25 października 2020

Liczba zajętych łóżek i respiratorów wyższa niż w prognozie OKO.press. System na ostatnich nogach

To w tej chwili kluczowa dana epidemiczna: dopóki w systemie ochrony zdrowia są wolne łóżka i respiratory, dopóty walka z wirusem trwa. Jeśli przekroczy możliwości systemu - skapitulujemy. Niestety, sytuacja robi się coraz trudniejsza

Im lepszy i wydajniejszy system ochrony zdrowia, tym łatwiej poradzić sobie z epidemią mimo potężnych wzrostów liczby zakażonych. Miarą radzenia sobie z koronawirusem nie są bowiem wzrosty pozytywnych przypadków, tylko liczba zgonów i wydolność systemu ochrony zdrowia. Dopóki jesteśmy w stanie leczyć jednocześnie pacjentów z COVID oraz osoby cierpiące na inne schorzenia, sytuacja jest w miarę pod kontrolą.

To nie tylko polski problem - z niewydolnością systemu musiały radzić sobie kraje znacznie bogatsze od nas, ale stan systemu zdrowotnego, z jakim wchodziliśmy w epidemię, nie pomaga - nie chodzi tylko o braki sprzętowe, ale przede wszystkim zatrważające liczby lekarek i pielęgniarzy.

Pod względem liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców wg OECD Polska jest trzecia od końca w UE, w przypadku lekarzy - jesteśmy na samym końcu.

Dlaczego to takie ważne? Wraz z liczbą zajętych respiratorów, rząd również systematycznie powiększa ich dostępną pulę w systemie, ale możemy dojść do sytuacji krytycznej: respiratory co prawda będą dostępne do użycia, ale nie będzie ich miał kto obsługiwać. A liczba osób pod respiratorami wciąż niebezpiecznie rocznie - to tempo szybsze niż w prognozie OKO.press.

Mamy już 947 zajętych respiratorów (wzrost dobowy: +36), co stanowi 65 proc. wszystkich respiratorów - jest ich obecnie 1457 (wzrost dobowy: +23). Wg naszej prognozy 31 października zajęte powinny być 1171 respiratory, ale krzywa realnych przypadków zaczyna rosnąć szybciej:

Podobna zależność występuje w przypadku zajętych łózek: szacowaliśmy, że pod koniec przyszłego tygodnia ich liczba przekroczy 14,2 tys., ale wszystko wskazuje na to, że ta liczba będzie większa. Obecnie mamy 11,887 zajętych łóżek (wzrost dobowy: +389) na 19,453 dostępne (wzrost dobowy: +321), co oznacza 61 proc. łóżek zajętych.

Alarmujący jest fakt, że szybko zbliżamy się do granic wydolności systemu, a w najbliższych dniach chorych będzie przybywać.

W "Faktach po Faktach" TVN prof. Andrzej Horban, szef specjalnej grupy rządowych doradców epidemiologicznych, stwierdził: "Mam szczerą nadzieję, że ta liczba zakażeń zatrzyma się gdzieś w granicach 15-20 tysięcy".

To więcej niż dotychczasowy rekord 13,632 zakażeń, co oznacza, że rząd przewiduje dalsze wzrosty. Krytyczna liczba dostępnych łóżek wg Horbana to 30 tys.

Dziś mamy typowy weekendowy spadek: mniej testów, a więc mniej wykrytych zakażeń: 11,742. Ale to i tak czwarty najwyższy wynik od początku epidemii, a średnia pozytywnych przypadków w stosunku do liczby testów cały czas utrzymuje się powyżej 20 proc. (bezpieczny odsetek wg WHO to 5 proc.)

O ile mniejszą liczbę testów łatwo wyjaśnić, to już drugi weekend z rzędu z gwałtownym spadkiem zgonów - mniej. Wygląda to tak, jak cały system opieki zdrowotnej w sobotę i niedzielę się po prostu zatrzymywał.

Dzisiejsza liczba zgonów jest o połowę niższa niż wczoraj - zmarło 87 osób. To oczywiście byłaby bardzo dobra wiadomość, gdyby nie fakt, że nie jest to zapewne stały trend. Prawdopodobnie jeszcze jutro raportowana liczba zgonów (czyli stan z niedzieli) będzie relatywnie niska, by we wtorek wystrzelić w górę.

Krzywa epidemii od momentu stwierdzenia pierwszego przypadku wygląda następująco:

Jej spłaszczeniu nie pomagają działania władzy. Od czwartku w całej Polsce trwają masowe protesty kobiet przeciwko decyzji podległego PiS Trybunału Konstytucyjnego, który w praktyce zdelegalizował w Polsce aborcję.

Bunt kobiet to ryzyko nowych zakażeń: obóz władzy w ten sposób nie tylko pogorszył sytuację społeczną kobiet, ale również potencjalnie sytuację epidemiologiczną Polski.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne