25 grudnia 2020

Łukaszenka zaciąga żelazną kurtynę. Czym kończy się dla Białorusi przełomowy rok?

Białoruska rewolucja trwa już piąty miesiąc i mimo represji, terroru i nadejścia zimy się nie zatrzymuje. Najpierw reżim próbował wypychać z kraju liderów opozycji i szeregowych protestujących, ale wobec fali emigracji i narastającego kryzysu ekonomicznego teraz blokuje możliwość wyjazdu z kraju

Do białoruskiej opinii publicznej dociera też coraz więcej doniesień o pęknięciach w środowisku siłowików, funkcjonariuszy resortów siłowych, a dowodem tego jest publikowanie nagrań rejestrowane przez funkcjonariuszy OMON-u w trakcie ostatnich miesięcy.

Na Łukaszenkę coraz silniej naciska również Kreml zniecierpliwiony przedłużającym się kryzysem i sfrustrowany problemami wewnątrz Rosji. Co koniec roku może przynieść Białorusinom?

(Częściowo) odcięci od świata

Od początku protestów po sfałszowanych wyborach w sierpniu 2020 władze przyjęły politykę wypędzania z kraju protestujących i ich liderek, czy to groźbami, czy siłą. W ten sposób z Białorusi wyrzucono samą Swiatłanę Cichanouską, jak również większość kluczowych członków Rady Koordynacyjnej przez nią powołanej.

W podobny sposób Łukaszenka próbował pozbyć się z kraju również Marii Kalesnikowej, która razem z Cichanouską prowadziła kampanię wyborczą przeciw Łukaszence, ale jej bohaterska postawa na granicy z Rosją uchroniła ją przed banicją, choć trafiła za to do więzienia.

Zwolnieniami z pracy, przemocą i groźbami zmuszono do wyjazdu również tysiące młodych osób, ale nagle, w grudniu, reżim zmienił politykę o 180 stopni – od 21 grudnia wyjechać z kraju już praktycznie się nie da, ewentualnie za okazaniem dokumentów potwierdzających pracę albo studia za granicą, ale nawet wtedy dozwolone jest opuszczenie Białorusi tylko raz na pół roku. Łagodniejsza wersja tych przepisów obowiązuje tylko na granicy z Rosją oraz w mińskim porcie lotniczym.

Ten jednak jest pilnie kontrolowany przez reżim – 22 grudnia zatrzymano tam Julię Słucką, prezeskę białoruskiego Press Clubu, odpowiedzialnego między innymi za założenie Białej Księgi, zbioru zdjęć i dokumentów świadczących o przemocy siłowików w pierwszym tygodniu po wyborach.

W całym kraju uprowadzono większość dziennikarzy funkcjonujących w tej instytucji, co Białorusini odbierają jako zemstę za wprowadzenie trzeciego etapu sankcji przez UE.

Inną pracownicę Belarus Press Club, Ałłę Szarko, zatrzymano w jej mieszkaniu, a adwokata, który niezwłocznie przyjechał na miejsce, żeby dokumentować przeszukanie, siłą wypchnięto z mieszkania i grożono aresztowaniem. Drugą część zajścia udało się zarejestrować na wideo:

Łukaszenka udaje, że walczy z koronawirusem

Utrudniony stał się również wjazd do kraju – właściciele samochodów osobowych przy każdym wjeździe muszą teraz uiścić dodatkową opłatę, której wysokość ma się wahać między 50 a 150 zł (w przeliczeniu).

Powodem wprowadzenia tych zmian ma być COVID-19, ale forma wprowadzonych ograniczeń oraz fakt zastosowania innych zasad na granicy z Rosją pozwala wątpić w oficjalne komunikaty władzy.

Władze ewidentnie nie doszacowały skali emigracji – z kraju wyjechały dziesiątki tysięcy osób, najczęściej młodych. W przytłaczającej większości wrócą tylko w wypadku zmiany władzy. Liczba uciekinierów musiała przytłoczyć reżim, szczególnie wobec narastającego kryzysu gospodarczego.

Po raz kolejny okazało się również, że władze nie zrozumiały jak dużo Białorusinów jest gotowych do walki o wolność. Wyjazd tysięcy osób nie wpłynął znacząco na skalę protestów.

Co więcej, okazało się, że z kraju, oprócz bezpośrednio poszkodowanych i zastraszanych, uciekli także przedsiębiorcy i pracownicy firm funkcjonujących w najważniejszych branżach dla prywatnej części gospodarki – IT oraz sektorze usługowym.

Teraz władze z właściwą sobie gracją próbują naprawić decyzje podjęte w sierpniu, na czym po raz kolejny cierpią Białorusini.

Pęknięcia w OMON-ie?

Wiele wskazuje na to, że presja na reżim nie jest wywierana już tylko z zewnątrz. Coraz wyraźniejsze wydają się pęknięcia wewnątrz systemu. Szczególnie skutecznie obnaża je w ostatnim miesiącu inicjatywa ByPol. Zrzesza ona siłowików, którzy w ostatnich tygodniach zdecydowali się wyłamać z systemu oraz pomaga następnym w podjęciu takiej decyzji.

Napis głosi: „Nie daj się zamazać, dołączaj do ByPolu”

Opublikowanie rozmowy mężczyzn zamieszanych w morderstwo Ramana Bandarenki, czyli Dmitrija Szakuty i Denisa Baskowa okazało się tylko początkiem potoku płynącego do mediów społecznościowych poufnych materiałów wideo i audio rejestrujących funkcjonowanie reżimu.

Największe znaczenie mają dziś jednak nagrania publikowane już bezpośrednio na kanałach społecznościowych ByPolu. Prezentują filmy rejestrowane bezpośrednio przez OMON-owców i milicjantów w trakcie rozpędzania protestów czy to w pierwszych dniach po wyborach, czy w trakcie coniedzielnych marszy, które przechodzą ulicami białoruskich miast nieprzerwanie od sierpnia. Niektóre ukazują wręcz wstrząsające znęcanie się nad zatrzymanymi.

Wideo prezentują podejście OMON-owców do protestujących i swoich zbrodni, wyraźnie pokazują też, że stosunek funkcjonariuszy do własnych działań jest niejednoznaczny, podobnie jak ich prześmiewczy stosunek wobec Łukaszenki, a dużym czynnikiem są dla nich pieniądze szczodrze wypłacane przez reżim za udział w rozpędzaniu protestów.

Co ważniejsze ukazują również, że nawet środowisko OMON-owców jest niejednolite, bo poza treścią nagrań sam fakt ich publikowania świadczy o pragnieniu niektórych funkcjonariuszy, by reżim się skończył.

Siłowicy pod presją

ByPol stoi również za inicjatywą zbierania podpisów siłowików pod otwartym listem (w praktyce raczej tych byłych), którzy sprzeciwiają się metodom reżimu i wzywają władze do zaprzestania terroru i odejścia.

Razem z Narodowym Urzędem Antykryzysowym, firmowanym przez Pawła Łatuszkę z Rady Koordynacyjnej, ByPol tworzy również Zbiorczy Rejestr Przestępstw, czyli stronę umożliwiającą zgłaszanie i dokumentowanie zbrodni popełnianych przez funkcjonariuszy.

Cała dokumentacja tam dostępna jest tworzona zgodnie z białoruskim prawem, co ma w przyszłości umożliwić ukaranie funkcjonariuszy odpowiedzialnych za represje. Część z popełniających zbrodnie jest od razu identyfikowana, zresztą również z pomocą osób pracujących w ByPolu.

Wydaje się, że teraz to właśnie ByPol wywiera na siłowików największy nacisk, ale nie ustają również wcześniejsze mechanizmy hybrydowego oporu.

Zaostrzenie represji pod koniec jesieni zaowocowało publikacją danych teleadresowych kolejnych siedmiu tysięcy funkcjonariuszy oraz nazwisk dwóch tysięcy poborowych wcielonych w trakcie protestów do wojsk wewnętrznych.

22 grudnia cyberpartyzanci uderzyli ponownie w systemy poszczególnych działów resortów siłowych publikując na ich urządzeniach filmy propagandowe.

Europa zaczyna coś znaczyć

Mimo że temat Białorusi spadł z pierwszych stron gazet, to międzynarodowa presja na reżim dopiero teraz nabiera obrotów. Przed końcem roku poszerzono listy osób objętych sankcjami, ale co ważniejsze w Europie podjęto też temat sankcji ekonomicznych.

Kiedy rozpoczęły się sierpniowe protesty Białorusini jednoznacznie prosili o to, by sankcji nie stosować, bo w pamięci mieli jeszcze kryzys 2011 roku, do którego przyczyniły się sankcje po powyborczych protestach 2010 roku. Sankcje nie tylko nie zachwiały wtedy władzą, ale pogorszyły życie zwykłych obywateli i pchnęły Białoruś głębiej w ramiona gospodarczej zależności od Rosji.

Niemniej dziesięć lat temu sytuacja wyglądała inaczej a reżim funkcjonował w autorytarnych, a nie totalitarnych, jak dzisiaj, ramach. Dlatego dzisiaj sami Białorusini wzywają już do szerokich, ale profilowanych sankcji uderzających w powiązane z reżimem sektory gospodarki i które pozbawiłyby tym samym reżim wpływów, przyśpieszając jednocześnie odejście Łukaszenki.

Zgodnie z duchem sportu

Zresztą zewnętrzna presja wywierana na reżim działa dzisiaj nie tylko w ramach gospodarki. Represje wobec sportowców uczestniczących w pokojowych protestach poskutkowały oficjalną naganą z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, wobec czego coraz bardziej prawdopodobny staje się zakaz występowania na Igrzyskach Olimpijskich pod reżimową czerwono-zieloną flagą.

Równie prawdopodobne wydaje się dzisiaj wycofanie z Białorusi hokejowych Mistrzostw Świata, które miały początkowo wspólnie zorganizować Litwa i Białoruś. Poza kosztami ekonomicznymi, takimi jak choćby budowa infrastruktury, przeniesienie tego wydarzenia do innego państwa wiązałoby się z wielkim uderzeniem w dumę i wizerunek Łukaszenki, dla którego hokej od zawsze był jednym z głównych priorytetów.

Oficjalnym powodem w przypadku wycofania mistrzostw z Białorusi ma być zagrożenie epidemiologiczne, co dodatkowo obciąża dyktatora odpowiedzialnością za taki obrót spraw.

Szwajcaria przestaje być neutralna

Osobiste problemy Łukaszenki nie kończą się na kryzysie wizerunkowym – w grudniu do sankcji personalnych przyłączyła się Szwajcaria, która zablokowała konta należące do dyktatora, jego syna Wiktora i kilku innych osób z bliskiego otoczenia dyktatora.

Bezpośredniej przyczyny tej decyzji można szukać w aresztowaniu i skazaniu na dwa i pół roku więzienia obywatelki Szwajcarii, która w trakcie wyborów przebywała w Białorusi. Natalia Hersche ma podwójne obywatelstwo, dlatego na terenie Białorusi obowiązywało ją białoruskie prawo. Kobieta była jedną z pierwszych osób, które zdecydowały się zerwać kominiarkę z twarzy zatrzymującego ją funkcjonariusza OMON-u, i za to stała się ofiarą pokazowego procesu sfinalizowanego wyrokiem więzienia.

System (nie)sprawiedliwości

Hersche nie była jedyną osobą, którą w ostatnich tygodniach skazano na wieloletnie zamknięcie w kolonii karnej. Wyroki dla mężczyzn, którzy w Mińsku, w miejscu śmierci Aleksandra Trajkowskiego, napisali na chodniku „Nie zapomnimy” również wyniosły od dwóch do trzech lat więzienia. Łączna liczba osób skazanych w sprawach karnych lub oczekujących na wyrok doszła już do 159 osób.

Wciąż nie ustają zatrzymania, czy to te jednostkowe, czy te masowe. Zatrzymywani są kolejni dziennikarze i aktywiści, podobnie jak wszyscy bohaterzy i wszystkie bohaterki popularnych w internecie zdjęć. Rekordzistom udało się trafić do więzienia po pięć razy licząc od sierpnia.

Protesty nie są już tak liczne jak jesienią, ale nie ustają. Zatrzymani w trakcie niedzielnych protestów muszą stać godzinami pod gołym niebem, mimo panującego już od tygodni mrozu.

Mimo to w każdą niedzielę Białorusini tysiącami wychodzą na ulice, znacznie mniej tłumnie niż latem i jesienią, ale wciąż okazują w ten sposób niezgodę na politykę władz.

Chaotyczne naciski z Rosji

Nie ustają również chaotyczne próby wpłynięcia na sytuację w Białorusi przez Kreml. Wizyta ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, zapewniającego o wsparciu dla Łukaszenki, potwierdziła dotychczasową politykę Rosji, która próbuje prowadzić Łukaszenkę za rękę do zmian konstytucji i tym samym do jego końca.

Ten z kolei niezmiennie obiecuje wypełnianie postanowień, ale jednocześnie snuje plany przemianowania swojego tytułu bez oddawania władzy.

Kreml zniechęca do prób pomagania Białorusinom przez Europę strasząc raz po raz kolejnymi paragrafami umowy związkowej z Białorusią, czy współpracą białoruskich siłowików z Rosgwardią (elitarnym rosyjskim odpowiednikiem białoruskich wojsk wewnętrznych). Rosja zadeklarowała też kolejny miliard dolarów pożyczki Białorusi, ale wobec szybko narastającego kryzysu gospodarczego w Białorusi pieniędzy tych nie starczy nawet na pokrycie długów, jakie Białoruś ma wobec Rosji.

Ta nużąca rozgrywka i powtarzalne komunikaty powoli przestają spełniać swoje odstraszające funkcje. Dlatego Europa ostrożnie, krok po kroku, zwiększa swoje znaczenie w kontekście Białorusi nie tylko na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim wśród Białorusinów. To być może największa porażka Rosji w geopolityce od lat.

W polemikę z komunikatami płynącymi z Rosji często wchodzi członek Rady Koordynacyjnej opozycji Paweł Łatuszka, były minister kultury i były ambasador Białorusi w Polsce, który twierdzi, że nieoficjalnie prowadzi dialog z Moskwą.

Założony przez niego Narodowy Zarząd Antykryzysowy (NAU) regularnie wydaje komunikaty podważające treści zawarte w oświadczeniach rosyjskich oficjeli.

Zamiast wpływać na Białoruś, Rosja stopniowo z niej wypływa. A po kolejnej burzy wywołanej sprawą próby otrucia Nawalnego, a dokładniej ujawnieniu z imienia i nazwiska grupy agentów FSB, która stała za tym zamachem, trudno oczekiwać, że Kremlowi uda się rozegrać sytuację w Białorusi na swoją korzyść.

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne