Live Nation ma zapłacić 15,3 mln zł kary – postanowił Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Poszło o niejasne regulaminy uczestnictwa w koncertach i utrudniony zwrot środków w przypadku ich odwołania. Fani muzycznych gwiazd mają jednak więcej zarzutów do światowego giganta
Live Nation to koncertowy potentat, a w niektórych państwach niekwestionowany monopolista. Od ponad 20 lat działa przede wszystkim jako promotor występów i organizator globalnych tras koncertowych największych gwiazd.
W 2009 roku doszło do fuzji firmy z Ticketmasterem – największą amerykańską bileterią. Jeśli więc chcemy pójść na koncert Madonny, U2, Lady Gagi czy BTS, w praktyce nie mamy wyboru: ta sama firma go zorganizuje i sprzeda na niego bilety. Live Nation i Ticketmaster w Polsce kontrolują większość rynku stadionowych oraz halowych koncertów topowych, międzynarodowych artystów.
Z kontraktów na organizację tras korzystają jednak i ci nieco mniejsi. To wygodne, bo Live Nation ma swoje oddziały, a więc i rozeznanie w rynkowych warunkach wielu krajów świata. Dzięki temu gigant może dyktować warunki oddanym fanom, którzy są w stanie sporo znieść i sporo zapłacić, by zobaczyć swoich ulubionych wykonawców.
Bywalcy stadionowych i halowych koncertów od lat narzekają na politykę cenową Live Nation. Stawki w ostatnich latach szybowały, sięgając nawet od 700 do 1000 złotych za bilet w przypadku gwiazd formatu Beyoncé, Metalliki czy Depeche Mode. Korporacja w niezrozumiały dla wielu fanów sposób wyznaczała też strefy „golden circle”. W założeniu chodzi o miejsca premium – najbliżej sceny, z najlepszym widokiem. W niektórych przypadkach granica tej strefy sięgała nawet za połowę płyty obiektu. Doszła do tego niejasna dla nabywców taryfa cen dynamicznych, uzależnionych od popytu na bilety na dany koncert.
Fani, mimo irytacji, mają dwie opcje: pogodzić się z warunkami stawianymi przez organizatora lub zrezygnować z udziału w koncercie. Wiele osób wybiera tę pierwszą opcję, na co wskazują wypełnione hale i stadiony oraz wyniki polskiego oddziału przedsiębiorstwa, które zaraportowało w 2024 roku 25 mln zysku na czysto.
UOKiK zainteresował się jednak innymi wątkami działalności korporacji. W przypadku wielomilionowej kary nałożonej na promotora chodziło o warunki uczestnictwa w imprezie i zwrotu pieniędzy w przypadku jej odwołania. W tej drugiej sytuacji nabywca biletu musi zwrócić się o zwrot pieniędzy, które na konto wracają nawet po pół roku. Według Urzędu powinny wracać na konto automatycznie i bez zbędnej zwłoki, najdalej miesiąc od daty odwołania wydarzenia. UOKiK wskazał również na zakaz wstępu do obiektu z „bagażem”.
Byłoby to zrozumiałe, jeśli chodziłoby o walizkę czy duży plecak turystyczny. Live Nation zakazuje jednak wstępu nawet z niewielką nerką i zarabia na depozycie. Goście imprezy mają wybór: albo zapłacić za przetrzymanie torby czy nerki, albo zrezygnować z uczestnictwa w koncercie.
Za to, zdaniem urzędników, przedsiębiorstwu należy się kara w wysokości aż 15,3 mln złotych.
To pierwsza tak znacząca interwencja UOKiK na rynku koncertowym. Najprawdopodobniej Live Nation odwoła się od niej do sądu, możliwe jest obniżenie opłaty lub jej całkowite odpuszczenie. Zapytaliśmy przedstawicieli firmy o te plany, nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.
„Warto pamiętać, że wyjście na koncert to często wielogodzinna wyprawa” – mówi OKO.press Grzegorz Słoka, współtwórca portalu Koncerty w Polsce. – „Nie jest to tylko sam występ, ale też dojazd, oczekiwanie i powrót do domu. Trudno w takiej sytuacji ograniczyć się wyłącznie do kieszeni w spodniach. Szczególnie problematyczne bywa to dla mniej doświadczonych uczestników, którzy o restrykcyjnych zasadach dowiadują się dopiero przy wejściu, kompletnie nie spodziewając się, że ktoś im zabroni wniesienia małej torebki. Co istotne, tak rygorystyczne podejście nie jest standardem na rynku. Inni promotorzy w Polsce zazwyczaj dopuszczają wniesienie bagażu o rozmiarze zbliżonym do formatu A4, co funkcjonuje bez większych komplikacji i nie wpływa negatywnie na bezpieczeństwo imprez. Dlatego tym bardziej ciężko zrozumieć podejście Live Nation do ludzi” – ocenia Słoka.
„Regulamin nie może grać przeciwko konsumentowi. Po zakupie biletu zasady muszą być jasne: uczestnik powinien wiedzieć, na jakich warunkach bierze udział w wydarzeniu, co wolno mu wnieść i na co może liczyć, jeśli koncert zostanie odwołany przez przedsiębiorcę. Kupując bilet, mamy prawo oczekiwać uczciwych i przewidywalnych zasad od początku do końca” – skomentował prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Postanowienie UOKiK zbiegło się z niekorzystnym dla Live Nation wyrokiem w USA. Sąd przychylił się tam do zdania 34 stanowych prokuratorów generalnych, zarzucających firmie działanie na szkodę klienta i stosowanie praktyk monopolistycznych.
Chodziło między innymi o ukryte opłaty, które naliczane są dopiero przy ostatnim kroku transakcji – tuż przed zapłatą za bilet. O karze za monopolistyczne praktyki sąd zdecyduje w osobnym postępowaniu. Jednocześnie jednak firma doszła do ugody z prokuratorem generalnym stołecznego Dystryktu Kolumbia (DC). Live Nation wypłaci jego władzom 9,9 mln dolarów, które następnie zostaną przekazane na wypłaty osobom poszkodowanym przez firmę, która w Stanach Zjednoczonych ma pozycję faktycznego monopolisty.
„Dzięki tej ugodzie zwracamy miliony dolarów do kieszeni fanów z Waszyngtonu i zapewniamy, że cena, którą fani widzą na początku procesu zakupu biletów, jest ceną, którą faktycznie płacą” – wskazywał prokurator generalny DC Brian L. Schwalb.
Live Nation od dekad działa na nerwy amerykańskich artystów i ich fanów. Tam firma faktycznie działa jak monopolista, podpisując umowy na wyłączność z większością liczących się sal koncertowych. Muzycy w Stanach najczęściej nie mają wyboru – w trasy wysyła ich Live Nation, a bilety sprzedaje Ticketmaster. Rynek pozostaje więc w garści jednej grupy kapitałowej.
W praktyce nie da się obejść tego systemu, a sprawia on problemy nawet największym gwiazdom. Trzy lata temu z Ticketmasterem i Live Nation starła się Taylor Swift. Jej fani w większości odbijali się od systemu zakupowego przy próbie nabycia biletów na jej występy. W ogromnej części trafiły one do oszustów, którzy wykupowali dużą liczbę wejściówek poprzez internetowe boty z zamiarem dalszej odsprzedaży. To podbijało ceny dostępnych biletów nawet do powyżej tysiąca dolarów.
W naszym kraju fani są w nieco lepszej sytuacji. „W Polsce nie funkcjonuje model tzw. »venue deals«, czyli współpracy ekskluzywnych obiektów z bileteriami, co jest powszechnie stosowane np. w Anglii czy USA. U nas podobne kooperacje opierają się głównie na wymianie świadczeń, np. promocyjnych. Jednocześnie nie niesie to dla organizatora obowiązku sprzedaży biletów przez partnerskiego dla obiektu dystrybutora” – mówił nam Bartek Troński, wiceprezes firmy eBilet, konkurenta Ticketmastera, należącego do platformy Allegro.
Jednak i u nas Live Nation i Ticketmaster grają na rynku twardo, często ze szkodą dla miłośników gwiazd światowej muzyki – ocenia Grzegorz Słoka. Jednym z największych problemów są dynamiczne ceny biletów, uzależnione od zainteresowania wydarzeniem. W teorii rozwiązanie to może przyczyniać się także do obniżania cen, gdy koncert cieszy się mniejszą popularnością. Popyt na wejściówki w przypadku światowych gwiazd najczęściej jest jednak ogromny, przez co stawki bywają bardzo niestabilne.
„Przechodząc do wyboru rodzaju biletu, nie mamy nawet pewności, ile zapłacimy za daną wejściówkę. Ceny bardzo podobnych miejsc mogą się różnić od siebie nawet o kilkaset złotych. Wszyscy wiemy, że jest to po prostu sposób na maksymalizację zysków kosztem nieświadomych lub zdeterminowanych fanów, którzy postawieni w stresującej sytuacji, z szybko znikającymi biletami, nawet nie zwracają uwagi na ten mechanizm wyciągający od nich więcej pieniędzy” – opisuje sytuację Słoka
„W ten sposób generowany jest ponadprogramowy zysk. Wszyscy dookoła już zarobili swoje, ale pieniądze są dalej wyciągane od fanów. Muszę tu też zaznaczyć, że artyści mogą zablokować dynamiczne ceny na swoich koncertach. W większości tego jednak nie robią, bo im się to po prostu nie opłaca, i chowają się za Live Nation i Ticketmasterem” – zwraca uwagę ekspert rynku koncertowego.
UOKiK zagrał więc odważnie, a za nieuczciwe praktyki wyznaczył sporą w porównaniu z zyskami polskiego Live Nation karę. Być może to początek zainteresowania państwowych organów rynkiem koncertowym, na którym zadowolenie fanów często schodzi na dalszy plan.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze