Więcej kobiet reżyseruje lub pisze filmowe opowieści, ale wciąż to mężczyźni narzucają spojrzenie na świat, w którym rządzą. Dlaczego jedyne kobiety w nagrodzonych Złotymi Lwami „Ministrantach” to uzależniona od alkoholu mama bohatera oraz jego przyjaciółka, ofiara przemocy domowej?
Czy w „Zamachu na papieża” kochanka głównego bohatera musi być prawie dwa razy młodsza od niego? Czy twórcy mają przekonanie, że kobieta w średnim wieku jest niewystarczająco atrakcyjna? Reżyserzy utrwalają w nas przekonanie, że jest coś niewłaściwego, gdy mężczyzna w średnim wieku kocha lub pożąda kobietę, która jest jego równolatką, czy nie daj Boże, jest starsza. Zastanówmy się, jak budowanie takich wzorców wpływa na kobiety, które w średnim wieku poszukują nowego partnera? – pytają w tekście dla OKO.press Julita Trautsolt – studentka psychologii SWPS i wolontariuszka w Stowarzyszeniu Bez i Artur Wyrzykowski, reżyser, scenarzysta i producent, analityk opowieści, autor bloga z analizami scenariuszy polskich filmów „Nieskończone Teksty”.
Oto ich diagnoza polskiego kina.
Na 16 produkcji w konkursie głównym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2025 roku kobiety występują w rolach pierwszoplanowych w sześciu z nich, z tego w dwóch opowieściach („Światłoczuła” i „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”) dzielą pierwszy plan z męskimi bohaterami.
Tylko cztery filmy na 16 są skupione na postaci kobiecej: „Dom dobry”, „Klarnet”, „Trzy miłości” i „Życie dla początkujących”.
Pozostała dwunastka to opowieści o mężczyznach.
Męski obraz filmowy to pochodna dominacji mężczyzn w branży.
Raport Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej za lata 2017-2022 pokazuje, że większość prac w branży filmowej wykonują mężczyźni:
Wyjątkiem jest tradycyjna dominacja kobiet w dwóch dziedzinach:
Ogólnie pion artystyczny w polskim filmie to w 71 proc. mężczyźni.
Natomiast przewagę kobiet widać na stanowiskach wspierających – zaprasza się je do współpracy w roli asystentek, co pozwala wspierać decyzyjne postaci branży: mężczyzn. Przy takiej dominacji nie jest zaskoczeniem, że polskie filmy opowiadają głównie o mężczyznach – kobiety są obsadzane w głównych rolach trzy razy rzadziej.
To nie jest tylko problem Polski, ale problem całej patriarchalno-zachodniej kultury. Według raportu Inequality in 1,100 Popular Films w filmach z lat 2007-2017 postaci kobiece stanowią około 30 proc. mówionych ról.
Raport Rewrite Her Story z 2019 roku przedstawia, jak stereotypy w kinie (i mediach) wpływają na życie i ambicje przywódcze dziewcząt i młodych kobiet. Według tego raportu kobiety pojawiają się zupełnie nagie na ekranie cztery razy częściej niż mężczyźni, prawie cztery razy częściej są narażone na seksualizację i uprzedmiotowienie oraz ponad cztery razy częściej noszą odsłaniające ciało ubrania.
Zatem, jeśli kobiety są już dopuszczane do pojawienia się oraz zabrania głosu na ekranie, to
ich główną funkcją jest być oglądaną i wyglądać atrakcyjnie.
Z tego powodu aż 74 proc. kobiecych postaci w kinie 2024 roku ma poniżej 40 lat [dane z raportu It’s a Man’s (Celluloid) World dla rynku amerykańskiego]. Wśród męskich postaci – tylko 45 proc.
Dlaczego te wszystkie dane są ważne? Dlatego, że opowiadane historie i sposób ich opowiadania mają wpływ na to, jak patrzymy na świat i co staje się naszą normą.
Męskie spojrzenie jest obecne w kinie od początków kina. Wszyscy i wszystkie nasiąknęłyśmy nim tak bardzo, że często nawet go nie zauważamy (jako osoby biernie doświadczające opowieści) lub bezwiednie powielamy seksistowskie schematy (jako osoby aktywnie tworzące kino).
Męskie spojrzenie to dwa katalogi uprzedmiotawiania kobiet na ekranie:
Osoba jest seksualizowana, gdy jej wartość jest sprowadzana do jej wyglądu (w kinie prawie zawsze jest to kobieta). Takie portretowanie kobiety może być założeniem całej opowieści albo konkretnej sceny. Seksualizacja to coś innego niż seksualność, czyli pokazywanie ciała w kontekście seksualnym.
Pokazywanie seksualności kobiet nie jest problemem. Problemem jest brak równości w sposobie pokazywania ciał kobiet i mężczyzn.
Oraz problemem jest seksualizacja, sprowadzanie wartości osoby do atrakcyjności fizycznej, uprzedmiotawianie jako seksownego ciała, która zawsze jest szkodliwa.
Seksowni mężczyźni najczęściej filmowani są w akcji, z pokazaną pełną sylwetką (zamiast skupienia się na pupie, klacie, perfekcyjnie umięśnionych nogach czy kroczu) i zazwyczaj przechodzą od razu do akcji. To jest wręcz zdumiewające, że seks jest niemal zawsze pokazywany bez gry wstępnej, a mężczyznom niesamowicie się spieszy.
Nie podziwiamy ich jako obiektu, nie mamy możliwości ich obczaić, ponieważ praca kamery (czyli reżyser i operator – najczęściej mężczyźni) nam to uniemożliwia.
Mamy podziwiać ich sprawczość.
Zatem jeśli już widzimy na ekranie nagich mężczyzn, to – jak słusznie wskazuje Nina Menkes w swoim dokumentalnym eseju „Brainwashed: seks, kamera, władza” – „nadzy mężczyźni na ekranie mają ochronę w postaci energii i ambicji”.
Powszechne jest przekonanie, że mężczyźni nie są tak seksualizowani i jest więcej nagości kobiet, ponieważ kobiet nie podnieca widok nagiego mężczyzny. Jednak to nieprawda – badania dowodzą, że podniecenie wywoływane seksualnymi obrazkami jest niezależne od biologicznej płci.
Kobiety tak jak mężczyźni mogą być podniecane przez seksownych, nagich bohaterów
i może im to sprawiać podobną przyjemność.
Czy w takim razie powinniśmy teraz bardziej seksualizować mężczyzn? Byłaby to równość w przedstawianiu obu płci na ekranie, ale takie działanie byłoby społecznie szkodliwe. Wiele badań, z których część przytaczamy na końcu artykułu, pokazuje, że
seksualizacja może wywoływać cierpienie: lęki, depresję, kompleksy przez porównywania, presję, czy pogoń za nieosiągalnymi standardami urody.
Tak, jak teraz dotyka to wielu (zwłaszcza młodych) kobiet, tak samo dotykałoby to wielu mężczyzn. Lepszym rozwiązaniem jest zaprzestanie seksualizacji i kobiet, i mężczyzn.
W „Drugiej Furiozie” (film Cypriana Olendzkiego, 2025 roku) założeniem gangsterskiego świata jest przedmiotowe traktowanie kobiet. Ale czy potrzeba tylu kobiet, których jedynym zadaniem jest oferowanie swojego ciała mężczyznom? Czy potrzebna jest scena gwałtu na kelnerce, by zademonstrować władzę, którą ma gangster?
Dlaczego w serialu „Breslau” (2025) albo w filmie „Światłoczuła” tylko kobieca postać eksponuje ciało przed widzami?
Po co w filmie „13 dni do wakacji” (reż. Bartosz Kowalski, 2025) jest scena, w której bohaterka wychodzi spod prysznica, zrzuca ręcznik i oglądamy ją tylko w majtkach?
Naszym celem nie jest cenzurowanie seksualności. Zwracamy jednak uwagę, że nie można wykorzystywać seksualności kobiet jako waloru komercyjnego.
Za każdym razem, gdy ktoś (głównie osoba reżyserująca) ma pomysł: „Pokażmy trochę ciała!”, to zdrową reakcją powinno być zadanie sobie serii pytań:
No właśnie, warto też zastanowić się nad dużą różnicą wieku w relacjach romantycznych.
Czy w „Zamachu na papieża” (reż. Władysław Pasikowski, 2025) kochanka głównego bohatera musi być prawie dwa razy młodsza od niego? Dlaczego w wielu opowieściach męscy bohaterowie mają o wiele młodsze partnerki?
Czy twórcy mają przekonanie, że
kobieta w średnim wieku jest niewystarczająco atrakcyjna?
Osoby reżyserujące (najczęściej mężczyźni) utrwalają w nas przekonanie, że jest coś niewłaściwego w sytuacji, gdy mężczyzna w średnim wieku kocha lub pożąda kobietę, która jest w takim wieku jak on, czy nie daj Boże starsza. Zastanówmy się, jak budowanie takich wzorców wpływa na kobiety, które w średnim wieku poszukują nowego partnera?
Jak w ogóle prezentowanie kobiet na ekranie wpływa na widzów? Jeśli kobieta idzie do kina z partnerem, jest duża szansa, że trafią na film, w którym młoda dziewczyna się rozbiera. Dziewczyna, którą gra aktorka w kanonie urody i która zawodowo zajmuje się byciem w tym kanonie – ma na to czas i pieniądze.
Kobieta, która to ogląda, wie, że nie będzie w stanie z nią konkurować.
Ale często próbuje to robić, bo jej partner jest cały czas wystawiany właśnie na taki wzór urody.
Jak życie w takiej kulturze wpływa na przekonania i zachowania kobiet? Jak seksualizacja kobiet wpływa na przekonania i zachowania mężczyzn?
Osoba (w kinie prawie zawsze jest to kobieta) jest deprecjonowana, gdy jej charakter lub jej ustawienie w opowieści pozbawia ją sprawczości i asertywności. Na ekranie możliwe są sytuacje, które uniemożliwiają kobietom bycie sprawczą lub asertywną. Opowiadanie o bohaterkach w takich sytuacjach nie jest problemem.
Problemem jest uniemożliwianie kobietom bycia sprawczą bez fabularnego uzasadnienia.
Oraz problemem jest powielanie stereotypów, które pogłębiają nierówności płci.
Tworzenie postaci wymaga uważności. Nie tylko uważności na potrzeby opowieści, ale też uważności na kontekst, w jakim ta opowieść będzie potem funkcjonować. Tworzenie postaci to wzięcie odpowiedzialności za przyszłe reakcje widzów. Za to, jak mężczyźni będą patrzeć na swoje partnerki. Jak chłopcy będą postrzegać swoje koleżanki w szkole. Jak małe dziewczynki będą postrzegać swoje możliwości.
Czy główna postać kobieca w „Zamachu na papieża” musi być definiowana przez prostytucję? Czy musi być dostępna na seks dla głównego bohatera i dla mężczyzny, który go odwiedza?
Czy w „Wielkiej Warszawskiej” (reż. Bartłomieja Ignaciuka, 2025) wszystkie kobiety muszą być stereotypowe? W świecie sprawczych mężczyzn, którzy odnoszą sportowe sukcesy i prowadzą kryminalne intrygi, są trzy postacie kobiece:
Są też kobiety, które rozbierają się w tle męskich rozmów w klubie striptizerskim. Co ten film by stracił, gdyby uwspółcześnić scenariusz przesiąknięty patriarchatem lat 90.?
Dlaczego jedyne kobiety w nagrodzonym Złotymi Lwami filmie „Ministranci” to uzależniona od alkoholu mama bohatera i jego przyjaciółka, ofiara przemocy domowej? Czy opowiadając historię w patriarchalnym świecie kościoła, pośród pomysłowych i sprawczych mężczyzn, nie dało się stworzyć postaci kobiecej, która nie będzie ofiarą?
Dlatego, pisząc scenariusz, warto zadać sobie serię pytań:
Najważniejszą kwestią jest sprawczość kobiet na ekranie. Absurdalnym standardem opowieści stało się tworzenie postaci kobiecych pozbawionych wpływu i kontroli, żeby na ich tle pokazać sprawczość mężczyzn.
Symbolem tego absurdu kilka lat temu stało się porywające przemówienie amerykańskiej aktorki Reese Whiterspoon, która stwierdziła, że często w scenariuszu natyka się na scenę, w której jako kobieta ma zapytać mężczyznę „Bo i co teraz zrobimy?” („What do we do now?”).
Aktorka nabija się z tego wymysłu męskich scenarzystów. Mówi, że w prawdziwym życiu to kobiety wiedzą, co należy zrobić w trudnych sytuacjach, a jeśli ktoś jest zagubiony to mężczyźni. Warto posłuchać tego wystąpienia Reese Whiterspoon.
Deprecjonowanie kobiet na ekranie jest niebezpieczne. Kilka lat temu wiele mówiło się o polskim filmie „365 dni” (reż. Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa, 2020), który wzbudził zainteresowanie widzów na całym świecie, ale jednocześnie promował kulturę gwałtu. Bohaterka zostaje porwana i będzie uwolniona przez oprawcę, jeśli się w nim zakocha. Stawia granice dotyczące seksu, które porywacz cały czas przekracza. Jego przemoc seksualna jest estetyzowana, mało tego
przemoc seksualna zostaje nagrodzona miłością bohaterki i gotowością na kolejne zbliżenia.
Warto zadać sobie pytanie, jak opowiadanie takich historii wpływa na osoby, które je oglądają? Jakie przemocowe zachowania normalizuje i romantyzuje zarówno kobietom, jak i mężczyznom?
W 2010 roku studenci elitarnej amerykańskiej uczelni Yale krzyczeli pod akademikiem kobiet „No means yes, yes means anal”, czyli „Nie znaczy tak, tak znaczy anal”. Czy na ich wynaturzony i niebezpieczny obraz relacji z kobietami miała wpływ kultura, w której dojrzewali? Czy nasze opowieści mają wpływ lub wiążą się ze wzrostem przemocowych zachowań u mężczyzn i wzrostem akceptacji tej przemocy u kobiet?
Kontakt z uprzedmiotawiającym przekazem może prowadzić kobiety do internalizacji norm estetycznych i przekonań, że wartość osoby zależy od wyglądu. Kobiety żyjące w patriarchalnej kulturze seksualizacji i deprecjonowania mogą same się uprzedmiotawiać. Treści, które legitymizują nierówności, zachęcają kobiety do przyjmowania stereotypowych ról płciowych oraz do większej tolerancji molestowania seksualnego.
Kobiety, które są uprzedmiotawiane, mogą mieć obniżoną samoocenę i dobrostan, nasilone poczucie wstydu z powodu swojego ciała, lub bardziej pozytywny stosunek do chirurgii plastycznej. Może temu towarzyszyć pogorszony nastrój, ryzyko depresji, dysfunkcje seksualne, czy zaburzenia odżywiania.
Superbohaterki w opowieściach mogą mieć potencjał wzmacniający, jeśli promują sprawczość, siłę, kompetencje, a nie głównie wygląd. Jeśli są seksualizowane, mogą negatywnie postrzegać własne ciało. Przedstawianie bohaterek jako bezradnych, seksualizowanych ofiar, wzmacnia tradycyjne i nierównościowe poglądy o rolach płciowych.
Ekspozycja na uprzedmiotawiające materiały może zwiększać utożsamianie z tradycyjnymi normami męskości, takimi jak dominacja, agresja, instrumentalne podejście do seksu. W badaniach mężczyźni eksponowani na uprzedmiotawiające przekazy wykazywali mniejszy poziom empatii, postrzegali kobiety jako mniej kompetentne, częściej pozwalali sobie na seksistowskie dowcipy – w porównaniu do grupy, która eksponowana była na treści o charakterze profesjonalnym lub neutralnym.
Seksualizacja i deprecjonowanie kobiet zwiększa nie tylko tolerancję mężczyzn dla przemocy seksualnej i akceptacji mitów gwałtu (np. przypisywania części winy ofierze), ale też intencję molestowania. Efekt ten nie wynika jedynie z cech osobowości widzów, ale z aktywacji społecznych norm związanych z męskością i rolą mężczyzn – szczególnie przekonania, że seks to forma dominacji i zdobywania. Z kolei świadkowie molestowania, po wcześniejszym kontakcie z materiałami uprzedmiotawiającymi, wolniej rozpoznają molestowanie i później reagują.
Seksualizacja i deprecjonowanie kobiet w kulturze ustanawiają mężczyznom dwa kulturowe wzorce:
Seksualizacja i deprecjonowanie kobiet w opowieściach to nieodpowiedzialne promowanie szkodliwych przekonań, które prowadzą do niebezpiecznych zachowań. Dlatego osoby reżyserujące i piszące (zarówno mężczyźni, jak i kobiety), powinny mieć tę świadomość i z większą uważnością opowiadać kolejne historie.
Sposób przedstawiania kobiet, który zmniejsza lub zwiększa nierówność płci, to wielka odpowiedzialność. Dlatego musimy tworzyć nowe standardy, promować ich przestrzeganie i kompromitować przejawy ich lekceważenia. Seksualizacja i deprecjonowanie kobiet na ekranie to przejawy seksizmu.
Seksizm to forma przemocy. Ograniczanie przemocy nie jest cenzurą.
Ograniczanie seksizmu jest konieczne i odpowiedzialne społecznie.
Regionalne fundusze filmowe od lat wymagają od producentów strategii zielonej (czyli odpowiedzialnej ekologicznie) produkcji, a niedawno ten załącznik stał się przedmiotem oceny punktowej. Czyli producentom opłaca się mieć konsultantów zielonej produkcji i produkować ekologicznie, bo dzięki temu mają większe szanse na publiczne dotacje.
Może taki sam mechanizm promocyjny powinien zachęcać producentów do feministycznej (czyli odpowiedzialnej społecznie) produkcji? Na polskim rynku standardem są konsultantki intymności, które wspierają aktorki/aktorów i reżyserów/reżyserski w nieprzekraczaniu granic podczas realizacji trudnych scen.
Może standardem w branży powinny stać się konsultantki feministyczne?
Może pośród konsultujących scenariusz osób, które są specjalistami i specjalistkami w swojej dziedzinie, powinna być też doświadczona w kinie psycholożka, która wskaże osobom piszącym problemy w prezentowaniu kobiet i zasugeruje zmiany? Może opinia konsultantki feministycznej powinna być obowiązkowym załącznikiem we wniosku do PISF i funduszy regionalnych? Może producentom powinno opłacać się bycie uważanymi na kwestię równości płci?
To najprostsze rozwiązanie, możliwe do wprowadzenia już teraz. Polski Instytut Sztuki Filmowej w każdej sesji publikuje listę przyjętych wniosków, listę wniosków skierowanych do drugiego etapu oraz listę wniosków, które otrzymały dofinansowanie. Niedawno dzięki naciskom scenarzystek i scenarzystów w tych tabelkach pojawiła się kolejna kolumna, która informuje, kto jest autorką / autorem tekstu. Może czas na kolejną kolumnę, która będzie informować, czy złożony projekt spełnia kryteria testu Bechdel? Czyli czy w opowieści jest
przynajmniej jedna scena, w której dwie kobiety rozmawiają ze sobą nie o mężczyźnie.
Aby dane w tej kolumnie były prawdziwe, to nie mogą być deklaracje producentów, ale oceny komisji, która i tak dokładnie zapoznaje się ze złożonymi scenariuszami. Publikując te informacje, PISF pokaże wszystkim, że ta kwestia jest ważna, a my wszyscy i wszystkie zobaczymy, jaka jest skala dyskryminacji kobiet na ekranie. Świadomość problemu jest pierwszym krokiem do jego rozwiązania.
Najważniejszym czynnikiem, mającym wpływ na równość kobiet i mężczyzn na ekranie, jest równość kobiet i mężczyzn za kamerą – wśród reżyserujących, piszących, produkujących i decydujących o finansowaniu i dystrybucji.
Na końcu listopada odbył się pierwszy Kongres Kobiet Filmu organizowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Kobiety Filmu. To forum wymiany uwag i pomysłów jest deklaracją uważności polskiego środowiska na problem nierówności płci i deklaracją działania w celu rozwiązania tego problemu. Dzięki takim inicjatywom będzie coraz więcej okazji dla kobiet do zajmowania kluczowych stanowisk w produkcji filmowej.
A jeśli my wszystkie i wszyscy częściej będziemy eksponowani na kobiece spojrzenie, to łatwiej nam będzie zauważyć seksistowskie spojrzenie mężczyzn.
Dążenie do równości w branży musi być połączone z edukacją społeczną kobiet i mężczyzn. W Szkole Filmowej w Łodzi jest już przedmiot „Wartości w procesie twórczym”. Podobny przedmiot powinien pojawić się we wszystkich szkołach filmowych. Każda osoba, która chce zawodowo zajmować się pisaniem lub reżyserowaniem opowieści, powinna w trakcie edukacji poznać zjawisko męskiego spojrzenia w kinie i jego konsekwencje dla doświadczających patriarchalnej kultury kobiet i mężczyzn.
Może PISF, który wspiera finansowo prywatne i publiczne szkoły filmowe, powinien im to zasugerować?
Zachęcamy czytelniczki i czytelników do obejrzenia dowolnych trzech polskich filmów i odpowiedzenia na dwa pytania:
Zachęcamy też do obejrzenia dokumentalnego eseju „Brainwashed: seks, kamera, władza”, który na wielu przykładach pokazuje męskie spojrzenie w kinie i antykobiece „pranie mózgu”, którego nawet nie dostrzegamy. Film jest dostępny w polskich serwisach VOD.
KONSEKWENCJE UPRZEDMIOTAWIANIA:
RAPORTY:
BADANIE O PODNIECENIU SEKSUALNYM
YOUTUBE:
DODATKOWO POLECAMY:
Studentka psychologii SWPS i wolontariuszka w Stowarzyszeniu Bez
Studentka psychologii SWPS i wolontariuszka w Stowarzyszeniu Bez
Rocznik 1985. Reżyser, scenarzysta i producent, którego debiut fabularny „To się nie dzieje” jest w postprodukcji i będzie mieć premierę w 2025 roku. Pracuje też jako analityk opowieści, od wielu lat prowadzi bloga z analizami scenariuszy polskich filmów "Nieskończone Teksty", https://nieskonczone.pl/.
Rocznik 1985. Reżyser, scenarzysta i producent, którego debiut fabularny „To się nie dzieje” jest w postprodukcji i będzie mieć premierę w 2025 roku. Pracuje też jako analityk opowieści, od wielu lat prowadzi bloga z analizami scenariuszy polskich filmów "Nieskończone Teksty", https://nieskonczone.pl/.
Komentarze