Waszczykowski nazywa ją "celebrytką", czytelnicy wPolityce "agentką żydowskiego lobby". Dawno nikt tak nie dopiekł prawicy jak Georgette Mosbacher, która pouczyła premiera Morawieckiego, ministra Brudzińskiego i prezydenta Dudę, że atakowanie dziennikarzy za ich pracę jest w demokracji niedopuszczalne

Nie ucichły jeszcze komentarze po słowach ambasador USA Georgette Mosbacher, które padły podczas jej spotkania z Zespołem Parlamentarnym Polska – Stany Zjednoczone. Przekaz do parlamentarzystów był prosty: ręce precz od wolnych mediów. Na prawicy doszło do lekkiej konsternacji, jednak nieznana była szerzej dokładna treść wystąpienia ambasador USA.

A to dopiero początek  dyplomatycznego spięcia. W poniedziałek 26 listopada 2018 wieczorem DoRzeczy podało informację, że Jarosław Gowin odwołał umówione wcześniej spotkanie z Mosbacher. Powodem miały być „nieformalne naciski na rząd PiS”.

Okazało się, że wystąpienie w parlamencie nie było jedyną interwencją w sprawie TVN w ostatnich dniach. Georgette Mosbacher wysłała również list adresowany do Mateusza Morawieckiego (z kpią do Joachima Brudzińskiego i Andrzeja Dudy). Pismo datowane jest na 19 listopada, czyli na dwa dni przed spotkaniem w parlamencie. We wtorek 27 listopada w internecie zaczęto udostępniać jego treść, a Kancelaria Prezydenta potwierdziła autentyczność dokumentu.

W liście ambasador wyraźnie krytykuje ataki polityków PiS na dziennikarzy stacji TVN. „Liczę na to, że członkowie rządu powstrzymają się przed atakowaniem, a zwłaszcza ściganiem niezależnych dziennikarzy, którzy przemawiają w imieniu interesu społecznego i wzmacniają nasze wspólnoty”.

Szczególnie ciekawy jest odręczny dopisek w rogu strony: „We have to figure this out, it is getting in the way of the really important things”.

„Musimy to rozwiązać, to zaczyna stawać na drodze temu, co naprawdę ważne” (tłum. red.)

Nietrudno odczytać to jako nawiązanie do przyszłej współpracy nad wymarzonym przez PiS i cała prawicę Fort Trump.

List Georgette Mosbacher do premiera Morawieckiego w sprawie TVN
List Georgette Mosbacher do premiera Morawieckiego w sprawie TVN

Brudziński, krytyk niezłomny

Duża część listu poświęcona jest publicznym wypowiedziom Joachima Brudzińskiego. Brudziński jest również, obok Andrzeja Dudy, jednym z jego adresatów. Ambasador USA odnosiła się przede wszystkim do tweeta szefa MSWiA: ”Kiedy w polskim Sejmie mówiłem o ludziach, którzy pod zdjęciem Hitlera i swastyką hajlują to byłem przekonany, że to garstka idiotów i imbecyli. Byłem naiwny. Wygląda na to, że była to ohydna, odrażająca i dewastującą wizerunek Polski w świecie prowokacja. Co na to właściciele TVN?”.

Ambasador określiła komentarz Brudzińskiego jako „niesłychany”.

Joachim Brudziński, choć nie odniósł się wprost do słów Georgette Mosbacher, skomentował całe zamieszanie. Zaczął od wyrzutu, że przecież kiedy Donald Trump krytykuje amerykańskie media, polscy politycy nie rzucają się na niego z oskarżeniami.

W kolejnych tweetach przypominał wszystkim, że „Polska [tu wklejono czerwone serduszko – przyp.red.] to dumny, demokratyczny, suwerenny Kraj [tu wklejono polską flagę – przyp.red.], a nie terytorium zależne” i że będzie krytykował wszystkie media, kiedy uzna to za stosowne.

W kolejnych wpisach szef MSWiA  zaczepił Tomasza Lisa. Zdaniem ministra ktoś, kto krytykuje Donalda Trumpa, nie ma prawa kibicować interwencji ambasador USA. Brudziński określił takie zachowanie jako „chciejstwo totalnych” (ostatnio pojęcie to wprowadził prezes, gdy mówił o podobno wielkim zwycięstwie PiS w wyborach samorządowych), którzy chcą skłócić dwa zaprzyjaźnione narody.

Przepraszam, czy piszą państwo ustawę?

Uwagi o niedopuszczalnej nagonce na niezależne media nie były jedynymi słowami polityków PiS, do których nawiązywała Georgette Mosbacher. Drugim dnem krytyki mediów i wytykania im zagranicznego kapitału jest oczywiście idea repolonizacji rynku medialnego. Jak wynika ze stenogramu ze spotkania 21 listopada, Mosbacher postawiła sprawę jasno:

„Byłabym wdzięczna, gdybym mogła być tak informowana na bieżąco o pracach legislacyjnych. Żebym wiedziała zawczasu, żebyśmy wiedzieli nad czym pracujemy. Żeby mieć pewność, że te zmiany legislacyjne są dobre dla obu naszych krajów”.

W trakcie rozmowy Georgette Mosbacher powracała do wątku ustawy medialnej podkreślając, że regularnie dostaje sygnały o tym, że coś takiego może być przez polski rząd procedowane. Co ciekawe, ambasador opowiadała, że media w Stanach również atakują rząd i że rząd tego nie lubi, ale musi to znosić, bo takie jest prawo. Z wielu jej wypowiedzi wynikało, że właściwie utożsamia pojęcia wolności prasy z prawem własności.

W Radiu ZET Witold Waszczykowski nazwał ostatnie wystąpienia Mosbacher „dyplomacją megafonową”, która szkodzi polsko-amerykańskim interesom. Zapowiedział również, że PiS dalej będzie reformował to, co wymaga reform, w tym oczywiście media. Były Minister Spraw Zagranicznych uspokajał, że z jednej strony „dzisiaj nie ma takich planów” i „nie ma żadnych prac”. Jednak zaraz potem dodawał wojowniczo, że „być może kiedyś będą”. A jeśli będą, to PiS nie zamierza ich konsultować z żadnymi ambasadorami, bo „to nasza, polska decyzja”.

O tym, jak sprzeczne sygnały w sprawie mitycznej repolonizacji mediów wysyła PiS pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie. Nie brakowało ze strony polityków partii rządzącej wypowiedzi, że projekt istnieje, lub że zmaterializuje się niebawem. Joanna Lichocka, członkini Zespołu Parlamentarnego Polska – Stany Zjednoczone mówiła nawet, że „ustawa jest już gotowa i czeka na odpowiedni moment”.

Celebrytka, źle wychowana

Politycy PiS wypowiedź Mosbacher przyjęli bardzo źle. „Forma i treść listu pani ambasador nie jest znana protokołowi dyplomatycznemu, ani przyjętym obyczajom. Zasadne jest więc oczekiwanie na wyjaśnienia ambasady USA w tej sprawie” – stwierdził w rozmowie z niezalezna.pl wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk.

Anna Sobecka w podobnych słowach grzmi na Twitterze – ambasador przekroczyła nie tylko protokół, ale i normy dobrego wychowania. „Czy zdanie wyraża Pani Mosbacher: swoje prywatne, władz USA, czy może TVN?” – dopytuje dociekliwa posłanka PiS.

Po dość stonowanym komentarzu w Radiu ZET Witold Waszczykowski poluzował swój język w wywiadzie dla wPolityce. Jeńców już nie brał:

„Ambasador Mosbacher jest nowojorską celebrytką. Mamy kłopot z jej brakiem profesjonalizmu”.

Waszczykowski przyznał w wywiadzie, że również otrzymywał zaproszenia na spotkania z Mosbacher, ale po jej wystąpieniu w Parlamencie, odmówił.

Komentarze prawicy. Skandal dyplomatyczny

Prawicowi komentatorzy i publicyści prześcigają się w pokazywaniu, kto jest bardziej oburzony i kto mocniej pokaże polską dumę. Cezary Gmyz ostrzega ambasador, że „Polacy nienawidzą, gdy ambasador próbuje grać namiestnika”. Witold Gadowski odgraża się, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i tak będzie na drodze prawnej ścigać TVN za reportaż, a „Pani Mosbacher rozkazywać sobie może w domu” (raczej nietrafiony argument w przypadku kogoś, kto tak jak Mosbacher zajmuje wysokie stanowisko urzędnicze i ma za sobą karierę w biznesie).

Maciej Pawlicki (prawicowy komentator oraz producent filmowy, m.in. filmu „Smoleńsk”) napisał nawet krótki „list” do Donalda Trumpa, w którym nazywa Mosbacher katastrofą i prosi o jej rychłe odwołanie.

Jak refren pojawiały się głosy, że Mosbacher potraktowała Polskę jak „Bantustan„, „republikę bananową”. Środowiska narodowe dodawały do tego gorzkie uwagi, że nie bez powodu, skoro wcześniej rząd kapitulował w przypadku ustaw o IPN i SN.

Stanisław Janecki wykonał jeszcze bardziej skomplikowaną figurę dialektyczną i porównał ambasador USA do zachodnich polityków, którzy w stanie wojennym kibicowali bardziej generałowi Jaruzelskiemu niż Solidarności. Jak mamy rozumieć, to PiS razem z podległą sobie prokuraturą jest tą uciemiężoną Solidarnością, dziennikarz TVN-u zaś potężnym generałem.

Komentatorzy powtarzają o skandalu dyplomatycznym. Boli nie tylko ton listu, przedmiot, ale też literówki w nazwiskach: Moraweicki, Brudzińksi.

To, przed czym jeszcze wzdragają się publicyści, mówią na głos ich odbiorcy. Pod wpisami w social mediach Tygodnika Sieci i DoRzeczy przeczytać można setki komentarzy o tym, że ambasador USA pilnuje żydowskiego interesu w Polsce.

Kapitulacja PiS

Wieczorem 27 listopada DoRzeczy zaczęło zaogniać konflikt. Powołując się na poufne źródła twierdzi, że Mosbacher w obcesowy sposób wzywała już wcześniej polityków PiS na spotkania ze sobą. Rozmowy miały dotyczyć projektowanych zmian w podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych. Ambasador twierdziła, że amerykańskie firmy „mają na polskim rynku trudniej niż europejskie” i z tego powodu potrzebują preferencyjnych warunków. Do tej pory nikt nie potwierdził rewelacji tygodnika.

Jakie są wnioski z tej medialnej burzy? PiS wypowiada się o ambasador USA w wojowniczym tonie i podkreśla polską suwerenność. Ale w najważniejszych ruchach dotyczących awantury wokół „urodzin Hitlera” ewidentnie kapituluje. Ta sama prokuratura, która w piątek 23 listopada postawiła Piotrowi Wacowskiemu zarzuty, wycofała je w niedzielę koło południa.

Aktualizacja: Rzeczniczka Departamentu Stanu skomentowała sprawę listu mówiąc, że Georgette Mosbacher świetnie wykonuje swoje obowiązki i dobrze reprezentuje Stany Zjednoczone.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym