0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja Wyborcza.plAdam Stepien / Agenc...
Śledztwo

Księża porównują go do św. Pawła. Kim jest miliarder, który zalał Polskę religijnymi billboardami?

  • Mariusz Sepioło

Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w magazynie śledczym Fundacji Reporterów FRONTSTORY.PL

Na rozstaju dróg stoi kaplica: niewysoki budynek z witrażami i dzwonnicą. Kamera na dzwonnicy obiektywem celuje w parking – nagra się każdy, kto podjedzie autem. W kaplicy wygodne ławki, stojaki z katolicką prasą i księga modlitw z długopisem. Każdy może wpisać intencję.

W kaplicy siedzi mężczyzna. Po chwili wychodzi, wsiada do białego smarta z logo firmy Eko-Okna i odjeżdża.

Mała kapliczka do której prowadzi brukowana ścieżka
Kaplica w Kornicach. Fot: Mariusz Sepioło
Każdy pracownik firmy Eko-Okna może zamówić transport do kaplicy firmowym smartem. W każdej chwili, w ciągu dnia. Za czas spędzony na modlitwie firma zapłaci mu tyle samo, ile za czas przy montażu okien.

Ale pracownicy przyjeżdżają się modlić do kaplicy także na nocnych zmianach.

Kaplica w Kornicach na Górnym Śląsku to część imperium Eko-Okien, największego w Europie producenta stolarki okiennej. Eko-Okna mają zakład na kilkudziesięciu hektarach po dawnym PGR, 7,5 tys. etatowych pracowników, ponad 2,8 mld zł przychodów netto i ponad 177 mln zł czystego zysku za poprzedni rok. To gigant. Firma eksportuje na 35 zagranicznych rynków i ma 15 tys. klientów korporacyjnych. Buduje nową fabrykę w Wodzisławiu Śląskim i inwestuje w Kędzierzynie-Koźlu.

Od dwudziestu lat na jej czele stoi Mateusz Kłosek, syn rzemieślnika z Raciborza, jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, z majątkiem szacowanym przez Forbes na prawie 3,8 mld zł. Nawrócony filantrop, prezes Fundacji Nasze Dzieci z Kornic, który od dwóch lat wywiesza w całej Polsce tysiące bilbordów z religijnym i antyaborcyjnym przekazem.

Z dokumentów, rozmów ze współpracownikami Kłoska i lokalnymi działaczami z Raciborza wynika, że za religijną krucjatą przedsiębiorcy stoi plątanina biznesowo-politycznych powiązań. Korzystają na niej sam Kłosek, samorządowcy i Kościół, a także rząd Zjednoczonej Prawicy.

Kobiety strajkują, Kłosek wiesza płody

Grudzień 2020 roku. W całej Polsce pojawiają się białe bilbordy z grafiką przedstawiającą płód w łonie w kształcie serca. „Gazeta Wyborcza" ujawnia, że za kampanią stoi Fundacja Nasze Dzieci – Edukacja, Zdrowie, Wiara z Kornic, której prezesem jest Mateusz Kłosek. I że wydźwięk bilbordów ma być antyaborcyjny, bo Kłosek to człowiek mocno wierzący, członek zarządu katolickiego wydawnictwa Agape (był nim do czerwca 2021).

Na początku 2021 roku, bilbordy się zmieniają: do grafiki zostaje dodany napis „Hospicja perinatalne" (to hospicja, w których kobieta w ciąży z powikłaniami pozostaje pod opieką lekarzy do czasu porodu i śmierci dziecka). Pojawiają się też bilbordy z dopiskiem „Jestem zależny, ufam Tobie".

Moment startu kampanii ma znaczenie – w marcu, gdy rysunki płodów widać w Polsce na każdym kroku, posłowie Solidarnej Polski wnoszą do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o wsparciu kobiet w ciąży i rodzin.

Nowelizacja podkreśla znaczenie hospicjów perinatalnych. Nowe prawo nie wprowadziłoby nic rewolucyjnego – wyłącznie obowiązek lekarza do informowania kobiet, że istnieją hospicja perinatalne.

Nowelizacja do dziś nie została przegłosowana. Ale ważny jest kontekst, w którym zgłaszają ją ludzie Zbigniewa Ziobry. Przełom 2020 i 2021 roku to czas ulicznych protestów przeciw wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, który delegalizuje aborcję. To właśnie wtedy Solidarna Polska promuje projekt, który ma pokazać ludzką twarz władzy. „Musimy stworzyć system wzajemnej empatii, by nie potęgować ludzkiego cierpienia w trudnych życiowych sytuacjach” – mówi w wywiadzie dla katolickiego portalu Opoka minister Michał Wójcik, współpracownik Ziobry.

Sam Mateusz Kłosek długo milczy. Dopiero po kilku miesiącach stwierdzi, że antyaborcyjne bilbordy to jego sposób na wyrażanie poglądów.

Kilka miesięcy, dziesiątki milionów

Wkrótce w całej Polsce zaczynają się pojawiać kolejne plakaty, łącznie co najmniej 15 różnych. Oprócz tych z hasłami „Hospicja perinatalne" i „Jestem zależny, ufam Tobie", pojawiają się w Polsce m.in. reklamy z hasłami „Odnowi oblicze tej ziemi" (nawiązujący do słów Jana Pawła II), „Mam 11 tygodni", „Kochajcie się mamo i tato", „Przecież sam byłeś dzieckiem", „Matka Fatimska", „Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie", „Polsko uwierz w siebie", „Pokój, pokój, pokój…" (nawiązujący do wojny w Ukrainie), „Gdzie są TE dzieci?". A także ostatni: z samym tekstem o statystykach rozwodów cywilnych i kościelnych.

biały bilbord zapisany gęsto małą, czarną czcionką
Bilbord propagujacy małżeństwa kościelne, fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl

Dzięki wyliczeniom domu mediowego Media People

wiemy, że bilbordów o dzieciach Fundacja Nasze Dzieci wywiesiła w Polsce łącznie niemal 2,3 tysiąca, a na swoje kampanie outdoorowe tylko w czerwcu i lipcu 2022 wydała 26,2 mln zł.

Kwoty brzmią wiarygodnie. Podobnych doliczył się poseł Lewicy Maciej Kopiec, który w 2021 roku badał sprawozdania finansowe fundacji z Kornic. – Pracownicy byli bardzo uprzejmi. Udostępnili nam osobne pomieszczenie i wszystkie dokumenty fundacji, która mieści się pod tym samym adresem co Eko-Okna. Przedstawiono nam tylko jeden warunek: nie mogliśmy sprawozdań w żaden sposób dokumentować, robić kopii ani zdjęć – mówi poseł w rozmowie z FRONTSTORY.PL.

Z papierów wynikało, że jedynym darczyńcą fundacji jest spółka Eko-Okna, która przekazuje jej każdego roku wielomilionowe darowizny. Kopiec wyliczył, że tylko w jednym miesiącu – marcu 2021 roku – fundacja Kłoska wydała na kampanię outdoorową 27 mln zł pochodzących z Eko-Okien. – Decyzję o tak dużej darowiźnie musi zatwierdzić zarząd firmy, który jednak zawsze zgadza się z założycielem Mateuszem Kłoskiem – dodaje poseł.

Ludzie na stanowisku prezesa Eko-Okien (dziś jest nim Joanna Łyko, wcześniejsza prokurent) w ciągu ostatnich kilku lat zmieniali się kilka razy, ale zarząd zawsze zgadzał się na przekazanie darowizn.

Struktura udziałów spółki z Kornic jest dość nieoczywista. Fundacja Nasze Dzieci, otrzymująca od spółki Eko-Okna wielomilionowe darowizny, ma w tej samej spółce aż 49,01 proc. udziałów. Jednocześnie Mateusz Kłosek – prezes fundacji – posiada ich 50,09 proc. Pozostałych dziewiętnastu akcjonariuszy ma po symboliczne 0,05 proc.

Korzyści z takiej struktury może mieć zarówno fundacja, jak i spółka. Fundacja jako udziałowiec może spodziewać się wypłaty pokaźnych dywidend z wypracowanego zysku (choć nie wiemy, czy Fundacja Nasze Dzieci takie dywidendy od Eko-Okien otrzymywała – nie odpowiedziała na nasze pytanie o darowizny). Z kolei spółka, przekazując darowizny, może wytwarzać koszty, a w ten sposób zmniejszać podstawę podatku.

Według naszych informacji Fundacja z Kornic ma podpisane dwuletnie kontrakty z właścicielami powierzchni reklamowych, na których teraz wiszą bilbordy. O to również zapytaliśmy Mateusza Kłoska – bez odpowiedzi. Poseł Kopiec jest nieufny: – Czy przez ten czas powierzchnię będą zajmować wyłącznie materiały fundacji?

A może w czasie kampanii wyborczej zawisną na nich bilbordy polityków?

Potrzebującym pomagać

Kampanie bilbordowe to nie pojedynczy kaprys znudzonego miliardera. To kolejny etap wieloletniej współpracy Kłoska z Kościołem.

W latach 2020-2021 Mateusz Kłosek zasiada w radzie nadzorczej wydawnictwa Agape z Poznania, publikującego katolickie książki i czasopismo „Miłujcie się!". Wydawnictwo tworzą Chrystusowcy, czyli zakonnicy z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Przez prawie dwie dekady (do 2021 roku) jego prezesem jest ks. Mieczysław Piotrowski, który do ubiegłej jesieni był także w radzie nadzorczej fundacji Kłoska. Zasłynął też rekolekcjami, podczas których wyświetlał dzieciom drastyczne sceny biczowania i katowania Jezusa z filmu „Pasja” Mela Gibsona.

Chrystusowcem był także ks. Roman B., który przed laty więził i brutalnie gwałcił 13-letnią Katarzynę (to pseudonim, którym ofiara posługuje się w autobiograficznej książce). W trakcie jednego z gwałtów zakonnik złamał dziewczynce miednicę. Zabierał ją do ginekologów i egzorcystów. Katarzyna miała myśli samobójcze, próbowała podciąć sobie żyły. Roman B. utrzymywał z nią kontakty m.in. w domu zakonnym prowadzonym przez Chrystusowców, gdzie wizyty dziewczynki były ukrywane, a ona sama zamykana na klucz.

Przeczytaj także:

Duchowny został za to skazany w 2008 roku na 8 lat więzienia. Był odwiedzany przez swoich przełożonych w areszcie. Wyszedł po dwóch latach i nadal był księdzem. Po jakimś czasie dorosła już Katarzyna pozwała Romana B. i Chrystusowców, których uważała za współwinnych swojej tragedii. W 2018 roku sąd przyznał jej milion złotych zadośćuczynienia i dożywotnią rentę. Pieniądze miało wyłożyć Towarzystwo Chrystusowe. Ale zakonnicy nie chcieli płacić – w 2019 roku odwołali się do wyroku. Kilka miesięcy później Sąd Najwyższy odrzucił ich skargę kasacyjną.

W tym samym roku Chrystusowców wspiera Mateusz Kłosek. W sprawozdaniu za 2019 roku jego Fundacja Nasze Dzieci zapisuje, że przekazała darowizny m.in. dla Towarzystwa Chrystusowego i wydawnictwa Agape (prowadzonego przez Chrystusowców).

Rzecznik prasowy zakonu nie potwierdza jednak przelewów z fundacji Kłoska. Informuje jedynie, że Chrystusowcy otrzymali darowiznę rzeczową – konkretnie drzwi aluminiowe – ale od spółki Eko-Okna. O wysokość darowizny zapytaliśmy w tworzonym przez Towarzystwo Chrystusowe wydawnictwie Agape – bez odpowiedzi.

Dlaczego zatem darowizna dla Towarzystwa Chrystusowego znalazła się w sprawozdaniu fundacji Kłoska? Ile pieniędzy fundacja przekazała prowadzonemu przez Chrystusowców wydawnictwu Agape?

O to również zapytaliśmy Mateusza Kłoska. Dostaliśmy odpowiedź, że właściciel Eko-Okien nie udziela żadnych wywiadów. W sekretariacie spółki usłyszeliśmy, że kontakt obecnie nie jest możliwy, bo prezes „siedzi w Poznaniu".

Niczym św. Paweł

W swoim sprawozdaniu fundacja z Kornic pisze o darowiźnie dla diecezji opolskiej.

Miała ją przekazać w tym samym roku, w którym OKO.press ujawniło skandal z udziałem ks. Mariusza K. i jego przełożonego, biskupa opolskiego Andrzeja Czai.

Jak ustalili dziennikarze, Mariusz K. miał molestować 13-letniego ministranta, za co biskup Andrzej Czaja odsunął go od obowiązków kapłańskich i zakazał kontaktu z dziećmi. Jednocześnie namawiał matkę molestowanego, by nie zgłaszała sprawy do prokuratury, a o zakazach nałożonych na ks. K. nikogo nie poinformował. W efekcie ksiądz-pedofil nadal odprawiał msze i jeździł z dziećmi na wycieczki.

Kwoty darowizny dla diecezji opolskiej fundacja Kłoska również nie ujawnia. Tak samo, jak kuria, która w przesłanej FRONTSTORY.PL odpowiedzi podkreśla, że zgodnie ze swoimi zasadami nigdy nie przekazuje informacji o ofiarodawcach i przekazanych przez nich kwotach bez ich wyraźnej zgody. Rzecznik kurii pisze, że darowizny przekazywane na potrzeby kultu religijnego są przez diecezję realizowane zawsze zgodnie z wolą ofiarodawcy.

Trzy lata po przekazaniu darowizny lokalny portal Nowiny donosi, że biznesmen dostaje ustanowioną przez biskupa Andrzeja Czaję nagrodę diecezji opolskiej Hyacinthus Opoliensis dla osób, które „znacząco przyczyniły się do rozwoju duchowego i kulturowego Śląska”.

Wręczający nagrodę ks. Jerzy Kostorz porównuje biznesmena do św. Pawła, który również się nawrócił. Święty pisał też listy, a Kłosek swój przekaz wysyła w świat za pomocą bilbordów.

„Jestem na 12. miejscu na liście najbogatszych Polaków, a chciałbym być na pierwszym wśród tych naprawdę najbogatszych, co gromadzą skarby nie tu, na ziemi” – mówi Kłosek po odebraniu statuetki.

W 2019 spółka Eko-Okna przekazała łącznie 4,4 mln zł darowizn, z czego 4,1 mln zł trafiło do Fundacji Nasze Dzieci. Ta z kolei na działalność statutową w 2019 roku wydała ponad 600 tys. zł.

Według posła Lewicy Macieja Kopca biznesmen z Kornic w pomaganiu potrzebującym bywa wybiórczy. – Pewnej rodzinie ze Śląska spłonął dom – mówi polityk. – Organizowaliśmy pomoc, ludzie składali się na odbudowę. O wsparcie zwróciliśmy się też do Eko-Okien. Zapytaliśmy, czy przekażą pogorzelcom okna warte kilka tysięcy. Firma odmówiła.

Klasztor full service

Nad wsią Pietrowice Wielkie (Górny Śląsk, powiat raciborski) góruje majestatyczny klasztor sióstr Zawierzanek.

Przed klasztorem schludne chodniki i starannie przystrzyżony trawnik. W środku lśniące podłogi i ascetycznie białe ściany. Trochę pusto: po korytarzach krąży w milczeniu kilka sióstr.

Jedna zatrzymuje nas w furcie. Wywiadu nie udzieli, bo jej zakon „nie ma tego w charyzmacie”. Wie, że prezes Kłosek klasztor odwiedza, był tu nawet całkiem niedawno. Tłumaczy, że każdy chętny może w klasztorze odbyć kilkudniowe rekolekcje. Dostanie w pakiecie ciszę, skupienie, a także wyżywienie i nocleg. – Full serwis – śmieje się siostra.

Budowa klasztoru ruszyła w 2019 roku. Wszystko odbyło się bardzo szybko. Jak donosi portal Nasz Racibórz, wniosek do starostwa wpłynął 30 maja, 28 czerwca wydano zgodę, a już 1 sierpnia ruszyła budowa. W grudniu następnego roku budynek o kubaturze 21 tys. metrów sześciennych był już gotowy.

Głównym inwestorem były Eko-Okna.
Majestatyczny klasztor wśród zielonych pól
Klasztor sióstr Zawierzanek. Fot: Mariusz Sepioło

Kłosek współpracuje z katolickim wspólnotami tworzonymi przez świeckich. W 2021 roku na bilbordach z hasłem „Kochajcie się mamo i tato" pojawia się dopisek z adresem Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar, stworzonej przez świeckie małżeństwo, działającej od 2003 roku u warszawskich pallotynów. Sychar organizuje spotkania, rekolekcje, warsztaty dla małżeństw przeżywających kryzys. Wszystko po to, by związki nie kończyły się rozwodami.

Jak opisuje „Duży Format", terapeuci Sychara tłumaczą, jak zła jest antykoncepcja i namawiają do stosowania kalendarzyka. Żonom skarżącym się na mężów radzą izolację, innym – zerwanie kontaktów z rodzicami. Posługują się też metodą 12 kroków, używaną w terapii uzależnień.

W jednym z nielicznych wywiadów Kłosek tłumaczy, że małżonkowie ślubują sobie do końca życia, że dla katolika rozwód nie wchodzi w grę, więc w trudnych sytuacjach trzeba sobie radzić. A właśnie tego uczy Sychar. Gdy pojawiają się bilbordy z adresem wspólnoty, ta publikuje komunikat, że zgodziła się na umieszczenie logo, bo podziela wartości fundacji z Kornic.

Niebo w mieście

Kłosek dobrze odnajduje się w sieci polityczno-kościelnych zależności w rodzinnym Raciborzu.

W 2019 Eko-Okna otwierają w centrum Raciborza kawiarnię „Niebo w mieście" – franczyzę sieci chrześcijańskich księgarnio-kawiarni. Na otwarcie, oprócz Kłoska, przybywają prezydent Raciborza Dariusz Polowy i jego zastępca Michał Fita, dziś miejski radny i dyrektor Centrum Kultury i Sportu w pobliskim Kietrzu.

Biznes poświęca ksiądz Marian Obruśnik z parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W uroczystości bierze też udział ks. Jerzy Hetmańczyk – proboszcz parafii św. Jana Chrzciciela (tydzień później odbędzie się u niego msza w intencji nominacji ministerialnej Michała Wosia). Kłoskowi tym razem błogosławieństwa nie pomogą w biznesie – dwa lata później „Niebo w mieście” zniknie.

Za to w styczniu 2022 roku Eko-Okna wygrywają przetarg na 33 ha terenów inwestycyjnych w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej (KSSE). Spółka ma postawić nowy zakład w Kędzierzynie-Koźlu za 400 mln zł i stworzyć 500 nowych miejsc pracy.

Prezesem KSSE jest Janusz Michałek, z Kłoskiem łączy go silna religijność. Na swoim Twitterze wita internautów jezuickim mottem Ad maiorem dei gloriam (łac. „na większą chwałę Bożą”). Zasiada w radzie Fundacji Rodzina w Służbie Człowieka, której prezesem jest o. Bogdan Kocańda, były egzorcysta. Michałek to także członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie Andrzeju Dudzie. Na swoim Instagramie publikuje zdjęcia z prezydentem, a także z Marcinem Ociepą z PiS, Michałem Wójcikiem z Solidarnej Polski i paulinami z Jasnej Góry.

Jeden post się ewidentnie wyróżnia – nie ma na nim osób, jedynie budynek: kaplica postawiona przez Eko-Okna w Kornicach. Michałek zaprasza wszystkich do adoracji najświętszego sakramentu.

Państwo, miasto, Kłosek

W Raciborzu, skąd pochodzi i gdzie mieszka Mateusz Kłosek, politycy Solidarnej Polski mają szczególnie silną pozycję. Za szarą eminencję uznawany jest tu Michał Woś, sekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości, zaufany człowiek Zbigniewa Ziobry (i jeden z autorów nowelizacji o hospicjach perinatalnych). Podczas otwarcia kawiarni w Raciborzu razem z Kłoskiem modli się Michał Fita, w Raciborzu uznawany za człowieka ministra Wosia.

Kłosek ma związki z ludźmi samorządu. Przez kilka miesięcy funkcję prezesa spółki Eko-Okna pełni Adam Wajda, w przeszłości sekretarz urzędu gminy Pietrowice Wielkie (gdzie mieści się fabryka okien Kłoska) i przewodniczący rady powiatu raciborskiego.

Jeden z naszych rozmówców ze Śląska uważa, że

Kłoskowi pomaga zbieżność poglądów z obecną władzą i dobre odnajdywanie się w lokalnym środowisku. Z jednej strony może liczyć na hierarchów Kościoła i księży z dużymi wpływami. Sprzyjają też politycy i samorządowcy, związani ze Zjednoczoną Prawicą.

Jak działa na Śląsku styk polityki i gospodarki? Politycy prawicy mają wpływy w Funduszu Górnośląskim, spółce akcyjnej udzielającej przedsiębiorcom pożyczek i dotacji na rozwój. Dziś współrządzi w nim Jacek Miketa, wiceprezes zarządu, uznawany za „człowieka Ziobry”. Wokół Funduszu skupieni są najważniejsi w regionie biznesmeni.

Podczas kampanii wyborczej w 2018 roku, kandydat na prezydenta Raciborza Dariusz Polowy (uznawany za człowieka PiS) zapowiada wielką inwestycję na pl. Długosza. Dopiero po zwycięskich wyborach ujawnia, że plac wart 10 mln zł mają kupić Eko-Okna. Spółka planuje postawić tu kilkupiętrowy budynek z showroomem własnych produktów, szkołą, strefą badań, przestrzenią dla start-upów, strefą zdrowia i sportu, parkingiem na 300 miejsc, zielonym dachem. Do dziś inwestycja nie powstała. Zapytaliśmy o nią ratusz – bez odpowiedzi.

W październiku 2021 Eko-Okna odbierają nagrodę dla „inwestora roku” Europejskiego Forum Przyszłości od śląskiego marszałka Jakuba Chełstowskiego. Statuetkę wręcza z nim wicemarszałek Wojciech Kałuża – bohater głośnego transferu z Platformy do PiS-u, który umożliwił przejęcie PiS-owi władzy w sejmiku województwa.

Już w grudniu 2021 Chełstowski i Kałuża znowu spotykają się z ówczesnym prezesem Eko-Okien Adamem Wajdą, zaufanym człowiekiem Mateusza Kłoska. Tym razem po to, by rozmawiać o budowie obwodnicy Raciborza. Eko-Oknom zależy na lepszym połączeniu siedziby w Kornicach z resztą regionu. Do inwestycji wartej 120 mln zł ma się dołożyć rząd, obiecuje 72 mln zł. Resztę – blisko 48 mln zł – ma pokryć firma Kłoska (a tylko niewielką część samorząd). W okolicy droga jest zwana „wosiówką”, bo to właśnie wpływy polityka Solidarnej Polski Michała Wosia miały zapewnić udział państwa w inwestycji.

Na razie projekt utknął w martwym punkcie. W piśmie do starostwa spółka miała poinformować, że nie akceptuje przebiegu obwodnicy i chce, by ta sięgała bezpośrednio do zakładu w Kornicach. Nadal deklaruje, że dołoży się do drogi.

Obiad z królem

Nasi rozmówcy twierdzą, że pomysł obwodnicy to jeden z efektów spotkania Mateusza Kłoska z premierem Morawieckim.

W lipcu 2021 w Polsce trwa pandemia koronawirusa, przedsiębiorcy mają coraz większe problemy z inwestycjami i spłatą zobowiązań, wielu grozi upadek. Morawiecki odwiedza wtedy na Śląsku jedną firmę - Eko-Okna. Podczas briefingu prasowego, stojąc u boku Kłoska mówi, że Polska przeszła przez kryzys "suchą stopą", bo rośnie eksport „również dzięki takiej firmie jak Eko-Okna".

To nie pierwszy raz, kiedy przedsiębiorcę z Kornic docenia władza. W 2015 roku Kłosek bierze udział w uroczystym obiedzie wydanym przez prezydenta RP na cześć belgijskiej pary królewskiej. Lokalny portal "Nowiny" pisze wtedy, że to efekt docenienia przez ministra spraw zagranicznych wysokiego eksportu produktów Eko-okien do Belgii. Biznesmen przyznaje, że udało mu się porozmawiać z Andrzejem Dudą i podkreślić, jak korzystne są nasze przepisy podatkowe.

W czerwcu 2021 roku minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek wręcza małżeństwu Kłosków medale Komisji Edukacji Narodowej za "szczególne zasługi dla rozwoju oświaty i wychowania”.

O przyznanie medalu należy wnioskować do kuratora oświaty i najczęściej odznaczani są nim wybitni nauczyciele lub konkretne placówki. Kto wnioskował o przyznanie medalu Kłoskom? Jak to uzasadniał i na czym opierał swoją decyzję minister, przyznając medal? MEN nie odpowiada.

W czerwcu 2021 grafika z antyaborcyjnego bilbordu fundacji z Kornic pojawia się w Sejmie – na koszulce, w której rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak przedstawia z mównicy swoje roczne sprawozdanie. W tym samym miesiącu Pawlak wręcza Kłoskom odznakę honorową "za zasługi dla ochrony praw dziecka".

Mateusz Kłosek nie odpowiedział na naszych kilkanaście pytań o działalność fundacji i spółki z Kornic. Choć pytania i prośby o rozmowę wysyłamy na adresy firmy od okien, zwrotny mail przychodzi z adresu fundacji: „Jako pracownicy mamy zakaz udzielania jakichkolwiek wywiadów na temat firmy Eko-Okna, Fundacji oraz na temat osoby Prezesa Mateusza Kłoska". To samo słyszymy od samego Kłoska w krótkiej rozmowie telefonicznej: „Wywiadów nie udzielamy. Taką mamy politykę".

Niech żyje nam

W spokojnych Kornicach ciszę przerywają tylko dwa odgłosy: bicie kościelnych dzwonów i ryk ciężarówek Eko-Okien, które wyjeżdżają z fabryki jedna za drugą.

Fabryka Kłoska jest tak duża, że pracownicy, by nie tracić czasu, z jednej hali do drugiej przemieszczają się na rowerach lub w służbowych autach.

Do zakładu mogą wejść przez jedną z kilku różnych bram. Wielu przyjeżdża własnymi samochodami. Mogą też skorzystać z darmowych autokarów, które przemierzają śląskie miasta i wsie, zabierają po drodze pracowników, a po zakończonej zmianie rozwożą ich do domów.

Już niedługo młode mamy pracujące z fabryki będą mogły wysłać dzieci do żłobka i przedszkola zbudowanych obok głównej siedziby. Placówki będą przestronne i nowoczesne. Z położonych blisko Pietrowic Wielkich czy Kornic rodzice będą mogli odprowadzać dzieci pieszo.

O tym, że firma dba o pracowników, zapewniają plakaty rozwieszone w okolicznych miejscowościach. W Pietrowicach, Kornicach czy Makowie nie znaleźliśmy religijnych bilbordów znanych z reszty kraju, za to dziesiątki banerów informujących o rekrutacji w Eko-Oknach.

Na banerze wędkarz łowi rybę, co ma symbolizować "złowienie stanowiska, o którym marzysz"
Baner informujący o rekrutacji w Eko-Oknach. Fot. Mariusz Sepioło

Wiszą na każdym kroku: na murach domów, bramach i ogrodzeniach. „Złów stanowisko, o których marzysz… a potem rób co chcesz", „Rozwijaj się z taką prędkością jak my… a potem rób co chcesz" – głoszą. Przekaz jest prosty: w Eko-Oknach praca jest przyszłościowa, a jeszcze zostaje czas na to, żeby rozwijać pasje.

W okolicznych miejscowościach prezes Kłosek jest dobrze znany. Firma zatrudnia 7,5 tys. pracowników na etacie, w tym setki z Kornic, Makowa czy Pietrowic Wielkich. Dominują pozytywne opinie. Że zaradny: bo zaczynał od zera, a teraz ma zakład największy w Europie. Że skromny, bo w telewizji się nie pokazuje, za to chodzi do kościoła. I że cichy, małomówny, trochę tajemniczy.

Z opowieści miejscowych wyłania się obraz Kłoska jako potężnego, wpływowego człowieka. Być może nawet bardziej wpływowego niż lokalna władza.

Miliarder w busie

W rodzinnych stronach Kłoska słyszymy, że wszystko zaczęło się od jego ojca, Zbigniewa, i zakładu szklarskiego, w którym jeszcze w latach 90. pracował Mateusz, rocznik 1975.

W młodości Mateusz Kłosek nie ma łatwo. Jego rodzice się rozwodzą, on sam – jak sam opowiada – sięga po używki, wpada w uzależnienia, w wieku 13 lat ma problem z alkoholem.

Najpierw kończy liceum w Raciborzu i idzie do pracy w małej firmie ojca. Biznes nie działa jak powinien, więc Mateusz postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Przez kilka lat mały zakład szklarski udaje się rozwinąć do takiego poziomu, że powstająca w 2003 roku spółka Eko-Okna (wówczas z ograniczoną odpowiedzialnością) ma kapitał zakładowy 1,1 mln zł. To tak naprawdę majątek wniesiony przez prezesa spółki i jedynego udziałowca – Mateusza Kłoska, czyli m.in. prawo użytkowania wieczystego kilku działek w Raciborzu, budynek biurowo-socjalny, kilka maszyn (m.in. frezarka), wózek widłowy i samochód ciężarowy. Najpierw firma rozrasta się na kilka działek w Raciborzu, potem przenosi się do Kornic.

Ambicje Mateusza sięgają daleko poza Śląsk. Marzy o wielkiej firmie, którą będzie zarządzać.

Przed swoim nawróceniem Kłosek – borykający się z uzależnieniami, o których sam publicznie mówi – ma znikać z firmy, często na długie tygodnie. Kiedy już jest w firmie to działa tak, że trudno przewidzieć jego następny ruch. Potrafi zamówić całą flotę samochodów, „bo tak chce". – Potem nie wiadomo było, co z tymi autami zrobić. Znowu znikał, znowu ktoś inny zostawał prezesem. A potem znowu na prezesa wracał Kłosek – opowiada były współpracownik.

Jego zdaniem biznesmen z Raciborza ma praktyczne podejście do interesów – jeśli sam czegoś nie sprawdzi, nie dotknie i nie obejrzy, to nie uwierzy, że działa.

Potrafi założyć robocze ciuchy i przyjść na zakład podczas nocnej zmiany, by sprawdzić, jak pracują jego ludzie. Nie korzysta z przywilejów miliardera – bywało, że do pracy przyjeżdżał firmowym busem.

Kiedy mierzy się z prywatnymi problemami, deleguje zadania na zaufanych ludzi. W kolejnym momencie słabości na czele największego w Europie producenta okien staje córka Mateusza. Prezesuje od czerwca do października 2017 roku, kiedy do firmy znowu wraca ojciec. Córka ma wtedy 19 lat.

Nieść innym posłanie

Przez co najmniej kilka lat (od 2007) Kłoskowie są na emigracji. W Belgii zakładają firmę Eko Sprl., również z branży okiennej, budują kontakty, z których korzystają do dziś. W tym czasie spółką w Polsce kieruje ktoś inny. Belgijska odnoga Eko-Okien działa do dziś, ta jak inne spółki-córki, handlujące oknami z Kornic w Czechach i Francji.

Na przestrzeni lat zmienia się skład zarządu spółki (najpierw z o. o., potem akcyjnej). Zasiada w nim Zbigniew, ojciec Mateusza, a także m.in. Bronisława Harnyś, główna księgowa firmy. Zarówno Kłosek senior, jak i Harnyś długo mają też mniejszościowe udziały. Dopiero w 2014 roku wszystkie przejmuje Kłosek.

W momencie przekształcenia jej w spółkę akcyjną (2015) przychód sięga niemal 370 mln zł, a zysk 23,5 mln zł.

W 2021 roku Eko-Okna dostały kolejny kredyt na 142 mln zł. Ma pójść m.in. na budowę nowej hali w Kornicach, a pochodzi z państwowego PKO BP.

Biznesmen z Kornic twierdzi, że z używkami skończył pięć lat temu, po swoim nawróceniu. Z przemówienia Kłoska na pielgrzymce przedsiębiorców na Jasną Górę (szczegółowo przeanalizował je Janusz Omyliński, autor bloga i kanału na YouTube Lekcja Religii) wynika, że nawrócenie można datować na rok 2017.

Przez lata w firmie „był bogiem" (jak sam mówi), a w domu bywał nieobecny, myślami zawsze w biznesowych planach. W świadectwie z Jasnej Góry raz mówi, że w małżeństwie „nie zawsze było tak, jak każe 10 przykazań", a chwilę później, że razem z żoną codziennie się modlili.

Na jego życie ma wpływ jeszcze jedno trudne doświadczenie. Kiedy przedstawia się na Jasnej Górze, mówi, że ma „troje dzieci tu na ziemi i jedno w niebie".

Swoje uzależnienie Kłosek długo kamufluje. Gdy żona postanawia się z nim rozwieść, wizja rozstania jest dla niego nie do zniesienia. „Machina, którą sobie zbudowałem, przestała istnieć" – mówi. Wtedy dostaje od kogoś różaniec i zaczyna się modlić. „Przepełniała mnie Maryja" – wyznaje na Jasnej Górze. „Czułem się kochany, potrzebny".

Ostatecznie małżeństwo przetrwa. Sam Kłosek twierdzi, że pomogą w tym wizyty na Jasnej Górze, przed obrazem Matki Boskiej, do której „odnosi swoje modlitwy" i kontakt z redakcją „Miłujcie się!" z Poznania. To prawdopodobnie wtedy poznaje Chrystusowców i ks. Mieczysława Piotrowskiego – redaktora naczelnego czasopisma, który zasiadał w zarządzie fundacji z Kornic.

– Myślę, że Kłosek nie jest cynikiem. On jest w swojej wierze autentyczny – mówi lokalny działacz, który od lat przygląda się biznesmenowi z Kornic.

– Po pierwsze dlatego, że to chłopak stąd, typowy „śląski synek". Na Śląsku religijność – katolicka czy ewangelicka – jest bardzo silna. Po drugie, człowiek, który zwalczył uzależnienie, zwykle musi je sobie czymś zastąpić. Myślę, że Kłosek zastąpił je wiarą.

Kłosek twierdzi, że przeszedł program 12 kroków wypracowany przez wspólnotę Anonimowych Alkoholików. Krok pierwszy zakłada przyznanie, że jest się bezsilnym wobec uzależnienia.

Krok dwunasty, że przebudzony duchowo alkoholik ma nieść innym posłanie, a zasady nowego życia stosować we wszystkich poczynaniach.

;
Mariusz Sepioło

dziennikarz FRONTSTORY.PL. Publikował reportaże i wywiady m.in. w „Tygodniku Powszechnym” i „Polityce”. Autor kilku książek reporterskich: „Klerycy”, „Himalaistki”, „Ludzie i gady”.

Komentarze