Sąd apelacyjny orzekł, że Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego Zrzeszenia Narodowego, jest winna defraudacji środków z Parlamentu Europejskiego, ale skrócił jej zakaz pełnienia funkcji publicznych. Pozwala to Le Pen na start w wyborach prezydenckich w 2027 roku
Paryski sąd apelacyjny skrócił zakaz sprawowania funkcji publicznych przez Marine Le Pen do 15 miesięcy, co umożliwia jej start w przyszłorocznych wyborach prezydenckich we Francji. Termin zakazu biegnie od poprzedniego wyroku, wydanego pod koniec marca 2025 roku.
Pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji odbędzie się 18 kwietnia, a druga 2 maja 2027 roku. Marine Le Pen od 2012 roku trzykrotnie bezskutecznie startowała w wyborach prezydenckich; jej ojciec, twórca skrajnego Frontu Narodowego, Jean-Marine Le Pen, pięciokrotnie.
Marine Le Pen i 23 jej współpracowników, w tym dziewięciu byłych europosłów, stanęli przed sądem w 2024 roku. Francuska prokuratura zarzuciła im sprzeniewierzenie około 4,4 mln euro środków publicznych w latach 2004–2016. Marine Le Pen objęła stery w partii w 2011 roku.
Według prokuratorów Le Pen wykorzystywała pieniądze przeznaczone dla europosłów w Brukseli niezgodnie z ich celem, między innymi na ochroniarza i sekretarkę swojego ojca.
W 2025 roku sąd skazał Marine Le Pen na karę czterech lat pozbawienia wolności, w tym dwóch lat bezwzględnego więzienia, możliwych do odbycia w systemie dozoru elektronicznego, 100 tys. euro grzywny oraz pięć lat zakazu kandydowania na urzędy publiczne, z natychmiastową wykonalnością. Le Pen złożyła apelację.
7 lipca 2026 roku sąd apelacyjny podtrzymał skazanie Le Pen za defraudację środków z Parlamentu Europejskiego. Trzyosobowy skład sędziowski skazał ją na trzy lata pozbawienia wolności, z czego dwa lata w zawieszeniu, a rok możliwy do odbycia w systemie dozoru elektronicznego. Sąd podtrzymał też karę grzywny w wysokości 100 tys. euro.
Po ogłoszeniu wyroku prawnicy byłej szefowej Zjednoczenia Narodowego przekazali, że są „częściowo zadowoleni”.
Przed ogłoszeniem wyroku Le Pen zapowiadała, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich, jeśli miałaby prowadzić kampanię z elektroniczną bransoletą, ponieważ miałoby to uniemożliwić jej prowadzenie kampanii wyborczej na równych zasadach.
Liderzy Zjednoczenia Narodowego mają dziś ogłosić, kto będzie kandydatem partii w wyborach prezydenckich. Marine Le Pen ma wystąpić w głównym wydaniu wiadomości TF1 o godzinie 20.00.
W sondażach prezydenckich przewodzą kandydaci Zjednoczenia Narodowego. Faworytem jest trzydziestoletni przewodniczący tej partii Jordan Bardella.
Sondaż Ifop z 25 czerwca pokazał, że Bardella uzyskałby 34 proc. głosów w pierwszej turze, czyli o 4 punkty procentowe więcej niż Le Pen. Centro-prawicowy Édouard Philippe mógłby liczyć na 20 procent głosów, były premier Gabriel Attal 15 procent, a skrajnie lewicowy Jean-Luc Mélenchon 12 procent głosów.
Po ogłoszeniu wyroku w sprawie Le Pen, Mélenchon nawołał do „pozbycia się Zrzeszenia Narodowego” przy urnach wyborczych.
Prezydent Emmanuel Macron, który przebywa z wizytą w Syrii, wstrzymał się od publicznego komentowania wyroku. Powiedział tylko, że „Zdrowe dla demokracji jest to, by prezydent Republiki nie komentował decyzji sądów”.
O niezadowoleniu społecznym we Francji, kryzysie systemu partyjnego i ambiwalentnym bilansie epoki Emmanuela Macrona w podkaście „Drugi Rzut Oka” mówiła politolożka prof. Karolina Borońska-Hryniewiecka z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.
"Macron w polityce wewnętrznej i w komunikacji z obywatelami poniósł porażkę. Jest osobą świetnie wykształconą, po École nationale d’administration, jednej z najbardziej prestiżowych szkół we Francji. Pochodzi z elity, ale to nie znaczy, że nie mógł przyjąć stylu komunikacji pokazującego, że naprawdę obchodzi go to, co dzieje się w lokalnych społecznościach. Tymczasem często dzielił się z opinią publiczną wielkimi ideami.
Mówił pięknie o demokracji. Już w latach 2018–2019 zaproponował proces konsultacji z obywatelami, który później został przekuty w Konferencję w sprawie przyszłości Europy. Ale na poziomie krajowym we Francji w dużej mierze zaprzeczał tym ideałom. Stracił przez to szacunek wielu osób z liberalnej części elektoratu — ludzi gotowych głosować na centrum, gdyby zostali przekonani, ale jednocześnie bliskich lewicy." – oceniła prof. Borońska-Hryniewiecka.
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Pisze o praworządności, demokracji, prawie praw człowieka. Prowadzi podcast OKO.press "Drugi rzut OKA na prawo". Współzałożycielka Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland. Doktor nauk prawnych.
Komentarze