Państwo wydaje na dziesiątki tysięcy organizacji pozarządowych tyle, co na pensje urzędników ministerialnych albo na utrzymanie Agencji Nieruchomości Rolnych - publikujemy tekst Aliny Gałązki z portalu NGO.pl, w którym zebrane zostały wszystkie błędy i braki wiedzy premier Beaty Szydło o organizacjach pozarządowych

My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
(…), ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.

Preambuła Konstytucji RP

Niestety wypowiedź pani premier Beaty Szydło z „Tygodnika Solidarność” na temat „tych fundacji” świadczy o tym, że nie do końca znana jest jej zasada pomocniczości, która znajduje się w Konstytucji.

Przypomnijmy więc. Zasada pomocniczości oznacza, że „każdy szczebel władzy powinien realizować tylko te zadania, które nie mogą być skutecznie zrealizowane przez szczebel niższy lub same jednostki działające w ramach społeczeństwa. Zasada ta sięga swoimi korzeniami czasów starożytnych, jako zasada jest także ważnym elementem katolickiej nauki społecznej”. To cytat z Wikipedii – łatwo do niego dotrzeć.

W praktyce – w dużym uproszczeniu – działa to tak, że rząd decentralizuje swe działania i przekazuje je samorządom, a te wspólnotom obywatelskim – głównie stowarzyszeniom i fundacjom.

Pomysł centralizowania wszystkiego w jednej agencji rządowej, działającej bezpośrednio przy premierze, jaką ma być Narodowe Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, jest działaniem sprzecznym z zasadą pomocniczości.



Co by było bez organizacji pozarządowych

Pani premier – jak się zdaje – nie słyszała też chyba o Ustawie o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Postuluje bowiem uregulowanie czegoś, co od dawna, to jest od roku 2003, jest już uregulowane. W ustawie tej opisane są zasady zlecania realizacji usług publicznych przez samorządy i ministerstwa organizacjom pozarządowym.

Chodzi o to, że samorządy czy ministerstwa nie są w stanie zrobić wszystkiego same – dlatego część swoich działań przekazują do realizacji innym podmiotom. Ogłaszają wtedy otwarte konkursy ofert dla organizacji pozarządowych lub ogłaszają przetargi dla firm.

Mówienie o tym, że „dużo pieniędzy jest przeznaczanych na funkcjonowanie różnego rodzaju organizacji społecznych czy NGO-sów”, świadczy o niezrozumieniu tego, jak działa zlecanie zadań publicznych. To nie są pieniądze na „funkcjonowanie”, tylko na dostarczanie usług publicznych!

Chodzi o takie usługi jak hospicja, świetlice, schroniska dla zwierząt, małe szkoły na wsiach, ochotnicze straże pożarne, kluby sportowe, drużyny harcerskie, zajęcia dla dzieci, dla seniorów, niezależne teatry, zespoły muzyczne, festiwale (i ziemniaka, i muzyki barokowej), kółka zainteresowań, jadłodajnie dla ludzi ubogich, noclegownie dla osób bezdomnych, grupy samopomocowe dla różnych mniejszości, chorych, osób z niepełnosprawnościami… Przykłady można mnożyć.



Wyobraźmy sobie Polskę bez tej rzeszy ludzi, którzy zajmują się tym wszystkim! I postawmy sobie pytanie: czy chcielibyśmy, żeby bezdomnymi psami zajmowała się firma, której celem jest zysk, czy osoba, która kocha psy, z tej miłości założyła stowarzyszenie i chce im pomóc? A może chcemy w tym celu powołać kolejny urząd?

Czy wiesz, że…

  • sportowa organizacja działa w każdej gminie?
  • NGO prowadzą około 8 proc. szkół podstawowych i gimnazjów?
  • największe festiwale – muzyczne, filmowe i teatralne – organizują NGO?
  • NGO prowadzą w Polsce około 85 proc. placówek dla bezdomnych – rocznie korzysta z nich około 85 tysięcy osób?
  • jedna z największych organizacji pozarządowych w Polsce (WOŚP) zbiera co roku ponad 15 milionów złotych na nowy sprzęt dla polskich szpitali?
  • „Program Rozwoju Bibliotek” prowadzony przez NGO pozwolił na przekształcenie niemal 4 tysięcy bibliotek w całej Polsce w lokalne centra aktywności?

NGO na świecie, NGO w Polsce

Warto podkreślić, że model przekazywania zadań publicznych do realizacji stosowany jest w całym cywilizowanym świecie.

W Belgii budżet organizacji pozarządowych w 70 proc. pochodzi ze środków publicznych, w Czechach to 47 proc.

Nawet w USA, gdzie panuje model usług rynkowych i gdzie w zasadzie nie istnieją publiczne emerytury czy służba zdrowia, a edukacja publiczna jest bardzo skromna, ponad 32 proc. budżetu organizacji pochodzi ze środków publicznych! W Polsce około 40 proc. uśrednionego budżetu całego sektora pozarządowego to środki publiczne.

Warto się zastanowić, czy te kilka miliardów, które według Głównego Urzędu Statystycznego oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (konkretnie między 3,7 a 5,5 miliarda) administracja centralna i samorządowa przeznacza na zadania publiczne realizowane przez organizacje, to dużo, czy mało? Dla porównania: tyle mniej więcej kosztują pensje urzędników ministerstw albo utrzymanie Agencji Nieruchomości Rolnych.

To niecały 1 procent budżetu państwa (dokładnie 0,7 proc.). Myśląc o tym, należy pamiętać o klubach sportowych niemal w każdej gminie, o ochotniczych strażach pożarnych, o niezliczonych towarzystwach przyjaciół różnych miejscowości… W Polsce działa ponad 100 tysięcy organizacji – tylko 17 tysięcy z nich to fundacje. Reszta to stowarzyszenia. Warto dodać, że prawie 50 proc. z nich działa społecznie – nie zatrudnia ani jeden osoby! Oczywiście, w samym dawaniu pracy nie ma niczego złego, zwłaszcza że organizacje pozarządowe to świetna szkoła dla rzetelnych i ofiarnych pracowników. Warto te informacje przyswoić, gdy szarżuje się opiniami na temat „tych fundacji”.



Gdzie jest polityka w NGO?

Pani premier zarzuciła również organizacjom upolitycznienie. Warto i do tego się odnieść. Niepoważne wydaje się, że dwie osoby – córki dwóch osób publicznych, które od lat ofiarnie działają w organizacjach społecznych, choć mogłyby wybrać inne, bardziej lukratywne ścieżki kariery z racji swego wykształcenia – przesłaniają pani premier cały obraz sytuacji.

Jak już powiedziano: sektor pozarządowy to 100 tysięcy podmiotów, miliony wolontariuszy i osób zaangażowanych w działania.

Za to z pewnością polityczna będzie fundacja założona właśnie przez spółki skarbu państwa z inicjatywy rządu – Polska Fundacja Narodowa. Nie jest to inicjatywa oddolna, nie konsumuje żadnych lokalnych potrzeb społecznych. Powstała na polityczne zamówienie, dublując działania innej, już istniejącej rządowej agencji.

O co chodzi rzeczniczce rządu?

Szefowa gabinetu politycznego premiera, pani Elżbieta Witek, uważa z kolei, że „te fundacje” należy kontrolować. Być może umknęło jej to, że wszystkie organizacje pozarządowe są kontrolowane i są nadzorowane. Wysyłają co roku sprawozdania do urzędu skarbowego, te ze statusem Organizacji Pożytku Publicznego także do Ministra Pracy, a fundacje dodatkowo do nadzorujących je ministrów. Nad stowarzyszeniami nadzór sprawuje także starosta. Nie trzeba zatem wyważać otwartych drzwi.

Jeśli pieniądze z dotacji szły – zgodnie ze słowami rzecznik rządu – „nie na takie cele, na jakie powinny”, to oznacza to, że albo pani Witek zna przypadki łamania prawa (na przykład złego rozliczenia dotacji), albo uważa, że zadania publiczne nie są tym, na co powinny być wydawane pieniądze publiczne.

W jednym i drugim wypadku, zamiast insynuacji, warto byłoby wskazać, o co konkretnie chodzi: kto się nie rozliczył – wtedy powinien, zgodnie z umowa dotacyjną, zwrócić pieniądze – lub które zadania publiczne rządowi się nie podobają?



Rząd nie ma zaufania do NGO

Na koniec słowo o kapitale społecznym: pani premier Szydło twierdzi, że niesłusznie „rząd jest ciągle oskarżany o to, że nie budujemy społeczeństwa obywatelskiego, a przecież na ten cel przeznaczane są miliardy złotych”. No cóż.

Kapitał społeczny to nie tylko pieniądze. To przede wszystkim zaufanie.

I partnerska postawa wobec społeczeństwa, czyli na przykład konsultacje ważnych reform, na przykład edukacji. Konsultacje oznaczają długotrwały proces, wysłuchanie różnych stron. Rząd, mówiąc, że trzeba je „uporządkować”, pokazuje właśnie, że do organizacji pozarządowych zaufania nie ma.


Alina Gałązka – redaktorka naczelna ngo.pl. Od 2002 roku związana ze Stowarzyszeniem Klon/Jawor. Zaangażowana w dialog społeczny z administracją publiczną. Obywatelka kultury. Wierzy w słuszność zasady pomocniczości i samoorganizację obywatelską. Tekst ukazał się w portalu Ngo.pl

logo ngo do www ngo.indd


Abonament na wolność słowa


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!