0:00
Prawa autorskie: Grzegorz Celejewski / Agencja GazetaGrzegorz Celejewski ...
08 września 2020

Polska strategia na "sprytnego biedaka". Czy mniej testów na koronawirusa ma ukryć rozmiar pandemii?

Wciąż robimy bardzo mało testów na koronawirusa – a nawet coraz mniej w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej. Czy trzeba się tym martwić przed jesienną falą epidemii, na którą nałoży się sezon grypowy?

Wydrukuj

W ostatnim tygodniu średnia liczba testów RT-PCR wykonywanych w ciągu doby zmalała. Na wykresie poniżej pokazuje to najlepiej tzw. średnia ruchoma – każdego dnia obliczona z ostatnich 7 dni.

We wtorek 8 września ta średnia wynosiła 20 807 – ostatni raz tak niski wynik, zbliżający się do 20 tys., mieliśmy na początku wakacji, zanim zaczął się wakacyjny wzrost zachorowań.

W związku z tym w mediach społecznościowych pojawiły się obawy, że władze chcą w tej sposób ukryć rzeczywiste rozmiary pandemii według zasady „stłucz termometr, a nie będziesz miał gorączki". Bo mniej testów to mniej przypadków.

W zasadzie jest to prawda. Ale..

Procenty się liczą

Serwis danych „Our World in Data", prowadzony przez naukowców z Oksfordu i organizację pozarządową Global Change Data Lab, za swój najważniejszy wykres uznaje ten, na którym na mapie świata przedstawione są odsetki pozytywnych przypadków w dobowej liczbie wykonanych testów. Zdaniem twórców serwisu, „pokazuje to, czy wykryte przypadki dążą do zera i daje wskazówkę, w jakim stopniu raportowanie o epidemii w danym kraju odzwierciedla rzeczywistą sytuację".

Im mniejszy bowiem odsetek wykrytych przypadków, tym większe prawdopodobieństwo, że sieci zarzucane przez służby sanitarne i epidemiologiczne łowią skutecznie i epidemia jest dławiona. Tym mniej wymyka się z niej przypadków bezobjawowych i skąpo-objawowych, i tym mniejsza szansa na rozprzestrzenianie się zakażenia.

testy PCR odsetek pozytywnych na świecie

Jeśli kraj na tym wykresie jest oznaczony kolorem niebieskim, to znaczy, że jest dobrze. Wykrywa wystarczającą ilość przypadków SARS-CoV-2, żeby można powiedzieć, iż kontroluje sytuację. W Polsce 7 września 7-dniowa średnia ruchoma pozytywnych przypadków stanowiła 2,7 proc. wykonanych testów.

Oczywiście zawsze może być lepiej – w Australii ten odsetek wynosił 0,1 proc, w Niemczech – 0,8 proc. Może też być o wiele gorzej, jak np. w USA (5,6 proc. 4 września), czy w Argentynie (60,2 proc. 4 września).

To zależy również od obranej strategii – Argentyna robi dwa i pół raza mniej testów na milion mieszkańców niż Polska (31,1 tys.). Gdyby robiła więcej, procent pozytywnych wyników zapewne by spadł. Ale musiałaby robić wielokrotnie więcej, żeby kontrolować epidemię.

Ale już Stany Zjednoczone robią testów bardzo dużo – 265 tys. na milion mieszkańców. I nadal mają powyżej 3 proc. pozytywnych wyników. To również oznacza, że mają kłopot z kontrolowaniem ognisk epidemicznych.

Polska wraca do pierwszej ligi

Polska w ostatnich dniach jest „niebieska", ale kiedy pod koniec lipca zaczęła się wakacyjna „górka" zakażeń, która przyniosła nam rekordy nowych przypadków, to praktycznie przez cały sierpień przekraczaliśmy średnią 3 proc. wyników pozytywnych. Dopiero we wrześniu ten odsetek spadł.

odsetek pozytywnych testów srednia z 7 dni

źródło: Michał Rogalski, COVID-19 w Polsce

A spadł nie dlatego, że robimy mniej testów, tylko robimy mniej testów, bo wygaszaniu ulegają kolejne wakacyjne ogniska.

Jeśli spojrzeć na ten wykres, również przygotowany przez Michała Rogalskiego, dobrze widać, że spadek liczby nowych przypadków ma tempo większe niż spadek liczby testów.

Liczba testów pozytywnych vs. liczba testów

A jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, że sytuacja się polepsza, może spojrzeć na wykres hospitalizacji – ich liczba po sierpniowym wzroście również maleje:

Dużo testów, dużo zgonów

W stosunku do pandemii koronawirusa państwa stosują różne strategie, zależące również od możliwości finansowych, logistycznych i technologicznych. Na przykład bogate państwa Zatoki Perskiej testują bardzo szeroko: Zjednoczone Emiraty Arabskie zrobiły już 770 tys. testów na milion mieszkańców i mają niski odsetek testów pozytywnych – 0,7 proc. 6 września.

Z kolei w Afganistanie nie ma laboratoriów, nie ma odpowiednich urządzeń, wymazy trzeba było wozić do sąsiednich prowincji. I do tej pory w tym zniszczonym wojnami kraju wykonano zaledwie 2,6 tys. na milion mieszkańców (nie ma danych, jaki odsetek testów jest pozytywny).

Polska w Unii Europejskiej jest na szarym końcu, jeśli chodzi o testy PCR – mniej od nas robią ich tylko Słowacy, Bułgarzy, Węgrzy i Chorwaci.

Ale sama liczba testów na milion mieszkańców nie oznacza, że kraj daje sobie radę z epidemią. Ten wykres z Our World in Data korelujący liczbę testów na milion mieszkańców ze śmiertelnością na milion mieszkańców pokazuje, że dużo testów robi się również tam, gdzie jest dużo zakażonych i chorych.

liczba testów na SARS-CoV-2 vs. śmiertelność

Ważniejszy jest odsetek testów pozytywnych. Na początku epidemii – na co OKO.press wielokrotnie zwracało uwagę – rzeczywiście robiliśmy zbyt mało testów i procent wyników pozytywnych gwałtownie rósł, sięgając na początku kwietnia nawet 9 proc. Potem spadł wraz z dzienną liczbą wykrywanych nowych przypadków, kiedy podduszona dzięki lockdownowi i kwarantannom epidemia zaczęła zwalniać.

Ale tylko raz, nie licząc pierwszych dni testów, w Polsce udało się zejść poniżej 1 proc. wyników pozytywnych w dobowej puli. Było to 7 lipca, tuż przed wakacyjnym wzrostem zakażeń. Epidemię przyduszamy, nie próbując jej kontrolować tak, żeby można było sprawnie eliminować kolejne ogniska. I jesienna rządowa strategia walki z koronawirusem pokazuje, że nawet nie podejmiemy takiej próby.

Biedni, ale sprytni?

Podejście „smart", którego twarzą jest nowy minister zdrowia Adam Niedzielski, zakłada, że będzie się testowało przede wszystkim osoby z symptomami COVID-19. Nie będą testowane osoby na kwarantannie, nie ma też mowy o badaniach przesiewowych np. w szkołach. Odsetek testów pozytywnych w związku z tym prawdopodobnie znacznie wzrośnie.

To strategia kraju niezbyt zamożnego, który obawia się wielkiej fali zachorowań jesienią i chce odciążyć istniejące laboratoria oraz służby sanitarne, które i tak będą miały nawał roboty. Nie mówiąc o kosztach.

Tak samo jest ze szczepionkami przeciw grypie – ministerstwo chce refundować tylko 2 mln dawek, z czego część tylko w 50 proc., podczas gdy eksperci ostrzegają przed niebezpieczeństwem, jakie niesie ze sobą nałożenie się sezonu grypowego na covidowy.

Inna sprawa, że coraz głośniej mówi się o wątpliwościach, czy testy przesiewowe powinno się przeprowadzać za pomocą metody PCR, która jest droga i zbyt czuła. Duże nadzieje są wiązane z tzw. testami antygenowymi, a kolejne badania pokazują, że częste badanie testami mniej precyzyjnymi, za to częściej, przynosi lepsze rezultaty niż testy PCR wykonywane co 14 dni.

Wiemy, że minister zdrowia jest świadomy problemu, bo wspomniał o tym w wywiadzie. Ministerstwo chce stosować testy antygenowe na SOR-ach, tylko że są to te same, zakupione jeszcze za ministra Szumowskiego testy, które – jak ustaliła „Gazeta Wyborcza" – są kiepskiej jakości i mają bardzo niską czułość, zaledwie 15-20 proc. Ale wydano na nie 125 mln zł.

Stan gry jest więc następujący: na razie jest lepiej, ale jesieni boją się eksperci, a „jesienna strategia" ich nie uspokaja. Nawet jeśli ich obawy okażą się przesadzone, to – jak mówi prof. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy, „w medycynie musimy brać pod uwagę najgorsze scenariusze".

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne