0:00
20 grudnia 2022

Mamy OKO na SLAPPy. Jak prawnicy wspólnie uczą się bronić obywateli atakowanych przez władze

Jak się bronić? Jak uświadomić sądowi, z jakim procederem ma do czynienia? Jak wspierać ludzi nękanych sprawami sądowymi przez państwo i bliski władzy biznes? Jest na to wiele sposobów, by pomagać ludziom „branym na celownik". Wyjaśniamy

Wydrukuj

OKO.press i Archiwum Osiatyńskiego zorganizowało seminarium-warsztatowe dla prawników o SLAPPach, czyli pozwach i innych działaniach prawnych mających na celu ograniczenie udziału w życiu publicznym. To nasz udział w międzynarodowym projekcie PATFOX, w którym o SLAPPach edukują organizacje z 11 państw Unii Europejskiej.

image (3)

Seminarium warsztatowe poprowadzili adwokaci Radosław Baszuk, Paweł Knut i Anna Mazurczak, radca prawny Krzysztof Pluta. O definicjach i planach ograniczenia SLAPPów na poziomie europejskim mówiła dr Anna Wójcik. Agnieszka Jędrzejczyk przedstawiła wnioski z programu monitorowania SLAPPów w Polsce prowadzonego od 2021 roku przez OKO.press.

Uczestnikami spotkania było kilkunastu adwokatów i adwokatek, radców i radczyń prawnych, którzy mają doświadczenie w bronieniu przed SLAPPami wobec osób aktywnych w obronie praworządności i praw człowieka, wolnych mediów, praw kobiet, praw LGBT, ochrony środowiska i walki z ociepleniem klimatu, uchodźców i osób ubiegających się o azyl, miast jako zrównoważonych i sprawiedliwych miejsc do życia.

SLAPP masowy

Uczestnicy nie tylko słuchali prelegentów i prelegentek, ale też dzielili się doświadczeniami ze spraw prowadzonych w obronie dziennikarzy, protestujących obywateli, obrońców praw osób LGBTQ+, praw kobiet, a także środowiska.

“Zobaczyliśmy, że nie jesteśmy sami w tych sprawach. Że problem SLAPP jest w Polsce masowy, nie dotyczy jednego wydawnictwa czy gazety. I że jest wielu specjalistów, którzy znają się na rzeczy"

- mówili po siedmiu godzinach wspólnej pracy.

SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation, czyli strategiczne pozwy sądowe przeciwko aktywności publicznej) to sprawy, których celem nie jest dowiedzenie swej racji przed sądem.

Atakujący stara się zmęczyć osobę wziętą “na celownik” długotrwałą i kosztowną procedurą prawną. Na zachodzie Europy – przede wszystkim cywilną (pozwy o ochronę dóbr osobistych, o zniesławienie). W Polsce - także karną (o zniesławienie z art. 212 kodeksu karnego). A także postępowaniami wykroczeniowymi, administracyjnymi (Sanepid) i postepowaniami zawodowymi. Bowiem w Polsce inicjatorami takich postępowań jest nie tylko wielki biznes, ale coraz częściej państwo i instytucje z nim związane.

OKO.press zajmuje się tym zjawiskiem od kilku lat. Dokumentujemy postępowania sądowe, przedstawiamy historie aktywistów, pokazujemy, w jaki sposób Unia Europejska zmaga się z problemem nadużywania narzędzi prawnych do mrożenia debaty publicznej i wypychania aktywnych obywateli z przestrzeni publicznej.

Przygotowaliśmy na ten temat dwa raporty pokazujące skalę represji i ich społeczne skutki (wypychanie obywateli z przestrzeni publicznej i wywoływanie efektu mrożącego, ale także tworzenie się społecznych więzi, sieci obywatelskiego oporu i samopomocy, a także obywatelskiej edukacji prawnej).

Preludium. Pozew o 5 mln

Co różni SLAPP o zwykłej sprawy, w której strony dowodzą swoich racji przed sądem i zwracają się o rozstrzygnięcie sporu? Czy każdy proces o ochronę dóbr osobistych jest SLAPPem?

Mecenas Krzysztof Pluta pokazywał, jak można zidentyfikować SLAPP w postępowaniu cywilnym. To sprawa wszczynana w celu stłumienia debaty publicznej. Ten cel jest tu kluczowy. Roszczenia są w całości lub w części bezpodstawne. Chodzi o ukaranie obywateli za zabieranie głosu w sprawach dla atakujących niemiłych.

Mec. Pluta pokazał zarazem, jak proceder SLAPPowy rozwijał się w Polsce. Preludium do tego była sprawa o ochronę dóbr osobistych, jaką w 2004 r. SKOKi wytoczyły dziennikarce (wówczas “Polityki”) Biance Mikołajewskiej. Opisywała ona działanie kas i pokazywała ryzyko, jakie wiąże się z ich pozycją na rynku finansowym. Roszczenie w pierwszym wynosiło 5 mln zł, co już było wyraźnym sygnałem, że to SLAPP – chodzi o przestraszenie redakcji i zniechęcenie do dalszych publikacji na ten temat. W kolejnych latach pojawiały się kolejne pozwy – w sumie było ich 12. Z czego uznany został tylko jeden pozew, a trzy - w części. Reszta została oddalona.

Checklista cywilnego SLAPP

Sprawy cywilne typu SLAPP łatwo zidentyfikować intuicyjnie. To takie sprawy jak sprawa SKOK, ale też głośne pozwy przeciwko prawnikom broniącym praworządności albo liderkom Strajku Kobiet.

Jednak aby sąd mógł podzielić taka ocenę, trzeba przedstawić konkretne fakty, które uprawdopodabniają SLAPPowy charakter ataku

- mówili mec. Paweł Knut i mec. Anna Mazurczak.

Ich zdaniem trzeba na przykład dobrze pokazać sądowi:

  • kim jest powód (bo nawet jeśli jest podmiot prywatny, to w przypadku polskiego SLAPP może być personalnie lub finansowo związany z instytucjami państwowymi;
  • kim jest pozwany (jak jest zaangażowany w aktywność publiczną, jaka jest cała historia konfliktu z powodem);
  • jaka jest między nimi dysproporcja sił (finansowych, statusowych, organizacyjnych, finansowych); o co chodzi w sprawie – jak dokładnie wyglądało działanie będące przedmiotem sporu (jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy powód pokazuje to w pozwie wycinkowo albo wcale)
  • o jakie roszczenie chodzi – czy koresponduje ono z domniemanym naruszeniem dóbr (jeśli np. powód domaga się publikacji sprostowań w gazetach, warto policzyć, ile wynosiłby koszt takiej publikacji – i czy osoba fizyczna jest w stanie taki koszt ponieść). Itd.

Dyskusja pokazała też, że w tego typu cywilnych sprawach typu SLAPP skupianie się obrońców na samych zarzutach nie wystarcza, bo wtedy łatwo przegapić naturę całej sprawy. Warto powoływać na świadków ekspertów, którzy pokażą sądowi cały kontekst. Duże znaczenie ma pokazywanie takich spraw opinii publicznej: działa powstrzymująco na kolejne firmy i instytucje, które rozważają atak typu SLAPP. Ogranicza też wysokość roszczeń z ich strony

SLAPP karny, z artykuł 212

W miarę upływu czasu coraz bardziej popularne stały się w Polsce ataki karne, z użyciem niesławnego art. 212 kodeksu karnego (pozwala ukarać za zniesławienie więzieniem). To ewenement na skalę europejską. Używany jest przeciw dziennikarzom w celu wywołania efektu mrożącego. Dziś stałą praktyką jest, że pozwy składa kilku bohaterów tekstu. Choć zarzuty są bezpodstawne, procesów jest od razu kilka – co bardzo obciąża dziennikarza/rkę i redakcję.

Te praktyki można ukrócić kierując sprawy z art. 212 KK do Strasburga. Argumentowanie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, że dochodzi tu do naruszenia wolności słowa (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka) może być skuteczne. Zwłaszcza jeśli w takiej sprawie orzeka neo-sędzia (bo także naruszenie prawa do sądu, art. 6 EKPCz)

Ale na art 212 KK w polskich SLAPPach się nie kończy. Kodeks karny wykorzystywany jest w Polsce też przeciw aktywistom po to, by zwiększyć dolegliwość postępowania.

Np. w przypadku ścieralnych antyrządowych napisów na chodniku władza zamiast wezwać polewaczkę zleca wymianę płyt – koszty są na tyle duże, że sprawa nie jest już wykroczeniowa, ale karna. I grożąca kara jest odpowiednio wyższa (OKO.press odnotowało takie przypadki w Sierpcu i Sanoku). Albo opisywana na seminarium przez mec. Radosława Baszuka sprawa umieszczenia w 2020 r. plakatów krytykujących ministra Szumowskiego za nieskuteczną walkę z pandemią w witrynie wiaty przystankowej. Została ona przez prokuraturę zakwalifikowana jako... “kradzież z włamaniem” po to, by postępowanie (ostatecznie umorzone) było bardziej dotkliwe dla aktywistów. Literalnie w tej sprawie można byłoby mówić najwyżej o wykroczeniu polegającym na “umieszczeniu ogłoszenia bez zgody zarządcy albo w miejscu do tego nieprzeznaczonym” (z art. 63a Kodeksu wykroczeń).

Strategia obrończa

Mec. Radosław Baszuk, który dzielił się doświadczeniami z takich SLAPPowych spraw karnych, zwrócił uwagę na problem strategii obrończej: klasyczna, polegająca na “wybronieniu klienta”, tu nie musi się sprawdzać. Aktywiści często chcą przyznać się do czynu (choć nie do winy) i przedstawić swoje racje sądowi oraz opinii publicznej. Przykładem takich karnych spraw SLAPPowych była “Tęczowa Maryjka” z Płocka i sprawa zburzenia pomnika księdza Jankowskiego w Gdańsku.

Sprawy wykroczeniowe liczone na pęczki

Na koniec doszliśmy do spraw wykroczeniowych stosowanych przez policję masowo w całym kraju – przeciw aktywistom. Osoba wzięta "na celownik" dręczona jest pozornie nieszkodliwym postępowaniem, bo ewentualne kary są niskie (choć to pozór – bo w przypadku niepracujących jeszcze uczniów nawet 100 złotych jest problemem). Ale procedura prawna jest długa i męcząca. Walczenie o swoje przed sądem nie daje też człowiekowi poczucia stawania w słusznej sprawie – pokusa, by dać sobie spokój i zapłacić karę (a potem, silą rzeczy, wycofać się z działalności) - jest ogromna.

W tych postępowaniach władza stosuje przepisy, których celem jest ochrona porządku publicznego. Jak zatem zidentyfikować wśród nich te, które mają charakter nadużycia? Mec. Baszuk zwraca uwagę na to, że:

  1. Trzeba patrzeć przez pryzmat celów tych postepowań (Czy służą umacnianiu poszanowania prawa i zasad współżyciu społecznego?
  1. Czy państwo zainicjowało je, by wykryć sprawcę, czy też chodziło o coś innego?
  2. Czy punktem wyjścia są prawdziwe ustalenia faktyczne?)

Postępowania represyjne wszczynane przez państwo tylko czasem dotyczą zachowań rzeczywistych (obwiniony zrobił to, co mu zarzuca policja, choć jego motywacja nie była chuligańska, lecz polityczna). Najczęściej to, czy rzeczywiście doszło do popełnienia takiego czynu, jest dyskusyjne i wątpliwe. Bywa też i tak, że aparat państwa działa w złej wierze i przypisuje obywatelom czyny, których nie popełnili.

Postępowania represyjne mają charakter masowy, są niskiej jakości i ich celem jest zmęczenie ludzi

Baszuk: „Prowadziłem 150 spraw wykroczeniowych w Warszawie.

96-97 proc. spraw wygrywamy na rozprawach, policja się nie odwołuje - a jednak nie ustaje w słaniu kolejnych podobnie skonstruowanych wniosków o ukarania".

Dyskryminacyjny legalizm?

Mec. Baszuk, obrońca aktywistów w sprawach karnych i wykroczeniowych, a jednocześnie aktywista Obywateli RP, zaproponował, by procederu z postępowaniami wykroczeniowymi nie nazywać (tak jak proponowało OKO.press) “SLAPPem po polsku”, ale dyskryminacyjnym legalizmem (za prof. Adamem Bodnarem).

Ze SLAPP łączy je co prawda instrumentalne używanie środków prawnych w celu utrudnienia lub uniemożliwienia debaty publicznej. Różna jest jednak ich geneza. SLAPPy sa prowadzone głównie w interesie możnych tego świata. Dyskryminacyjny legalizm ma raczej związek z charakterystycznymi dla Europy Środkowo-Wschodniej wyobrażeniami rządzących o państwie (jest tu pewne podobieństwo z “miękkimi represjami” ekipy Edwarda Gierka w latach 70. XX wieku przeciwko KOR – tamten proceder polegał na punktowych zatrzymaniach i rewizjach, bez spektakularnych procesów i kar).

“Jak się bronić przed dyskryminacyjnym legalizmem?” - pytał Baszuk.

Podkreślał znaczenie świadomości prawnej obywateli i wiedzy o przysługujących prawach. Ale także wsparcie prawne, samoorganizacja środowiska prawniczego i na styku z grupami społecznymi (pomoc i solidarność).

Procederu dyskryminacyjnego legalizmu nie da się też zatrzymać bez niezależnych sądów i niezawisłych sędziów, bez niezależnych mediów, które będą relacjonować sprawy przed sądami. I bez solidarności obywatelskiej polegającej na dokumentowaniu interwencji policyjnych- są to doskonałe dowody podważające często nieprecyzyjne i nieprawdziwe relacje policji o zdarzeniu.

  • Najnowszy raport OBYpomocy za okres 11.04.17-30.09.22 wskazuje, że ze spraw notyfikowanych aktywistom w sprawach wykroczeniowych było 1261 uniewinnień lub umorzeń i 631 postępowań sądowych, z czego 54 skazania, ale tylko 14 prawomocnych;
  • W sprawach karnych - 31 postępowań wobec 41 osób, w sumie 46 zarzutów.
Niestety, trzeba też odnotować, że w przypadku wyroków nakazowych, o których wie OBYpomoc, aż 57 proc. osób nie złożyło sprzeciwu i kary zapłaciło.

Ciemną pozostałe liczba osób, które przyjęły mandaty od razu. “Więc ten dyskryminacyjny legalizm jakiś efekt odnosi” - powiedział mec. Baszuk.

Opowiadajmy i tych sprawach, pokazujmy ich bohaterów

“Warto nie zatrzymać się na wygraniu samej sprawy (oddaleniu powództwa). To jest minimum. Trzeba też dochodzić zadośćuczynienia za szkody. A tam, gdzie prawicy uważają, że są podstawy do zawiadomień o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych, należy to robić. Mamy w Polsce długie terminy przedawnień i nie wiadomo tak naprawdę, jak te wszystkie sprawy się skończą. A powstałe w wyniku takich zawiadomień akta prokuratorskie będą stanowić kompendium wiedzy o czasach, w których przyszło nam żyć” - mówił mec. Baszuk.

Ale nie tylko narzędzia prawne są ważne w obronie przed atakami prawnymi - mówili uczestnicy warsztatów. Ważna jest dobra komunikacja, skupiona a osobie atakowanej, sieciowanie się prawników i współpraca: przesyłanie sobie niepublikowanych wyroków i gotowych pism w sprawach wykroczeniowych – bo te przecież “trzeba produkować masowo”.

Obrona przed SLAPPami to poza wszystkim ogromna prawnicza robota, której społeczne znaczenie jest nie do przecenienia.

* Seminarium warsztatowe odbyło się 22 listopada

Udostępnij:

Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne