Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cristina Quicler / AFPFot. Cristina Quicle...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Wprowadzenie zakazu używania mediów społecznościowych przez nastolatków przedstawiane jest dziś jako „moralny obowiązek”. Ciężko mu się sprzeciwić, bo na szali ma leżeć dobro najmłodszych: ich zdrowie psychiczne, więzi społeczne, właściwy rozwój czy edukacja.

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Jako pierwsza w demokratycznym świecie nowe przepisy wprowadziła Australia, ograniczając osobom poniżej 15. roku życia dostęp do platform typu TikTok, Instagram, Kick, Reddit, Snapchat, Threads, czy YouTube. Model polega na przeniesieniu ciężaru weryfikacji wieku z dzieci i rodziców na gigantów cyfrowych. Za obecność nieletnich na platformach to oni będą płacić surowe kary. Na pierwszy rzut oka wygląda sensownie, a nawet przewrotnie, bo oto w końcu w trosce o dzieci państwo tupie nogą i ogranicza rozpasanie cyfrowych gigantów żerujących na naszym czasie i uwadze.

Eksperyment, nad którym w Australii debatowano latami, trwa dopiero trzeci miesiąc, ale wprowadzenie podobnych rozwiązań – i to szybko – zapowiedziały już m.in. Francja, Dania, Japonia, Singapur, Hiszpania, Wielka Brytania, Niemcy, a ostatnio także Polska.

Jak przekazał 11 marca 2026 wiceminister cyfryzacji Marcin Gramatyka do Bożego Narodzenia rząd przygotuje technologię umożliwiającą anonimową weryfikację wieku na platformach z wykorzystaniem portalu mObywatel. Skuteczność zakazu zależy bowiem od tego, czy weryfikację będzie łatwo obejść.

W styczniu w Australii dezaktywacji uległo 4,7 mln kont użytkowników, a ruch na takich platformach jak TikTok czy Snapchat spadł o ponad 40 proc. Część młodzieży zakłada dziś konta z fikcyjnym wiekiem. Aby ominąć krajowe blokady, maskuje rzeczywisty adres IP, wykupując VPN (Virtual Private Network). Albo eksperymentuje ze zdjęciami. Inni migrują na inne, nieregulowane komunikatory, żeby nie stracić kontaktu ze znajomymi (np. WhatsApp).

Resort edukacji o „największym destrutorze”

Szefowa polskiego resortu edukacji również uważa media społecznościowe za „jedno z największych zagrożeń dla dzieci i nastolatków”.

„Wszyscy widzimy, że to, co podsuwają dzieciakom algorytmy, jest wyjątkowo niebezpieczne. Są to treści totalnie poza kontrolą. Od pornografii, przez hejt, przemoc, alienacje do zachęt do radykalizmów i terroryzmu” – mówiła Barbara Nowacka na antenie radiowej „Trójki”.

Nowacka oceniła, że młodzież uzależnia się od ekranów, a ciągła ekspozycja na nietostowane do wieku treści pogarsza ich stan psychiczny. „To jeden z największych destruktorów bezpieczeństwa, zdrowia, dobrostanu i umiejętności uczenia się młodego pokolenia” – mówiła ministra edukacji.

Resort Nowackiej szykuje cały pakiet zmian, zaczynając od odcięcia młodym dostępu do platform, zmiany w weryfikacji wieku na serwisach dostarczających treści pornograficzne, aż po zakaz używania telefonów w szkołach. Najmłodsze dzieci, które uczą się w przedszkolach, zostaną zupełnie odłączone od ekranów, w tym telewizorów i tablic interaktywnych. „Czterolatek naprawdę nie musi oglądać bajki z telewizora, może ćwiczyć wyobraźnię, może chociażby słuchać słuchowiska” – tłumaczyła Nowacka.

Ile w tej dyskusji paniki moralnej

Polska dyskusja nie odbiega od światowych trendów. Wszyscy mówią, że nie ma innego wyjścia niż cyfrowy odwyk. Politycy wpadli w owczy pęd, bo czują poparcie społeczne. Rodzice, którzy nie radzą sobie nawet z własną ekranozą, a wychowali się w świecie bez tej rzekomo toksycznej i zasysającej technologii, chcą radykalnych cięć.

Wszyscy posiłkują się alarmistycznymi danymi o coraz gorszej kondycji psychicznej dzieci i młodzieży. Sami wielokrotnie pisaliśmy o tym, jak trudno dziś żyje się młodym osobom. Co nie znaczy automatycznie, że to media społecznościowe wywołały rzekomą epidemię cyfrowego uzależnienia skutkującą wpędzeniem młodzieży w depresję i stany lękowe.

W świecie nauki mówi się raczej o

moralnej panice wokół mediów społecznościowych.

Tylko w ostatnich trzech miesiącach ukazały się dwie nowe obszerne analizy, które przeczą popularnej tezie o wyjątkowej szkodliwości platform dla zdrowia nieletnich. Pierwsze badanie opublikowane w czasopiśmie JAMA Pedicatris to analiza zachowań 100 tys. nastolatków z Australii.

Pokazuje ono wyraźnie, że związek między korzystaniem z mediów społecznościowych a samopoczuciem nie jest liniowy. Ma kształt litery U. Najlepiej czują się dzieci, które korzystają z mediów społecznościowych w zrównoważony sposób. Co zaskakujące, równie źle wypadają osoby, które nie korzystają z nich wcale albo nadmiernie. A całkowita abstynencja lub nadmiernie korzystanie z mediów społecznościowych inaczej wpływa na młode osoby w zależności od płci i etapu rozwoju.

Australijskie badanie podkreśla również coś, co powinno być oczywiste, ale najwyraźniej wymaga powtórzenia: media społecznościowe realnie pełnią funkcję społeczną dla nastolatków. Całkowite odcięcie od platform, na których rówieśnicy nawiązują kontakty towarzyskie, dzielą się informacjami i łączą się ze sobą, ma swoje koszty. „Intensywne korzystanie z mediów społecznościowych wiąże się z cierpieniem psychicznym, podczas gdy abstynencja może powodować utratę kontaktów” – zauważają naukowcy.

Szczególnie dla marginalizowanej młodzieży, np. osób LGBT+, internetowa wioska innych osób ze społeczności potrafi być kołem ratunkowym – szczególne, gdy wychowujesz się homofobicznej czy transfobicznej szkole, wszyscy rówieśnicy są „normalni”, a rodzice nie akceptują odmienności. Odbieranie dzieciakom poczucia społeczności, w tym dostępu do samopomocy, brzmi wręcz okrutnie.

Więcej czasu na TikToku? Zero związku ze zdrowiem psychicznym

Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze opublikowali badanie, w którym śledzili samopoczucie 25 tys. brytyjskich nastolatków od 11. do 14. roku życia. Wynik? Wzrost czasu spędzanego z roku na rok przed ekranem na portalach społecznościowych lub grach nie powoduje problemów ze zdrowiem psychicznym u nastolatków. W ogóle, zero. I to niezależnie od tego, czy młodzież angażowała się w wielogodzinne dyskusje na czatach, czy biernie scrollowała.

Jak przekazał główny autor badania dr Qiqi Cheng w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian”, „wiemy, że rodziny się martwią, ale nasze wyniki nie potwierdzają tezy, że samo spędzanie czasu w mediach społecznościowych lub granie w gry prowadzi do problemów ze zdrowiem psychicznym – sprawa jest znacznie bardziej złożona”.

„Nasze badania pokazują, że wybory młodych ludzi dotyczące mediów społecznościowych i gier mogą być kształtowane przez ich samopoczucie, ale niekoniecznie na odwrót. Zamiast obwiniać samą technologię, powinniśmy zwrócić uwagę na to, co młodzi ludzie robią w sieci, z kim się kontaktują i jak bardzo czują się wspierani w codziennym życiu” – zwracał uwagę współautor badania prof. Neil Humphrey.

To nie znaczy, że bierzemy platformy w obronę, uważając, że potoki treści marketingowych i influencerskie popisy szczególnie służą rozwojowi młodych osób. Widać jednak wyraźnie, że powielane w debacie tezy o nieodłącznej szkodliwości mediów społecznościowych są nie tylko przesadzone, ale i błędne. A gdy masz złą lub niepełną diagnozę, to czy na pewno wybierzesz właściwe rozwiązanie?

Przeczytaj także:

Można czepiać się dalej: dlaczego niektóre kraje ustawiają granicę wstępu do cyfrowych platform na 16., a inne na 14. rok życia? Co magicznego dzieje się z dojrzałością nastolatka, w momencie, gdy kończy 15. rok życia? Czy na pewno każdy z nas, niezależnie od płci, wykształcenia, zasobów kulturowych i stanu zdrowia, w tym samym czasie jest gotowy na uczestnictwo w platformach? A może nawet dorosłość nie gwarantuje, że poradzimy sobie z zalewem hejtu, głupawymi treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję, milionem słodkich kotków machających do nas ze świecącego ekranu czy doomscrollingiem zastępującym korzystanie z prasy?

Czy jest alternatywa dla całkowitej abstynencji?

Gdy mowa o weryfikacji wieku, najczęściej słyszmy obawy, czy system będzie na tyle szczelny, żeby uniemożliwić jego hakowanie. Mało kto poświęca uwagę kwestii prywatności i bezpieczeństwa. W Australii różne platformy operują różnymi metodami: są takie, które wymagają przesłania selfie (w tych przypadkach dzieci stosują makijaże lub podkładają zdjęcia starszych znajomych i rodzeństwa, żeby obejść przepisy), ale większość opiera się na wrażliwych danych biometrycznych pochodzących z dokumentów tożsamości – zdjęcia ID lub paszportu czy logowania za pomocą konta bankowego.

Dane gromadzone przez systemy weryfikacji w teorii powinny być chronione i prywatne. O tym, jak łatwo może dojść do naruszenia prywatności, pokazał przypadek wycieku danych z platformy Discord w 2025 roku. Hakerzy włamali się wówczas na serwery jednego z kontrahentów popularnej platformy zajmującego się obsługą klienta. I w ten sposób weszli w posiadanie m.in. skanów dokumentów tożsamości służących do nowego systemu weryfikacji wieku (z platformy wykluczono bowiem osoby poniżej 13. roku życia).

Co więcej, Persona Identities, czyli zewnętrzne oprogramowanie do weryfikacji tożsamości, z którego korzystał Discord, jest finansowane przez Petera Theila, założyciela Palantira, które...zbiera dane dla rządu, wojska i służb wywiadowczych. Amerykańscy hakerzy odkryli, że Persona przesiewała dane użytkowników Discord przez 269 baz danych, w tym porównywała otrzymane selfie z listami osób zajmujących eksponowane stanowiska polityczne, czy listy osób, którymi interesują się służby.

W tym kontekście warto zastanowić się, czy wiemy, w jaki sposób pozyskane od nas dane – rzekomo w szczytnym celu – będą wykorzystywane przez platformy, które funkcjonują ponad prawem. I czy systemy, które służą do wychwytywania i blokowania dzieci, z czasem nie zaczną być używane do wychwytywania tych, którzy polegają na anonimowości w sieci – i nie, nie są to tylko przestępcy, ale także dziennikarze, aktywiści i sygnaliści.

Co ciekawe, ograniczenie mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży – także przez część ekspertów od cyfryzacji – jest przedstawiane jako dobry krok w kierunku ograniczenia niekontrolowanej aktywności platform cyfrowych. Powstaje jednak pytanie, dlaczego to dzieci i młodzież stają się polem testowym w rozgrywce z Big Techami? Skoro platformy szkodzą nam wszystkim, może ustawodawcy powinni zawalczyć raczej o uregulowanie ich całościowej działalności – w tym ujawnienie sposobu tworzenia i działania algorytmów, czy stworzenie realnych zabezpieczeń przed hejtem i dyskryminacją.

Żeby było jasne, nie postuluję, żeby nie robić nic – edukacja o higienie cyfrowej w domach i szkole, czy ukrócenie rozpasania Big Techów to właściwe kierunki. Pytanie, czy warto pochopnie wprowadzać zakazy nad głowami najmłodszych, zamiast zatrzymać się w pół kroku i pomyśleć, czy może jest alternatywa? Czy zamiast odłączenia wtyczki, dałoby się wspólnie wypracować coś mądrzejszego? Po co powielać nieprzetestowane rozwiązania, nieoparte na danych, skoro można poczekać i zrobić coś mądrzej? I dlaczego znów zapominamy o podmiotowym traktowaniu najmłodszych?

;
Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Komentarze