Prawa autorskie: Piotr Wójcik / Agencja GazetaPiotr Wójcik / Agenc...
19 listopada 2020

Miesiączka to "płacz niespełnionej macicy"? Co nam robią lekcje religii [HISTORIE ZEBRANE]

Zofia na lekcjach religii usłyszała, że kobieta nie może być odważna i silna. Szymon, że życie bez chrztu to życie w szambie. Zuza po oglądaniu egzorcyzmów na zajęciach myślała, że jest opętana. Co pamiętacie z lekcji religii? Dlaczego zrezygnowaliście? OKO.press publikuje wasze świadectwa

"Wprowadzenie religii do szkół jest głęboko niesłuszne i będzie powodować napięcia" - przestrzegała w 1990 roku, skądinąd głęboko wierząca katoliczka, wiceminister edukacji Anna Radziwiłł. Jak brzmią te słowa po 30 latach szkolnej katechezy?

Choć przez 30 lat odsetek osób uczestniczących w lekcjach religii utrzymywał się na wysokim poziomie (według Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w roku szkolnym 2019/2020 było to 88 proc. uczniów), a Kościołowi udało zdobyć niemal niekontrolowany dostęp do edukacji Polek i Polaków, zaczyna się wielki odwrót. Wpisuje się on w szerszy trend rozliczeń z katolickim wychowaniem.

Z wielu doniesień medialnych wyłania się obraz rodziców, którzy coraz częściej rezygnują z posyłania dzieci na katechezę. Toczą walkę o zajęcia z etyki, opisują, jakiej presji czy szantażom są poddawani. Mają nie "robić problemów", "nie wydziwiać", nie narażać dzieci na gorszą średnią, bo przecież piątka z religii, może się przydać w rekrutacji...

Problem z religią w szkole to nie tylko trudności administracyjne. Chodzi też o rolę jaką Kościół katolicki odgrywa w życiu Polek i Polaków. I szkodliwe, fundamentalistyczne treści "wychowawcze" - w waszych relacjach często opisujecie je jako "indoktrynację" - które nierzadko odciskają się na życiorysach.

Polskie społeczeństwo jest w trakcie powolnego procesu odsuwania się od Kościoła, postępuje laicyzacja.

W sondażu IPSOS dla OKO.press z 2019 roku aż 53 proc. badanych uznało, że lekcje religii powinny wrócić do salek katechetycznych. Za tym, by było jak jest, opowiedziało się 42 proc. respondentów.

Trend jest szczególnie wyraźny wśród młodych. W ostatnich klasach szkoły średniej liczba uczniów, którzy chodzą na lekcje religii, spada do 70 proc. Z badania Pew Research wynika też, że tylko 16 proc. młodych Polaków deklaruje, że religia jest dla nich ważna. Dla porównania, wśród starszych odsetek rośnie do 40 proc.

O głębokim kryzysie świadczą wasze relacje, nadsyłane do OKO.press, w których piszecie o wstydzie, traumie, poczuciu zażenowania, zmęczeniu. Są też takie, choć niestety nieliczne, w których da się dostrzec "ludzkie" oblicze szkolnej religii. Oddajemy wam głos i dziękujemy za okazane nam zaufanie.

"Przez lata miałam poczucie winy, że jestem ambitna i odważna"

"Kiedy byłam nastolatką byłam dość zagubiona. Szukałam oparcia w Bogu i Kościele, poszłam do szkoły katolickiej. Po jej ukończeniu okazało się, że zgubiło mnie to jeszcze bardziej" - pisze dziewczyna "z traumą religijną". Chce pozostać anonimowa, nazwiemy ją Zofią.

Z lekcji religii dowiedziała się, że kobiety nie odczuwają pragnienia wolności i siły fizycznej. Nie powinny też zarabiać więcej niż mąż, bo ten może czuć się niedowartościowany. Lepiej też, by samodzielnie nie przenosiły rzeczy, jeśli obok znajduje się mężczyzna. To on jest bowiem naturalnie uposażony w odwagę i siłę, za którą kobieta go podziwia. Jaka jest więc rola kobiety? Być żoną i matką, a pracownicą tylko wtedy, gdy da się to pogodzić z dbaniem o ognisko domowe.

"Żadna z koleżanek nie wyrażała sprzeciwu. Przez lata miałam poczucie winy, że jestem ambitna, odważna i - z racji częstych treningów - silniejsza fizycznie od kolegów.

Udało mi się zacząć to kontrolować dopiero niedawno, kilka lat po skończeniu szkoły" - pisze Zofia. "Niektórzy myślą, że to tylko słowa pojedynczych księży, a nie stanowisko całego Kościoła, jednak tak nie jest. W tym sprzeciwianiu się »ideologii gender« nie chodzi tylko o zmianę płci, czy homoseksualizm, ale też o to, żeby kobiety pozostały jak najbardziej stereotypowo kobiece. Również Jan Paweł II poświęcił temu zagadnieniu dużo miejsca w swoim nauczaniu. Chciałabym, żeby wreszcie można było zacząć mówić o dyskryminacji kobiet w Kościele".

"Miesiączka to płacz niespełnionej macicy"

"Pamiętam jak ksiądz nam wmawiał, że miesiączka to płacz niespełnionej (bo nie zapłodnionej) macicy. Wzbudziło to w dziewczynkach poczucie wstydu i tego, że coś robimy źle" - pisze Natalia. Nie chciałaby, by jej córka, która dziś ma dopiero roczek, kiedykolwiek musiała chodzić na religię i "słuchać podobnych bzdur". Szczególnie, że w jej parafii był też ksiądz pedofil. To z mediów, a dokładnie artykułu "Grzech w diecezji tarnowskiej", dowiedziała się, że proboszcz świadomie go przyjął i pozwolił, by uczył dzieci religii. "Była nawet afera, bo ksiądz zabierał 10-letnie dziewczynki do galerii handlowej, kupował stroje kąpielowe, a później zabierał na basen. Księdza przenieśli i szybko wszystko ucichło" - wspomina Natalia.

Wstyd to też uczucie, które towarzyszyło innej naszej czytelniczce.

"W pierwszej klasie liceum byłam w ciąży. Katecheta nie wyczytywał mojego nazwiska, udawał, że nie istnieję".

W szkole, do której chodzi dziecko Klaudii, ksiądz jest mizoginem. Powtarza, że kobiety nie wniosły nic do historii cywilizacji, a świat rozwija się dzięki mężczyznom. Na lekcjach padały też słowa usprawiedliwiające gwałty. Ksiądz pozwala też sobie oceniać wygląd uczennic. Na lekcjach komentuje, że "ubierają się ordynarnie". "Na tych lekcjach nie obowiązują standardy, którym podlegają nauczyciele innych przedmiotów" - mówi kobieta.

"Im bardziej się męczyliśmy, tym bardziej był zadowolony"

"Lekcje religii to był największy koszmar mojej podstawówki" - mówi Kasia. "Jedyne, co zapamiętałam, to ciągłe poczucie strachu i ból brzucha przed lekcjami. Ksiądz, który prowadził zajęcia, musiał czerpać przyjemność z tego, że małe dzieci, bo mówimy o klasie 1-3, nie potrafią odpowiedzieć na pytanie. Kazał nam się uczyć wszystkiego na pamięć. Im bardziej się męczyliśmy, tym bardziej on był zadowolony. Dużo straszył nas grzechem, piekłem, karą boską. Nie miało to nic wspólnego z naukami Chrystusa. A gdy przechadzał się szkolnymi korytarzami, zachowywał się jakby szedł sam Bóg".

Najgorzej wspomina przygotowania do Komunii Świętej, które również odbywały się w szkole. "Ksiądz chciał »skontrolować« czy dobrze wystawiamy języki, żeby przyjąć komunię. Kazał nam po kolei podchodzić do lustra w klasie i otwierać buzie. Wstyd i zażenowanie towarzyszą mi 20 lat później" - wspomina Kasia.

Gdy w liceum usłyszała, że homoseksualizm to dzieło szatana, wypisała się z zajęć. "Byłam prawie dorosła, wiedziałam, że ktoś mi wciska ciemnotę. Na pewno w przyszłości oszczędzę dzieciom tej traumy" - dodaje.

"Ksiądz wyśmiał moje dziecko, bo nie jesteśmy religijni"

"Mój syn przyszedł do domu z płaczem, że siostra ucząca religii krzyczy na niego, że słabo zna modlitwy" - pisze Krzysztof. "Następnego dnia wypisałem go z zajęć, na 3 miesiące przed komunią". Córkę Gosi, w podobnym wieku, katechetka straszyła, mówiąc, że gdy w nocy skrzypi podłoga, to odwiedzają ją zmarli. "Bardzo długo spała przy zapalonym świetle. Teraz się z tego śmiejemy, ale na religię już nie chodzi".

Dorota, dziś już dorosła, z lekcji religii zrezygnowała w liceum. Ksiądz nie lubił dziewczyn. Twierdził, że "Harry Potter" to dzieło szatana, a na pytanie, czy przeczytał książkę, odpowiadał, że to "jakby wypić truciznę i zapytać jak smakuje". Dorota wolała siedzieć 45 minut pod klasą i czytać, niż słuchać tych bzdur. Gdy jej córka poszła do zerówki z automatu dołączyła do lekcji religii.

"Zrezygnowaliśmy, gdy katechetka powiedziała, że naukowcy odkryli żywe tkanki ludzkiego serca w hostii".

Dziecko Kasi zrezygnowało z zajęć religii po tym, jak na lekcji, przy wszystkich uczniach wyśmiał je ksiądz. "To było w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Dziecko napisało wypracowanie o tym, jak obchodzimy święta; że to miłe tradycje, ale dla nas nie jest to religijne przeżycie. Ksiądz wyśmiał je, kpił z takich jak my. Przy całej klasie. Dziecko przepłakało to w domu i zdecydowało, że więcej na religię nie pójdzie".

"Z księdzem nie było dyskusji"

Sławkowi [imię zmienione] przeszkadzało bezmyślne "odklepywanie" pacierzy, brak dyskusji i pogarda dla innych religii (niektóre z nich ksiądz nazywał "psią wiarą").

Maria, mimo że do dziś jest osobą wierząca, z lekcji religii wypisała się na początku trzeciej klasy liceum. Zajęcia prowadził ksiądz salezjanin, który uprawiał katechetyczny "coaching". Uczniowie musieli wypełniać formularze, w które wpisywali swoje plany i marzenia, ale ksiądz dopytywał też o "sekrety" i sprawy, które Maria nazywa "intymnymi". Poza tym, uczniowie oglądali niezliczone ilości filmów.

"Część z nich to typowe chrześcijańskie propagandowe klasyki (np. "Bóg nie umarł"), część - dokumenty Grzegorza Brauna, a część była zupełnie egzotyczna: amatorskie obrazy "z przesłaniem". Niektóre - bardzo drastyczne"

- relacjonuje Maria.

Ksiądz bał się konfrontacji i krytyki. "Sugerował nam niedojrzałość i złą wolę, czasem opowiadał łzawe historie z dzieciństwa albo się obrażał. Często głosił niepotwierdzone naukowo »prawdy«, odmawiał podania źródeł, a pytania traktował jako atak". I tu też, tak jak na lekcjach u Sz., pojawiały się twierdzenia dyskryminujące, głównie islamofobiczne.

"U mnie lekcje religii skończyły się w drugiej klasie gimnazjum, gdy katecheta mnie uderzył w twarz.

Mój tata, gdy się dowiedział dostał furii i po interwencji w kuratorium zostałam wypisana z religii, a katecheta jeszcze 2 lata uczył w szkole" - pisze Sylwia.

"Życie bez chrztu, to życie w szambie"

Szymon ma 17 lat. Na lekcje religii nie chodzi z wyboru. Gdy zaczął liceum, postanowił znów spróbować. Czego dowiedział się od księdza w ciągu dwóch miesięcy?

"Życie bez chrztu świętego to życie w szambie", "Aborcja zawsze będzie morderstwem, a matka będzie miała dziecko na sumieniu do końca życia", "Homoseksualizm to choroba psychiczna, którą należy leczyć farmakologicznie".

Mimo tego z całej klasy wyłamały się tylko trzy osoby.

Adzie [imię zmienione] już w szkole podstawowej przeszkadzały niemerytoryczne twierdzenia katechetek. Nie miała jednak dość wiedzy, by protestować. Wszystko zmieniło się w technikum, gdy kolejna katechetka poruszyła temat Halloween. "Cała lekcja upłynęła na bluzganiu na szatańskie motywy celtyckich druidów i powtarzaniu, jak ogromnym grzechem jest obchodzenie tego nie-święta".

Ada próbowała polemizować mówiąc o pogańskich korzeniach wielu chrześcijańskich tradycji. Jednak katechetka uparła się, że przez dziewczynę przemawia brak wiedzy i dla całej klasy przygotowała specjalny wykład o "szatańskim znaczeniu przebieranek i herezji jaką jest komercjalizowanie tej niewinnej zabawy".

"Jestem niewierząca od końcówki gimnazjum. Dostrzegałam tak dużo bzdur, które były przekłamywaniem faktów na użytek własnej narracji, że tamto wydarzenie tylko przypieczętowało decyzję o odcięciu się od Kościoła" - dodaje A.

"Wpadłam w paranoję czy nie jestem opętana"

Zuza, dziś studentka, ostatni raz lekcję religii miała trzy lata temu, jednak najmocniej zapadły jej w pamięć zajęcia prowadzone w gimnazjum. Katechetka kazała uczniom oglądać egzorcyzmy.

"Lekcje były poświęcane grzechom, przyczynom opętania, a także osobom, które tego doświadczyły. Oglądaliśmy więc jak dziewczyna mówi wieloma językami, których nie powinna znać; jak wypluwa gwoździe, a jej ciało wykręca się w nienaturalny sposób. Wszystkiemu towarzyszyła modlitwa »Ojcze Nasz«, którą kojarzysz z czasów, gdy świat był dużo prostszy, a ty odmawiałaś z rodzicami modlitwy przy dziecięcym łóżku. Słuchaliśmy też o tym, że Emily Rose swoim cierpieniem dała największe świadectwa wiary i oddania Bogu" - opowiada Zuza.

Chętnym katechetka rozdawała egzemplarze magazynu "Egzorcysta".

W Zuzie, te doświadczenia, zrodziły na chwilę "poczucie głębokiej wiary w Boga". Jednak, jak przyznaje, wynikało to głównie z ogromnego strachu przed szatanem. "Wpadłam w paranoję do tego stopnia, że przy codziennych czynnościach nachodziła mnie myśl czy to nie ja jestem »wybranką szatana« i czy nie będę musiała przypadkiem swoim cierpieniem dawać świadectwa wiary" - dodaje Zuza.

"Lekcje religii, czyli jak po katolicku nienawidzić"

Agnieszka niejednokrotnie sprzeczała się z księżmi na lekcjach religii. Reagowała, gdy ci uznawali inne religie za dzieło szatana lub rzucali rasistowskimi hasłami.

"Miarka się przebrała, gdy katechetka puściła nam »dokument odsłaniający prawdę« o homoseksualistach. W filmie przedstawiono ich jako szaleńców, którzy pod osłoną nocy chodzą do lasu, tańczą nago wokół ogniska i oddają cześć jakimś bożkom. Zagotowało się we mnie, więc wypaliłam do katechetki, że jest z niej guzik, a nie katoliczka. Pytałam czy nie jest jej wstyd okłamywać ludzi; gdzie podziały się tutaj przykazania: »Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu« oraz »Kochaj bliźniego swego jak siebie samego«.

W odpowiedzi katechetka nawrzeszczała na mnie i kazała mi iść całować się z koleżanką".

Kłótnia skończyła się zagrożeniem oceną niedostateczną z religii. Agnieszka wybroniła się zdając test z Biblii na ocenę bardzo dobrą. "Zrobiłam to, żeby było jej głupio. Od tamtego czasu powoli zaczęłam stronić od Kościoła, aż osiągnęłam poziom, gdzie nawet końmi mnie tam nie zaciągną" - dodaje.

"Kobieta współżyjąca przed ślubem jest zepsuta"

Prezerwatywy mają dziurki i przepuszczają wirusa HIV, powodują raka u kobiet oraz stan zezwierzęcenia - taką lekcję o katolickiej seksualności odebrała Justyna [imię zmienione] w gimnazjum. "Według katechetki, kobieta współżyjąca przed ślubem jest »zepsuta«, popełnia grzech ciężki, a jedyną formą pokuty, jest bycie przykładną żoną do końca życia. W trakcie jednej z lekcji dotyczącej nagradzania przez Boga za dobre rzeczy, a karania za złe, koleżanka zapytała za co karane są nowo narodzone dzieci, które - jak jej brat - mają porażenie mózgowe.

Katechetka odpowiedziała, że choroba brata to kara za grzechy jej rodziców, ale żeby się nie martwiła bo brat szybciej będzie zbawiony. Koleżanka, lat 13, rozpłakała się".

Justyna również musiała słuchać o dziełach szatana - Harry Potter, Dan Brown, Pokemony - których celem było oderwanie dzieci od Boga. "Nie mam nic przeciwko wierze, ale przeciwko takim naukom Kościoła jak najbardziej" — mówi dziewczyna.

Dla Oliwii koszmar na lekcjach religii zaczął się, gdy ulubiona katechetka złamała nogę. Na zastępstwo, które trwało trzy lata, przyszedł ksiądz. Dziewczyna wspomina, że każda lekcja była miksem zażenowania i stresu.

"Ksiądz opowiadał nam o demonie drzemiącym w Hello Kitty, My Little Pony i Barbie. Początkowo to było nawet zabawne, ale poruszał ten temat tak często, że przestało. Bardzo lubił mówić o męczeństwie, roli cierpienia w życiu i demonach, które miały nas - 10-, 13-letnie dzieci - opętać. Zapewniał jednak, że on nas chroni, bo przez swój status duchownego jest większym magnesem na demony.

W końcu zarządził obowiązkowe święcenie po każdej lekcji religii: krzyżyk rysowany palcem na czole, ustach i klatce piersiowej"

- wspomina Oliwia.

"Nie chciałam fundować dzieciom wytykania palcami"

Magda na lekcje religii chodziła jeszcze do Kościoła. Pamięta, że ksiądz z parafii "bił po głowach pustą, plastikową rurką" uczniów, których nie widział na niedzielnych mszach. W czwartej klasie w ramach pokuty także Magdzie kazał przyrzec, że już nigdy nie opuści nabożeństwa. "Od konfesjonału odchodziłam roztrzęsiona. Minęło sporo czasu nim poradziłam sobie z tym ciężarem" - wspomina. W liceum spotkała "księdza podrywacza", którego olewała. W końcu z religii wypisała się w czwartej klasie, niedługo przed maturą.

Gdy urodziły jej się dzieci (trójka synów), nie chciała ich chrzcić, ale mąż nalegał. "Miałam wrażenie, że wyrządzam im ogromną krzywdę. Tłumaczyłam sobie, że to niczym szczepienie w naszej katolickiej rzeczywistości. Tak samo traktuję lekcje religii" - mówi Magda.

Ale chodzi też o presję otoczenia.

"Mieszkamy w małej, wiejskiej społeczności. Moje dzieci byłyby jedynymi w całej szkole, które nie uczęszczają na religię. Nie chciałam im fundować wytykania palcami, nie chciałam też wojen z mężem, który jest katolikiem"

Jak sama mówi dziś "marzy o apostazji". "Na pewno w końcu jej dokonam. Na pewno".

Wszystko zależy od człowieka?

W ciągu 24 godzin od publikacji apelu o przysyłanie historii dotyczących lekcji religii, spłynęło do nas ponad 100 wiadomości. Wśród nich pięć głosów było pozytywnych, zwracających uwagę, że "wszystko zależy od człowieka".

"Moja córka miała w liceum lekcje z fantastycznym księdzem. Bardzo pryncypialny, ale jednocześnie otwarty i życzliwy. Gdy był wspólny wyjazd w góry, zainicjował zbiórkę dla tych uczniów, którzy nie chodzą na religię i mają kiepską sytuację finansową. Choć został przeniesiony do parafii w innym mieście, przyjechał, żeby udzielić jej ślubu" - pisze Ewa.

"Lekcje religii, które najwięcej mi dały, to te w gimnazjum. Uczyła nas katechetka (nie zakonnica), która do dziś jest dla mnie wzorem. Pani miała bagaż doświadczeń, związanych również z wiarą, bólem, miłością i wielkim przebaczeniem, a więc z jednymi z najważniejszych nauk Kościoła. Zawsze była otwarta na nasze opinie i o ile stała po stronie Kościoła, to można było na lekcji o tym normalnie porozmawiać. Tak było, gdy trwał »Czarny protest« i przyszliśmy do szkoły ubrani na czarno" - pisze Ania [imię zmienione].

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne