26 listopada 2021

Łukaszenka z wizytą w obozie dla migrantów. "Zrobił z nas laleczki do pokazywania mediom"

Białoruski dyktator Aleksandr Łukaszenka odwiedził tymczasowy obóz dla migrantów przy granicy z Polską. Tymczasem jego żołnierze biją ludzi w obozie, a reżim zarabia tam na wszystkim, nawet na jedzeniu

Białoruski dyktator spotkał się z ludźmi w blasku fleszów i kamer w dawnym magazynie, gdzie Białorusini – po interwencji unijnych dyplomatów - urządzili obóz tymczasowy dla migrantów i uchodźców. Łukaszenka spacerował po obiekcie i przemawiał do przybyszy z Bliskiego Wschodu w towarzystwie tłumacza. Uśmiechał się też do dzieci.

Później stanął przed mikrofonem na placu i wygłosił tyradę przeciwko Europie. "Unia Europejska nie chce rozwiązać problemu migracji. Jeśli teraz nie rozwiążemy tej sytuacji, w przyszłości będzie jeszcze mocniejsza" – miał powiedzieć. Zwrócił się też bezpośrednio do uciekinierów z Bliskiego Wschodu: "My nie zrobimy nic na siłę. Jeśli będziecie chcieli stąd wyjechać, pomożemy wam. Jeśli będziecie chcieli zostać, też postaramy się pomóc" – mówił Łukaszenka.

A potem zaprosił ludzi do zadawania pytań. "Mówią, że nie mamy demokracji" - dodał przy tym ironicznie.

Propagandowa białoruska agencja Belta poinformowała o wizycie Łukaszenki, komentując, że to „prezydent wszystkich ludzi”. I zacytowała rzekomo jednego z migrantów: "Łukaszenka nazywany jest w Europie dyktatorem, ale tutaj rozmawia z nami i nam pomaga. Europa, która uważa się za demokratyczną, nie dała nam żadnej szansy" – miał powiedzieć mężczyzna.

Ale z obozu do OKO.press napływają zupełnie inne wiadomości.

Migranci z obozu: "To jest show"

Migranci, z którymi mamy kontakt jeszcze z czasów koczowiska przy przejściu granicznym w Kuźnicy, przyznają, że służby zadbały o wizerunkowe efekty: w pierwszych rzędach ustawiły rodziny z dziećmi. Ponadto mówią, że większości przemówienia Łukaszenki nie rozumieli, a przede wszystkim mało kto mu uwierzył, a na pewno podczas spotkania nie było entuzjazmu – wbrew temu, co podają propagandowe media.

[video width="560" height="320" mp4="https://oko.press/images/2021/11/video-1637928188.mp4"][/video]

Irakijczycy, których zapytaliśmy o warunki życia w obozie, przyznają, że mają dach nad głową, jedzenie i wodę, ale reżim urządził z nich „laleczki do pokazywania dziennikarzom”.

„To jest show. Codziennie przyjeżdżają do nas dziennikarze, za dnia w obozie jest przyjemnie, dużo kamer i aparatów, wszyscy mili. Najgorsze zaczyna się wieczorem, gdy zostajemy sam na sam z żołnierzami. Często biją mężczyzn. Ludzie się boją” – napisał OKO.press w wiadomości Awat z Iraku.

Presja ma też inne wymiary, choćby ekonomiczny. W obozie Syryjczycy i Irakijczycy mogą dokupić jedzenie i wodę. Ale nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. „Woda w Mińsku kosztuje rubla, tutaj 2,76. Mała butelka coca-coli 4,5 zamiast 2 rubli, a jedzenie w puszce aż 9 rubli, zamiast 3,5 jak w stolicy” – wymienia Awat w kolejnej wiadomości.

„Z dnia na dzień porcje żywieniowe są coraz mniejsze. W ten sposób chcą nas zmusić do kupowania w sklepie. A może czekają, jak skończą nam się pieniądze i wyjedziemy do Iraku” – napisał nam inny z migrantów.

Trzeci z Irakijczyków, z którym mamy kontakt jeszcze z czasów w koczowiska w Kuźnicy, dwa dni temu uciekł z obozu. Rawand zostawił swój paszport. W najbliższych dniach zamierza dostać się do Polski. „Wszystko zmierzało do tego, by nas wysłać z powrotem do Iraku. Nie mogę tam wrócić” – napisał.

Białoruś rzeczywiście zaczęła wysyłać migrantów z powrotem do ich krajów. Jak poinformował niezależny serwis Motolko, na lotnisku w Mińsku koczuje duża grupa ludzi pilnowana przez żołnierzy. Jak wyliczyli dziennikarze, Białoruś już opuściło ok. 600 osób, a kolejne 400 ma wylecieć dziś wieczorem.

W obozie nieopodal Kuźnicy znajduje się ok. 3 tys. ludzi. Wielu migrantów błąka się wzdłuż granicy. Niektórzy z nich pilnowani są przez białoruskich pograniczników i każdego dnia wypychani na polską stronę – wiemy przynajmniej o dwóch takich grupach po ponad sto osób w Puszczy Białowieskiej i na wysokości Brześcia.

Udostępnij:

Szymon Opryszek

Szymon Opryszek - niezależny reporter, wspólnie z Marią Hawranek wydał książki "Tańczymy już tylko w Zaduszki" (2016) oraz "Wyhoduj sobie wolność" (2018). Specjalizuje się w Ameryce Łacińskiej. Obecnie pracuje nad książką na temat kryzysu wodnego. Autor reporterskiego cyklu "Moja zbrodnia to mój paszport" nominowanego do nagrody Grand Press i nagrodzonego Piórem Nadziei Amnesty International.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne