0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Jeśli minister Waldemar Buda postanowił skrytykować zbyt łagodne traktowanie drobnych przestępstw, powinien raczej zająć się polskim niż kalifornijskim prawem – taki jest wniosek z poniższej analizy.

Ale po kolei.

Buda u Kani: Wszystko jest super

W propagandowej manipulacji rządzący dochodzą dziś do ściany, a nawet zaczynają się po niej wspinać.

Uderzające, że robi to także minister Buda, prawnik z wykształcenia, człowiek z pewnością bystry, który podczas publicznego wysłuchania o KPO w maju 2021 zapisał się w pamięci organizacji społecznych jako polityk obdarzony zdrowym rozsądkiem i w miarę elastyczny.

W PR24 25 lipca 2023 roku minister rozwoju i technologii robił jednak wszystko, żeby udowodnić, że w wyborczej agitacji potrafi leźć po propagandowej ścianie, sięgając po najtańsze chwyty.

Buda odpowiadał na pytania Doroty Kani, która – jak to ma w zwyczaju, gdy rozmawia z władzą – robiła wszystko, by umilić mu poranek. Popadał w samozachwyt, opisując zainteresowanie „bezpiecznym kredytem 2 proc.” (ani słowa o wywołanym wzroście cen mieszkań).

Na pytanie o rządowe dotacje dla samorządów (m.in. na zabezpieczanie wysypisk śmieci) w uniesieniu godnym premiera Morawieckiego powtarzał, że rząd daje gminom mnóstwo pieniędzy: „samorządy mają niesamowite możliwości. Dziś te fundusze są praktycznie nieograniczone”.

O programie „Proboszcz plus”, który pod hasłem odnowy zabytków przekazuje kolejne środki publiczne Kościołowi, Kania powiedziała, że „czy to się komu podoba, czy nie, Polska ma chrześcijańskie korzenie”, a Buda rozczulał się, jak bardzo zależy na zabytkach panu prezesowi Kaczyńskiemu.

Przeczytaj także:

Ale nie byłby Buda propagandystą PiS, gdyby także nie straszył.

Tusk na telefon Scholza będzie sprowadzał uchodźców

Powtarzał, że trzeba przeprowadzić referendum w sprawie (rzekomo) przymusowej relokacji uchodźców. I straszył uchodźcami, Niemcami i Donaldem Tuskiem piekąc trzy pieczenie na jednym ogniu.

Cytował (nieistniejące) deklaracje opozycji, że „wpuszczenie do Polski kilkudziesięciu, czy kilkuset tysięcy, nie stanowi problemu”. I ostrzegał, że "jak przyjdą do władzy, to znów przyjmą.

Bo zadzwoni Scholz i powie: bierzcie tych wspaniałych ludzi, których mamy kilka tysięcy w Berlinie, musicie ich przyjąć".

Tak fantazjował Buda, a krew musiała mu chyba odpłynąć z lewej półkuli mózgowej, która odpowiada za racjonalne myślenie.

W odróżnieniu od autokraty, który chce, żeby poddani się go bali, PiS – jako propozycja prawicowego populizmu – dąży do tego, żeby wyborcy i wyborczynie bali się innych, których wskaże im partia, a zarazem składa obietnicę, że ochroni ich przed zagrożeniem, jakim ich wcześniej postraszyła.

Buda straszył ogólnie Zachodem i wychwalał „jak w Polsce można wygodnie i przyjemnie żyć, a przede wszystkim bezpiecznie”. Co Polacy doceniają, wracając z zagranicznych wakacji, bo tam...

„Bezpieczeństwa brak..." – podsunęła Kania

„W wielu, wielu miejscach" – pociągnął Buda.

I zaprosił słuchaczy do Kalifornii.

W żartobliwej piosence Golec Orchestra sprzed kilkunastu lat San Francisco występowało jako symbol polskich aspiracji („Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco").

W hymnie ministra Waldemara Budy na cześć PiS stało się przykładem groźnych absurdów zachodniego świata, przed którym broni nas rządząca partia.

Proszę sobie wyobrazić, że w San Francisco...

„Proszę sobie wyobrazić, że w Stanach Zjednoczonych, w San Francisco jest sytuacja, w której karalność za przestępstwa podniesiono do 1000 dolarów, żeby nie karać drobnych przestępstw, bo system więziennictwa i wymiaru sprawiedliwości jest niewydolny. 1000 dolarów! Co to oznacza?” – zawiesił głos Buda –

„Kradzież telefonu, torebki, innych rzeczy jest niekarana, bo nie ma na to możliwości przerobowych”.

Tymczasem „my w Polsce czujemy się bezpiecznie, kobiety dzieci, mogą spacerować nawet o zmroku po polskich miastach i czuć się komfortowo".

A w takim Paryżu? Polscy turyści chcieliby „zobaczyć wspaniały jeden zabytek, ale przewodnik mówi, że tam wycieczki nie mogą wjechać, bo tam nawet policja nie wjeżdża”.

Zostawmy Paryż, zajmijmy się San Francisco, a dokładniej Kalifornią, która – jak to w USA – ma swój własny kodeks karny.

W San Francisco karalność za przestępstwa podniesiono do 1000 dol., żeby nie karać drobnych przestępstw, bo system więziennictwa i wymiaru sprawiedliwości jest niewydolny. Kradzież telefonu, torebki, jest niekarana, bo nie ma możliwości przerobowych
Od 2014 r w Kalifornii zmieniono klasyfikację m.in. kradzieży poniżej 950 USD z przestępstw (felony) na wykroczenia (misdemeanors). Są nadal karane więzieniem do 6 miesięcy lub grzywną do 1000 dolarów
Wywiad w PR24,25 lipca 2023

Referendum zliberalizowało prawo w Kalifornii

Buda jest prawnikiem, więc zapewne wie, że prawo definiuje, co jest przestępstwem, a co wykroczeniem. I jest w stanie zrozumieć, że w listopadzie 2014 roku mieszkańcy Kalifornii przegłosowali w referendum tzw. Propozycję 47, która w Kodeksie karnym stanu Kalifornia zmieniła kwalifikację niektórych naruszeń prawa: z kategorii przestępstw (ang. felony) zagrożonych surowymi karami stały się wykroczeniami (ang.: misdemeanors).

Ta zmiana dotyczyła:

  • kradzieży sklepowych, jeśli wartość skradzionego mienia nie przekracza 950 USD,
  • innych kradzieży, z tym samym limitem 950 USD,
  • przyjęcie skradzionego mienia (paserstwo), jeśli wartość mienia nie przekracza 950 USD,
  • fałszerstwa, jeśli wartość sfałszowanego czeku, obligacji lub weksla nie przekracza 950 USD, a także
  • posiadania małych ilości narkotyków.

Jak widać, granicą jest 950 USD, a nie jak mówi Buda 1000 dolarów, ale to drobna nieścisłość. Ważniejsze jest, że powyższe wykroczenia wcale nie są bezkarne.

Są nadal ścigane i zagrożone karą.

Sędzia może orzec:

  • do 6 miesięcy pozbawienia wolności,
  • dozór kuratora,
  • grzywnę,
  • zadośćuczynienie ofierze.

Strony kancelarii adwokackich w Kalifornii najwięcej miejsca poświęcają „kradzieży sklepowej, zdefiniowanej jako wejście do obiektu handlowego z zamiarem popełnienia kradzieży, w godzinach pracy placówki, gdy wartość zabranego lub przeznaczonego do zabrania mienia wynosi 950 USD, lub mniej. Każde inne wejście do obiektu handlowego z zamiarem popełnienia kradzieży jest włamaniem”.

Warto zwrócić uwagę, że wystarczy „zamiar kradzieży”, co zostało dodane w referendum i zwiększa ryzyko, na jakie naraża się złodziej.

Propozycja 47 jest próbą liberalizacji prawa, zgodnie z założeniem, że

surowość kar nie działa prewencyjnie, a pobyt w więzieniu zamiast resocjalizacji często prowadzi do demoralizacji.

Rzecz o tyle ważna w USA, że ten kraj stanowi patologiczny przykład nieskuteczności surowego karania.

Według raportu brytyjskiego ICPR (Institute for Crime&Justice Policy Research) w amerykańskich więzieniach przebywa 1 mln 767 tys. osób, co daje trzecią najwyższą na świecie liczbę 531 więźniów na 100 tys. mieszkańców (więcej jest tylko w Salwadorze i na Kubie).

Przy okazji: w Polsce ten wskaźnik wynosi 208, najwięcej w Unii Europejskiej; bliżej nam do Rosji (326) i Białorusi (345) niż do krajów skandynawskich (Norwegia 56, Szwecja 73, Dania 72).

Propozycja 47 – tu ma rację Buda – miała też na celu zmniejszenie kosztów. Według raportu Stanford University w rok po jej wprowadzeniu populacja więzienna Kalifornii zmniejszyła się o 13 000 osób, a wydatki na więziennictwo spadły w 2015 roku o 150 milionów dolarów.

Buda odgrzewa tu starego fake newsa prawicowego komika

Skąd Budzie przyszło do głowy San Francisco?

Praprzyczyną był opublikowany na twitterze (1,2 mln wyświetleń) i Facebooku filmik popularnego komika, podcastera i celebryty Adama Carolli (rocznik 1964): dwaj zamaskowani faceci bez pośpiechu wychodzą ze sklepu objuczeni skradzionymi towarami (w tym ubraniami na wieszakach), jeden niesie wielki plecak.

Do tego komentarz: „Za sprawą Propozycji 47 kradzieże poniżej 950 dolarów nie są ścigane, więc policjanci nie zawracają sobie głowy i nawet nie pojawiają się na miejscu”. I puenta: „Kalifornio, masz to, co sobie przegłosowałaś”.

Ten filmik na FB jest dziś przykryty ostrzeżeniem, że zawiera fałszywe informacje.

Fejk news w wykonaniu Carolli wpisuje się w jego prawicową wiarę w systemy kontroli i represji, pochwały „bezpiecznej granicy” [z Meksykiem], polemiki z „lewicową poprawnością polityczną” i kulturą unicestwiania (counter culture), a także sugestiami, że klapsy nikomu nie szkodziły.

Komik deklaruje też libertarianizm podobny do polskiej Konfederacji („Jeśli nikogo nie krzywdzisz, nie wpieprzasz się w niczyje sprawy, i płacisz podatki, powinieneś móc robić to, co chcesz. Na tym polega wolność”; „Jestem republikaninem. Nie popieram tych wszystkich darmowych obiadów. To po prostu poniża ludzi”).

Zdarzają mu się teksty seksistowskie, gdy twierdzi, że w branży komediowej „laski” są „zawsze mniej zabawne niż faceci”.

Jak sprawdził Konkret TVN24, po polskiej sieci w październiku 2021 zaczął krążyć kolejny amerykański filmik z komentarzem „Raj na ziemi. W Kalifornii kradzież poniżej 950 USD nie jest już przestępstwem. Ciekawe, ile sklepów się przez to zamknie i ile miejsc pracy wyparuje?”.

Tym razem sklepowych złodziei jest pięciu (niektórzy czarnoskórzy), na oczach bezradnych sprzedawców wynoszą całe sterty pudeł, toreb i ubrań, nie zwracając uwagi na sygnał alarmowy, jaki uruchamiają.

Ciekawe, w jaki sposób Buda dotarł do fake newsów ośmieszających liberalizację prawa karnego w Kalifornii? Czy natknął się na nie, surfując sobie po sieci? Czy ktoś mu to podsunął? A może był to jeden z przekazów dnia, które opracowują spin-doktorzy PiS?

Tak czy inaczej, minister polskiego rządu kompromituje siebie i swój urząd powtarzając internetowe bzdury, przed którymi ostrzega FB: „Fałszywe informacje. Sprawdzone przez niezależnych weryfikatorów”.

Wywody Budy są tym bardziej pozbawione sensu, że także rząd PiS (jak wszystkie rządy na świecie) wyznacza granicę między przestępstwem a wykroczeniem i zamierza właśnie podnieść tę graniczną kwotę z 500 do 800 zł. Można to opisać jako

plan 800 minus – poniżej tej kwoty kradzieże będą wykroczeniem, które jest traktowane w Polsce bez porównania łagodniej niż w USA.

Nawet krwiożerczy szeryf Zbigniew Ziobro rozumie, że nie ma sensu za drobniejsze kradzieże pakować młodych na ogół ludzi do paki, skąd wyjdą gotowi do poważniejszych przestępstw.

W Polsce jest 500 minus, będzie 800 minus

Inicjatywą rządu PiS jest podniesienie progu między wykroczeniem a przestępstwem z 500 do 800 zł.

Chodzi o nowelizację art. 119 Kodeksu wykroczeń, który stanowi, że „Kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza 500 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”.

Art. 119. [Kradzież lub przywłaszczenie]

§ 1. Kto kradnie lub przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą, jeżeli jej wartość nie przekracza 500 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

§ 2. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne.

§ 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 dopuścił się go na szkodę osoby najbliższej, ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.

§ 4. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 1, można orzec obowiązek zapłaty równowartości ukradzionego lub przywłaszczonego mienia, jeżeli szkoda nie została naprawiona.

Przepisy obowiązywać miały od połowy marca 2023, ale po protestach handlowców zamiana 500 zł w 800 zł została przesunięta na październik. Renata Juszkiewicz z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji obawiała się, że sprawcy mogliby dzięki wyższemu limitowi kraść także ekskluzywne artykuły spożywcze, drobne AGD, elektronikę czy odzież.

Łukasz Grzesik, specjalista ds. zabezpieczeń w handlu, uważał, że kradzieży sklepowych i tak będzie więcej, w związku z narastającą biedą. Tak jak w USA, handlowcy boją się większych strat.

Warto dodać, że choć polskie 800 zł jest niższą kwotą niż amerykańskie 950 USD, to

kary za kradzież o małej wartości są bez porównania mniejsze niż w USA, gdzie można za to pójść na pół roku do więzienia (patrz wyżej).

W Polsce, zgodnie z art. 19 kodeksu wykroczeń, „kara aresztu trwa najkrócej 5, najdłużej 30 dni; wymierza się ją w dniach”.

Grozi też grzywna – na mocy art. 24 kodeksu wykroczeń – „w wysokości od 20 do 5000 złotych, chyba że ustawa stanowi inaczej”.

W dodatku „wymierzając grzywnę, bierze się pod uwagę dochody sprawcy, jego warunki osobiste i rodzinne, stosunki majątkowe i możliwości zarobkowe”.

Jeśli Buda chciałby krytykować zbyt łagodne traktowanie drobnych przestępstw, powinien raczej zająć się polskim niż kalifornijskim prawem.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze