"Nie będziemy budować aliansu w Parlamencie Europejskim z partiami, które są za niszczeniem lub osłabianiem UE" - stwierdził Mateusz Morawiecki. Ale PiS układa się z eurosceptycznymi populistami z Włoch, Francji i Holandii, rozważa współpracę ze skrajną prawicą z Austrii i Hiszpanii i marzy o sojuszu z Viktorem Orbánem. To jak to jest, Panie Premierze?

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” 6 marca 2019 roku Mateusz Morawiecki mówił niemal o wszystkim, niewiele natomiast o planie Prawa i Sprawiedliwości na zbliżające się eurowybory. Premier zaprzeczał jedynie, jakoby PiS planowało nawiązać współpracę z partiami o profilu „antyeuropejskim i antyunijnym”.


Na pewno nie będziemy budować aliansu w Parlamencie Europejskim z partiami, które są za niszczeniem lub osłabianiem UE, które są antyeuropejskie i antyunijne.

Mateusz Morawiecki, Rzeczpospolita - 06/03/2019

Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta


fałsz. Wszystkie partie, z którymi PiS dyskutuje o potencjalnych sojuszach, mają w programie sprowadzenie UE do luźnego związku "Europy narodów".


Morawiecki albo nie wie, z kim układa się PiS, albo próbuje wprowadzić w błąd opinię publiczną.

Dzisiejszy eurosceptycyzm to głęboki brak zaufania do unijnych instytucji, brukselskich elit i wpisanej jeszcze w rzymskie traktaty idei budowania „coraz ściślejszej Unii”.

Wszystkie formacje, z którymi partia Kaczyńskiego prowadzi rozmowy o sojuszu mają w programie mniej lub bardziej wyraźne osłabienie centralnej roli Komisji Europejskiej i powrót do luźnego związku państw członkowskich. Do tego sprowadza się lansowana także przez PiS idea „Europy ojczyzn” lub „Europy narodów”.

Potwierdził to zresztą sam Morawiecki, zapytany o to, jaki będzie PE po wyborach:

„Spodziewam się osłabienia głównych, mainstreamowych partii i wzmocnienia centroprawicowych, konserwatywnych, które chcą tak jak my mocniejszej Europy ojczyzn” – odpowiedział.

Tymczasem nowi potencjalni sojusznicy PiS to nie niewinna centroprawica, a walczący o przejście do mainstreamu populiści lub wręcz prawica skrajna.

O jakie partie chodzi? Lista potencjalnych nowych partnerów PiS ciągle się wydłuża, a jej skład nie zachwyca:

  • włoska „Liga” Matteo Salviniego,
  • francuska „Powstań Francjo” (DLF),
  • holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FvD),
  • hiszpański „Głos” (Vox),
  • Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ),
  • a także, oczywiście, węgierski Fidesz.

Wszystkie łączą dwie kluczowe sprawy: chęć osłabienia Unii Europejskiej oraz budowanie kapitału politycznego na pogardzie dla elit, „tradycyjnych wartościach” i lęku przed obcymi. Oto w jakim gronie widzi dziś siebie PiS.

Przetasowania w PE

Nowi sojusznicy są im dziś niezbędni, bo wielkimi krokami zbliża się brexit, a wraz z nim partię Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) opuszczczą brytyjscy Torysi.

Jak na razie wydaje się, że PiS planuje po wyborach pozostać w EKR i formować ją według własnego pomysłu, skręcając przy tym ostro w prawo. Taktyka polega na przyciąganiu potencjalnych sprzymierzeńców w budowaniu „Europy ojczyzn”, nawet tych o podejrzanej reputacji.

PiS wspierają obecni partnerzy w EKR, m.in. Czesi z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS). Ale partia Kaczyńskiego szuka sojuszników także w innych frakcjach w Parlamencie Europejskim, zwłaszcza w „Europie Narodów i Wolności” (ENF).

ENF to dziś zbiorowisko partii „egzotycznych” – antyimigranckich, populistycznych i głęboko nieufnych wobec Europy. Są w niej m.in. posłowie włoskiej Ligi Matteo Salviniego, brytyjskiego UKIP Nigela Farage’a (partia powstała, by wyprowadzić Wielką Brytanię z UE), francuskiego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen, Holendrzy z Partii Wolności (PVV) Geerta Wildersa oraz Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ).

Dla nich przyłączenie się do EKR to szansa na zmianę wizerunku z niebezpiecznych radykałów na zatroskanych o losy UE konserwatystów.

PiS szuka też w Europie ugrupowań pokrewnych ideologicznie, które mają szanse po raz pierwszy trafić do PE, jak francuskie Powstań Francjo (DLF), holenderskie Forum na rzecz Demokracji (FVD) i hiszpański Głos (Vox). Nie ustaje też w wysiłkach, by przyciągnąć do siebie węgierski Fidesz, któremu coraz poważniej grozi wykluczenie z Europejskiej Partii Ludowej.

Prorosyjski Salvini

W OKO.press pisaliśmy, że na początku stycznia 2019 roku Polskę odwiedził wicepremier i minister spraw wewnętrznych Włoch Matteo Salvini. Spotkał się wówczas z Jarosławem Kaczyńskim, by rozmawiać o sojuszu w wyborach do PE.

Partia Salviniego – Liga – ma szanse znacznie powiększyć swoją reprezentację w Brukseli i Strasburgu. Większość sondaży wskazuje, że to właśnie partia Salviniego zwycięży w majowych wyborach. Jeżeli prognozy się potwierdzą, Liga wyśle do PE drugą największą reprezentację – aż 27 eurodeputowanych. Liczniejsi będą tylko niemieccy chadecy.

Obecnie sześcioro eurodeputowanych z Ligi zasiada w grupie „Europa Narodów i Wolności” (ENF). Europosłem był zresztą także sam Matteo Salvini.

Jakie poglądy reprezentuje Liga? Partia Salviniego jest dziś najczęściej określana jako „populistyczna skrajna prawica”. Jest partią prorosyjską, nacjonalistyczną i skrajnie antyimigrancką. To właśnie na podsycaniu lęku przed obcymi zbudowała swoją dzisiejszą popularność.

Relacje Ligi z UE? Burzliwe. Przed wyborami w 2018 roku Salvini nakręcił we Włoszech kampanię rewizji unijnych traktatów i wyprowadzenia Italii ze strefy euro. Zdanie zmienił, gdy wszedł do rządu i okazało się, że rezygnacja ze wspólnej waluty doprowadziłaby kraj do gospodarczej katastrofy. Musiał też ustąpić, gdy Bruksela nakazała Rzymowi rewizję budżetu tak, by dostosować się do unijnych limitów.

Z antybrukselskiej agendy Salviniego dziś pozostaje przede wszystkim obietnica „zmieniania UE od środka”, czyli budowania luźnej formacji „Europy narodów”.

Francuzi za przywróceniem granic

PiS dogadało się już za to z francuską „Powstań Francjo” (fr. Debout la France, DLF), której liderem jest Nicolas Dupont-Aignan. W grudniu 2018 roku Dupont-Aignan podpisał z EKR deklarację stowarzyszeniową, jednocześnie odrzucając zaproszenie Marine Le Pen do tworzenia wspólnej listy.

Tym samym najpewniej oddaliła się perspektywa współpracy między Le Pen a Kaczyńskim, na którą wyraźnie zanosiło się jeszcze w 2017 roku.

Dupont-Aignan, obecnie jedyny poseł DLF we francuskim parlamencie, dwa lata temu kandydował na prezydenta Francji. Otrzymał 4,7 proc. głosów. W drugiej turze poparł Le Pen, która zapowiedziała, że jeśli wygra wybory, Dupont-Aignan zostanie premierem w jej rządzie.

Choć DLF dopiero po raz pierwszy ma szanse wysłać do Parlamentu Europejskiego swoich przedstawicieli, dwóch jej posłów zasiada już w PE. To byli eurodeputowani od Le Pen, którzy postanowili przejść do DLF. Najnowsze sondaże dają partii Dupont-Aignana ok. 6 proc. głosów i 6 mandatów w PE.

Samych siebie członkowie DLF lubią plasować gdzieś pomiędzy „ekstremistami” pokroju Marine Le Pen a „systemem”, czyli centroprawicą. Z Le Pen nadal mają jednak wiele wspólnego. Podobnie jak RN, DLF jest partią konserwatywną i eurosceptyczną. Chce wyprowadzić Francję ze strefy euro, osłabić rolę Komisji Europejskiej w UE, przywrócić kontrole graniczne i ograniczyć migrację. Jest również prorosyjska.

Forum na rzecz Demokracji

PiS dogadało się także z partnerami w Holandii. W lutym 2019 wolę przystąpienia do EKR po majowych wyborach 36-letni Thierry Baudet, szef holenderskiego Forum na rzecz Demokracji (FvD).

To partia dość młoda, podobnie jak jej przewodniczący. Powstała w 2015 jako think tank. W 2016 zyskała rozgłos, gdy włączyła się w kampanię na rzecz referendum w sprawie umowy stowarzyszeniowej między UE a Ukrainą. Niedługo później, bo w 2017 roku, wysłała do holenderskiego parlamentu dwóch posłów.

W sondażach FvD jest obecnie na czwartym miejscu – może liczyć na ok. 11 proc. głosów i 3 miejsca w PE.

Formacja Thierry’ego Baudeta ma wiele wspólnego z Partią Wolności (PVV) Geerta Wildersa, który dziś blisko współpracuje z Marine Le Pen. Podobnie jak Wilders, Baudet chce ograniczenia imigracji i osłabienia roli UE. Swoją kampanię opiera przede wszystkim na niechęci do elit – także tych w Brukseli.

Zbliżenie EKR i FvD nie spodobało się holenderskiej Unii Chrześcijańskiej (CU), której jeden eurodeputowany zasiada dziś w EKR. Zdaniem CU Baudet nakręca w Holandii kampanię Nexitu, co jest sprzeczne z celami EKR, która miała „zmieniać Unię Europejską od środka”. CU może jednak liczyć na znacznie mniej głosów w nadchodzących wyborach. PiS bardziej opłaci się sojusz z silniejszym FvD.

Legutko: a może FPÖ?

Z kim jeszcze swoją przyszłość potencjalnie wiąże Prawo i Sprawiedliwość?

Europoseł PiS Ryszard Legutko wspominał o toczących się rozmowach z hiszpańskimi radykałami z Głosu (Vox). Popularność Vox w Hiszpanii rośnie od momentu, gdy w grudniu 2018 roku zdobyła 12 miejsc w andaluzyjskim parlamencie regionalnym. Sondaże wskazują, że może liczyć na ok. 12 proc. głosów i 7-8 miejsc w nowym PE.

Vox powstała w 2013 roku. Jest określana jako populistyczna skrajna prawica – chrześcijańska i nacjonalistyczna. Jej politycy sprzeciwiają się autonomii hiszpańskich regionów, lansują społeczny konserwatyzm i, oczywiście, „większą niezależność państw członkowskich w ramach UE”.

Legutko stwierdził również, że osobiście „wziąłby na poważnie pod uwagę zaproszenie Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) do EKR”.

FPÖ to partia o długiej i niezbyt chlubnej historii. Powstała jeszcze w latach 50. XX wieku. Zawsze określana była mianem skrajnej prawicy, a jej pierwszym liderem był nazista Anton Reinthaller, były oficer SS. Od tego czasu porzuciła pangermańskie idee i zwróciła się w stronę prawicowego populizmu.

Dziś reprezentuje podobny zestaw poglądów co większość potencjalnych sojuszników PiS. Jest eurosceptyczna, antyimigrancka i prorosyjska. Ostatnie sondaże dają FPÖ 23 proc. głosów i 5 miejsc w PE.

Jak na razie nie wiadomo nic na temat planowanych rozmów między FPÖ a EKR. Obecnie Austriacy zasiadają w EFD razem Francuzami od Marine Le Pen i Holendrami od Geerta Wildersa.

Fidesz Orbána? Wspaniała nowina

Nie ulega wątpliwości, że PiS nadal liczy na sformalizowanie związku z węgierskim Fideszem poprzez przyciągnięcie go do EKR.

Do tej pory szanse na to, że Viktor Orbán opuści Europejską Partię Ludową, były niewielkie. Pozostali członkowie EPL nabierali wody w usta, gdy pytano ich, kiedy wreszcie pozbędą się Węgrów. Milczeli także wówczas, gdy Orbán zdecydował wyrzucić z Budapesztu Uniwersytet Środkowoeuropejski.

Ostatnio jednak Fidesz zaostrzył antyunijny kurs. W najnowszej kampanii węgierskiego rządu na plakatach pokazano szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera i amerykańskiego miliardera George’a Sorosa. Podpis głosi, że chcą oni „wprowadzić obowiązkowe kwoty relokacyjne”, „osłabić prawa państw członkowskich do ochrony granic” i  „ułatwić imigrację poprzez wizę migracyjną”.

Kilkanaście partii – członków EPL, oburzonych tą kampanią, wystąpiło do przewodniczącego z wnioskiem o wykluczenie Fideszu z członkostwa w formacji. Poparcie wniosku rozważają posłowie PO i PSL. Większość komentatorów jest jednak zdania, że EPL nie wyrzuci Fideszu przed majowymi wyborami. Decyzja ma zapaść na zlocie EPL 20 marca.

O tym, żeby Orbán już wkrótce był „do wzięcia” marzą natomiast politycy PiS.

„Orbán potrzebował EPL jako tarczy. To dlatego Fidesz tak długo był członkiem tej partii” – mówił Ryszard Legutko w rozmowie z Politico. Dodał, że gdyby Fidesz zechciał dołączyć do EKR, dla polskiego rządu byłaby to „wspaniała nowina”.


Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!