0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. AP/Danny JohnstonFot. AP/Danny Johnst...

Niedawno w OKO.press ukazał się wywiad z dr hab. Wiolettą Pawlukowską, profesorką Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, na temat konieczności regulacji zawodu logopedy medycznego. Moja rozmówczyni mówiła m.in. o specyfice pracy logopedów zatrudnionych w ochronie zdrowia, o podziałach w środowisku.

Przeczytaj także:

Po tej publikacji odezwała się do mnie dr hab. Anita Lorenc z Uniwersytetu Warszawskiego z prośbą o możliwość przedstawienia punktu widzenia osób kształcących przyszłych logopedów na dużej uczelni publicznej. Przesłałem pani Lorenc kilka pytań, na które otrzymałem długą pisemną odpowiedź sygnowaną także przez dr hab. Ewę Wolańską, prof. UW. Poniżej zapis wywiadu.

Jest pasjonujący, ale także specjalistyczny. Dlatego, by ułatwić zapoznanie się z problemem, bardziej specjalistyczne fragmenty rozmowy ukrywamy w rozwijanych fragmentach tekstu. Tekst ilustruje zdjęcie Associated Press: Logopedka Jenny Powell z Little Rock w USA prowadzi zajęcia z czteroletnim Spencerem.

Logopedia „medyczna” i „niemedyczna”

Sławomir Zagórski, OKO.press: Opublikowany przez nas wywiad na temat konieczności uregulowania zawodu logopedy skłonił panie do zabrania głosu. Która z przedstawionych w nim tez najbardziej panie zaniepokoiła?

Dr hab. Anita Lorenc, profesor Uniwersytetu Warszawskiego*: Najbardziej uderzyła nas teza, że logopedzi w Polsce funkcjonują w trzech wyraźnie oddzielonych obszarach: oświatowym, medycznym oraz w prywatnych gabinetach, a w konsekwencji – że zawód logopedy dzieli się na „logopedów oświatowych” i „logopedów medycznych”. To bardzo uproszczona wizja, która w naszej ocenie nie oddaje faktycznego obrazu logopedii ani zawodu logopedy w Polsce.

Ten sposób myślenia został dodatkowo przedstawiony w formie niemal czarno-białego podziału: z jednej strony logopedia „medyczna”, z drugiej – „niemedyczna”. Tymczasem w praktyce mamy do czynienia z całą gamą odcieni szarości. Logopedzi są dziś kształceni w sposób kompleksowy i funkcjonują w ramach wielu systemów jednocześnie – edukacji, ochrony zdrowia, pomocy społecznej, sektora prywatnego, ale także w instytucjach kultury czy w mediach.

Próba sztucznego podziału tego zawodu wyłącznie ze względu na miejsce wykonywania pracy i trwałego przypisywania logopedów do jednego „segmentu” prowadzi do zafałszowania istoty tej profesji.

Logopedia od samego początku rozwijała się jako zawód interdyscyplinarny i taka pozostaje do dziś.

Znamy wiele przypadków, w których jeden logopeda z pełnymi, uniwersalnymi kwalifikacjami pracuje równolegle: na część etatu w szkole, na umowę cywilnoprawną w placówce ochrony zdrowia oraz w prywatnym gabinecie logopedycznym. Obecny system kształcenia właśnie na taką elastyczność zawodową pozwala.

Dr hab. Ewa Wolańska, profesor Uniwersytetu Warszawskiego**: Szczególnie niepokojące było dla nas uzasadnienie podziału logopedii. Według prof. Pawlukowskiej badania prowadzone w ramach tzw. logopedii medycznej mają być oparte na badaniach empirycznych o potwierdzonej skuteczności. Z kolei badania prowadzone w obszarze edukacyjnym miałyby się rzekomo opierać jedynie na obserwacjach i nie wykazywać klinicznie potwierdzonej efektywności.

Terapie, które nie przynoszą efektów

EW: Profesor Pawlukowska sugeruje, że pacjenci logopedy „oświatowego” trafiają często w związku z tym na wieloletnie terapie, które nie przynoszą realnych efektów.

To uproszczenie, które nie znajduje potwierdzenia ani w systemie kształcenia logopedów w Polsce, ani w praktyce zawodowej. Wszyscy logopedzi kończący studia dwustopniowe lub jednolite magisterskie w publicznych uczelniach i niezależnie od opisu ich późniejszego miejsca pracy – uzyskują tożsamy zakres wiedzy, umiejętności i kompetencji.

Jeżeli zatem zdarzają się terapie logopedyczne, które nie przynoszą oczekiwanych efektów, nie można ich wiązać z rzekomo „niemedycznym” charakterem kształcenia czy miejscem zatrudnienia specjalisty. Błędna diagnoza i/lub nieskuteczna terapia są ryzykiem wpisanym w każdą praktykę.

Niezależnie od profilu uczelni studia logopedyczne w Polsce opierają się na pięciu fundamentalnych blokach kształcenia: czterech blokach podstaw logopedii (bloku biomedycznym, lingwistycznym, psychologicznym i pedagogicznym) oraz bloku przedmiotów stricte logopedycznych, obejmujących również emisję i higienę głosu.

Chciałybyśmy uspokoić pacjentów

AL: Dobrym przykładem jest kierunek logopedyczny w naszej uczelni – Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Polonistyki, w Instytucie Polonistyki Stosowanej. Studia logopedyczne realizujemy w ramach konsorcjum z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym.

Podobny model współpracy funkcjonuje we wszystkich dużych ośrodkach akademickich kształcących logopedów w Polsce.

Chciałybyśmy w związku z tym uspokoić pacjentów: niezależnie od tego, w jakiej publicznej jednostce akademickiej w Polsce logopeda ukończył studia, dysponuje on odpowiednią wiedzą i kompetencjami do diagnozy oraz terapii wszystkich zaburzeń mowy, języka i komunikacji, a także zaburzeń połykania.

Mówimy o jednym zawodzie, o wspólnych ramach kształcenia i o realnym bezpieczeństwie pacjentów.

Nieprawidłowości mogą się zdarzyć wszędzie

Mówi pani o publicznych uczelniach prowadzących studia stacjonarne dwustopniowe lub jednolite magisterskie. Tymczasem również uczelnie prywatne kształcą logopedów. I być może można mieć wątpliwości co do poziomu ich wiedzy medycznej?

EW: To prawda, logopedzi są kształceni również w uczelniach niepublicznych. Ale to samo w sobie nie przesądza o jakości kształcenia. Trzeba bowiem pamiętać, że wszystkie uczelnie – publiczne i niepubliczne – podlegają tym samym mechanizmom kontroli systemowej.

Programy kształcenia i wykładowcy są oceniani przez Polską Komisję Akredytacyjną, a działalność jednostek podlega okresowej ocenie jakości. Uczelnie niepubliczne mają obowiązek realizowania określonych minimów programowych w toku studiów dwustopniowych i jednolitych magisterskich. Informacje te muszą być szczegółowo wykazane w dokumentacji kształcenia oraz w suplemencie do dyplomu, obejmującym m.in. nazwy przedmiotów, liczbę godzin i punkty ECTS [European Credit Transfer and Accumulation System]. Jeżeli te wymagania nie są spełnione, absolwent takiej uczelni może mieć realne trudności z podjęciem pracy w szkole czy w ochronie zdrowia.

AL: Warto też powiedzieć, że pewna odpowiedzialność spoczywa na pracodawcach, którzy zatrudniając logopedę. Powinni rzetelnie weryfikować jego przygotowanie – sprawdzić charakter i program studiów, liczbę praktyk i zakres odbytego kształcenia.

Jeśli natomiast pyta pan, czy w systemie zdarzają się nieprawidłowości, odpowiedź musi być uczciwa: tak, zdarzają się. Wszędzie.

W wypadku logopedii przykładem tego rodzaju nagannych działań mogą być studia online, które ze względu na swój niestacjonarny charakter nie zapewniają właściwej weryfikacji efektów uczenia się. Kompleksowa ustawa o zawodzie logopedy i jednakowe standardy kształcenia obowiązujące wszystkie polskie uczelnie powinny ten problem rozwiązać raz na zawsze.

To nie są badania „gorszej kategorii”

Czy metodologie badań logopedycznych w obszarze medycznym i oświatowym bardzo się różnią?

AL: Logopedia jako dyscyplina naukowa od lat rozwija własną, transdyscyplinarną metodologię. To znaczy, że czerpie jednocześnie z medycyny, psychologii, pedagogiki i językoznawstwa. W praktyce badawczej nie funkcjonuje coś takiego jak „badania medyczne” i „badania oświatowe” w sensie, w jakim przedstawiła to prof. Pawlukowska.

Metodę badawczą zawsze dobiera się do celu badania, do pytań i hipotez, które chcemy sprawdzić, oraz do realnych możliwości badawczych. Liczne badania logopedyczne prowadzone w ramach nauk humanistycznych i społecznych to klasyczne badania eksperymentalne – z losowym doborem uczestników, z grupą kontrolną i z zastosowaniem zaawansowanych narzędzi statystycznych. One w pełni pozwalają ocenić, czy dana terapia jest skuteczna, czy może nie przynosi efektów, albo czy obserwowane zmiany wynikają z innych czynników.

AL: Chciałybyśmy też wyraźnie podkreślić, że w jednostkach o profilu formalnie humanistycznym prowadzi się dziś bardzo zaawansowane, obiektywne badania instrumentalne. Mówimy tu m.in. o analizach akustycznych wypowiedzi, o artykulografii elektromagnetycznej czy technice USG, które pozwalają precyzyjnie analizować ruchy narządów mowy, o okulografii, czyli badaniach ruchów gałek ocznych z wykorzystaniem eye trackerów, oraz o innych technologiach umożliwiających zbieranie niezwykle dokładnych danych, takich jak funkcjonalny rezonans magnetyczny czy tomografia komputerowa. W kwestii badań słuchu stosujemy audiometrię tonalną czy impedancyjną.

EW: Z wypowiedzi prof. Pawlukowskiej można było odnieść wrażenie, że w obrębie tzw. logopedii klinicznej, zwłaszcza tej uprawianej na uczelniach medycznych, standardem są przede wszystkim metaanalizy i przeglądy systematyczne, czyli badania stojące najwyżej w hierarchii dowodów naukowych. Warto jednak jasno powiedzieć: takie badania są niezwykle cenne, ale nie są codziennością ani wyłączną domeną uczelni medycznych.

Dobrym przykładem ograniczeń, które determinują metodologię w badaniach logopedycznych, są analizy komunikacji językowej i pozajęzykowej w rzadkich zespołach genetycznych, takich jak np. zespół kociego krzyku albo zespół „salt and pepper”.

Choroby te występują bardzo rzadko, czasami mamy do czynienia z jednym przypadkiem na kilkadziesiąt tysięcy urodzeń. Na ultrarzadki zespół „sól i pieprz” cierpi w Polsce – według dostępnych danych – sześcioro dzieci. Badacze są wtedy skazani na studia przypadku lub serie studiów przypadku. Ale to nie są badania „gorszej kategorii”.

Liczą się kompetencje badacza

AL: Przywoływany przez prof. Pawlukowską podział na „logopedię oświatową” i „logopedię medyczną” budzi nasze wątpliwości z jeszcze jednego, zasadniczego powodu. Wynika z patrzenia na problem wyłącznie przez pryzmat miejsc zatrudnienia absolwentów logopedii

Co innego wynika z analizy rzeczywistego zaplecza naukowego i dydaktycznego tej dyscypliny.

Tymczasem, gdy spojrzymy na mapę polskich ośrodków akademickich prowadzących badania naukowe w zakresie logopedii oraz kształcenie na poziomie stacjonarnych studiów magisterskich, obraz staje się znacznie bardziej spójny i daleki od postulowanego dualizmu.

W ramach dziedziny nauk społecznych – przede wszystkim pedagogiki – oraz dziedziny nauk medycznych i nauk o zdrowiu funkcjonuje w Polsce zaledwie kilka uczelni prowadzących regularną dydaktykę i badania logopedyczne na większą skalę. Natomiast największe ośrodki logopedyczne – oceniane pod względem liczebności zespołów badawczych i dydaktycznych, awansów naukowych, liczby promowanych absolwentów, intensywności prowadzonych badań, publikacji naukowych, aktywności na konferencjach naukowych w kraju i za granicą – to przede wszystkim duże uniwersytety wieloprofilowe.

Logopedia funkcjonuje tam w strukturach wydziałów humanistycznych w dyscyplinie językoznawstwo.

Takich uczelni jest obecnie kilkanaście i to one każdego roku wprowadzają na rynek pracy ok. 600 absolwentów z tytułem magistra logopedii.

Jako przedstawicielki logopedii uprawianej w ramach dyscypliny językoznawstwo nie mamy żadnych kompleksów, jeśli chodzi o metody i wiarygodność prowadzonych badań. Tym bardziej że realizujemy je w jednej z największych polskich uczelni badawczych.

Evidence-based practice

EW: Trzeba też koniecznie powiedzieć, że studenci kierunków logopedycznych są dziś systematycznie przygotowywani do podejmowania decyzji terapeutycznych w oparciu o model EBP, czyli evidence-based practice – praktykę opartą na dowodach naukowych. Oznacza to, że uczą się nie tylko korzystania z wyników badań potwierdzających skuteczność konkretnych metod diagnostycznych i terapeutycznych, ale także ich krytycznej analizy i łączenia tej wiedzy z rzetelną diagnozą oraz bieżącym monitorowaniem postępów terapii.

Jednocześnie – jako wykładowcy – kładziemy nacisk na uwzględnianie indywidualnego kontekstu pracy terapeutycznej: możliwości rozwojowych pacjenta, jego potrzeb i preferencji, a także warunków, w jakich terapia jest prowadzona. Celem nie jest mechaniczne stosowanie jednej „najlepszej” metody, lecz świadomy wybór takiej formy interwencji, która w danym przypadku ma największe szanse przynieść realną i trwałą poprawę.

Środowisko logopedów jest mocno podzielone. Gdzie przebiega główna linia podziału?

AL: Nie powiedziałabym, że jest „mocno” podzielone. Nie różnimy się zasadniczo od innych zawodów zaufania publicznego.

Do sytuacji, która rzeczywiście „wyostrzyła” pewne różnice, doszło w pierwszej połowie 2023 r., kiedy Sejm pracował nad ustawą o niektórych zawodach medycznych. Projekt miał objąć 16 zawodów pomocniczych w ochronie zdrowia, w tym logopedę.

Początki konfliktu

To właśnie wtedy pojawił się konflikt, bo znaczna część środowiska postawiła sprawę bardzo jasno: logopeda nie jest zawodem medycznym w sensie typowym, jak np. pielęgniarka czy ratownik medyczny. Logopedzi są – tak jak np. psychologowie – samodzielnymi specjalistami, którzy diagnozują i prowadzą terapię oraz działania profilaktyczne w zakresie mowy, języka, komunikacji, a także zaburzeń połykania.

Włączenie nas do „listy zawodów medycznych” lub wydzielenie w jej ramach wąskiej grupy „logopedów klinicznych” mogło oznaczać ograniczenie dostępu pacjentów do terapii.

EW: I to właśnie był zasadniczy powód protestu. Cztery główne organizacje logopedyczne – Polski Związek Logopedów, Polskie Towarzystwo Logopedyczne, Ogólnopolskie Porozumienie Środowisk Akademickich kształcących logopedów i Ogólnopolski Protest Logopedów – apelowały do polityków o usunięcie zawodu logopedy z tej ustawy i o stworzenie odrębnej regulacji prawnej tylko dla logopedów.

EW:Warto dodać, że jedyną organizacją, która popierała wówczas pozostawienie logopedów w ramach tej ustawy, było Polskie Towarzystwo Logopedii Klinicznej, które zostało zarejestrowane w kwietniu 2023 r., na kilka tygodni przed kluczową debatą w Sejmie. Kieruje nim prof. Wioletta Pawlukowska.

W praktyce konflikt miał też wymiar „systemowy”. Dla pacjentów – od noworodków po seniorów – kluczowe było to, żeby dostęp do logopedów pozostał jak najszerszy. Bo specyfika logopedii w Polsce polega na tym, że przyszły logopeda zdobywa w trakcie studiów szerokie kompetencje, które pozwalają mu pracować w różnych obszarach: w ochronie zdrowia, w edukacji, w opiece społecznej, w mediach (np. jako logopeda medialny), w instytucjach kultury (logopedia artystyczna), a także w prywatnych gabinetach i w ramach indywidualnej praktyki.

To uniwersalne podejście sprawia, że zawód logopedy nie mieści się łatwo w jednym „medycznym” pudełku. Dlatego właśnie tak silnie protestowano przeciwko objęciu logopedii ustawą o zawodach medycznych.

Konsensus ponad podziałami politycznymi

AL: Warto podkreślić, że po debacie w maju 2023 r. sejmowa komisja zdrowia jednomyślnie zdecydowała o usunięciu logopedów z projektu, co Sejm zatwierdził 15 czerwca.

To pokazuje, że środowisko potrafiło się zjednoczyć wokół wspólnego celu: ochrony szerokiego dostępu pacjentów do diagnozy i terapii oraz uregulowania zawodu w sposób nieograniczający jego społecznej roli.

EW: Wtedy pod auspicjami Polskiego Związku Logopedów rozpoczęliśmy prace nad całościową, odrębną ustawą regulującą zawód logopedy. Prace te są nadal prowadzone.

Niestety, równolegle Ministerstwo Zdrowia podejmowało działania zmierzające do fragmentaryzacji zawodu. Przygotowano nowe rozporządzenie dotyczące wymagań wobec logopedów zatrudnianych w placówkach leczniczych. Uczyniono to bez konsultacji z towarzystwami naukowymi i zawodowymi, a nawet bez ich uprzedniego poinformowania. W drugiej połowie 2025 r. resort powrócił do prób włączenia profesji logopedy do ustawy o niektórych zawodach medycznych – pod zmienioną nazwą „logopedy klinicznego”.

EW: Takie działania – przy równoległych pracach nad kompleksową ustawą – znaczna część środowiska odebrała jako powrót do podziałów w obrębie zawodu. Rozwiązania te nie tylko nie porządkują sytuacji, lecz mogą ją dodatkowo komplikować i niepotrzebnie pogłębiać wewnętrzne spory.

AL: Chciałybyśmy też jednoznacznie podkreślić, że uregulowania prawne dotyczące logopedów zatrudnionych w placówkach ochrony zdrowia są absolutnie konieczne. Doskonale rozumiemy, że brak takich regulacji powoduje realne problemy: ograniczony dostęp do dokumentacji medycznej, brak możliwości zlecania określonych badań, wykonywania niektórych diagnoz czy terapii, trudności z pracą na konkretnych oddziałach szpitalnych czy też niższe wynagrodzenia. Zgadzamy się – te kwestie muszą zostać jasno i systemowo uregulowane.

AL: Od samego początku naszym założeniem było jednak to, aby specyfikę pracy logopedów w ochronie zdrowia ująć w ramach jednej, całościowej ustawy o zawodzie logopedy i o samorządzie zawodowym logopedów. Taka ustawa obejmowałaby nie tylko logopedów pracujących w placówkach medycznych, ale również tych zatrudnionych w przedszkolach, szkołach, poradniach psychologiczno-pedagogicznych, placówkach opieki żłobkowej, domach opieki społecznej, w instytucjach kultury i w mediach.

Potrzeb pacjentów nie da się sztucznie podzielić

Dlaczego ta „uniwersalność” zawodu logopedy, na którą się panie już kilkakrotnie powoływały, jest tak istotna z punktu widzenia pacjenta?

AL: Najprościej mówiąc, dlatego że diagnoza i terapia logopedyczna bardzo często nie zaczyna się ani nie kończy w placówce opieki medycznej – w poradni czy szpitalu.

Weźmy przykład dziecka, które przeszło zabieg chirurgiczny wszczepienia implantu ślimakowego mający wpływ na dalszy rozwój mowy, języka i komunikacji. Po wypisie ze szpitala takie dziecko musi mieć możliwość kontynuowania terapii w swoim naturalnym środowisku – w przedszkolu, szkole, poradni psychologiczno-pedagogicznej lub w prywatnym gabinecie.

Podobnie jest w wypadku dzieci i młodzieży z zaburzeniami neurorozwojowymi i chorobami neurologicznymi. Jako przykład można wskazać osoby w spektrum autyzmu, które wymagają zindywidualizowanej, interdyscyplinarnej opieki obejmującej m.in. psychiatrę dziecięcego, psychologa, logopedę i terapeutę integracji sensorycznej. Część tej pomocy realizowana jest w placówkach medycznych, jednak z punktu widzenia skuteczności terapii kluczowe znaczenie mają oddziaływania środowiskowe. Terapie prowadzone na terenie przedszkola lub szkoły pozwalają bowiem uwzględniać specyficzne potrzeby tej grupy osób, w tym organizować interwencje z udziałem rówieśników, które skutecznie wspierają rozwój kompetencji komunikacyjnych, interakcyjnych i społecznych. Terapia osób z zaburzeniami neurorozwojowymi jest zazwyczaj długotrwała, a jej ciągłość i odpowiednią częstotliwość mogą zapewnić przede wszystkim placówki oświatowe, ewentualnie gabinety prywatne.

Również dzieci i młodzież po uszkodzeniach mózgu oraz z chorobami neurologicznymi znacznie większą część swojej terapii logopedycznej realizują poza szpitalem – w przedszkolach i szkołach, w ramach wczesnego wspomagania rozwoju lub kształcenia specjalnego. Warto też podkreślić, że znaczna część małoletnich pacjentów korzystających z terapii logopedycznej to osoby ze sprzężonymi zaburzeniami mowy i języka, których potrzeb nie da się sztucznie „podzielić” w zależności od miejsca, w którym aktualnie przebywają.

Kluczowa ciągłość terapii

EW: Podobnie wygląda sytuacja w wypadku pacjentów dorosłych. Dobrym przykładem jest osoba po udarze mózgu. W Polsce mamy obecnie ok. 90 tys. takich przypadków rocznie. Jednym z częstych następstw udaru jest afazja, czyli zaburzenie funkcji językowych – rozumienia, mówienia, czytania i pisania – wynikające z uszkodzenia, najczęściej lewej, dominującej półkuli mózgu. Objawia się ona m.in. trudnościami w doborze słów, budowaniu wypowiedzi, rozumieniu komunikatów, a w cięższych przypadkach nawet całkowitą utratą zdolności komunikowania się.

Taki pacjent przebywa na oddziale neurologicznym lub pododdziale udarowym zazwyczaj od 7 do 12 dni, w trakcie których jego stan jest stabilizowany. W tym czasie wykonywana jest także diagnoza logopedyczna i – jeśli stan pacjenta na to pozwala – podejmowane są pierwsze działania terapeutyczne. Następnie pacjent zostaje wypisany do domu. W wariancie najbardziej optymistycznym, po ok. 14–30 dniach trafia na oddział rehabilitacji neurologicznej, gdzie przez kilkanaście tygodni uczestniczy w intensywnej rehabilitacji neurologopedycznej i fizjoterapeutycznej.

Bardzo często jednak proces odzyskiwania sprawności komunikacyjnej trwa miesiącami, a nawet latami.

W takiej sytuacji kluczową rolę odgrywają prywatne gabinety logopedyczne oraz logopedzi prowadzący indywidualną praktykę, którzy dojeżdżają do domu pacjenta.

Trzeba też pamiętać, że nie wszyscy pacjenci mają możliwość szybkiego dostępu do oddziałów rehabilitacji neurologicznej, a czas podjęcia terapii ma fundamentalne znaczenie dla jej skuteczności. Im szybciej rozpocznie się rehabilitację, tym większe są szanse na odzyskanie utraconych kompetencji językowych. Właśnie w takich sytuacjach kluczową rolę odgrywają logopedzi pracujący w ramach indywidualnej praktyki, którzy zapewniają ciągłość terapii w środowisku domowym pacjenta.

Mobilność zawodowa logopedów

AL: Właśnie dlatego, że logopeda jest zawodem uniwersalnym, możliwe jest zachowanie ciągłości terapii – bez jej przerywania tylko dlatego, że zmienia się miejsce udzielania świadczeń.

Wszelkie rozwiązania prawne, które dzieliłyby zawód logopedy i uzależniały zakres jego kompetencji od miejsca pracy, uderzałyby bezpośrednio w pacjentów w każdym wieku.

To właśnie ta ciągłość opieki – od szpitala, przez placówki oświatowe, aż po gabinet prywatny lub terapię domową – jest jednym z fundamentów skutecznej pomocy logopedycznej i powinna być nadrzędnym kryterium przy projektowaniu regulacji prawnych dotyczących tego zawodu.

Uniwersalność zawodu logopedy ma kluczowe znaczenie także w kontekście mobilności zawodowej i uznawalności kwalifikacji polskich logopedów w Europie. Działania zmierzające do wyodrębnienia kategorii „logopedy klinicznego” w systemie ochrony zdrowia budzą sprzeciw ESLA [European Speech and Language Association], organizacji zrzeszającej blisko 40 stowarzyszeń logopedycznych z ok. 30 krajów.

ESLA podkreśla, że logopedzi – niezależnie od miejsca pracy – stanowią jedną profesję opartą na wspólnych standardach edukacyjnych, kompetencjach i zasadach etycznych. Organizacja ostrzega przed rozdrobnieniem zawodu, dezorientacją społeczną i osłabieniem współpracy międzysektorowej. Przewodnicząca ESLA, Sahra Mengal, wezwała polskie władze do utrzymania jednolitych ram zawodowych zgodnych z europejskimi standardami. Stosowne pismo w tej sprawie zostało przekazane, za naszym pośrednictwem, wiceminister zdrowia dr Katarzynie Kęckiej.

AL: Współcześnie wykształcony logopeda prowadzi diagnozę, terapię, a często również działania profilaktyczne i prewencyjne w obszarze opóźnionego rozwoju mowy i języka, zaburzeń płynności mowy (takich jak jąkanie czy giełkot), afazji, dyzartrii oraz zaburzeń czytania, pisania i liczenia.

Logopedzi pracują z osobami z niepełnosprawnością intelektualną (oligofrenologopedia), wzrokową (tyflologopedia), słuchową (surdologopedia) oraz z osobami z niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Logopedzi prowadzą także terapię osób transpłciowych, obejmującą pracę nad maskulinizacją lub feminizacją głosu, a także aspektami stricte językowymi związanymi z doborem słownictwa i form gramatycznych spójnych z tożsamością płciową.

EW: Stosunkowo nową, dynamicznie rozwijającą się subdyscypliną jest gerontologopedia, zajmująca się utrzymywaniem i wspieraniem sprawności komunikacyjnych u osób starszych, w tym u pacjentów z chorobami neurodegeneracyjnymi, takimi jak np. choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, choroba Wilsona (zwyrodnienie wątrobowo-soczewkowe) czy stwardnienie zanikowe boczne (ALS).

Logopedzi uczestniczą także w wielospecjalistycznej pomocy osobom z chorobami, zespołami chorobowymi i niepełnosprawnościami. Dotyczy to m.in. zaburzeń komunikacji w spektrum zaburzeń autystycznych, zaburzeń komunikacji u dzieci z uszkodzeniami neurologicznymi, takimi jak padaczka, mózgowe porażenie dziecięce czy spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych.

AL: Wszystkie te obszary diagnostyki i terapii logopedycznej – obejmujące zarówno zaburzenia o charakterze obwodowym, jak i zaburzenia wynikające z chorób, dysfunkcji lub uszkodzeń ośrodkowego układu nerwowego – są dziś prowadzone przez logopedów w ramach pracy w placówkach oświatowych (przedszkolach, szkołach, poradniach psychologiczno-pedagogicznych), w prywatnych gabinetach logopedycznych oraz w ramach indywidualnej praktyki, w tym terapii domowej. Oznacza to, że ogromna część często długotrwałej i wysoko wyspecjalizowanej opieki logopedycznej realizowana jest poza placówkami medycznymi – i właśnie w tym tkwi jej realna dostępność i skuteczność.

Oczywiście istnieje także bardzo duża grupa zaburzeń komunikacji związanych z nieprawidłowościami strukturalnymi i funkcjonalnymi w obrębie twarzy, czaszki, jamy ustnej, gardła, przełyku, krtani czy ucha. W takich wypadkach współpraca logopedy z lekarzami różnych specjalizacji – laryngologami, foniatrami, chirurgami, stomatologami, ortodontami czy onkologami – jest po prostu koniecznością. Wielu pacjentów przechodzi zabiegi chirurgiczne o mniejszym lub większym zakresie, a następnie wraca na długoterminową terapię logopedyczną prowadzoną już poza szpitalem.

Zakres działań logopedy obejmuje również cały obszar zaburzeń głosu i słuchu, w tym głuchotę i niedosłuch. Po rozpoznaniu uszkodzenia słuchu pacjent wymaga pilnej interwencji w zakresie protezowania wady słuchu. Jednym ze sposobów protezowania głębokich ubytków słuchu jest wszczepienie implantu ślimakowego, którego dokonuje się w wyspecjalizowanych placówkach medycznych. Po zabiegu pacjent trafia na wieloletnią terapię logopedyczną prowadzoną przez logopedów w placówkach oświatowych, gabinetach prywatnych, fundacjach czy ośrodkach Polskiego Związku Głuchych.

Osobna grupa problemów ze słuchem dotyczy tzw. zaburzeń przetwarzania słuchowego, które objawiają się m.in. problemami z rozumieniem mowy w hałasie, lokalizacją dźwięku i uwagą słuchową, co utrudnia naukę, komunikację, wiąże się z powstawaniem zaburzeń mowy czy trudnościami w pisaniu i czytaniu. W tych przypadkach logopedzi planują i stosują intensywne wychowanie i trening słuchowy.

EW: Logopedzi prowadzą również terapię po porażeniu fałdów głosowych, a także po chirurgicznym leczeniu rozszczepów wargi i podniebienia. Są też zaangażowani w rehabilitację komunikacji u pacjentów z nowotworami głowy, szyi i ucha oraz u osób z różnego rodzaju deformacjami czaszki.

Szczególnie wymagającą grupę stanowią pacjenci po zabiegach chirurgicznych, takich jak laryngektomia, czyli częściowe lub całkowite usunięcie krtani, glosektomia – częściowe lub całkowite usunięcie języka – czy tracheotomia, polegająca na wytworzeniu przetoki w tchawicy. W tych przypadkach logopeda uczestniczy w przywracaniu lub kompensowaniu funkcji komunikacyjnych, oddechowych i połykania, często przez wiele miesięcy lub lat.

AL: Według udostępnionych nam przez Polski Związek Logopedów szacunków w Polsce pracuje obecnie ok. 18–19 tys. logopedów.

Najliczniejszą grupę stanowią logopedzi zatrudnieni w placówkach podległych Ministerstwu Edukacji Narodowej. System opieki logopedycznej w oświacie obejmuje nie tylko przedszkola, szkoły i poradnie psychologiczno-pedagogiczne, lecz także m.in. młodzieżowe ośrodki wychowawcze czy ośrodki socjoterapii. Z danych MEN ze stycznia 2025 r. wynika, że w tym sektorze jest ok. 11 tys. etatów logopedycznych.

Drugim pod względem liczby zatrudnień obszarem są prywatne gabinety logopedyczne. Według danych GUS w Polsce funkcjonuje ok. 4,5 tys. podmiotów prowadzonych przez logopedów. Obejmują one zarówno jednoosobowe praktyki, jak i większe centra diagnostyczno-terapeutyczne, w których pracuje kilku, a niekiedy nawet kilkunastu specjalistów. To właśnie sektor prywatny w dużej mierze zapewnia ciągłość opieki logopedycznej – zwłaszcza w sytuacjach, gdy pacjent kończy leczenie szpitalne lub gdy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych jest ograniczony.

Według danych z grudnia 2024 r. udostępnionych przez PZL w placówkach ochrony zdrowia podległych Ministerstwu Zdrowia funkcjonuje ok. 1,1 tys. etatów logopedycznych. Dodatkowo blisko 3,4 tys. osób wykonuje pracę na podstawie umów cywilnoprawnych, obejmujących zarówno pełne, jak i cząstkowe etaty. Są to przede wszystkim zatrudnienia w szpitalach, poradniach specjalistycznych oraz wyspecjalizowanych ośrodkach terapii.

EW: Logopedzi są zatrudniani również w instytucjach podległych Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Mowa tu zarówno o instytucjach opieki nad małym dzieckiem, takich jak żłobki i kluby dziecięce, jak i o placówkach pomocy społecznej – domach pomocy społecznej czy środowiskowych domach samopomocy. W tym obszarze nie dysponujemy niestety nawet szacunkowymi danymi dotyczącymi skali zatrudnienia.

Kolejnym sektorem są instytucje podległe Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego – domy kultury, ogniska artystyczne oraz placówki prowadzące edukację artystyczną. Także w tym wypadku brak jest rzetelnych statystyk dotyczących liczby pracujących tam logopedów, choć ich obecność w tych instytucjach jest faktem i odpowiada na konkretne potrzeby środowisk twórczych.

Nie można pominąć roli organizacji pozarządowych, które realizują logopedyczne projekty profilaktyczne, diagnostyczne i terapeutyczne, często adresowane do grup szczególnie wrażliwych – dzieci z niepełnosprawnościami, osób z zaburzeniami neurorozwojowymi czy seniorów.

Logopedzi funkcjonują także w instytucjach medialnych. Współpracują ze stacjami radiowymi i telewizyjnymi jako specjaliści w zakresie dykcji oraz emisji i higieny głosu.

Zawód zaufania publicznego

Dlaczego zawód logopedy powinien być uregulowany?

AL: Dlatego, że logopeda – podobnie jak lekarz, psycholog czy adwokat – wykonuje zawód zaufania publicznego. Pracujemy z osobami w sytuacjach szczególnie wrażliwych: z dziećmi, osobami z niepełnosprawnościami, pacjentami po udarach, z chorobami neurodegeneracyjnymi itd. Pacjenci i ich rodziny powierzają nam poufne informacje dotyczące zdrowia, rozwoju i funkcjonowania, a to wymaga nie tylko wysokich kwalifikacji, ale także jasnych zasad etycznych, odpowiedzialności i ochrony tajemnicy zawodowej. Bez ustawowych regulacji te standardy nie są wystarczająco zabezpieczone.

EW: Każdy zawód zaufania publicznego opiera się na kilku filarach: obowiązkowym samorządzie zawodowym, kodeksie etyki, odpowiedzialności dyscyplinarnej i działaniu w interesie publicznym. Kompleksowe uregulowanie zawodu pozwoliłoby jasno określić, kto może wykonywać ten zawód, na jakich zasadach, z jakimi kompetencjami i jaką ponosi odpowiedzialność. To nie jest rozwiązanie „dla logopedów”, ale przede wszystkim dla pacjentów – dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów – którzy muszą mieć pewność, że trafiają do wykwalifikowanego specjalisty podlegającego realnej kontroli zawodowej.

Dzięki regulacji państwo zyskuje przejrzysty system, pacjenci – bezpieczeństwo i ciągłość opieki, a środowisko zawodowe – narzędzia do dbania o jakość usług i reagowania na nadużycia.

Tak funkcjonują wszystkie dojrzałe zawody zaufania publicznego i dokładnie w tym samym kierunku powinna zmierzać logopedia.

Może jednak, skoro zakresy działań logopedów są bardzo różne, próba uregulowania tego zawodu jako uniwersalnego, nie ma większego sensu?

AL: Gdyby szukać paralel między zawodem logopedy a inną profesją diagnostyczno-terapeutyczną, najbliżej byłoby nam do psychologów. To również zawód o bardzo szerokim, zróżnicowanym zakresie działań, wykonywany w wielu sektorach – od ochrony zdrowia, przez oświatę, po sport, transport czy sektor prywatny.

Psychologom się udało

EW: Po długiej batalii środowisko psychologiczne doprowadziło do uchwalenia 9 stycznia 2026 r. ustawy o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów. I co bardzo ważne – ta ustawa objęła wszystkich psychologów, niezależnie od miejsca zatrudnienia czy szczegółowej specjalizacji.

Co więcej, właśnie w tej ustawie rozwiązano kwestie, które dziś są podnoszone także w odniesieniu do logopedów. Przykładowo: psycholog posiadający tytuł specjalisty w dziedzinie mającej zastosowanie w ochronie zdrowia uzyskuje – na mocy ustawy – kompetencje do udzielania świadczeń zdrowotnych i jest traktowany jako osoba wykonująca zawód medyczny. Jednocześnie ten sam zawód funkcjonuje w oświacie na podstawie Karty Nauczyciela, ze wszystkimi konsekwencjami dotyczącymi pensum, awansu zawodowego, urlopu i wynagrodzenia.

AL: To pokazuje bardzo wyraźnie, że uregulowanie zawodu o charakterze interdyscyplinarnym jako zawodu uniwersalnego nie tylko ma sens, ale wręcz porządkuje system. Zamiast mnożyć odrębne regulacje w zależności od miejsca pracy, tworzy się jedną spójną ramę prawną, a w jej obrębie precyzyjnie opisuje się specyfikę wykonywania zawodu w ochronie zdrowia, w oświacie czy w innych sektorach. Dokładnie taki model proponowałyśmy w odniesieniu do logopedów.

Innymi słowy: różnorodność zakresów działań nie jest argumentem przeciwko kompleksowej regulacji. Jest argumentem za tym, żeby była ona dobrze przemyślana, spójna i obejmowała cały zawód – a nie tylko jego wybrane fragmenty. Psychologom się to udało. I to jest bardzo ważny punkt odniesienia dla dyskusji o przyszłości regulacji zawodu logopedy.

Precyzyjny katalog usług

Co jeszcze dałaby uniwersalna regulacja?

AL: Projekt ustawy o zawodzie logopedy i samorządzie zawodowym logopedów miałby na celu całościowe uregulowanie funkcjonowania tej profesji. Ustawa określałaby wymogi wykształcenia na poziomie studiów wyższych oraz podyplomowego kształcenia specjalizacyjnego, reguły wykonywania zawodu, a także zasady odpowiedzialności zawodowej logopedów.

Zależy nam także na wprowadzeniu precyzyjnego katalogu świadczeń (usług) logopedycznych zastrzeżonych dla tej profesji – tak, aby jasno wyznaczyć granice kompetencji i uniknąć konfliktów z przedstawicielami innych zawodów.

Ustawa mogłaby również w sposób jednoznaczny uporządkować obszar specjalizacji logopedycznych oraz wynikających z nich tytułów zawodowych. Dziś w tym zakresie panuje chaos: funkcjonują równolegle różne nazwy specjalizacji, tytuły używane niekiedy w sposób nieuprawniony lub niespójny, co jest bezpośrednią konsekwencją braku jednolitej regulacji ustawowej.

EW: Jednym z kluczowych celów „dużej ustawy” byłoby również uregulowanie zasad uznawania kwalifikacji do wykonywania zawodu logopedy przez osoby z innych państw Unii Europejskiej oraz procedur uznawania równoważności dyplomów i tytułów uzyskanych poza UE. Zawód logopedy na terenie Polski powinna wykonywać wyłącznie osoba skutecznie komunikująca się z polskim pacjentem, jego opiekunami oraz innymi specjalistami, a także sporządzająca dokumentację zgodnie z obowiązującą normą językową polszczyzny.

Poza tym ustawa powinna regulować organizację i zadania samorządu zawodowego logopedów oraz prawa i obowiązki jego członków.

Wszystkie zapisy miałyby na celu podniesienie jakości udzielanych świadczeń, zapewnienie bezpieczeństwa osobom korzystającym z pomocy logopedycznej oraz ochronę interesów logopedek i logopedów.

Nie trzeba „wyważać drzwi”

Tworzenie standardów kształcenia logopedów nie jest łatwe, bo to leży w gestii kilku ministrów.

EW: Rzeczywiście, jest w tym sporo racji, bo regulacja kształcenia logopedów dotyka różnych obszarów i różnych resortów: MZ, MEN, MRPiPS i MKiDN. Z jednej strony to może wyglądać jak chaos. Ale jeśli spojrzeć z perspektywy funkcjonowania całego systemu szkolnictwa wyższego w Polsce, wcale nie jest to coś wyjątkowego.

Zasadniczo to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego odpowiada za kształcenie na poziomie akademickim. Natomiast w przypadku niektórych typów uczelni ten nadzór jest współdzielony z innymi ministerstwami: uczelnie artystyczne podlegają Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, uczelnie medyczne – Ministerstwu Zdrowia itd. Takie wielostronne nadzory nad określonymi typami kształcenia w praktyce administracyjnej w Polsce już istnieją, więc nie jest to coś, co wymaga „wyważania drzwi”.

AL: I co ważne, nie stoimy w miejscu – pewne kroki w kierunku uporządkowania standardów już zostały podjęte. W październiku 2025 r. minister nauki wydał zarządzenie o powołaniu zespołu do opracowania propozycji reguł i wymagań w zakresie kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu logopedy. Mam przyjemność przewodniczyć temu zespołowi, a prof. Wolańska jest jedną z wiceprzewodniczących. Do zespołu powołano wielu specjalistów – nie tylko logopedów. Są tu osoby, które mają doświadczenie w organizacji kształcenia, standardach zawodowych i regulacjach dotyczących zawodów diagnostyczno-terapeutycznych.

Porozumienie jest możliwe

Widzą panie szanse na porozumienie?

EW: Może to zabrzmi naiwnie, ale tak – ciągle w to wierzymy.

Zależy nam na tym, żeby logopedia pozostała jedną, spójną profesją, opartą na wspólnym fundamencie kompetencyjnym, niezależnie od tego, czy ktoś pracuje w szkole, szpitalu, domu opieki, domu kultury czy w gabinecie prywatnym. To właśnie elastyczność absolwentów logopedii i ich możliwość swobodnego funkcjonowania w różnych sektorach jest kluczowa. I dlatego wciąż uważamy, że porozumienie jest możliwe – tylko potrzeba dobrej woli, gotowości do rozmowy i tego, żeby zamiast budować mury, usiąść do stołu.

Nie mamy zamiaru „walczyć” o to, kto jest „lepszym” logopedą. Chcemy wspólnie wypracować zapisy, które będą odpowiadać na realne potrzeby logopedów zatrudnionych w ochronie zdrowia, ale jednocześnie nie doprowadzą do rozdrobnienia zawodu. Bo to jest kluczowe.

28 stycznia 2026 r. w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie środowiska logopedycznego z przedstawicielami resortu. Czy kompromis jest bliżej?

AL: Obie z prof. Wolańską uczestniczyłyśmy w tym spotkaniu. Wstępnie udało się uzgodnić pomysł tymczasowego rozwiązania, które zaspokoiłoby potrzeby logopedów w ochronie zdrowia i ułatwiło ich funkcjonowanie w placówkach leczniczych. Rozwiązanie to miałoby obowiązywać do czasu wejścia w życie kompleksowej ustawy. Podobna formuła – swoista proteza legislacyjna – jest obecnie stosowana w wypadku dietetyków, którzy również czekają na swoją ustawę. To dobra podstawa do dalszych rozmów.

*Dr hab. Anita Lorenc, prof. ucz. – fonetyczka, surdologopedka, kierowniczka Pracowni Fonetyki Stosowanej im. Marii Przybysz-Piwko w Instytucie Polonistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje w Zakładzie Logopedii i Emisji Głosu IPS UW. Zainicjowała w Polsce badania z wykorzystaniem artykulografii elektromagnetycznej. Obecnie kieruje już drugim projektem badawczym finansowanym ze środków Narodowego Centrum Nauki pt. „Badanie mowy zaburzonej i funkcji prymarnych za pomocą artykulografu CARSTENS AG501 i analizatora rozkładu pola akustycznego”. Wiceprzewodnicząca Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Logopedycznego, liderka Ogólnopolskiego Porozumienia Środowisk Logopedycznych, członkini Zespołu Rozwoju i Zaburzeń Mowy Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Prowadzi diagnozę i terapię logopedyczną osób m.in. z uszkodzeniami słuchu.

**Dr hab. Ewa Wolańska, prof. ucz. – językoznawczyni i logopedka, specjalistka w zakresie neurologopedii. Od ponad 25 lat związana zawodowo z Wydziałem Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie sprawuje funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Polonistyki Stosowanej Wydziału Polonistyki UW. W latach 2010–2020 kierowała Pomagisterskim Studium Logopedycznym UW. Członkini Zespołu Rozwoju i Zaburzeń Mowy Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk oraz sekretarz Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Logopedycznego. W ramach indywidualnej praktyki zajmuje się diagnozą i terapią neuro- oraz gerontologopedyczną osób dorosłych z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego, m.in. po udarach mózgu, wypadkach komunikacyjnych oraz w przebiegu chorób i zespołów otępiennych.

;
Na zdjęciu Sławomir Zagórski
Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze