Czy odpis zagranicznego aktu małżeństwa pary jednopłciowej to – jak twierdzi prawica – nic nieznaczący symbol? „Nie mam żadnych wątpliwości, że transkrypcje wywołują wszystkie skutki, które są objęte prawem UE” – mówi OKO.press wiceminister Sebastian Gajewski. A co z podatkami?
Anton Ambroziak, OKO.press: Najpierw była walka o uznanie, teraz pojawia się pytanie — czy transkrypcje małżeństw jednopłciowych to tylko gest, czy szansa na uzyskanie realnych praw?
Sebastian Gajewski, wiceminister rodziny, polityk Nowej Lewicy: Po pierwsze, warto odnotować, że od uznania małżeństw jednopłciowych świat się nie zawalił. Cieszę się, że na wyroki sądów reagują nie tylko władze centralne, ale i administracja w terenie.
Chociażby nasz wojewoda zachodniopomorski Dawid Krystek, który nie czekając na wejście w życie rozporządzenia o zmianie wzorów aktu małżeństwa, nakazał kierownikowi Urzędu Stanu Cywilnego dokonanie takiej transkrypcji.
Jeśli chodzi o skutki, to wynikają one z polskich przepisów — z Prawa o aktach stanu cywilnego, a dokładnie z funkcji, jaką ma transkrypcja. Transkrypcja jest literalnym przeniesieniem zagranicznego aktu stanu cywilnego do polskiego rejestru. Gdy dokona się tej czynności, dostaje się odpis, który wygląda tak, jakby akt małżeństwa został sporządzony w Polsce. I w związku z tym musi wywoływać takie same skutki.
Tyle że równości małżeńskiej w Polsce nie mamy.
I tu powstaje pytanie, czy transkrypcja wywołuje wszystkie skutki, czy tylko niektóre. To jest pytanie, które będą rozstrzygać urzędnicy i sądy. Nie mam żadnych wątpliwości, że
transkrypcje wywołują wszystkie skutki, które są objęte prawem Unii Europejskiej.
Taka wykładnia pojawiła się już w słynnym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z listopada 2025. Chodzi więc o zdecydowaną większość spraw życiowych związanych z zawarciem małżeństwa. Choćby obszar, za który odpowiadam, czyli prawo do zabezpieczenia społecznego.
W Karcie Praw Podstawowych mamy wprost zagwarantowane prawo do zabezpieczenia społecznego w związku z przemieszczaniem się, czyli swobodą przepływu osób w UE. Podobnie jest z podatkami czy ubezpieczeniem zdrowotnym.
Załóżmy, że mam odpis zagranicznego aktu małżeństwa. Idę z nim do ZUS i co dalej?
We wszystkich przypadkach, w których przepisy prawa przewidują świadczenia dla współmałżonków, wdów i wdowców, Zakład Ubezpieczeń Społecznych będzie je bez wyjątku honorować. O tym rozmawiałem z prezesem ZUS już po wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego i ZUS niezwłocznie wydał komunikat, w którym informował, że będzie traktować małżeństwa jednopłciowe, które uzyskały w Polsce transkrypcję, tak samo, jak inne małżeństwa.
A konkrety?
Do tej pory żadne takie wnioski do nas nie wpłynęły i dobrze — nikomu nie życzymy pobierania tych świadczeń. Chodzi bowiem o rentę rodzinną, zasiłek pogrzebowy i zasiłek opiekuńczy z tytułu opieki nad chorym członkiem rodziny.
Jeśli do ZUS przyjdzie jednak osoba z wnioskiem Z15-B, czyli wnioskiem o zasiłek opiekuńczy na chorego współmałżonka i będą tam wpisane dane dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet, to
komórka zasiłkowa w każdym oddziale ZUS w kraju nie powinna mieć wątpliwości, że ma wypłacić takie świadczenie.
O wydanie takich wytycznych zwróciłem się do zarządu ZUS, bo urzędnicy potrzebowali wiedzy. Skierowałem też prośbę o uwrażliwienie pracowników sal obsługi klienta, że takie sytuacje mogą się zdarzać i są one zgodne z przepisami prawa.
W innych instytucjach też będzie tak przyjaźnie?
Zarówno Krajowa Administracja Skarbowa, jak i Narodowy Fundusz Zdrowia są zobowiązane do tego, żeby traktować na równi z innymi małżeństwami osoby tej samej płci, które transkrybowały zagraniczne akty małżeństwa. Nie mam żadnych wątpliwości, że skutki wyroków TSUE dotyczą też tych obszarów. Zresztą ministra Katarzyna Kotula ponaglała ministra Domańskiego i naszych sąsiadów z ulicy Świętokrzyskiej (Ministerstwo Finansów), żeby przygotowali jasne stanowisko w sprawie rozliczania podatków.
A czy transkrypcja pozwoli na zabezpieczenie sytuacji dzieci, które wychowują się w tęczowych rodzinach?
Jasne jest, że prawo Unii Europejskiej nie obejmuje prawa rodzinnego i opiekuńczego. To są kompetencje wyłączne poszczególnych państw członkowskich, stąd wyrok, o którym rozmawiamy, bezpośrednio nie dotyczy tego obszaru.
Natomiast, z całym szacunkiem dla rodziców, chciałbym, żebyśmy na tę sytuację patrzyli z perspektywy praw dzieci. A dzieci mają prawo do rodziców, mają prawo do bycia wychowywanymi i zaopiekowanymi. Mają też w końcu prawo do państwa, które będzie ich w tych prawach wspierać.
Nie może być tak, że dziecko wychowywane przez parę tej samej płci, będzie traktowane gorzej. Staram się nie wchodzić w materię, która nie leży w zakresie właściwości mojego ministerstwa, bo tymi tematami powinno zająć się przede wszystkim Ministerstwo Sprawiedliwości. Natomiast dla mnie sytuacja jest jasna: musimy zrobić wszystko, żeby prawa wszystkich dzieci były chronione w taki sam sposób.
Według Krzysztofa Bosaka ochrona dzieci polega na tym, że gdy rodzic biologiczny umiera, to dziecko zamiast pod opiekę drugiej mamy, trafia do domu dziecka.
Jeśli dziecko traci rodzica, przeżywa olbrzymią tragedię. Rolą państwa jest stworzenie takich regulacji, które zagwarantują, że dziecko trafi pod opiekę tej osoby, która jest mu najbliższa i która zapewni mu najlepszy dom. O tym zawsze trzeba rozstrzygać indywidualnie, a liczyć się powinno wyłącznie dobro dziecka.
Rząd dziś chwali się wykonaniem wyroku TSUE, choć po drodze wcale nie było tak kolorowo. Jeśli mamy być szczerzy, to chyba trzeba powiedzieć, że to nie jest sukces rządu, tylko sukces par, które wywalczyły przed europejskimi i krajowymi sądami uznanie minimum ich praw w Polsce. Co rząd dołoży od siebie?
Każde państwo mierzy się z tym, w jaki sposób zapewnić właściwe ramy prawne do prowadzenia życia przez pary jednopłciowe. To wyzwanie można podjąć na dwa sposoby.
Albo można decydować się na uregulowanie tej materii w ustawie, na przykład gwarantując równość małżeńską, której my jako Lewica jesteśmy zwolennikami, albo tworząc ustawę o związkach partnerskich, tworząc ustawę o statusie osoby najbliższej.
Można wybrać jedno rozwiązanie, można wybrać dwa, można wybrać trzy równolegle. Wtedy te kwestie są uregulowane w przepisach, a konsekwencje prawne każdego z tych statusów są jasne. A do tego państwo ma nad nimi kontrolę.
To jest najlepsza ścieżka. Lewica ją proponuje konsekwentnie od 2004 roku, gdy pani senator Maria Szyszkowska złożyła pierwszy w historii polskiego parlamentaryzmu projekt ustawy o związkach partnerskich. Niemniej państwo nigdy skutecznie tą drogą nie poszło.
Polska obrała, czy obrali ją obywatele w odpowiedzi na bezczynność państwa?
To jest wypadkowa tego, że nie poszliśmy pierwszą ścieżką. Sądy w ramach swoich kompetencji, stosując wykładnię prawa krajowego i europejskiego, tworzą w indywidualnych sprawach ramy prawne do uznania związków par jednopłciowych. I taką drogę wybrała Polska. To jest trudniejsza droga, taka, która wiąże się z dużą liczbą znaków zapytania, co widać zresztą po naszej rozmowie.
Naszym zdaniem państwo powinno być aktywne, powinno oferować obywatelom pełnię praw, a urzędnikom — jasne ramy, w których mają się poruszać. Wówczas nie byłoby takiego zamieszania. W kontekście transkrypcji my nadal sprawdzamy, czy w sferze zabezpieczenia społecznego, w przepisach prawa podatkowego, przepisach dotyczących świadczeń zdrowotnych, nie są zaszyte jakieś problemy, które trzeba będzie po drodze rozwiązywać. Może niekoniecznie ustawą, ale chociażby aktami wykonawczymi.
Rzeczywistość polityczna jest, jaka jest. Jesteśmy w koalicji z partiami centroprawicowymi, stąd nie ma w tym rządzie poparcia dla równości małżeńskiej i związków partnerskich. Mamy ustawę o statusie osoby najbliższej.
Której prezydent nie zamierza podpisać.
Sprawa nie jest rozstrzygnięta, projekt firmuje nie tylko Lewica, ale i konserwatyści, czyli PSL — i tu mówię przede wszystkim o posłance Urszuli Pasławskiej.
A jeśli prezydent ustawy nie podpisze?
Przypominam sobie deklaracje pana prezydenta z kampanii wyborczej oraz te, które padły już podczas sprawowania przez niego urzędu. Pamiętam też, że w Pałacu Prezydenckim, podczas uroczystego posiedzenia Rady Dialogu Społecznego w obecności dużej części rządu, Karol Nawrocki mówił wyraźnie, że podtrzymuje swoje zobowiązanie do podpisania ustawy dotyczącej statusu osoby najbliższej.
Poparcie dla tej ustawy, jak pokazują badania, jest naprawdę duże. Liczę, że – pomimo oporu swojego środowiska politycznego – Karol Nawrocki pójdzie za głosem ludzi i za godnością, bo jej zagwarantowaniu służy ustawa, nad którą pracujemy. A jeśli prezydent zawetuje tę ustawę? Będziemy robić swoje: wszędzie tam, gdzie to możliwe, pracować nad rozwiązaniami, które umożliwią normalne i godne funkcjonowanie par tej samej płci.
Wiele osób mogło stracić zaufanie do rządu, patrząc na to, w jaki sposób zabierał się do realizacji wyroku TSUE.
Rząd pracuje w ciszy, bo praca w rządzie to przede wszystkim tworzenie dobrej legislacji. Nie ogłaszamy wszem i wobec, że się konsultujemy, spotykamy z ekspertami, wydajemy polecenia urzędnikom. Natomiast Nowa Lewica zaczęła działać już w listopadzie, bezpośrednio po wyroku TSUE. Po pięciu miesiącach naszych prac, mieliśmy podpisane kluczowe rozporządzenie, umożliwiające dokonywanie transkrypcji, przygotowane przez resort wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego.
Tylko że ja pytam o cały rząd, a pan mi mówi o Nowej Lewicy.
Nie jest tajemnicą, że na poziomie politycznym strażnikami spraw równościowych w rządzie, nie tylko ze względu na zakres kompetencji, jest Nowa Lewica. Zaangażowaliśmy się w ten proces zespołowo: wicepremier Krzysztof Gawkowski, wiceminister Dariusz Standerski, ministra Katarzyna Kotula, marszałek Włodzimierz Czarzasty i ja – na odcinku zabezpieczenia społecznego. Dla nas te sprawy były priorytetowe od początku, ale trzeba było się dogadać. A udało się, bo mimo że nie jesteśmy łatwą koalicją, bo ścierają się w niej bardzo różne poglądy, to potrafimy się poukładać.
Kluczowa kwestia to rozmawiać do momentu aż uda się uzgodnić wspólne stanowisko. Z drugiej strony, chodziło o znalezienie rozwiązań, które będą możliwe do wdrożenia, a które w pełni zrealizują wyrok TSUE. A parom jednopłciowym zapewnią maksimum godności i komfortu.
A presja społeczna?
Myślę, że miała duże znaczenie. Oczywiście na nas w Nowej Lewicy presji nie trzeba wywierać. Natomiast być może nasi partnerzy potrzebowali zrozumieć, że to są sprawy, o których się mówi, które są ważne. I to nie tylko dla osób, których bezpośrednio dotyczą, ale dla olbrzymiej części społeczeństwa, które chce żyć w państwie równościowym.
LGBT+
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
Nowa Lewica
Sebastian Gajewski
związki jednopłciowe
związki partnerskie
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze