Jan Grabiec (PO) twierdzi, że finansowanie in vitro z budżetu Warszawy byłoby niezgodne z prawe. Stołeczny ratusz, że sama metoda nie spełnia kryteriów skutecznego leczenia. Tymczasem radni Platformy głosują za podobnymi projektami w innych miastach

Warszawa odrzuciła obywatelski projekt programu finansowania in vitro, chociaż partia Razem zebrała pod nim 18 tys. podpisów. Projekt zakładał, że w latach 2016-2018 r. kosztujący 7 mln zł program leczenia bezpłodności pomógłby około dwóm tysiącom par.


Nie zna Pan samorządu, więc przypomnę Panie Przewodniczący, że zgodnie z przepisami [finansowanie in vitro] to zadanie budżetu państwa.

Jan Grabiec, na Twitterze do Ryszarda Petru - 08/08/2016

Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta .


Fałsz. PO nie ma argumentów, a inne miasta nie widzą przeszkód.


 

W lipcu 2016 r. rzecznik stołecznego ratusza przekonywał, że za takie procedury może płacić tylko NFZ. Powołał się na opinie prawników miasta i stołecznego Biura Polityki Zdrowotnej: ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych nie przewiduje możliwości refundowania sztucznego zapłodnienia przez samorządy.

Według rzecznika in vitro nie spełnia też ustawowej definicji polityki zdrowotnej, bo skuteczność i bezpieczeństwo tej metody mogą być wątpliwe, a ponieważ nie każdy zabieg kończy się sukcesem, trudno mówić o terminowym „osiągnięciu założonych celów”.

Paradoks Platformy

Stanowisko warszawskiego ratusza i rzecznika Platformy odbiega od dotychczasowej polityki PO, która przedstawiała refundację in vitro jako swoje osiągnięcie; w 2015 roku premier Ewa Kopacz mówiła nawet, że to “wielki triumf zdrowego rozsądku nad fanatyzmem”.

Dzięki rządowemu programowi refundacji in vitro od lipca 2013 r. do końca czerwca 2016 r. urodziło się prawie 6 tys. dzieci, kolejne są w drodze. Do 28 czerwca 2016 r. zarejestrowało się w nim 22,6 tys. par. Program zakończył się 1 lipca, ponieważ PiS zdecydowało, że nie będzie go kontynuować.

 



Dlatego coraz więcej miast przygotowuje uchwały o finansowaniu in vitro dla swoich mieszkańców. Jak powiedziała “Oku” Marta Górna, prezeska Stowarzyszenia “Nasz Bocian” Na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji, wiele miast jest zainteresowanych finansowaniem u siebie in vitro.

Stowarzyszenie przygotowywało projekty uchwał dla rad miejskich w Dąbrowie Górniczej, Warszawie, Bydgoszczy, Inowrocławiu, Toruniu, Włocławku, Płocku, Szczecinie i Rzeszowie. Poza tym takie programy od lat prowadzi Częstochowa, prowadził też Sosnowiec, od 1 lipca 2016 Łódź (koszt – 4,5 mln), szykują się Poznań i Kielce.

Jako pierwsza swój program dopłat do in vitro uchwaliła cztery lata temu Częstochowa. Głosowali za nim m.in. radni PO. Do 2016 r. dzięki programowi urodziło się 12 dzieci. W 2013 r. – też głosami PO – do Częstochowy dołączył Sosnowiec. Ostatnio – z inicjatywy PO – radni Łodzi zapewnili bezpłodnym parom dofinansowanie do in vitro na lata 2016-2020.

Rezygnując ze wspierania finansowania in vitro, Platforma oddaje pole innym partiom. Razem złożyło projekt programu refundacji w Warszawie i w Koszalinie. Radni SLD lub Zjednoczonej Lewicy domagają się in vitro w Kielcach, Łodzi i Poznaniu. Z inicjatywy Nowoczesnej powstały projekty programów w Bydgoszczy, Inowrocławiu, Toruniu, Włocławku, Płocku, Szczecinie i Rzeszowie.

Na co pozwala prawo

– Miasta, gdzie rządzi prawica nie chcą finansować in vitro z powodów ideologicznych – mówi “Oku” Górna. – W Warszawie pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, w której miasto niby by chciało, ale twierdzi, że prawo nie zezwala.

Działacze Nowoczesnej w trybie dostępu do informacji publicznej wystąpili o udostępnienie ekspertyzy prawnej warszawskiego ratusza uzasadniającej odrzucenie programu in vitro. Urząd odmówił, tłumacząc, że „opinie prawne i analizy są dokumentami wewnętrznymi”.

OKO.press zwróciło się do Jana Grabca z prośbą o wskazanie przepisów, nie pozwalających na finansowanie przez samorząd procedury sztucznego zapłodnienia. Nie dostaliśmy odpowiedzi.



Nie znamy więc prawnej argumentacji stołecznego ratusza. Ekspertyzę, uzasadniającą legalność finansowania procedury in vitro przez stolicę, upublicznili za to działacze Nowoczesnej. Oto argumenty:

  • według art. 166 ust. 1 Konstytucji zadania służące zaspokajaniu potrzeb wspólnoty samorządowej są wykonywane przez samorządy;
  • do zadań samorządów należy realizacja programów polityki zdrowotnej, a leczenie bezpłodności można zaliczyć do zadań ochrony zdrowia (zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych);
  • w obliczu kryzysu demograficznego w Polsce Warszawa może też uznać leczenie niepłodności za element polityki rozwoju, którą powinny prowadzić samorządy (według ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju);
  • samorządy mają prawo do podejmowania działania na rzecz ochrony i promocji zdrowia rozrodczego (zgodnie z ustawą o leczeniu niepłodności)
  • samorząd może decydować o formach i środkach realizowania potrzeb mieszkańców niezależnie od polityki rządowej – tak orzekła wrocławska Regionalna Izba Obrachunkowa (organ nadzorujący jednostki samorządu) w uchwale z 2003 r.

Prawnicy Nowoczesnej przypominają też, że jak dotąd nikt skutecznie nie podważył legalności programów prowadzonych przez Częstochowę, Łódź czy Sosnowiec.



W 2012 r. uchwałę radnych w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Gliwicach zaskarżyły dwie osoby. Jedną z nich był Krzysztof Janus, prezes Unii Laikatu Katolickiego, który argumentował, że leczenie bezpłodności metodą in vitro nie jest zadaniem gminy i nie może być finansowane z budżetu miasta na ochronę zdrowia. WSA uznał skargę za niedopuszczalną, ponieważ wnioskodawcy przed jej złożeniem powinni byli wezwać radę do usunięcia naruszenia prawa. Skarżący złożyli kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale NSA ją oddalił.

Według Jana Grabca program in vitro w Częstochowie był wyjątkowy – i ma to potwierdzać regułę.

Tymczasem to przykład Warszawy jest wyjątkiem od reguły. Samorządy mogą finansować in vitro – jeżeli tylko chcą.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym