Propozycji "kompromisowych" zmian w prawie łowieckim autorstwa nowego ministra środowiska Henryka Kowalczyka resort nie chce na razie ujawnić. Ale przeciekły do myśliwskiego magazynu "Brać Łowiecka". Minister obiecywał, że nie będą one w pełni satysfakcjonujące dla nikogo. Dotrzymał obietnicy

Można będzie odmówić myśliwym wstępu na swój teren za pomocą zwykłego oświadczenia notarialnego – to najdalej idące ustępstwo ze strony ministra środowiska wobec ekologów i przeciwników panoszenia się myśliwych. Utrzymane będą jednak kary za przeszkadzanie w polowaniach zbiorowych.

Takie przepisy nowy minister chce wprowadzić do zmienianej właśnie w Sejmie ustawy łowieckiej. Propozycje nie są znane oficjalnie, resort je przedstawi – jak się dowiadujemy – 5 lutego 2018 przed posiedzeniem sejmowych komisji środowiska i rolnictwa pracujących nad nowelizacją. Ale ujawniła je redakcja myśliwskiego pisma „Brać Łowiecka”, jak twierdzi, są to informacje „ze sprawdzonych źródeł”.

„Część z nich stanowi odpowiedź na postulaty zgłaszane od dłuższego czasu przez stronę społeczną” – czytamy na stronie myśliwskiego magazynu.

M.in. jest proponowany nowy przepis dotyczący odstrzałów w parkach narodowych. „W nawiązaniu do burzy wywołanej rzekomym wpuszczeniem myśliwych na tereny chronione zaproponowano, aby odstrzały redukcyjne w parkach narodowych i rezerwatach przyrody odbywały się na podstawie indywidualnych upoważnień wystawianych przez dyrektora parku narodowego lub dyrektora RDOŚ i by prowadzono je pod nadzorem pracownika jednej z wymienionych instytucji, przy czym pierwszeństwo w realizacji odstrzału mają mieć pracownicy parku” – relacjonuje „Brać Łowiecka”.

Na razie wszystkie propozycje strony społecznej, ograniczające wszechwładzę myśliwych, zostały odrzucone 24 stycznia przez specjalną podkomisję sejmową, której przewodzi posłanka PiS Anna Paluch. Stronę społeczną reprezentowały Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze, członkowie Koalicji „Niech Żyją!”.

Głosami posłów PiS i Kukiz ’15 przyjęto nowelizację ustawy w takim kształcie, w jakim przygotował ją jeszcze były minister środowiska Jan Szyszko. Ekolodzy, których nie dopuszczono do głosu, w akcie protestu opuścili salę obrad podkomisji.

OKO.press opisywało tę sprawę tu:

OKO.press analizuje część propozycji resortu. Z zastrzeżeniem, że dopiero 5 lutego podczas wspólnego posiedzenia komisji środowiska i rolnictwa okaże się czy lobby myśliwskie w Sejmie ugnie się przed polityczną decyzją resortu, by łagodzić konflikty ze stroną społeczną.

  1. Nie chcesz myśliwych na swojej ziemi? Wystarczy oświadczenie

Resort środowiska proponuje znaczne ułatwienie dla tych właścicieli nieruchomości, którzy chcą wyłączyć swój teren z obwodu łowieckiego i zakazać na nim polowań.

Ma wystarczyć do tego złożenie oświadczenia w formie aktu notarialnego. Takie wyłączenie można cofnąć, ale „najwcześniej po zakończeniu roku gospodarczego, w którym nieruchomość została wyłączona z granic obwodu”. To zdecydowanie najlepsza propozycja w całym pakiecie rekomendowanych przez resort zmian. Uwzględnia w całości postulat strony społecznej i ulepsza istniejący stan prawny.

Wyłączanie ziemi z obwodów łowieckich umożliwił wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 10 lipca 2014 roku. Sędziowie uznali, że sytuacja, w której myśliwi polują na czyjejś ziemi bez zgody właściciela stoi w sprzeczności z gwarantowanym przez Konstytucję RP prawem własności.

Ale droga do wyłączenia ziemi nie jest dziś wcale prosta. Trzeba złożyć pismo do Sejmiku Województwa powołując się na wspomniany wyrok Trybunału. Jeśli Sejmik nie odpisze lub odmówi wyłączenia, to trzeba wnieść skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. A on wydaje wyrok na korzyść właściciela terenu. Więcej informacji można znaleźć na stronie zakazpolowania.pl.

Tak wyłączenie swojej ziemi uzyskał znany pisarz Andrzej Stasiuk, który mieszka w Beskidzie Niskim.

Lobby łowieckiemu ten stan rzeczy się nie podoba, obawia się, że wyłączenia będą coraz liczniejsze i myśliwi nie będą mieli gdzie polować. Dlatego podczas obrad podkomisji 24 stycznia do nowelizowanej ustawy wpisano kolejne utrudnienie –  właściciel ziemi musiałby uzasadniać przed sądem, że to poglądy religijne i etyczne nie pozwalają mu na tolerowanie polowań na nieruchomości. A sąd może tych wyjaśnień nie uznać.

To ewidentne pogwałcenie art. 53 ust. 7 Konstytucji, który mówi, że „nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania”.

Jest jedno „ale”

Resort proponuje zapis, który ma odstraszać rolników od wyłączeń. „Na terenach objętych zakazem wykonywania polowań nie przysługuje odszkodowanie za szkody wyrządzone przez gatunki łowne” – czytamy.

„Propozycja Ministerstwa Środowiska jest zbyt daleko idąca. Opiera się na błędnym założeniu, że jedyną przyczyną szkód ze strony zwierząt łownych jest brak polowań na danym terenie” – mówi OKO.press adwokatka Karolina Kuszlewicz. – „Tymczasem jest to kwestia bardziej złożona. Takie myślenie prowadzi do uznania, że tam, gdzie się poluje szkód nie ma. A przecież nie jest to takie oczywiste” – dodaje.



  1. Zostają kary za utrudnianie polowań

Najbardziej krytykowana zmiana w prawie łowieckim, wprowadzona niedawno specustawą o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, mówi o karaniu grzywnami za umyślne utrudnienia lub uniemożliwianie polowań. Rekomendacja ministra Kowalczyka modyfikuje ten przepis, ale go nie usuwa jak domaga się tego strona społeczna.

Zakaz utrudniania ma dotyczyć teraz tylko polowań zbiorowych (samotny myśliwy nie będzie mógł teraz panoszyć się w lesie). Wyłączono z niego działania związane z prowadzeniem gospodarki rolnej, leśnej i rybackiej. To znaczy, że rolnik pod groźbą mandatu nie będzie musiał opuszczać swojego pola, bo będzie na nim trwało polowanie.

Ale takie prawo dalej będzie uderzało w „zwykłych” użytkowników lasu. Na przykład spacerowiczów, którzy będą musieli opuścić teren, jeśli natkną się na polowanie. Albo trenujących sportowców, jak mistrz świata w powożeniu psimi zaprzęgami Igor Tracz, który niedawno został przez myśliwych wyproszony z lasu z powodu polowania zbiorowego.

Co prawda – według informacji „Braci Łowieckiej” – nowe przepisy wprowadzają obowiązek znakowania obszaru polowania tablicami ostrzegawczymi. Ale to nie rozwiązuje do końca problemu. Skąd obywatele mają wiedzieć, czy w lesie, do którego mają zamiar jechać, nie trwa przypadkiem polowanie?

Myśliwi o planowanych „zbiorówkach” informują tylko lokalne nadleśnictwa i władze gminy. Czasem informacja trafia np. na stronę internetową urzędu gminy. Ale często jest wywieszana jedynie w gablotkach we wsiach leżących w obrębie okręgu łowieckiego. Niekiedy można się o polowaniu dowiedzieć telefonicznie. Jednak trudno wymagać od obywateli, by dzwonili do gminy za każdym razem, gdy wybierają się do lasu.

Strona społeczna przygotowała rozwiązanie, z którego minister Kowalczyk nie skorzystał: obywatele powinni mieć wgląd do publicznie dostępnej elektronicznej książki ewidencji polowań. Obecnie wiele kół łowieckich posługuje się tylko książkami papierowymi, choć coraz częściej zdarzają się również te dostępne online – ale tylko dla myśliwych. Gdyby dostęp do informacji o miejscach myśliwskich łowów był publiczny, to każdy mógłby sprawdzić online, czy w lesie, do którego jedzie, np. na grzyby, nie ma  przypadkiem polowania. I w porę zmienić plany.

Nie byłoby to rozwiązanie idealne, ale ograniczałoby potencjalne konflikty na linii obywatele – myśliwi.



3. Nadal będą strzelać zbyt blisko

Pozostałe ministerialne rekomendacje zmian w prawie łowieckim uwzględniają jeszcze tylko jedną propozycję strony społecznej: zwiększenie odległości od zabudowań mieszkalnych, w jakiej dopuszcza się strzelanie do zwierząt. Obecnie wynosi ona 100 metrów, organizacje ekologiczne postulowały 500 metrów. Ministerstwo zaproponowało więc 150 m. Niedawne wypadki pokazują, że to za mało.

6 stycznia 2018 roku podczas polowania obok Marciszowa (woj. dolnośląskie) jeden z pocisków rykoszetował i poleciał w stronę zabudowań. Przebił okno w jednym domu i utkwił w ścianie. Stacja TVN podała, że dom był oddalony od miejsca strzału o kilometr.

Myśliwi do dezubekizacji

Artykuł w „Braci Łowieckiej” wywołał reakcję autorów społecznych poprawek, czyli Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot i Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, skupionych w Koalicji „Niech Żyją!”. W oficjalnym stanowisku dominuje ton rozczarowania, choć zwrócono uwagę na to, że „ministerstwo przychyla się do propozycji strony społecznej dotyczącej ułatwień w wyłączaniu nieruchomości z obwodu łowieckiego”.

Co ciekawe, strona społeczna z satysfakcją przyjęła propozycję zapisu o dekomunizacji władz Polskiego Związku Łowieckiego. W skład organów PZŁ – zarządu koła lub komisji rewizyjnej – nie mogłyby wchodzić osoby urodzone przed 1 sierpnia 1972 roku, które były pracownikami, funkcjonariuszami lub żołnierzami organów bezpieczeństwa państwa bądź z nimi współpracowały w okresie od 22 lipca 1944 do 31 lipca 1990 roku.

„Prawo łowieckie jest reliktem czasów komunistycznych i pochodzi z czasów Bolesława Bieruta. Tym bardziej powinno przejść gruntowne reformy, być zmienione i zdekomunizowane. Gospodarka łowiecka wymaga dobrej zmiany i odcięcia od jej totalitarnych korzeni” – napisali ekolodzy.

  • Zobacz wszystkie propozycje zmian w prawie łowieckim przygotowane przez stronę społeczną

    Wszystkie propozycje zmian można przeczytać na stronie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot:

    „Odrzucone propozycje zmian w Prawie łowieckim dotyczą:

    • odrzucenia „kultywowania tradycji łowieckich” jako przesłanki do ustalania listy gatunków łownych;
    • wprowadzenia obowiązkowych Strategicznych Ocen Oddziaływania na Środowisko dla wieloletnich łowieckich planów hodowlanych, czego wymaga prawo Unii Europejskiej;
    • procedury zatwierdzania rocznych planów łowieckich i wieloletnich łowieckich planów hodowlanych przy udziale strony społecznej;
    • wprowadzenia obowiązku inwentaryzacji migrujących ptaków łownych w planach łowieckich w oparciu o dane z monitoringu liczebności populacji dzikich ptaków;
    • obowiązku ewidencjonowania przez myśliwych wszystkich postrzelonych zwierząt;
    • zakazu dokarmiania zwierzyny i zwiększenia bezpieczeństwa epidemiologicznego, w tym zagrożenia ASF;
    • prawidłowego wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 10 lipca 2014 roku – dającego właścicielom gruntów prawo do wyłączenia ich spod reżimu polowań bez potrzeby uzasadniania tego przed sądem;
    • obowiązku informowania o polowaniach indywidualnych i zbiorowych w publicznie dostępnej elektronicznej książce ewidencji polowań;
    • wprowadzenia zakazu używania amunicji wykonanej z ołowiu;
    • wykreślenia projektowanego przepisu o karaniu za „utrudnienie lub uniemożliwienie polowania;
    • zwiększenia minimalnej odległości strzałów do zwierząt ze 100 metrów (obecnie) do 500 metrów od zabudowań mieszkalnych ze względu na bezpieczeństwo osób postronnych;
    • wprowadzenia zakazu polowania w obecności i przy udziale dzieci;
    • wprowadzenia zakazu wykorzystywania żywych zwierząt w szkoleniu i sprawdzianach ptaków łowczych i psów myśliwskich;
    • wprowadzenia zakazu polowań zbiorowych”.


OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Masz cynk?