0:00
06 czerwca 2021

Matki transpłciowych dzieci: „Wszystko by im się dało, byle chciały żyć”

Agata: "Mówić, że to moda i fanaberia, to znaczy nie mieć za grosz wiedzy i empatii". Magda: "Chciałam nadrobić dziecku stracony czas. Działać, żeby mogła być sobą"

Wydrukuj

"Nie chciałam sprawić przykrości..." - oświadczyła Krystyna Pawłowicz dwa dni po wpisie, w którym ujawniła tożsamość transpłciowej dziewczynki z Podkowy Leśnej. "Przykrości?! To szczucie!" - mówią mi chórem rodzice transpłciowych dzieciaków.

Tydzień po tym, jak posłanka PiS, dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego, rozkręcała internetowy hejt, samobójstwo popełniła inna transpłciowa nastolatka. Na internetowym forum, na którym rozmawiają i przekazują sobie informacje, rodzice osób trans pisali: "Znów zabiło się nasze dziecko". "Nasze", bo każdą stratę traktują osobiście.

"Nie da się inaczej. Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to żeby moja córka przeżyła. Chciałoby się podłączyć ją do maszyny, by mieć pewność, że wciąż oddycha, jest. Nie da się, więc musisz walczyć z lękiem, że to spotka także was. Ostatnie lata to nieustanne odganianie złych myśli" — mówi mi Magda, mama 15-letniej Ady.

Na rozmowę umówiliśmy się w trójkę. Dzień przed wywiadem Magda napisała: "Ada idzie do ośrodka terapeutycznego na kilka tygodni. Nie daje rady walczyć sama o siebie". Gdy następnego dnia pytam ją o marzenie dla córki, odpowiada: „Wszystko by im się dało, byle chciały żyć”.

Agata, przyjaciółka Magdy i mama drugiej Ady, na wspólną rozmowę czekała aż córka wyjdzie ze szpitala psychiatrycznego. Jej dziecko również mierzy się depresją.

"Mówić, że to moda i fanaberia, to znaczy nie mieć za grosz wiedzy i empatii. Każdy z nas ma poczucie tego, kim jest. Twierdzić, że nastolatek nie ma do tego prawa, że jest tu granica wieku, to kompletne nieporozumienie"

— tłumaczy Agata.

Jak wygląda ich codzienna walka o spokojne, szczęśliwe życie?

"Nie było w niej pierwiastka kobiecego"

Niedostępna, kąśliwa, smutna — taką Adę zapamiętała Magda sprzed coming outu. Nie chciała kontaktu, burczała na brata, często bolał ją brzuch. Już wcześniej miksowała końcówki. Zdarzało jej się przemycić "ona" i "zrobiłam", ale psycholożka, do której chodziła dziewczynka, uspokajała rodziców, że to może być tylko faza. Magda nie drążyła. Łudziła się, że skoro faza, to pewnie przejdzie.

Zresztą, nic nie wskazywało na to, by Magda miała córkę. "Ada od zawsze bawiła się z kolegami, nie zwracała uwagi na ciuchy, nie było w niej żadnego pierwiastka kobiecego. No, może poza długimi paznokciami. Ale przecież moje dziecko może być gejem" — przekonywała siebie Magda.

Kurtyna spadła 12 lipca 2020 roku. W dzień wyborów prezydenckich Magda zaprosiła do domu znajomych. Cali w nerwach śledzili spływające wyniki głosowania. Dziewczynka wparowała do domu wymalowana, w dziewczęcych ubraniach. "Nie mogła wybrać gorszego momentu, by powiedzieć nam, że jest kobietą" — śmieje się Magda. Ada miała wtedy 15 lat.

"Najpierw przyszło rozczarowanie, a potem strach. Jak powiedzieć rodzinie? Co zrobić ze szkołą? Gdzie szukać wsparcia? Co z operacjami? Czy leki jej nie zaszkodzą? I w końcu, czy ona da radę?

Pomyślałam: Boże, teraz dopiero się zacznie!".

"Marzę o tym, by odciąć dół"

Magda rzuciła się w wir zadań. "Chciałam nadrobić dziecku stracony czas. Działać, żeby mogła być sobą".

Już wcześniej znała rodziców transpłciowych dzieci. Od wsparcia i listy ekspertów dzielił ją telefon do koleżanki. Po kilku dniach od coming outa udało się umówić wizytę u seksuologa. Magda i jej mąż wciąż mieli w głowę nutę niepewności: co jeśli się mylimy?

Balonik przebił lekarz. Gdy na wspólnej wizycie spytał Adę o to, jak czuje ze swoim ciałem, powiedziała:

"Marzę o tym, by odciąć dół". "Czy mężczyzna, by tak powiedział? Proszę się pogodzić, że macie państwo córkę" - odparł lekarz.

Ustalili plan działania: badania, hormony, lasery, pierwsze operacje.

Z każdym dniem Ada coraz bardziej się otwierała. Przestała chować się w pokoju, odpuściła też codzienne pyskówki. Największym wsparciem w domu był dla niej młodszy brat.

"Automatycznie przestawił się, że ma siostrę. Tuż po coming oucie zabraliśmy dzieciaki nad morze: Matiego, Adę i jej dziewczynę. My z mężem ciągle się myliliśmy, a Mati z palca mówił: »Dziewczyny poszły, dziewczyny zrobiły«". Potrafił też nawigować w rodzinie. Ciocia wie, dziadek nie, więc trzeba uważać. Ostatecznie wszyscy zaakceptowali Adę. Nie było ostracyzmu, ani lamentowania. Raczej trochę obaw i jeszcze więcej wsparcia. Mati boi się tylko powiedzieć kumplom w szkole. Nie chce, żeby się z niego śmiali. To smutne, że dziecko wie, że aby być bezpieczne, czasem trzeba udawać" — opowiada Magda.

"Znów dojechała nas depresja"

Problemów nie sprawiała też szkoła. Na spotkaniu przed rokiem szkolnym dyrekcja wraz z rodzicami ustalili, że jak Ada będzie gotowa, pedagog wesprze ją w coming oucie. Wszystkie plany popsuł lockdown: dzieci odesłano do domów, a przerwa, która miało potrwać tydzień, zamieniła się w wielomiesięczną rozłąkę. W listopadzie na COVID-19 zachorowała pedagożka. Sytuacja się przeciągała, a Ada coraz gorzej czuła się ze starym imieniem.

W końcu Magda zdecydowała, że trzeba zerwać plaster przed świętami: dzieci będą miały czas, żeby się oswoić, a Ada przestanie udawać. O pomoc poprosiła nauczycielka języka polskiego. Do szkoły online zaproszono też Anię, transpłciową ratowniczkę z Poznania. Opowiedziała o sobie, transpłciowości, a potem oddała głos Adzie. "Powiedziała, że czuje się dziewczynką. Klasa zareagowała bardzo pozytywnie. Niestety, chwilę później znów dojechała nas depresja" — opowiada Magda.

"Na terapii nauczyłam się, że szklanka może być do połowy pełna. Gdy myślę o tranzycji Ady, cieszę się, że za duża nie urosła. Cieszę się też, że stać nas na piekielnie kosztowne zabiegi i operacje. Jesteśmy już po kilku sesjach laserowego usuwania włosów. Udało się też usunąć jabłko Adama. I to w tak krótkim czasie! Ada patrzy na to zupełnie inaczej. Nie pociesza ją szersza perspektywa: inne dzieciaki trans są wyrzucane z domów, muszą czekać latami na wizytę u specjalisty i część pewnie nigdy nie będzie mogła pozwolić sobie na usunięcie dołu. Ada potrafi skupić się na tym, że ma za dużą stopę i nic innego się nie liczy. Tak działa dysforia" — tłumaczy Magda.

I wyjaśnia, że tylko ci, którzy nigdy nie poznali transpłciowego dziecka, mogą mówić, że nie trzeba działać od razu, można poczekać, aż dziecko ukończy 18 lat.

"Gdy tłumaczę córce, że od operacji dołu dzielą ją tylko dwa lata, zawieziemy ją do Niemiec lub Tajlandii, będzie sobą i będzie szczęśliwa, patrzy na mnie ze łzami w oczach. I mi samej chce się płakać, bo z tyłu głowy mam tylko jedną myśl: żeby dożyła".

"Powiedziała: będziesz na jeden dzień dziewczyną"

Druga Ada ze swojej transpłciowości zdała sobie sprawę, gdy miała 12 lat. Wcześniej nosiła długie włosy, najchętniej wiązane w kitkę. Gdy w czwartej klasie szkoły podstawowej na języku angielskim poznała różnicę między "she/ona", "he/on" od razu poczuła, że pierwsza forma brzmi jej niesamowicie, druga — nadzwyczaj przeciętnie.

Przełomem były wakacje w 2019 roku. Jest starsza, przyszywana siostra przebrała Adę w sukienkę. "Powiedziała: będziesz na jeden dzień dziewczyną, będzie śmiesznie. Zrobiła mi makijaż, używała damskich zaimków. Czułam się wspaniale. I to dało mi do myślenia" — opowiada dziewczyna.

Ada nie znała żadnej transpłciowej osoby. W internecie szukała informacji, o tym, do jakiej szufladki na osi tożsamości płciowej może pasować. Męskie imię, zaimki i role coraz mocniej uwierały. Zbliżał się początek roku szkolnego, a dziewczyna czuła się zagubiona: "Myśli kotłowały mi się głowie. Zupełnie się wycofałam. Nosiłam czarne bluzy z kapturem, za którymi się chowałam. Zaczęłam słuchać mrocznej muzyki".

W grudniu zdecydowała się wyrzucić z siebie, jak źle się czuje. Pierwszy dowiedział się ojczym. "Siedzieliśmy w samochodzie. Powiedziałam, że chyba czuję się dziewczyną. Na tyle, na ile potrafiłam, opowiedziałam o transpłciowości. Michał nie miał o tym pojęcia, długo rozmawialiśmy. Na koniec powiedział, że wesprze mnie w każdej decyzji. Jeszcze tego samego dnia znalazł informacje o organizacjach pomagającym osobom trans, zadzwonił na infolinię, by dowiedzieć się, co w zasadzie mamy teraz robić".

"Były momenty, że nie nadążałam"

Po kilku tygodniach, jako ostatnia w rodzinie dowiedziała się mama Ady, Agata.

"Widziałam, że coś się dzieje. Dziecko się zmieniło, prowadziło wiele rozmów z moim partnerem. Dziś myślę, że córka chciała mnie ochronić. Takie typowe: »nie martwić mamy, żeby nie zaczęła panikować«. Nie ukrywam, że był to dla mnie szok. Starałam się nie okazywać, że się boję. Najważniejsze było dobro Ady" — mówi Agata.

Razem z Michałem zapisali się do grupy wsparcia dla rodziców osób transpłciowych. Podczas jednej z pierwszych sesji u terapeutki usłyszeli też, że skoro dziecko ma 12 lat to jeszcze dużo czasu przed nimi. Wszystko odbędzie się powoli, stopniowo. W praktyce wszystko toczyło się postępie geometrycznym. "Były momenty, że nie nadążałam. Pojawiło się nowe imię, żeńskie zaimki i zdałam sobie sprawę, że nie ma powrotu. Chwilę później okazało się, że od września do szkoły idziemy jako Ada. W międzyczasie diagnostyka, hormony... nie zawsze wszystko ogarniam, ale staram się być najbardziej wspierającą matką, jak potrafię" — opowiada Agata.

Ada wspomina ten okres mniej burzliwie. W jej głowie wszystko toczyło się już dłużej. Długo nie mogła wybrać pasującego imienia. Trenowała w głowie, ale żadne pasowało. W końcu starsza siostra zaproponowała "Adę" — krótkie, proste, swoje. Żeńskie zaimki testowała najpierw w pamiętniku. Potem wyoutowała się przyjaciółce na komunikatorze. Z czasem zaczęła dzielić życie na dwa: w domu była sobą, w szkole wciąż funkcjonowała w masce jako chłopak.

"Toleruję, ale nie akceptuję"

W wakacje 2020 roku poprosili dyrekcję, by Ada mogła wrócić do szkoły już jako Ada.

"Przyjęli to z szacunkiem, ale poprosili o czas. Chcieli się przygotować: przeszkolić nauczycieli, zrobić warsztaty dla dzieciaków. Ada dostała wsparcie szkolnego psychologa, ale do grudnia musiała funkcjonować w podwójnej roli. Prawdę znali jedynie dyrektor, psycholog i bardzo wspierający wychowawca" — mówi Agata.

W końcu po serii lekcji o tolerancji, które odbywały się zdalnie, Ada dostała szansę, by powiedzieć klasie, kim jest.

"Byłam naraz bardzo poruszona, zestresowana i szczęśliwa. Pani psycholog zrobiła wprowadzenie. Powiedziała, że jest między nami osoba transpłciowa i to bardzo ważne, by została wysłuchana i zaakceptowana. Wtedy włączyłam mikrofon i zaczęłam opowiadać" — wspomina dziewczyna.

Część osób zadawała życzliwe pytania i gratulowała odwagi. Byli też tacy, którym wszystko się myliło. "Pytali się, czy skoro identyfikuję się jako dziewczyna, to czy wolałabym być w związku z chłopakiem. Musiałam tłumaczyć, że tożsamość płciowa i orientacja seksualna nie mają ze sobą nic wspólnego, ale skoro są ciekawi, to podobają mi się i dziewczyny, i chłopcy" — opowiada Ada.

Bardziej sceptyczni mówili, że szanują, że staram się być sobą, lubią mnie, ale kłóci się to z ich religią. "Ktoś nawet wymyślił taki tekścik: toleruję cię, ale nie akceptuję". Był też klasowy błazen. Na lekcji nie zabrał głosu, ale szybko wstawił zdjęcie na internetową grupkę. Widać na nim piłę stołową. Chłopak zostawił podpis: "Usiądź na nim, to przejdziesz kurację (żarcik)".

"Myślę sobie: ale jestem płaska"

Po coming oucie Ady zaczęły się do niej odzywać inne tęczowe dzieciaki ze szkoły. Dwie koleżanki z klasy szybko napisały, że całym sercem wspierają, zresztą grają do jednej bramki: obie są lesbijkami. Dziś 90 procent uczniów szanuje tożsamość dziewczynki. Resztę, stara się olewać. Akceptacja w szkole to jednak nie wszystko.

"Depresja to skomplikowana sprawa. Jak wpadam w dołek, to poza takim ogólnym poczuciem bez sensu, mam ogromną dysforię. Albo chodzi o genitalia, albo o biust. Myślę sobie: ale jestem płaska lub ale wyglądam chłopięco. Czasem wkręcam sobie, że jak ktoś mnie widzi, to musi pomyśleć: chłopak. Mimo że jestem już na hormonach, mam długie włosy, prezentuję się dziewczęco" — opowiada Ada.

Gdy pytam o terapię hormonalną, odpowiada z głowy: pięć miesięcy i pięć dni. W najbliższych czasie Ada chce też zmienić imię na neutralne płciowo, a w dalszej perspektywie — zbierać pieniądze na operacje.

"Tu chodzi o życie"

Gdy rozmawiamy o obiegowych mitach na temat transpłciowości, Ada od razu je dekonstruuje.

— Moda z Ameryki? — Sama tak myślałam, ale miałam wtedy 10 lat. Wydawało mi się, że ludziom się nudzi, mają za dużo pieniędzy, dlatego "zmieniają płeć". Trzeba nie mieć wiedzy i empatii, by mówić tak jako dorosła osoba. To jest okropne cierpienie, dlaczego ktoś miałby sobie to wymyślać?

— Ktoś ci to narzucił? — No, może pierwszy raz sukienkę ubrała mi siostra, ale szczerze mówiąc, wyświadczyła mi ogromną przysługę.

— To za wcześnie? — Tu chodzi o życie. Gdy koledzy z klasy pytali mnie, dlaczego muszę mówić o jakiejś dziwnej dysforii, a nie po prostu o smutku, ciężko było mi to wytłumaczyć. Dysforia złapała mnie dwa lata temu, doprowadziła do depresji i pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Co by było, gdybym czekała?

"Żeby funkcjonowała jak każda nastolatka"

Dla Agaty największym zmartwieniem jest klimat polityczny w kraju.

"Martwię się o moje dziecko, które w debacie jest przedstawiane jako ideologia, fikcyjny wróg albo dziwak. Z drugiej strony, gdy patrzę na dzieciaki i naszą wielkomiejską bańkę, widzę ogromny postęp w świadomości.

Prawdą jest, że w ostatnich dwóch latach mój domek z kart, skrupulatnie kontrolowany i zarządzany, runął. Ale Ada otwiera nam też przestrzenie do tej pory nieznane. Jestem wdzięczna, że dziecko jest moim nauczycielem".

Ich marzenia krążą wokół bezpieczeństwa i wyższej świadomości.

Agata chciałaby przestać się bać i użerać: "Móc po prostu żyć".

Ada marzy o tym, by edukować ludzi. Chciałaby działać aktywistycznie. Już dziś największą frajdę sprawia jej, gdy ktoś przedstawia ją jako ekspertkę w dziedzinie transpłciowości. Póki co biega też po osiedlu z puszką spreju: zostawia napisy i znaki, które mają dawać do myślenia.

Dla Magdy najważniejsze jest, by córka odnalazła swoje miejsce. "Marzę, żeby funkcjonowała jak każda nastolatka: zakochiwała się, spędzała czas z przyjaciółmi, poznawała świat. A z czasem, by znalazła pasję, która pociągnie ją do góry: to może być teatr, fryzjerstwo, gotowanie, cokolwiek".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne