Platformy cyfrowe, szczególnie TikTok i YouTube, budzą i kładą polskie dzieci do snu. A mowa tu o najmłodszych dzieciach w wieku 7-14 lat. Reklamę piwa widziało 1,2 mln użytkowników, których w ogóle nie powinno tam być, bo nie ukończyli 13 roku życia. Z treściami erotycznymi styka się co trzecie dziecko.
Żadna inna grupa wiekowa nie spędza w internecie tyle czasu, co dzieci w wieku 7-14 lat – to jeden z wniosków z najnowszej diagnozy Internet Dzieci 2026.
Mowa w sumie o 2,6 miliona użytkowników, którzy korzystają ze smartfona średnio 4 godziny i 25 minut dziennie. Jak wskazują autorzy raportu, ponad połowa dzieci (56 proc.) uruchamia telefon od razu po przebudzeniu, między 6-8.
„W czasie szkolnym aktywność online spada, ale nie znika: w każdej godzinie po smartfon sięga ponad milion dzieci” – czytamy w analizie. Między godziną 22 a 23 jeszcze 40 proc. tej grupy wiekowej wciąż jest w internecie, głównie w aplikacjach społecznościowych i komunikatorach.
To, co najważniejsze dla zdiagnozowania problemu, to nie tyle czas, ile wzorce zachowań. Raport pokazuje, że 40 proc. czasu najmłodsze osoby spędzają w mediach społecznościowych. Aktywne konta w różnych portalach i komunikatorach ma 1,3 mln, czyli 55 proc. wszystkich dzieci wieku 7-12 lat, czyli poniżej ustawowego limitu wieku.
Weryfikacja dziś opiera się w większości na deklaracjach użytkowników — wystarczy podać fałszywą datę urodzenia, żeby platformy traktowały dziecko jak dorosłego.
Platformom taki zabieg oczywiście się opłaca. Jak zauważa prezes Polskich Badań Internetu Krzysztof Mikulski, dzieci i młodzież są wyjątkowo wartościowymi użytkownikami, ponieważ „mają dużo wolnego czasu, łatwo ulegają mechanizmom angażującym, budują długoterminowe nawyki konsumpcji mediów i przede wszystkim kształtują swoje preferencje konsumenckie”.
Realna weryfikacja wieku wymagałaby filtrowania treści, które trafiają do najmłodszej grupy wiekowej, a wiązałoby się z utratą potencjału reklamowego. "Wyeliminowanie ich z puli dorosłych użytkowników
oznaczałoby zauważalny spadek przychodów" – pisze Miluski.
Raport pokazuje, że aż 1,2 mln dzieci w wieku 7-14 lat miało w mediach społecznościowych kontakt z reklamami piwa alkoholowego, a blisko 700 tys. – widziało reklamy wysokoprocentowych trunków.
Najwięcej czasu dzieci spędzają na TikToku (29 proc.) i YouTubie (22 proc.). Co trzeci użytkownik sieci w wieku 7-14 lat ma kontakt z treściami pornograficznymi.
Z popularnych modeli językowych AI, takich jak ChatGPT, korzysta 43 proc. młodych osób. Użycie aplikacji pozwalających tworzyć cyfrowych towarzyszy AI, z którymi można się „zaprzyjaźnić”, nie jest jednak (szczęśliwie) zbyt popularne.
Publikacja raportu zbiegła się z pracami nad rządowym projektem ustawy zakazującej korzystania z telefonów w szkołach podstawowych. 16 czerwca w Sejmie, podczas posiedzenia komisji edukacji, szefowa resortu Barbara Nowacka przyznała wprost, że centralny zakaz „świata nie zbawi”, bo problem nie dotyczy tylko szkół.
„Dlatego to tylko jeden z elementów działań na rzecz higieny cyfrowej” – mówiła Nowacka.
Dodała, że zakaz w szkole, ma pomóc zminimalizować kryzysy psychiczne wśród dzieci i młodzieży, pomóc w skupieniu się na lekcjach i odbudowie relacji. A że szkoła może modelować postawy, resort edukacji liczy na to, że dobre wzorce uda się przenieść do domów. W utrzymaniu higieny cyfrowej pomóc mają obowiązkowe lekcje edukacji zdrowotnej. Resort edukacji, we współpracy z ministerstwem cyfryzacji, planuje też stworzenie kampanii edukacyjnej skierowanej do dorosłych.
Skoro tylko 13 proc. ruchu w sieci odbywa się w czasie, gdy uczniowie są na lekcjach, to 87 proc. „problemu” zostaje.
Co więcej, już w połowie szkół różne rodzaje ograniczeń funkcjonują. Ustawa daje nauczycielom mocniejszą bazę do tego, żeby egzekwować zakazy. A i tak kilka problemów pozostaje, bo skuteczność zakazu zależy od konkretnego rozwiązania. To szkoła zdecyduje, gdzie zdeponować telefony — w szafkach, plecakach, specjalnych pomieszczeniach. Szkoły będą też decydować o środkach dyscyplinarnych za złamanie zakazu (ustawa przewiduje „kary wychowawcze”).
Wyjątki od zakazu są trzy:
Już w marcu zastanawialiśmy się, dlaczego rząd wprowadza centralny zakaz, skoro jego skuteczność nie znajduje jednoznacznego potwierdzenia w badaniach. Resort Nowackiej sam opublikował Diagnozę Młodzieży 2026, w której możemy przeczytać, że
„zakazy nie uczą świadomego i odpowiedzialnego korzystania z urządzeń i internetu”.
Takie wnioski płyną ze szkół, które już wcześniej wprowadziły ograniczenia, zapisując je w szkolnych statutach.
Dlaczego więc iść tą samą drogą? Po pierwsze, zrobili to już inni. Całkowity zakaz używania telefonów dla uczniów wprowadziły m.in. Francja, Belgia i Holandia. W Finlandii smartfon może służyć tylko do nauki. Za to Portugalia ograniczyła liczbę dni, w których można korzystać z urządzeń.
Jeszcze lepsze wyjaśnienie znajdziemy w innych danych: sondażach poparcia. Z badań CBOS z kwietnia 2026 wynika, że zakaz telefonów w szkołach popiera aż 85 proc. Polek i Polaków. Oczekiwania społeczne, które wynikają z coraz większej bezradności dorosłych wobec „smartfonizacji” życia najmłodszych, sprawiają, że nie ma w Sejmie opcji politycznej, która powiedziałaby „sprawdzam”. Te nastroje po części wynikają z realnych zagrożeń — przemocy w sieci, dostępu do treści szkodliwych, niedostosowanych do wieku, podatności na dezinformację — po części z paniki moralnej związanej z narracją o powszechnym „uzależnieniu” od smartfonów i mediów społecznościowych, którą wspierają politycy (ale o tym pisaliśmy więcej tutaj).
Zakaz korzystania z telefonów może przełożyć się na funkcjonowanie w szkole — pomóc nauczycielom skupić uwagę uczniów w trakcie zajęć. Potwierdzały to badania PISA, z których wynikało, że co trzecią osobę podczas lekcji faktycznie telefon rozprasza.
Z drugiej strony, w badaniu opublikowanym w „The Lancet Regional Health”, w którym porównano 30 szkół w Anglii – 20 z restrykcyjnym zakazem, 10 z liberalnymi przepisami – nie udało się jednak wykazać, że obostrzenia poprawiają dobrostan uczniów i ich wyniki w nauce.
Co więcej, uczniowie w szkołach z zakazem może używali telefonu mniej w samej szkole, ale w ciągu dnia czy tygodnia ich czas spędzony przed ekranem wcale nie spadał.
Badacze uznali więc, że czas „stracony” w czasie lekcji, nadrabiali później.
Może i zakaz telefonów w szkole to dobry pierwszy krok. Ale na pewno nie oznacza, że automatycznie rozwiążemy kryzysy psychiczne, z którymi borykają się dzieci i młodzież. Nie sprawi, że na grupce klasowej na WhatsAppie nie pojawi się przerobione z użyciem AI zdjęcie koleżanki, a przemoc rówieśnicza magicznie zniknie z sieci. Nie zagwarantuje w końcu, że treści, które będą konsumować dzieci w domach, będą sprzyjać celom edukacyjnych, a nie strategii rozwoju gigantów cyfrowych.
Zakaz telefonów to coś, co po angielsku nazwalibyśmy „low hanging fruit”, czyli łatwym do osiągnięcia celem. Można go sprzedać pod hasłem ochrony dzieci, podpisze się pod nim prawica, centryści i lewica, zadowoli zdecydowaną większość społeczeństwa i prawie nikomu nie naciśnie na odcisk.
Prawdziwa bitwa czeka jednak, gdzie indziej. Chodzi przede wszystkim o to, co najtrudniejsze, czyli uregulowanie funkcjonowania BigTechów.
Celem biznesowym dużych platform jest monetyzowanie uwagi.
Dopóki nie zmienią się:
bezpieczeństwo dzieci w sieci będzie zagrożone.
I tutaj ogromną rolę do odegrania ma państwo. Podczas posiedzenia połączonych komisji ds. dzieci i młodzieży oraz cyfryzacji, wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka, choć przedstawiał pomysły na ochronę dzieci przed pornografią i patostreamingiem, łagodził zarzuty dotyczące BigTechów. „To jest dobra współpraca, partnerska, gdzie biznes spotyka się z administracją. Przychodzi jednak taki moment, gdzie nasze interesy są rozbieżne” – mówił Gramatyka. A przedstawiciele Google i Meta ignorowali dane dotyczące aktywności najmłodszych użytkowników w sieci.
Według ekspertów regulacje platform cyfrowych powinny być nie tylko częścią ochrony praw dziecka, ale elementem polityki zdrowia publicznego. A higiena cyfrowa wymaga nie tylko zajęć w szkole. Potrzebne jest też zaangażowania rodziców czy stworzenia miejsc trzecich, które poza szkołą i domem byłby alternatywą dla czasu przed ekranem. Z badania Internet Dzieci 2026 wyraźnie widać, że wzrost aktywności najmłodszych w sieci notuje się szczególnie, gdy uwaga dorosłych spada — w weekendy i wieczory.
***
Raporty „Internet dzieci” publikowane od marca 2025 roku to wspólna inicjatywa Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, firmy Gemius, Państwowej Komisji do spraw przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej 15. roku życia oraz Polskich Badań Internetu.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze