Prawa autorskie: Martyna Niecko / Agencja GazetaMartyna Niecko / Age...
14 kwietnia 2021

„Gdyby politycy zobaczyli, z czym mierzą się transpłciowe dzieci i ich rodzice, nie gadaliby głupot" [WYWIAD]

„Do naszej grupy wsparcia wielu rodziców trafia już po próbie samobójczej dziecka, albo kiedy odkryją, że taką próbę planuje. Często ma już za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Prawicowe groźby pod adresem rodziców budzą tylko wściekłość" - mówi Ewelina Słowińska z Trans-Fuzji

Krystyna Pawłowicz, była posłanka PiS, a obecnie sędzia w Trybunale Julii Przyłębskiej, 6 kwietnia na Twitterze ujawniła informacje o szkole, do której chodzi transpłciowa dziewczynka. Zaalarmowała, że rzekomo dyrektorka zmusza nauczycieli do używania jej żeńskiego imienia. Niezgodny z prawdą wpis skasowała dopiero po kilku dniach, wyjaśniając, że "sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż mnie o tym poinformowano". Przeprosiła, ale było już za późno.

Informacja obiegła prawicowe media, z osobliwym wsparciem dla Pawłowicz pośpieszyli też politycy. Przewodnicząca klubu radnych PiS w sejmiku województwa zachodniopomorskiego Małgorzata Jacyna-Witt napisała, że rodzice powinni stracić prawa rodzicielskie, wiceprzewodniczący Solidarnej Polski Michał Wójcik bronił "istoty sprawy", pytając dziennikarzy podczas konferencji prasowej: "Czy państwo rozmawiają z Michałem, czy Michaliną lub Zosią Wójcik?".

Niestety, wypowiedziały się też osoby bezpośrednio odpowiedzialne za edukacje. Minister Czarnek perorował, że dopóki nie ma oficjalnej zmiany płci "Krzysztof Kowalski jest Krzysztofem Kowalskim", a szkoła ma "przestrzegać prawa. To, że ktoś chce dzisiaj nazywać się Agnieszka a jutro Krzysztof, to nie jest kwestia zmiany płci, to nie jest kwestia procesu wychowawczego, to jest kwestia pewnej rewolucji kulturowej, seksualnej, którą widzimy na polskich ulicach".

W podobnym tonie w obronie Pawłowicz wypowiedziała się też małopolska kurator edukacji Barbara Nowak, uznając, że deklaracje dzieci, że są innej płci muszą być "na wyrost", oraz że takie sytuacje powodują poczucie zagrożenia u reszty dzieci w szkole. Mówiła też, że należy sprawdzić "kto temu dziecku wyrządza krzywdę", sugerując, że wina może leżeć po stronie rodziców.

Jak z tą nagonką czują się rodzice i dzieci? Z jakimi problemami mierzą się na co dzień?

Rozmawiamy z Eweliną Słowińską z Fundacji "Trans-Fuzja", mamą transpłciowego dziecka, która działa w stowarzyszeniu "My Rodzice" zrzeszającym rodziców osób LGBT oraz prowadzi facebookową grupę wsparcia dla bliskich osób transpłciowych.

Osoba z flagą LGBT
28.03.2021 Gdansk . Park im. Ronalda Regana . Gdanski Bieg Rownosci solidaryzujacy sie z osobami pobitymi podczas treningu grupy Homokomando w Gdansku . Fot. Martyna Niecko / Agencja Gazeta

Marta K. Nowak, OKO.press: Jak na grupie zareagowano na post Pawłowicz?

Ewelina Słowińska: Tweet wywołał ogromne oburzenie. Pawłowicz wskazała konkretne dziecko w konkretnym mieście i szkole, to jak zaproszenie do hejtu. Koszmarna podłość, także wobec rodziców dziecka.

Kuratorka oświaty, Barbara Nowak, próbowała transfobiczne przekonania ubrać w konkretne argumenty. Broniła „diagnozy” Pawłowicz. Uznała, że deklaracje dziecka muszą być „na wyrost”, bo „dziecko nie ma pojęcia, jak czuje osoba innej płci niż ta, w której się normalnie urodziło”.

Przewrotnie się zgodzę. Ta 10-letnia dziewczynka rzeczywiście nie wie, jak się czuje dziecko innej płci, bo jest dziewczynką od urodzenia. Nie zmienia tego fakt, że przy narodzinach przypisano jej inną płeć w oparciu o narządy rozrodcze. Ona nie wie, jak to jest być chłopcem. Wie jedynie, jak to jest odgrywać rolę chłopca.

Nowak idzie dalej, uznając, że transpłciowość jednego dziecka zagraża całej klasie. „Oni są w tym momencie zdezorientowani, nie mają pojęcia, o co chodzi, zaczynają się czuć mało bezpiecznie”.

Nie można udawać, że nie ma to wpływu na życie szkoły, bo dziecko w niej przecież funkcjonuje. Inne dzieciaki muszą się w tym odnaleźć, ale to nieprawda, że oznacza to poczucie zagrożenia i zdezorientowanie. One wiedzą o wszystkim zanim dowie się nauczycielka i dorośli. Znają przecież to dziecko od dłuższego czasu.

Poczucia zagrożenia nie budzi w nich transpłciowe dziecko, tylko robienie z niego problemu.

Jeśli dorośli wysyłają w takiej sytuacji jasny komunikat, że to dziecko może być tym, kim jest, reszta dzieciaków ma poczucie, że oni też mogą liczyć na akceptację. Czują się bezpieczniej.

Te strachy i obawy, o których mówi Nowak oraz niektórzy nauczyciele i rodzice, to tak naprawdę ich lęki, które wkładają w usta dzieci. A one są już z innej epoki, dla nich odmienność jest w porządku.

To czego się boją dorośli?

Chyba swojej niewiedzy. Nagle muszą mierzyć się z sytuacją, o której nie mają pojęcia. My, rodzice osób transpłciowych, nie wiemy co robić, a co dopiero nauczyciele. Ale z drugiej strony, kto jak nie szkoła powinien wiedzieć, co zrobić z niewiedzą?

Dramatyczne w przykładzie kurator Nowak jest to, że reprezentuje system edukacji, który jednocześnie najbardziej się przed tą edukacją broni.

Prawicowi politycy "broniąc dziecka" szarżowali na rodziców - że trzeba im odebrać prawa rodzicielskie, że krzywdzą dziecko. Nie wywołuje to poczucia zagrożenia?

Raczej wściekłość. Rodzice osób transpłciowych żyją tym tematem siedem dni w tygodniu i robią, co mogą. Chodzą po specjalistach, diagnostach, nie śpią po nocach. Nie mamy w Polsce ustalonej diagnostyki dla dzieci transpłciowych, nie ma jasnej ścieżki, którą można podążać. Są za to miliony dylematów i długi proces odbijania się od różnych specjalistów.

I takiemu rodzicowi dowala ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o problemie, nie zna sytuacji ani dziecka. W nonszalancki sposób mówi sobie, że odebrałby prawa rodzicielskie. To budzi już tylko złość.

Nawet Pawłowicz w końcu przeprosiła, bo sprawa "jest o wiele bardziej skomplikowana". No właśnie, gdyby którykolwiek z polityków zajrzał w dokumenty tych dzieci, to by się złapał za głowę widząc, z czym one i ich rodzice się mierzą.

Z czym?

Do naszej grupy wsparcia dla bliskich osób transpłciowych wielu rodziców trafia już po próbie samobójczej dziecka, albo kiedy odkryją, że taką próbę planuje. Często dziecko ma też już za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym.

Czasem jeszcze nic się nie stało, ale rodzic orientuje się, że to ostatni moment. Często piszą do mnie po tekstach i reportażach, np. materiale w TVN. "Zdanie »lepiej mieć żywego syna niż martwą córkę« tak mną wstrząsnęło, że postanowiłam działać", albo "wiem przecież od kilku lat, dopiero teraz uświadomiłem sobie, że nic z tym nie robię".

Nasza grupa liczy 470 członków. Jest niewidoczna na Facebooku, więc można do niej trafić tylko z polecenia. Zgłaszają się rodzice, którzy dowiadują się o nas od Fundacji Trans-Fuzja, od lekarza, nauczyciela albo od swoich dzieci. Często to właśnie one piszą do mnie z prośbą, żeby pomóc mamie albo tacie, bo jest im ciężko.

Czasem piszą też: hej, moja mama kompletnie nie chce mi pomóc. Może jak ty napiszesz, to się zgodzi? Próbuję, nie zawsze się udaje.

W jakim stanie są rodzice, którzy pojawiają się na grupie?

Bardzo zdezorientowani i samotni - myślą, że nie mogą nikomu powiedzieć o swojej sytuacji, że nikt ich nie zrozumie. Są zagubieni i zmęczeni walką o to, żeby się czegoś dowiedzieć.

Kiedy do grupy dołącza nowa osoba, zawsze informuję o tym w krótkim poście. W komentarzach jest mnóstwo ciepłych reakcji, "cześć, super, że jesteś".

Taki rodzic, który myśli, że jest sam na całym świecie, często jest zaskoczony tym miłym przyjęciem. Jednak zwykle odpisuje: hej, dzięki, ale na razie chcę tylko popatrzeć. Większość dopiero po tygodniu czy dwóch powoli zaczyna coś o sobie i swoim dziecku opowiadać.

Czy coming out dziecka albo jego próba samobójcza to dla rodziców zaskoczenie?

Często mówią, że z jednej strony wiedzieli od dawna, że coś jest nie tak, ale nie wiedzieli co. Dopiero z perspektywy czasu widzą, że dziecko już im mówiło, ale woleli nie słyszeć.

W jaki sposób?

Czasem zupełnie wprost: nie czuję się chłopcem/ dziewczyną, chcę iść do seksuologa, a nawet: jestem transpłciowy. A rodzice liczyli, że może przejdzie. Mówili, ok, zajmiemy się tym. Mijał rok i nic. A potem nagle przy jakiejś wizycie u lekarza odkrywają pocięte ręce - to bardzo częsta sytuacja. Nagle okazuje się, że ich dziecko jednak nie jest szczęśliwym nastolatkiem.

Dla rodziców zaczyna się wtedy trudny proces przeżywania różnych etapów żałoby po dziecku, którego nie było.

Jak ta żałoba przebiega?

Schemat jest często podobny. Zaczyna się od szoku i zaprzeczania. Rodzice kurczowo trzymają się zdarzeń z przeszłości, żeby udowodnić sobie, że dziecko na pewno się myli.

Przecież lubiła różowy, nosiła sukienki i nagle jest chłopcem? Ekspresja płciowa jest w społeczeństwie bardzo silnie zakodowana i mylona z tożsamością. Czy to nie manga? Nie wpływ internetu, rówieśników? Ten etap trwa najdłużej i jest najtrudniejszy.

Potem przychodzi etap złości, także na siebie, że tak późno się zaczęło działać. "Gdybym wiedziała wcześniej".

Czasem przychodzi jeszcze etap targowania się - albo z dzieckiem, albo z Bogiem. "Zrobię wszystko, tylko niech moje dziecko wróci", "Możesz być chłopcem w domu, ale nie w szkole", "przy babci jeszcze udawaj". Albo: "jak będziesz miał dobre oceny, to pójdziemy do lekarza po te hormony".

To okrutne.

Brzmi okrutnie, ale to nie wynika ze złej woli. Rodzic chce mieć jakiś punkt zaczepienia, pewność, że dziecku naprawdę zależy i wie, czego chce.

Potem przychodzi etap strachu i wstydu. Przed rodziną, w pracy - że u nas w domu taka sytuacja. Potem jest z kolei wstyd, że tak długo się zwlekało, nie pomogło dziecku od razu. Na grupie mnóstwo wspierających rodziców, a ja tyle lat wypierałem i kazałem tę sukienkę założyć na bal.

W końcu przychodzi uczucie straty - że tego synka czy córeczki nie ma i nigdy nie było. Wielu rodziców pisze, że czują, jakby ich dziecko umarło. Potem jest już akceptacja, można działać dalej.

A co się dzieje w tym czasie z dzieckiem? Przecież ono wcale nie umarło.

Ta śmierć w oczach rodziców, to może być dla dziecka traumatyczne przeżycie. Dlatego tak ważne, żeby rodzic szukał dla siebie wsparcia, nie obciążał tym dziecka.

Część dzieci jest bardziej egzekwująca wobec rodziców, są sfrustrowane, bo mama obiecała i nic nie zrobiła. Nie wiedzą, że wizyta u lekarza to 200-300 zł, które czasem trudno znaleźć. Bardzo często zdarza się jednak, że dzieci mają więcej zrozumienia dla cierpienia rodziców niż dla własnego.

To właśnie one często zgłaszają się z prośbą o dołączenie rodzica do grupy - proszą, żeby mamie lub tacie pomóc. Są bardzo rozumiejące i empatyczne. "Wiem, że mamie trudno jest się przestawić".

Zasadniczo, transpłciowe dzieci wcale nie chcą być transpłciowe. Zwłaszcza te, którym trudno jest się z tym pogodzić, mają duże poczucie winy wobec rodziców.

Z jakimi problemami transpłciowe rodziny borykają się w systemie edukacji?

W przedszkolu to jeszcze nie problemy medyczne, tylko raczej społeczne. Rodzice zastanawiają się, jak wyjaśnić dziecku, że nie może pójść w sukience do przedszkola. Starsze dzieci niestety te społeczne normy i ograniczenia już rozumieją.

Z początkiem roku szkolnego pojawiają się zwykle podobne problemy - dziennik, WF, toaleta. Jeśli i szkoła, i rodzice są wspierający, problemy ograniczają się do kwestii technicznych.

Dzieci są często zwalniane z WF, ustala się z nauczycielami, żeby używano imienia preferowanego, mogło korzystać z właściwej toalety, a na wycieczkach spać w pokoju zgodnie z płcią odczuwaną. Wiele osób nawet nie wie, że któreś z dzieci w klasie jest transpłciowe.

Jeśli rodzice są wspierający, a szkoła nie, i tak wiele rzeczy można wywalczyć. Zwykle wystarczy dokument od lekarza z konkretnymi wskazaniami. Czasem szkołę, która nie ma doświadczenia, trzeba trochę doedukować, ale nawet jeśli proces jest trudny, zwykle się udaje.

Najgorzej, jeśli rodzice nie są wspierający. Dziecko samo nic od szkoły nie wyegzekwuje. A nawet jeśli szkoła jest wspierająca i nauczyciele chcą pomóc, mają związane ręce. Są gotowi używać imienia preferowanego i zapewnić dziecku komfort, ale rodzic mówi: nie zgadzam się. Takich historii jest niestety wiele.

Na grupie często pojawiają się pytania o to, jak rozmawiać ze szkołą, czy i jak informować nauczycieli, rówieśników. W końcu, jak zrobić coming out w rodzinie. Najważniejsze przy starszych dzieciach są pytania o lekarzy, diagnostykę. Bo rodzice często byli już u wielu lekarzy i mają złe doświadczenia.

Co mówią lekarze?

Najczęściej - proszę poczekać do osiemnastki, to klasyk. Mówią tak rodzicowi z 15-letnim dzieckiem po próbie samobójczej. Odsyłają na terapię. Jedna z mam niedawno dziecko ze szpitala odbierała, a psychiatra uznał, że za wcześnie na wizytę u seksuologa.

Wśród rodziców jest bardzo silne przekonanie, że z dzieckiem trzeba iść do psychiatry, a u psychiatrów jest silne przekonanie, że wiedzą, nawet jeśli nie mają pojęcia. Część uczciwie pyta, tłumaczy, że na studiach niczego się o transpłciowości ich nie uczyli. Inni odsyłają rodziny na bezsensowne badania, terapie.

A na terapii rodzice często muszą wysłuchiwać, że wszystkiemu winne zaburzone więzi z rodzicem płci przeciwnej. Albo, że niewystarczający kontakt z tatą, albo że mama nie nosi sukienek.

Zdarzyło się odsyłanie do Kościoła, a nawet do egzorcysty - to przypadek z Warszawy. Sytuacja całe szczęście zmienia się na lepsze, coraz więcej lekarzy się dokształca.

Transpłciowość jest ostatnio głównym celem prawicowych ataków. Jak to wpływa na rodziny?

Najgorzej na dzieci. Politycy zdają się myśleć, że dzieci ich nie słuchają, że ta nagonka się toczy ponad ich głowami. A one wszystko słyszą i bardzo to w nie uderza - w poczucie wartości i tego, że mają w tym kraju swoje miejsce. Słyszymy to od wielu rodziców i dzieciaków.

To ostentacyjne niezrozumienie z czym się mierzymy nam, rodzicom, nie pomaga. Ale im gorzej na górze, tym lepiej na dole. Dostajemy mnóstwo wsparcia od ludzi oburzonych zachowaniem władzy.

To zamieszanie wokół transpłciowości ma też inny, pozytywny skutek. Dotychczas była tematem tabu, teraz ludzie dowiadują się, jakie to skomplikowane i potrzeba edukacji staje się oczywista. To, że przypadek szkoły w Podkowie Leśnej wyszedł na jaw, jest akurat pod tym względem dobre - wiele szkół, które chcą pomagać usłyszało, że można.

Burmistrz Podkowy Leśnej w reakcji na tweeta Pawłowicz mówi OKO.press, że obawia się, że uwaga zwrócona na transdziewczynkę może jej zaszkodzić, a krzywdę mogą wyrządzić nawet osoby, które będą chciały pomóc. Czego nie robić?

Na pewno nie można outować dziecka bez jego wyraźnej zgody. Dzisiaj najlepszy adres, żeby dowiedzieć się, jak wspierać transpłciowe dziecko czy ucznia, to Fundacja "Trans-Fuzja", do której szkoła może się zgłaszać po materiały. Pamiętajmy też, że transpłciowość wcale nie musi być najważniejszym tematem w życiu dziecka, nie sprowadzajmy go do tej jednej cechy.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne