0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Drew ANGERER / AFPFoto Drew ANGERER / ...

Jeden tydzień, jedna platforma, pięć organizacji. Na przestrzeni ostatnich kilku dni zarządzany przez Metę Facebook zablokował konta Legalnej Aborcji, Aborcyjnego Dream Teamu, Abotaku, organizacji Women Help Women i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. O ile niczym specjalnie zaskakującym nie byłoby potraktowanie w ten sposób jednego czy dwóch profili, o tyle tak zmasowane, skoncentrowane wokół konkretnej tematyki działanie budzi wątpliwości środowisk pro-choice.

W tym samym czasie Meta regularnie uznaje za niesłuszne zgłoszenia dotyczące nienawistnych treści publikowanych na jej platformach – zarówno tych szerzących fałszywe informacje na temat aborcji, jak i związanych z prokremlowską, homofobiczną czy klimatyczną dezinformacją.

Bezpośrednio przed weekendem, w piątek 3 lipca 2026, bez jakichkolwiek wcześniejszych ostrzeżeń, Facebook zawiesił fanpage Legalnej Aborcji – kolektywu od lat działającego na rzecz praw reprodukcyjnych, edukującego osoby pacjenckie i stanowiącego jedno z głównych rzetelnych źródeł na temat aborcji w Polsce.

Jak komentuje Dominika Ćwiek z kolektywu Legalna Aborcja, rządzący w Polsce nie mają wielu narzędzi umożliwiających reakcję w tego typu sytuacjach: „Mam wrażenie, że bardziej możemy liczyć na organizacje typu Repro Uncensored, które działają w tym zakresie i pomagają nam w działaniach przy Facebooku. Napisałyśmy do Ministerstwa Cyfryzacji pismo z prośbą o interwencję i wiemy już, że Ministerstwo w pewien sposób zwróciło się w tej sprawie do Mety. Żyjemy jednak w czasach, w których korporacje mają w ręku więcej kart niż państwa”.

Sprawę dodatkowo komplikuje styczniowe weto Karola Nawrockiego, w związku z którym Polska nie dostosowała swojego prawa do unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA) – nie domknęła kwestii organu nadzorczego, procedur i kar. Sprawiło to, że użytkowniczki i użytkownicy nadal nie mają pełnej krajowej ścieżki dochodzenia swoich praw. Sejm wrócił do prac nad projektem na początku lipca, oddzielając część kompetencyjną od proceduralnej, co ma zmniejszyć ryzyko ponownego weta prezydenta.

Przeczytaj także:

Ponad pół tysiąca zgłoszeń od początku roku

Jedną z organizacji działających na rzecz rozwiązania problemu internetowej cenzury treści związanych z aborcją – ale nie tylko – jest wspomniane wcześniej Repro Uncensored. Grupa zajmuje się dokumentowaniem przypadków usuwania kont i nakładania ograniczeń na profile poruszające kwestie zdrowia reprodukcyjnego, społeczności LGBTQ+, praw migrantek i migrantów oraz innych inicjatyw obywatelskich i demokratycznych na platformach cyfrowych.

Osoby, które doświadczają niesprawiedliwych blokad, mogą zgłosić takie zdarzenie na stronie internetowej organizacji. Jak wyjaśnia Martha Dimitratou z Repro Uncensored, zespół wspiera użytkowniczki i użytkowników w dążeniu do przywrócenia kont, opierając się na strategicznej komunikacji – między innymi w mediach społecznościowych – i kontaktach z mediami, a także na długofalowo wypracowanych kontaktach. Dzięki temu jest w stanie „zbudować sprawę” wokół tego, co niejednokrotnie okazuje się istotnym głosem internetowej społeczności. Podkreśla, że wsparcie ze strony mediów odgrywa kluczową rolę w nagłaśnianiu takich przypadków.

Według organizacji skala zgłoszeń stale rośnie. ”Tylko w tym roku otrzymaliśmy ponad 500 zgłoszeń dotyczących cenzury treści” – wspomina Dimitratou.

Grupa stworzyła interaktywną mapę umożliwiającą użytkowniczkom i użytkownikom filtrowanie zgłoszeń według przedziału czasowego. Dimitratou podkreśla, że wiele udokumentowanych blokad dotyczy kont europejskich.

Ekspertka dodaje, że usuwanie kont nie ogranicza się do krajów z restrykcyjnymi przepisami dotyczącymi zdrowia reprodukcyjnego.

Chociaż Polska jest znana jako przykład państwa ze skrajnie konserwatywnymi przepisami antyaborcyjnymi, podobne przypadki usuwania treści zgłaszane są również w krajach o liberalnych regulacjach prawnych.

Na przykład w Niderlandach organizacje takie jak Women Help Women regularnie doświadczają zawieszania kont. ”To jest stałe. To nie są jednorazowe sytuacje” – mówi Dimitratou.

Repro Uncensored wskazuje kilka potencjalnych czynników stojących za tymi wzorcami. Jednym z nich, według Dimitratou, są zmieniające się nastroje polityczne w USA. Ponieważ giganci technologiczni mają siedziby właśnie w Stanach Zjednoczonych, zdaniem ekspertki mogą być oni zależni od zmian amerykańskiego klimatu politycznego. Dimitratou argumentuje, że polityki platform pozostają silnie uzależnione od Stanów, niezależnie od lokalnych ram prawnych. „Nigdy nie byliśmy w stanie uruchamiać reklam w Argentynie, mimo że aborcja jest tam legalna” – zauważa.

Kolejnym problematycznym aspektem jest coraz częstsze poleganie na zautomatyzowanych systemach moderacji. Członkini Repro Uncensored wyjaśnia, że organizacja zaobserwowała przypadki, w których wiele kont powiązanych z tą samą osobą lub organizacją było usuwanych jednocześnie – potencjalnie w wyniku działania określonych słów kluczowych lub obrazów.

Ostatnim czynnikiem jest to, co grupa określa jako „ruch anty-praw”. Może on obejmować zarówno skoordynowane kampanie, jak i zgłoszenia dokonywane przez indywidualnych użytkowników. “Widzimy, że te same konta są usuwane raz za razem, co oznacza, że nie istnieje żadna realna instytucjonalna ochrona” – argumentuje Dimitratou.

Działanie na szkodę kobiet

Przez to, że profile informujące na temat praw reprodukcyjnych – w tym aborcji – są blokowane, wiele osób traci dostęp do rzetelnej wiedzy i pomocy w czasie rzeczywistym, gdy jej potrzebuje. To szczególnie niebezpieczne w krajach takich jak Polska – gdzie próżno szukać oficjalnych, przygotowywanych na przykład przez Ministerstwo Zdrowia, materiałów na temat przerywania ciąży.

Joanna Gzyra-Iskandar z Legalnej Aborcji opowiada: „Profile, które dostarczają informacje i wsparcie w dostępie do aborcji, robią to w sposób niełamiący prawa. Łamaniem prawa jest natomiast działanie Mety, która obecnie odbiera nam swoimi działaniami prawo do ochrony zdrowia.

Cenzurowanie strażniczych i rzeczniczych działań na rzecz praw reprodukcyjnych jest decyzją polityczną i wspieraniem antyaborcyjnej i antykobiecej agendy”.

”Tu nie chodzi wyłącznie o naszą perspektywę rzeczniczą, ale również o zagwarantowanie osobom potrzebującym aborcji konkretnego wsparcia – w zorganizowaniu zabiegu za granicą, w przejściu przez cały proces w domu; w ocenie, czy wszystko przebiega prawidłowo. To legalne działania, którymi zajmują się organizacje takie jak Aborcyjny Dream Team, przychodnia Abotak czy Women Help Homen. To bardzo często pomoc tu i teraz – zwłaszcza przy pomocy komunikatorów, które już dawno stały się nieodłącznym elementem wspierania w aborcjach” – dodaje Dominika Ćwiek.

Kolektyw Legalna Aborcja odzyskał dostęp do profilu w poniedziałek, 6 lipca, późnym wieczorem. Aborcyjny Dream Team poinformował o zdjęciu blokady we wtorek, 7 lipca. Kolejnego dnia – w środę 8 lipca – ich profil ponownie został zablokowany.

Członkinie Legalnej Aborcji podkreślają, że publikowane przez nie treści są zgodne z prawdą, prawem i wiedzą naukowo-historyczną: „Mówimy często o dyskursie społecznym czy historii ruchów aborcyjnych. Tymczasem Meta, blokując nasz profil, nie wskazała ani jednej konkretnej publikacji, która wpłynęła na ich decyzję” – tłumaczy Joanna Gzyra-Iskandar.

”Tego typu blokady w każdym przypadku są kuriozalną cenzurą, ale w naszym przypadku Meta przekroczyła wszelkie granice. Uzasadnienie – a właściwie jego brak – sprawia, że tak naprawdę nie wiemy, co zdaniem osób lub maszyn moderujących zrobiłyśmy źle i czego powinnyśmy unikać w przyszłości. Według Facebooka publikowane przez nas treści budzą ich wątpliwość i naruszają standardy. To całkiem sprytne zagranie, które znacznie utrudnia nam drogę do odzyskania kontroli nad profilem” – dodaje Dominika Ćwiek.

Problem nie dotyczy tylko Polski

Martha Dimitratou zwraca uwagę na przebieg procesów odwoławczych, zauważając, że odwołania wydają się w dużej mierze opierać na sztucznej inteligencji, przy ograniczonych dowodach na istnienie jednocześnie rzeczywistej, znaczącej kontroli ze strony człowieka. Obserwacje te doprowadziły postępowania prawnego wszczętego w Niderlandach przeciwko Mecie, podnoszącego kwestie przejrzystości, odpowiedzialności, dyskryminacji oraz praw użytkowników na gruncie prawa europejskiego.

Nie bez znaczenia pozostają również kwestie związane z zarządzaniem danymi i jurysdykcją. Środowiska prawne i regulacyjne, w których działają technologiczni giganci, mogą mieć istotne konsekwencje dla prywatności użytkowników i tematyki praw reprodukcyjnych, zwłaszcza tam, gdzie unijne gwarancje nie znajdują spójnego odzwierciedlenia w praktykach platform.

Repro Uncensored angażuje się w postępowania prawne powołujące się na unijny Akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act). Dimitratou wspomina, że niektóre przypadki usuwania kont dotyczące polskich użytkowników wydają się opierać nie na treści, lecz na samej osobie użytkownika.

Organizacja udokumentowała przypadki, w których wiele kont powiązanych z tą samą osobą lub organizacją zostało usuniętych jednocześnie, co rodzi pytania o to, czy platformy łączą konta w trakcie egzekwowania zasad i budzi wątpliwości na gruncie unijnego Ogólnego Rozporządzenia o Ochronie Danych (RODO),

które ogranicza wykorzystywanie danych osobowych w profilowaniu i zautomatyzowanym podejmowaniu decyzji.

Treści dotyczące zdrowia reprodukcyjnego, konta queerowe, organizacje zajmujące się prawami migrantów oraz inne inicjatywy społeczno-obywatelskie i działania w interesie publicznym są dotknięte takimi działaniami w sposób nieproporcjonalny. Treści związane z opieką zdrowotną są często traktowane jako polityczne – szczególnie gdy dotyczą aborcji.

Ab0rc1a zamiast aborcji?

Zapytana o to, czy aktywiści mogą omijać systemy moderacji, używając zakodowanego języka – na przykład zastępując określenie “tabletki aborcyjne” innymi frazami lub modyfikowanie słowa “aborcja” – Dimitratou mówi: “Nie mamy w tej sprawie jednoznacznego stanowiska, ponieważ z jednej strony utrwala to język stygmatyzacji, a z drugiej może to pomóc osobom uzyskać dostęp do opieki aborcyjnej. Teoretycznie można próbować to robić, ale musimy pamiętać, że moderacja przy pomocy sztucznej inteligencji staje się coraz bardziej zaawansowana. Jeszcze trzy lata temu w innych językach niż angielski było znacznie mniej ograniczeń. Teraz AI jest całkiem dobrze wytrenowana.

Współpracujemy z organizacją w Kolumbii. Nazywa się Jacaranda i prowadzi infolinię na Whatsappie dla osób chcących przerwać ciążę. W Kolumbii aborcja jest legalna. W styczniu, w każdy poniedziałek, ich WhatsApp był wyłączany, po czym – również w każdy poniedziałek – był przywracany. Członkinie organizacji stwierdziły: »Okej, w takim razie przeniesiemy się na Telegram«. Ale kobiety nie korzystają z Telegrama. Na Telegramie siedzi jedynie zgraja mężczyzn. Można korzystać z alternatywnych platform, jak najbardziej. Są pewne świetne inicjatywy, których warto używać, wspierać je i finansować. Ale prawda jest taka, że większość ludzi korzysta z WhatsAppa i – ogólnie – Mety.

Dlatego z jednej strony ważne jest, aby mieć świadomość alternatyw, ale z drugiej – równie ważne jest regulowanie bardzo dużych platform, co Unia Europejska rzekomo robi”.

Jak twierdzi Dimitratou, przez długi czas działacze ruchu “anty-praw” przedstawiali samych siebie jako ofiary cenzury. Ta narracja jest jednak coraz częściej kwestionowana. Od początku kampanii Repro Uncensored coraz więcej podmiotów zaczęło głośno mówić o odpowiedzialności platform; również przy pomocy zbiorowych działań prawnych przeciwko gigantom technologicznym.

Sprawy mają się podobnie na polskim gruncie. W czasie, w którym skrajnie antyaborcyjne profile chwaliły się zasięgowymi sukcesami, treści okołoaborcyjne oparte na rzetelnej wiedzy medycznej regularnie odnotowywały spadki liczebności odbiorców.

Antyaborcyjna dezinformacja ma się świetnie, co wykazał przygotowany niedawno przez NASK i CEDMO raport “Dezinformacja zdrowotna w 2025 roku w polskiej infosferze”, zgodnie z którym wprowadzające w błąd treści na temat zdrowia – w tym zdrowia reprodukcyjnego – doczekały się w minionym roku miliardów wyświetleń.

Cenzura przeciw najmłodszym

Dimitratou ostrzega, że pojawiające się dyskusje polityczne dotyczące bezpieczeństwa małoletnich w internecie muszą być projektowane z dużą ostrożnością. Chociaż w teorii mają one chronić najmłodsze użytkowniczki i użytkowników, ich skutki mogą nieumyślnie prowadzić do usuwania legalnych treści: “Wiem, że Polska nie ma najlepszych przepisów dotyczących aborcji, ale

jeśli Europa nie przeciwstawi się amerykańskim big techom – zwłaszcza że mamy już odpowiednie regulacje – sądzę, że nie zrobi tego jakikolwiek inny region.

W całej Europie toczy się wiele dyskusji i inicjatyw legislacyjnych mających na celu poprawę bezpieczeństwa w internecie, w tym dotyczących małoletnich. Należy do nich podchodzić ostrożnie, ponieważ pod szyldem bezpieczeństwa legalne treści w interesie publicznym oraz konta organizacji zajmujących się zdrowiem kobiet, osób świadczących usługi seksualne, edukatorów i innych społeczności również mogą być dotknięte w sposób nieproporcjonalny”.

Czy Parlament Europejski podejmie stanowcze kroki?

W środę, 8 lipca, w Parlamencie Europejskim odbyła się konferencja prasowa na temat rosnącej cenzury legalnych treści dotyczących praw kobiet, zdrowia reprodukcyjnego, praw osób LGBTQ+ i zdrowia publicznego na platformach Mety. Wydarzenie zorganizowały Repro Uncensored, FEMINIST, Aborcyjny Dream Team, twórczyni internetowa Josie Margolis oraz europosłanka Alexandra Geese.

Jak pisały w zapowiedzi: "W całej Europie dziennikarze, edukatorzy, aktywiści i organizacje społeczne coraz częściej zgłaszają, że legalne, oparte na dowodach treści są niesłusznie usuwane lub ukrywane. Praktyki te budzą poważne obawy dotyczące wolności słowa, dostępu do informacji, partycypacji obywatelskiej oraz zgodności działań Mety z unijnym prawem o usługach cyfrowych”.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze