej protokołów i notatek ze spotkań, na których powstawał projekt.

Nie ma też jasności co do tego, jak będzie przebiegać proces analizowania przez ministerialnych urzędników zgłoszonych w ostatnich tygodniach uwag. Nie wiadomo nawet, czy będą w niego włączone zainteresowane strony.

— Mam pewną obawę, że może się tu pojawić podobna sytuacja jak pod koniec 2025 roku, podczas konsultacji projektu organizacji pokoi narodzin. Do Ministerstwa wpłynęło wówczas bardzo dużo uwag, z których uwzględniono tak naprawdę kosmetyczne poprawki. Cała reszta została przeforsowana przez rządzących mimo istotnych, merytorycznych wątpliwości środowiska. Tu pojawia się odwieczne pytanie o faktyczną rolę konsultacji i ich ewentualną pozorność — komentuje Anna Furmaniuk, wiceprezeska zarządu Fundacji Matecznik.

Ministerstwo podpadło wszystkim

Ministerstwu Zdrowia bez wątpienia udało się stworzyć projekt uderzający w czułe punkty zwolenników obu biegunów sceny politycznej – a to nieczęsta sytuacja. Zapowiadanemu rozwiązaniu sprzeciwiają się i organizacje pomagające w aborcjach, i katolickie stowarzyszenia. Krytykują je zarówno zwolennicy Konfederacji, jak i feministyczne fundacje. Nie zostawiają na nim suchej nitki położne, pielęgniarki, studentki kierunków medycznych i lekarki.

— Wokół tej ustawy można bardzo łatwo pograć różnymi emocjami. Z jednej strony da się wyciągnąć kartę łamania praw kobiet. Z drugiej: podnosić kwestię bezpieczeństwa dzieci. Można zauważyć zagrożenie dla dzietności, bezpieczeństwa rodzin i wydajności systemu ochrony zdrowia. Wiele zależy od tego, jaka wersja projektu będzie ostatecznie głosowana, bo przecież istnieje pewna szansa, że rządzący wezmą pod uwagę głosy środowiska i rzeczywiście naniosą poprawki — zauważa Furmaniuk.

— Jeżeli jednak ostateczne brzmienie ustawy nie będzie spełniało potrzeb, które już teraz są manifestowane przez różne środowiska, cała nadzieja pozostanie w tym, że posłowie i posłanki zagłosują przeciw, a sejmowe komisje będą miały przed sobą sporo pracy podczas tworzenia realnie wspierających system rozwiązań — dodaje wiceprezeska Fundacji Matecznik.

Ministerstwo nie wycofało się z żadnego elementu zapisanych w projekcie propozycji. Ministerialne plany musi jednak przegłosować Sejm, a następnie – jeśli rzeczywiście tak się stanie – ustawa będzie czekać na niepewny podpis na biurku prezydenta Karola Nawrockiego.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze