28 grudnia 2021

Zapłacimy czy nie? Morawiecki nazywa kary za Turów „bezprawnymi" i zapowiada dalsze działanie kopalni

„Stosowne decyzje, czy zapłacimy cokolwiek z bezprawnie nałożonych na nas kar, podejmiemy w późniejszym terminie" - mówił na konferencji prasowej Mateusz Morawiecki, pytany o sprawę kopalni Turów. Projekt uchwały o spłacie kary pojawił się - i zniknął

"Jesteśmy w sporze z Republiką Czeską na temat kopalni w Turowie. Nie zamierzamy absolutnie wstrzymywać pracy kopalni ani elektrowni" - mówił premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej 28 grudnia. "Gdzieś w okolicach maja [2022] spodziewamy się wyroku w sprawie głównej. W międzyczasie jednak jest szansa, żebyśmy w sposób polubowny załatwili ten spór, wtedy warunkiem jest wycofanie wniosku do KE. Mam nadzieję, że w styczniu te negocjacje posuną się do przodu. Może nawet wcześniej, ale nie chciałbym uprzedzać faktów. Szykujemy się na różne scenariusze" - dodał.

W czasie konferencji nazywał nałożone na Polskę przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej kary za Turów "bezprawnymi". Zapowiedział, że decyzje dotyczące płatności zostaną podjęte w "późniejszym terminie".

50 milionów euro na liczniku

Chodzi o kary za niezastosowanie tzw. środka tymczasowego, nałożonego przez TSUE w związku z konfliktem z Czechami o kopalnię Turów w Bogatyni. Trybunał zdecydował, że do końca procesu kopalnia węgla brunatnego powinna zawiesić swoją działalność. Polska się do tego nie zastosowała, więc we wrześniu 2021 roku TSUE nałożył karę - 500 tys. euro dziennie na rzecz Komisji Europejskiej.

28 grudnia licznik pokazuje już 50 mln euro, czyli prawie 230 mln zł. W listopadzie rząd otrzymał pierwsze wezwanie do zapłaty. Komisja ma naliczać także odsetki: 3,5 proc. za każdy dzień bez płatności. Co więcej, jak wynika z informacji uzyskanych przez organizację Frank Bold, KE będzie pobierać należności z unijnych środków, z których Polska regularnie korzysta.

Rząd miał we wtorek (28 grudnia) zdecydować o tym, czy Polska jednak zapłaci karę z własnego budżetu.

Rano portal Onet informował, że w przygotowaniu jest uchwała, według której płatność ureguluje nie odpowiedzialne za sprawę Turowa Ministerstwo Klimatu i Środowiska, a resort aktywów państwowych.

"Rada Ministrów zobowiązuje Ministra Aktywów Państwowych do wykonania postanowienia Wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 20 września 2021 w sprawie C-121/21. Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia" - napisano w projekcie uchwały rządu, do którego dotarł Onet. Według informacji portalu, projekt trafił do konsultacji międzyresortowych w poniedziałek o godz. 16:42. Ministerstwa miały dostać zaledwie kilka minut na przedstawienie swoich uwag.

Uchwała bez odpowiedzi

Rzecznik rządu Piotr Müller zapewniał jednak w rozmowach z mediami, że rząd podtrzymuje swoje stanowisko i nie planuje płacenia kar.

„Rada Ministrów przyjęła uchwałę, w której podkreśla, że kopalnia i elektrownia Turów muszą działać"

- potwierdził na konferencji prasowej premier Morawiecki.

Rzecznik rządu mówił w rozmowie z PAP: "Rząd w uchwale podkreślił, że zatrzymanie działań kopalni spowodowałoby zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. To szczególnie istotnie w kontekście aktualnych zagrożeń geopolitycznych".

Czy rzeczywiście rząd jest gotowy do zapłaty 200 mln zł? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie ostatecznie zabrakło. W uchwale czytamy, że po rozstrzygnięciu przez TSUE sporu "będącego przedmiotem skargi o stwierdzenie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego wniesionej do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez Republikę Czeską w dniu 26 lutego 2021 r. lub po wycofaniu tej skargi przez Republikę Czeską, Rada Ministrów podejmie stosowne działania w odpowiedzi na postanowienie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 20 września 2021 r. w sprawie C-121/21".

3 lutego 2022 roku rzecznik generalny TSUE ma wydać opinię dotyczącą Turowa. Wyrok może zapaść w 2022 roku, a pierwsza rozprawa odbyła się 9 listopada 2021 roku.

Bez Turowa system będzie zagrożony?

"Rząd w uchwale podkreślił, że zatrzymanie działania kopalni spowodowałoby zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju" - komentował w rozmowie z PAP Piotr Müller.

Odkrywka Turów dostarcza węgiel do elektrowni o tej samej nazwie. Działanie bloków energetycznych - jak wyjaśniają członkowie rządu - jest od kopalni uzależnione. Spółka PGE, czyli właściciel kompleksu Turów, tłumaczyła, że technicznie import węgla byłby możliwy. Jego parametry musiałyby być jednak zbliżone do tych lokalnych, pod które zaprojektowano turoszowskie bloki. Dodatkowo konieczna byłaby budowa dwóch nitek linii kolejowych.

Sam transport jest trudny, na co zwracał uwagę koncern LEAG, właściciel odkrywek po niemieckiej stronie. "Transport węgla brunatnego na większe odległości nie ma większego sensu z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ zawartość wody w węglu brunatnym wynosi około 50 procent" – podkreślała spółka.

Co z bezpieczeństwem energetycznym? W 2020 roku Turów średnio pokrywał 3,3 proc. zapotrzebowania na energię w Polsce. Obecnie udział tej elektrowni jest większy, m.in. przez tymczasowe wyłączenie nowego bloku w Jaworznie o mocy 910 MW. Oddano go do użytku w listopadzie 2020 roku, jednak już w czerwcu kolejnego roku trzeba było go wyłączyć ze względu na usterkę. Turów, z nowym blokiem uruchomionym na początku 2021 roku, tę lukę częściowo zapełnia.

W pierwszej połowie 2021 roku elektrownia w Bogatyni pokrywała ponad 5 proc. polskiego zapotrzebowania na energię. Jej wyłączenie rzeczywiście zachwiałoby systemem elektroenergetycznym. "Nie da się jednak ukryć, że Polska miała dużo czasu na rozwiązanie tego problemu. Mogliśmy wypracować scenariusze awaryjne lub po prostu dojść do porozumienia” - mówił w rozmowie z OKO.press analityk z Instratu Paweł Czyżak.

Nieudane negocjacje

Przypomnijmy: Czesi skarżą się, że polska odkrywka węgla brunatnego powoduje wysychanie studni po ich stronie. Argumentują, że przez wydobycie powstał tzw. lej depresyjny, czyli obniżone lustro wody podziemnej. Mieszkańcy przygranicznych wiosek obawiają się, że niedługo woda całkowicie zniknie z ich okolicy. Nie chcą także, by odkrywka została powiększona i zbliżała się do granicy. Sprzeciw wzbudziła również decyzja byłego już ministra klimatu Michała Kurtyki, który przedłużył koncesję kopalni Turów do 2044 roku. Czesi uważają, że ich głos nie został w postępowaniu koncesyjnym wzięty pod uwagę.

Lista problemów jest dłuższa. Chodzi między innymi o hałas i pyły nawiewane znad Turowa, które pogarszają jakość powietrza. Przeciwnicy kopalni po niemieckiej stronie wskazują, że przez osiadanie gruntów pękają ściany domów w przygranicznej Żytawie. Na początku 2021 roku Czesi zaskarżyli Polskę do TSUE, domagając się zawieszenia działania kopalni do momentu zakończenia procesu. TSUE przychylił się do tej prośby, a po braku reakcji po polskiej stronie nałożył wspomniane już dzienne kary.

Od maja trwają negocjacje na linii Warszawa - Praga. Premier Morawiecki od początku zapowiadał, że droga do porozumienia jest krótka i prosta - co szybko okazało się nieprawdą.

Umowy z Czechami nadal nie ma. Negocjacje zostały zawieszone ze względu na formowanie się nowego rządu u naszych południowych sąsiadów.

20 grudnia nowa minister klimatu Anna Moskwa napisała na Twitterze: „Pogratulowałam Annie Hubáčkovej objęcia funkcji ministra środowiska Czech. Zaapelowałam o pilne spotkanie i wznowienie rozmów. Nowa czeska minister jeszcze potrzebuje czasu na zapoznanie się z tematem Turowa”.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne