0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
12 maja 2021

Min. Czarnek: Pensje w górę, szybszy awans, ale więcej godzin przy tablicy

Minister Czarnek zabiera się za porządkowanie statusu zawodowego nauczyciela. Największe kontrowersje budzi pomysł podwyższenia 18-godzinnego pensum. Z podobną propozycją w 2019 roku podczas negocjacji w radzie Dialogu Społecznego wystąpiła wicepremier Beata Szydło

Wydrukuj

18 maja 2021, pierwszy raz od strajku nauczycieli, strona społeczna i przedstawiciele Ministerstwa Edukacji i Nauki usiądą przy wspólnym stole, by rozmawiać o wynagrodzeniach, awansie zawodowym i wymiarze pracy w oświacie.

11 maja samorządy i związki zawodowe dostały od MEiN wstępne propozycje zmian. Jak na konferencji prasowej deklarował minister Przemysław Czarnek, nie chodzi o “wywołanie konfliktu”, tylko merytoryczną rozmowę i uatrakcyjnienie zawodu nauczyciela. Największy nauczycielski związek zawodowy ZNP swoją strategię na kolejną rundę negocjacji z resortem edukacji przedstawi 17 maja. Prezes ZNP Sławomir Broniarz na twitterze napisał tylko: "Strzeż się Greków, nawet gdy niosą dary".

Jakie są szanse na porozumienie? I co w zasadzie chce zmieniać MEiN?

Dwie godziny więcej przy tablicy w zamian za wyższe płace

Największe kontrowersje budzi pomysł podwyższenia 18-godzinnego pensum. Z podobną propozycją w 2019 roku podczas negocjacji w radzie Dialogu Społecznego wystąpiła wicepremier Beata Szydło. Chciała, by nauczyciele, w zamian za nieznacznie wyższe wynagrodzenie, pracowali przy tablicy nawet do 24 godzin w tygodniu. Wtedy propozycja została potraktowana przez nauczycieli jako prowokacja.

Teraz minister Czarnek proponuje, by związki zawodowe i samorządy rozważyły zwiększenie obowiązkowego wymiaru pracy o dwie godziny. Przejście na 20-godzinne pensum ma być jednak dobrowolne. Nauczycieli ma do tego zachęcić wyższe wynagrodzenie.

Związek Nauczycielstwa Polskiego już w kwietniu 2019 roku zwracał uwagę, że wyższe pensum to mniej etatów, a mniej etatów to ewentualne zwolnienia. I szacował, że pracę może stracić nawet 80 tys. pedagogów.

Jednak rzeczywistość kadrowa polskich szkół od lat odbiega od tego, co zapisane na papierze. Nauczyciel w Polsce przy tablicy musi spędzić 18 godzin lekcyjnych, czyli 13,5 godzin zegarowych. Jednocześnie obowiązuje go 40-godzinny tydzień pracy. Niższe pensum w Europie jest tylko w Estonii (12) i Chorwacji (12-14).

Art. 35 Karty Nauczyciela zostawia jednak dość szeroko otwartą furtkę: można dodatkowo pracować ponad połowę ustawowego czasu pracy, czyli maksymalnie 27 godzin w tygodniu. Szczególnie w dużych miastach, gdzie brakuje nauczycieli fizyki czy języków obcych, oświatowcy wykorzystują prawo do cna. Są też tacy, którzy obchodzą przepisy i pracują na dwa etaty: zatrudniają się w kilku szkołach lub wyrabiają zastępstwa za nauczycieli, których de facto nie ma. Gdyby nie "latający" pedagodzy sytuacja kadrowa w dużych ośrodkach miejskich byłaby fatalna.

Zupełnie inaczej, szczególnie po likwidacji gimnazjów, jest w mniejszych miejscowościach. Wyzwaniem bywa uzbieranie godzin do pełnego etatu. Stąd historie o nauczycielach, którzy jeżdżą dziesiątki kilometrów między placówkami, by wyrobić pensum. Rekordziści, czy to z miast, czy wsi, potrafią pracować nawet w sześciu, siedmiu szkołach na raz. Ważnym elementem tej układanki jest kwestia zarobków. Często ponadwymiarowa praca jest jednym ze sposób, by podreperować własny budżet.

MEiN zdaje sobie sprawę, że podwyższenie pensum wywoła zamieszanie w ruchu kadrowym. W dokumencie przesłanym związkom zawodowym i samorządom resort Przemysława Czarnka proponuje więc, by: "w trzyletnim okresie przejściowym zastosować działania osłonowe dla nauczycieli, dające możliwość elastycznego przechodzenia na nowy system. Rozwiązania kadrowe będą uwzględniały decyzję nauczyciela o zwiększeniu pensum z jednoczesnym wzrostem wynagrodzenia lub zachowanie dotychczasowego wymiaru pensum i ustalenie proporcjonalnego wynagrodzenia zasadniczego".

Nawet 500 zł więcej i dodatkowa ścieżka awansu

Drugim obszarem, który będzie podlegać zmianom, są wynagrodzenia. Przypomnijmy, że Związek Nauczycielstwa Polskiego już po strajku, domagał się powiązania płacy zasadniczej (bez dodatków) z przeciętnym wynagrodzeniem. Nauczyciel na najwyższym stopniu awansu zawodowego (zgodnie z danymi GUS z 2017 roku to 55 proc. wszystkich nauczycieli) zarabiałby 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia w trzecim kwartale poprzedzającego roku. Za to stażysta z tytułem magistra otrzymywałby nie mniej niż 73 proc. tej kwoty.

Gdyby zmiana weszła w życie w 2021 roku pensja zasadnicza nauczyciela dyplomowanego wynosiłaby 5 168,93 zł. zł brutto. Teraz zarabia on ponad tysiąc złotych mniej, a dokładnie 4 046 zł brutto.

ZNP chciał też, by całość wynagrodzeń wypłacana była z budżetu centralnego, a nie jak dziś w coraz większej części z kasy samorządów.

MEiN ma jednak swój pomysł na rozwiązanie kwestii wynagrodzeń.

Po pierwsze, stawki początkujących nauczycieli mają odnosić się do minimalnego wynagrodzenia za pracę w danym roku i wynosić 125 proc. tej kwoty.

Po drugie, wynagrodzenie będzie uzależnione od poziomu wykształcenia — obecna tabela zostanie uszczuplona do dwóch kategorii: nauczycieli posiadających wyższe wykształcenie magisterskie wraz z przygotowaniem pedagogicznym i pozostałych nauczycieli.

Po trzecie, stały wzrost wynagrodzenia będzie łączony z awansem zawodowym — tu ministerstwo planuje ograniczenie szczebli awansu z czterech do trzech: stażysta, nauczyciel mianowany, nauczyciel dyplomowany.

Po czwarte, wzrost wynagrodzenia zasadniczego byłby powiązany ze zwiększeniem pensum.

Stawki wynagrodzenia zasadniczego w nowym systemie wyglądają następująco:

  • nauczyciel stażysta - 3 500 zł brutto (+ 551 zł brutto);
  • nauczyciel mianowany - 3 900 zł brutto (+ 455 zł brutto);
  • nauczyciel dyplomowany - 4 500 zł brutto (+ 454 zł brutto).

MEiN proponuje więc więcej niż dwa lata temu deklarowała premier Szydło (za dwie dodatkowe godziny nauczyciele mieli dostać 145 zł brutto), ale o połowę mniej niż w propozycjach związkowców.

MEiN chce jednak, by nauczyciele mogli dochodzić wyższego wynagrodzenia poza wynagrodzeniem zasadniczym. W skład całego uposażenia mogłyby wchodzić m.in.:

  • wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe i doraźne zastępstwa;
  • dodatek za warunki pracy;
  • dodatek za wysługę lat;
  • dodatek motywacyjny;
  • inne składniki wynagrodzenia np. nagrody za osiągnięcia dydaktyczno-wychowawcze czy odprawy.

Nowością ma być dodatek za specjalizacje zawodowe, które będzie można uzyskać po osiągnięciu tytułu nauczyciela dyplomowanego. To ciekawy pomysł wydłużenia kariery zawodowej polskiego nauczyciela, który dziś często narzeka, że najwyższy stopień awansu równa się stagnacji — nie tylko zarobkowej.

MEiN rozważa też uproszczenie awansu zawodowego. Jak już pisaliśmy, z dotychczasowych czterech stopni wypadłby nauczyciel kontraktowy. Za to wprowadzenie do zawodu nauczyciela miałoby trwać co najmniej cztery lata i kończyć się standaryzowanym egzaminem zewnętrznym składającym się z części teoretycznej i praktycznej. MEiN chce też, by większość procedur została odbiurokratyzowana, dlatego proponuje odejście od systemu stażowego, na rzecz "praktycznych umiejętności nauczycieli".

Kilka konkretów i kilka poważnych dziur

Wiele propozycji MEiN wymaga uszczegółowienia. To, co rzuca się w oczy to zupełne oderwanie zmian od doświadczeń szkoły w pandemii. Ostatni rok najlepiej pokazał, jak ważne jest m.in. kształcenie nauczycieli i podnoszenie ich kompetencji (np. cyfrowych). Nauczyciele alarmują też, że będą potrzebować dodatkowego wsparcia, by odpowiedzieć na kryzys psychiczny wśród dzieci i młodzieży. Co więcej, wielu z nich chętnie skorzystałoby z pomocy psychologicznej dedykowanej nauczycielom.

Zmiana statusu zawodowego powinna pociągnąć za sobą kompleksową reformę kształcenia, tak by walczyć z negatywną selekcją do zawodu. W propozycjach brakuje też uporządkowania systemu finansowania oświaty. Co zrobić z luką edukacyjną? Jak efektywnie wydawać pieniądze na edukację? O ile powinna wzrosnąć subwencja? To wszystko pytania, które stawiają oświatowcy i samorządy, a które rząd pozostawia póki co bez odpowiedzi.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne