0:00
Prawa autorskie: Dominik Gajda / Agencja GazetaDominik Gajda / Agen...
29 września 2020

Rząd chce, żeby robić mniej testów na koronawirusa. Czy to dramatyczny błąd?

Zgodnie z jesienną strategią walki z koronawirusem robimy coraz mniej testów wykrywających SARS-CoV-2. Czy nie skończy się to niekontrolowanym rozprzestrzenianiem się epidemii, zapaścią służby zdrowia i wieloma niepotrzebnymi zgonami? 

Wydrukuj

Epidemiolodzy powtarzają: testować, testować, testować. Tylko w ten sposób będziemy w stanie opanować wirusa. Tymczasem my robimy mniej testów PCR niż latem, kiedy epidemia była w odwrocie. W pierwszej połowie sierpnia było ich średnio prawie 25 tys. dziennie. W drugiej połowie września – niewiele ponad 20 tys.

Tymczasem mamy kolejne rekordy nowych wykrytych przypadków – w zeszłym tygodniu prawie 1 600 na dobę. W związku z tym wzrasta również gwałtownie odsetek testów pozytywnych w dobowej puli testów. W lecie była ona poniżej 3 proc., co jest przez Europejskie Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorób uważane za oznakę stabilności sytuacji. W poniedziałek 28 września wyniosła aż 9,7 proc.

Gorszy wynik był tylko 11 marca, zaraz po wykryciu pierwszego przypadku SARS-CoV-2 w Polsce – 10,5 proc. Wtedy jednak tylko kilka laboratoriów w Polsce miało prawo przeprowadzać takie badania. Teraz jest ich 194.

odsetek pozytywnych testów wykres z 28.09.2020

Źródło: COVID-19 w Polsce/Michał Rogalski

Niepokojące symptomy nowej strategii

To konsekwencja nowej „jesiennej" strategii Ministerstwa Zdrowia walki z epidemią. Zrezygnowano w niej z robienia testów osobom na kwarantannie i potwierdzania wyzdrowienia podwójnym negatywnym wynikiem testu PCR. Teraz testowani mają być przede wszystkim pacjenci z symptomami COVID-19.

Według badania zespołu z brytyjskiego Imperial College London opublikowanego w sierpniu w „Lancecie" regularne testy PCR mają duże znaczenie w ograniczaniu epidemii – na przykład cotygodniowe badanie pracowników służby zdrowia i innych grup wysokiego ryzyka może zmniejsza ich udział w reprodukcji wirusa o 23 proc. A służba zdrowia to część populacji szczególnie narażona na zakażenie.

Nie jesteśmy jednak jedynym krajem, który przyjął zasadę, żeby testować pacjentów z symptomami. Czy jest ona wystarczająca?

Oto interaktywny wykres nowych przypadków na milion mieszkańców przygotowana przez zespół „Our World in Data", którego eksperckim zapleczem są badacze z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Kraje, które mają niski odsetek w dobowej puli testów – czyli ich wykres ma kolor niebieski – są tu na dole skali. Te, które przekraczają 3 proc. – pomarańczowe i czerwone – są u góry. (Klikając w zakładkę „Select countries" można wybrać sobie i porównać interesujące nas kraje).

Może to oznaczać dwie rzeczy: że łatwiej jest utrzymywać niski odsetek wyników pozytywnych, kiedy w ogóle jest mało przypadków. Ale też – że kiedy nie utrzymuje się niskiego odsetka wyników pozytywnych, epidemia wymyka się spod kontroli.

Dlatego „Our World in Data" uważa wykres z nowymi przypadkami i procentami dodatnich testów za najważniejszy w swoim bogatym zbiorze danych. Jak piszą: „Wykres pozwala każdemu sprawdzać, czy świat jest skuteczny w zwalczaniu epidemii: wszystkie te linie powinny zrobić się ciemnogranatowe i dążyć do zera".

W Polsce tymczasem linia robi się coraz bardziej czerwona.

Korea Południowa – czyli jak być prymusem w testowaniu

Jeśli przeanalizować przypadki innych krajów, to zdecydowanie lepiej radzą sobie te, które starają się utrzymywać ją w kolorze niebieskim. Takim wzorcowym przykładem może być Korea Południowa:

Korea Południowa nowe przypadki wykres

Po pierwszym ataku wirusa w lutym władze w Seulu postanowiły ograniczyć jego rozprzestrzenianie się i były w tym konsekwentne. Zwiększono ilość testów, wprowadzono nowoczesny, scyfryzowany wywiad epidemiologiczny. Osoby mające kontakt zakażonymi izolowano, obowiązywały restrykcje w kontaktach międzyludzkich. Nigdy jednak – także dzięki tym skutecznym działaniom – nie wprowadzono ostrego lockdownu.

Do dziś Korea Południowa zrobiła o połowę mniej testów niż Polska – 44,7 tys. na milion mieszkańców. Polska – 86,3 tys. Jak widać, to wystarczy, jeśli skutecznie utrzymuje się wirusa „pod butem".

Stany Zjednoczone, czyli dużo, ale wciąż za mało

Nigdy nie udało się to bogatym i potężnym Stanom Zjednoczonym, mimo że zrobiły już 314,7 tys. testów na milion mieszkańców. Co prawda rolę grają tu również naciski Białego Domu, by robić mniej testów – bo wtedy wykryje się mniejszą liczbę nowych przypadków i nie będzie się straszyło wyborców (wybory już za pasem). Od początku jednak amerykańscy epidemiolodzy uważali, że Stany powinny robić zdecydowanie więcej testów, jeśli chcą myśleć o opanowaniu epidemii.

USA nowe przypadki na milion

Szwecja, czyli model już nie taki szwedzki

Nie ma się też co łudzić, że realizujemy w tej chwili idealizowany przez wielu „model szwedzki" – mimo wzrostu przypadków Szwecja bardzo obecnie pilnuje, żeby odsetek pozytywnych testów był niski. (Nie wiemy, jak było na początku, bo szwedzkie dane są od czerwca). Zrobiła już prawie dwa razy tyle testów na milion mieszkańców co Polska – 151,5 tys. A ma tyko nieco więcej nowych przypadków na 100 tys. mieszkańców niż Polska – 42,7 do 34,7.

Szwecja nowe przypadki

Widać, że Szwecja reaguje obecnie na zwiększoną liczbę przypadków zwiększoną liczbą testów. Korea robi tak samo, a kiedy ogniska wygasają – liczbę testów zmniejsza.

Niderlandy jako przestroga?

Na strategii „testujemy tylko osoby z symptomami" przejechały się wiosną Niderlandy. Tamtejsze służby sanitarne, podobnie jak szwedzkie, liczyły na to, że bardziej opłaca się dać COVID-19 społeczeństwu przechorować, z nadzieją na odporność stadną. Testowani byli więc ci, którzy już poważnie chorzy trafiali do szpitala. Pozostali mieli izolować się w domu. Z uwagi na przywiązanie do wolnościowych ideałów nie istnieje w Niderlandach instytucja przymusowej kwarantanny; epidemiolodzy zlekceważyli też niebezpieczeństwo zakażeń bezobjawowych. Nosiciele wirusa chodzili więc po ulicach, liczby ciężko chorych szybko rosły. Miejsc na intensywnej terapii okazał się szybko być za mało – pacjentów musiano przewozić z miasta do miasta.

Wiele wskazuje na to, że ta fala koronawirusa w Europie nie będzie tak dramatyczna jak poprzednia – zgony rosną o wolniej niż na wiosnę mimo, że wykrywa się więcej przypadków. Poniżej przykład Francji i Hiszpanii. Francja wykrywa teraz nawet pięć razy więcej zakażonych niż wiosną. Hiszpania – mniej więcej tyle samo.

zgony COVID-19 Francja Hiszpania

To zasługa lepszego przygotowania służby zdrowia, sprawdzonych już leków wspomagających leczenie, a może i łagodniejszego wirusa.

Polska strategia – biednie, ale czy sprytnie?

Jednak rzut oka na wykres pokazujący liczbę używanych w Polsce obecnie przez pacjentów z COVID-19 respiratorów może przerazić, bo krzywa pnie się w górę tak stromo, jak wskaźniki w krajach zachodniej Europy w lutym i marcu.

Co prawda w odróżnieniu od Holandii wysyłamy ludzi mających kontakt z osobą zakażoną na kwarantannę, ale większa ilość testów – czy w zakładach pracy, czy w szkołach w przypadku pojawienia się pierwszych zakażeń pozwoliłaby skuteczniej eliminować ogniska choroby. Epidemiolożka z Uniwersytetu Zielonogórskiego, prof. Maria Gańczak, mówiła pod koniec sierpnia OKO.press:

„Testy, testy i jeszcze raz testy. Jeśli będziemy testować w takim zakresie, jak dotychczas, to nie będziemy wykrywać zakażeń tam, gdzie naprawdę powinniśmy. To, że nie ma teraz ogniska w dużym zakładzie pracy, to tylko kwestia przypadku".

Rząd tymczasem przedstawia swoją jesienną strategię jako „smart" – celowaną i elastyczną. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że o jej wprowadzeniu zadecydowały względy finansowe – testy molekularne są drogie. Albo/i niewydolność nie tyle laboratoriów, co systemu pobierania wymazów. Ten ostatni w warunkach pozaszpitalnych wymaga obsady dużej ilości załóg tzw. wymazobusów, przyjeżdżających do osób na kwarantannie i do zakażonych firm lub instytucji. Od początku były z tym problemy – brakowało chętnych do pracy, szwankowała koordynacja na linii sanepid – odpowiadający za wymazobusy wojewodowie. Nowa strategia odciąży również powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne – część ich obowiązków, jak wpisywanie do systemu chorych w izolacji, przejęli lekarze POZ. Spodziewaną zwiększoną liczbę przypadków jesienią oddajemy więc walkowerem, licząc na łut szczęścia, który może nam sprzyjać, a może nie.

Chyba, że ktoś uwierzył dawno już zdezawuowaną teorię o szybkim nabyciu przez populację odporności zbiorowej. W większości europejskich miast, gdzie przeprowadzono badania w tym kierunku, przeciwciała anty SARS-CoV-2 miało poniżej 15 proc. mieszkańców.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne