Jak zmienia się rola tradycyjnych mediów w świecie mediów cyfrowych? I jak nowe media zmieniają samych dziennikarzy, redefiniują ich priorytety? Czy dezinformacja to problem fałszywych informacji, czy wojna kognitywna? O tym debatowaliśmy na urodzinowym panelu OKO.press.
W czerwcu 2026 roku OKO.press obchodzi 10 rocznicę urodzin. To była burzliwa dekada dla demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, a także mediów. Dziękujemy, że byliście w tym razem z nami: na ulicach, na naszym portalu, na YouTube, na naszych kanałach w mediach społecznościowych.
Z tej okazji zorganizowaliśmy panel, do którego zaprosiliśmy dziennikarzy z różnych redakcji: Konrada Piaseckiego (TVN24), Agnieszkę Lichnerowicz (Polskie Radio), Katarzynę Kasię (TVP) i Agnieszkę Mazuś (Jawny Lublin). Porozmawialiśmy o tym, co te 10 lat zmieniło w krajobrazie medialnym i jakie stoją przed nami zadania.
Zapis wideo rozmowy znajdziecie na naszym kanale Youtube:
Poniżej zapis fragmentów debaty.
Agnieszka Lichnerowicz: „Peter Pomerantsev w »This is not propaganda« zaczyna od opowieści o ojcu, który, mieszkając w sowieckim Kijowie, zajmował się walką o wolność słowa. Z tego też powodu Pomerantsowie musieli w pewnym momencie uciec ze Związku Radzieckiego, wyemigrować do Wielkiej Brytanii. I Pomerantsev mówi: mój ojciec walczył o wolność słowa, ale słowa jest teraz tyle, że mamy jeszcze większy problem. I w tym leży sedno. Mamy zalew informacji, w którym toną treści. Nie mamy schematów, jak bronić tych treści, które są dla nas zdrowe jako jednostek, jako społeczeństw i demokracji. Dlaczego? Bo algorytmy działają zgodnie z inną logiką. Nie służą nam, tylko służą zyskom firm, które są ich właścicielami”.
„Dodatkowo jeszcze z jednej strony mamy ciągły zalew newsów, wydaje nam się, że nie nadążamy za rzeczywistością, ale wystarczy przez tydzień się od tego odłączyć, żeby wrócić dokładnie w to samo miejsce” – dodał Konrad Piasecki.
„Z mojej perspektywy pewną nieodpowiedzialnością jest nadprodukcja. Porównałabym to do diety. Kiedyś problemem było niedożywienie, brakowało żywności. Teraz, jak wiemy, drugim problemem jest nadmiar, który też na nas źle działa. Dieta polega na umiejętnym dawkowaniu. Wiemy, ile powinniśmy jeść, ile powinniśmy treści przyjmować i jakiej jakości. Wydaje mi się, że to jest ta praca, która teraz przed nami stoi. Można przyjmować bardzo dużo treści z mediów, zwłaszcza z tych platform antyspołecznościowych, a nic nie wiedzieć.
Mam rosnące poczucie, że
w zasadzie to powinno być moje główne zadanie – pomóc ludziom nie utonąć w tej rzeczywistości.
Czyli też pomóc im odróżnić to, co jest dobrej jakości, od tego, co nie jest dobrej jakości. Dlatego, że ten zalew informacji też polega na tym, że tracimy orientację w tym, co jest ważne tak naprawdę (...) Wielka rewolucja technologiczna, która dokonuje się teraz, jest pewnie nawet większa niż gutenbergowska. Bo dociera do podstaw naszej epistemologii, do podstaw sposobów, jakimi postrzegamy i poznajemy rzeczywistość. I jak podkreśla wielu autorów i autorek: to, co się nie zmieniło w procesie ewolucyjnym, to nasze mózgi. Komputery mają coraz lepsze procesory, niewiarygodnie potężne silniki, a my mamy cały czas bardzo podobne zdolności poznawcze i kognitywne. I nie możemy być bardziej wielowątkowi, niż jesteśmy. Coraz większa liczba rzeczy dociera do nas po prostu jako szum".
Paneliści i panelistki zgodzili się z tym, że zadaniem mediów jest filtrowanie rzeczywistości. Próba przywrócenia rzeczom ich odpowiednich proporcji, ale też zachęcenia odbiorców do poświęcenia czasu na przeczytanie i obejrzenie wartościowej treści. I to sztuka nieustannego żonglowania, bo specyfika kanałów dotarcia, mediów społecznościowych, polega na tym, by nieustannie treści dostarczać, bić się o uwagę odbiorców i odbiorczyń.
Niewiele mediów może sobie pozwolić na grę według innych reguł. Specyficznym przypadkiem są media lokalne, w których dziennikarze dostarczają zdecydowanie mniej treści i muszą przyzwyczaić swojego odbiorcę do tego wolniejszego tempa — jak zwróciła uwagę Agnieszka Mazuś z Jawnego Lublina.
„Ja widzę, jak wygląda widz takiej stacji jak TVN24, pewnie podobnie wygląda widz TVP Info. Obawiam się, słuchacz Polskiego Radia jest w tej skali wieku jeszcze bardziej przesunięty. Tradycyjne telewizje informacyjne, rozgłośnie radiowe, nie mówiąc już o tradycyjnych gazetach, będą odchodziły w przeszłość. Proces fast-foodyzacji, mcdonaldyzacji mediów jest faktem i dochodzi do odejścia z czasów medium analitycznego, chłodnego, zdystansowanego do medium krzyku. Medium, które wali pięścią w stół. Do mediów, które mają na każdy temat bardzo ostre, wyraziste, niekoniecznie przemyślane, ale na pewno bardzo głośno wypowiedziane zdanie. W przestrzeni internetowej właśnie taka czeka nas przyszłość” – mówił Konrad Piasecki.
Wszystkie redakcje rozwijają więc swoje konta na TikToku, Instagramie. I ich marzenie jest takie, że odbiorca, czy odbiorczyni treści na tych platformach trafi później do właściwego materiału. Zacznie oglądać telewizję, wysłucha radiowej audycji, przeczyta dłuższy tekst. Ale wiele wskazuje na to, że ten scenariusz rzeczywiście pozostaje w sferze marzeń.
„Przed nami stoją te same wyzwania — nieważne czy w telewizji, w radiu, czy w prasie cyfrowej. Bo jeżeli mamy jakiś materiał, nad którym dziennikarz czy dziennikarka pracowali bardzo, bardzo długo, to wiemy, że żeby przebić się w mediach społecznościowych czy antyspołecznościowych, jak nazwała je Agnieszka, tak naprawdę trzeba opracować kolejny materiał, który będzie czymś niezależnym od materiału źródłowego” – mówiła Dominika Sitnicka z OKO.press.
„Coś, co było pomyślane jako rodzaj promocji, będzie w znakomitej większości przypadków tym właściwym materiałem, który trafi do odbiorców. One nie dotrą do tekstu, długiego reportażu, śledztwa. Więc ta praca to walka na dwóch frontach, w której staramy się utrzymać to, co było jej kręgosłupem, a jednocześnie zaistnieć w innych przestrzeniach przy pomocy innych środków”.
„I tu pojawia się pytanie, czy my na pewno chcemy oddawać nasze pracowicie wygenerowane treści big techom? Oddawać je YouTubowi, Facebookowi, Instagramowi? Z doświadczenia pracy w komercyjnej telewizji wiem, że był duży opór przed tym. Długo twardo staliśmy na stanowisku, żeby robić własne portale, własne przestrzenie. Tylko wtedy pojawia się problem niszowości, zamykania się. Uznaliśmy, że nie ma alternatywy dla oddawania tej pracy platformom” – zauważyła Katarzyna Kasia.
Agnieszka Lichnerowicz: „Plus to nas zmienia. My się podporządkowujemy regułom, które tam obowiązują. Sprawdzamy, jakie tematy nie grzeją. Proponuję zrobić o Ukrainie materiał i go sprzedać w tak zwanych mediach społecznościowych. Nie ma szans. (...) Wiem z doświadczenia, że jak napiszę, że Putin straszy bombą atomową, to ludzie w to klikną, a jak napiszę, że Ukraina stawia opór, nie klikną (...)
Każdy z nas się zmienia pod wpływem tego, socjalizuje się. Nie idealizuję tradycyjnych mediów, ale ktoś, to twierdzi, że w mediach społecznościowych panuje większa wolność niż w tradycyjnych mediach, wprowadza nas wszystkich w błąd. Algorytmy doprowadzają do tego, że ludzie nie używają konkretnych słów, doprowadzają do tego, że nie robią konkretnych tematów, promują inne. To jest przestrzeń, w której rządzą bardzo brutalne reguły, z którymi musimy się liczyć, bo nie mamy wyboru”.
Dziennikarki podkreśliły, że nie doszło do tego samoistnie. Za sytuację odpowiada fakt, że państwa nie zdecydowały się, żeby wszechwładzę korporacji cyfrowych ograniczyć w sposób, który by na ich logikę mógł wpłynąć.
Cyfrowe korporacje to oczywiście niejedyny podmiot, który domaga się interwencji państwowej. Agnieszka Mazuś przypomniała, że w Polsce wciąż toczy się proces legislacyjny, który mógłby pomóc mediom lokalnym. Chodzi o uniemożliwienie samorządom wydawania publicznych pieniędzy na prowadzenie własnych gazet, będących dumpingową konkurencją wobec niezależnych mediów lokalnych.
„W Lublinie gazetka miejska jest wydawana w 150 tysiącach egzemplarzy, choć miasto ma niewiele ponad 300 tysięcy. Jeżeli taka gazetka trafia do skrzynek ludzi, to nikt nie ma później potrzeby pójść i kupić inną gazetę” – powiedziała Agnieszka Mazuś.
W rozmowie pojawił się także wątek modeli językowych [AI – red.], które — jak wiele na to wskazują — mogą zmienić reguły gry rynku medialnego jeszcze radykalniej niż media społecznościowe.
„Między właścicielami wyszukiwarek a wydawcami istniała i istnieje jeszcze pewna symbioza. Właściciele zarabiają, ale wydawcy zyskują widzialność. Osoby, które czegoś szukają, chcą się czegoś dowiedzieć, mają szansę trafić na naszą stronę. W przypadku modeli językowych sytuacja jest nieporównywalna. Osoba wpisująca pytanie do modelu nie trafi później na stronę, z której model zaciągnął przygotowane informacje. A i tak możemy się cieszyć na myśl, że sztuczna inteligencja postanowi zaciągnąć treść medium, które uważamy za rzetelne, wartościowe, bo wtedy mówimy o stracie finansowej tego medium. Społecznie jeszcze gorszym scenariuszem jest ten, w którym model zaciąga te informacje ze źródeł niewiarygodnych. A wiemy, że tak się dzieje” – powiedziała Dominika Sitnicka.
„Niektórzy eksperci mówią, że już nie należy mówić o dezinformacji, tylko jednak o wojnie kognitywnej.
Bo dezinformacja to jest jeden mały przekaz, który płynie, informacja, która jest fałszywa i wprowadza w błąd, ale 10 lat działania, w którym Polaków przekonuje się, że Ukraińcy są złodziejami, Ukraińcy są źli, Ukraińcy nas okradają, buduje już afekt. To już nie jest informacja, to jest nakarmione, głębokie przekonanie na takim poziomie, że człowiek już nawet nie wie, dlaczego tak sądzi. My już jesteśmy spóźnieni. Musimy nadal walczyć z tymi fejkami i prostować je, natomiast musimy też rozumieć, że te procesy po prostu się dzieją" – zwróciła uwagę Agnieszka Lichnerowicz.
„To nie jest tak, że my mamy jakieś pojedyncze dezinformacyjne incydenty. Łatwo jest jakąś wiadomość sprawdzić i wykazać, że to nieprawda. Ale my żyjemy opleceni pajęczyną dezinformacyjną. Lata snucia takich narracji o Ukraińcach mają odzwierciedlenie w danych, chociażby w liczbach pokazujących, czy mamy ochotę wspierać osoby z Ukrainy, czy nie. I znowu — te opowieści są serwowane nie w mediach, które cokolwiek sprawdzają, tylko w mediach, na które ludzie trafiają, scrollując. I są wszechobecne” – dodała Katarzyna Kasia.
„Wydaje mi się, że na razie te media nie pomagają demokracji. Dlaczego? Dlatego że utrudniają coś, co nazywamy debatą publiczną. Po pierwsze dlatego, że grają na polaryzację. Po drugie dlatego, że bardzo dzielą. Nie ma już tej wspólnej agory. Każdy żyje w swojej banieczce, a jak się żyje 10 lat w różnych banieczkach, to potem nawet się nie da pokłócić, bo nie ma o co. Bo po prostu każdy socjalizował się w innych tematach, interesował kompletnie czymś innym. To jest najwyższy moment, żebyśmy zastanowili się, co możemy z tym zrobić" – powiedziała Agnieszka Lichnerowicz.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze