Premier Morawiecki stwierdził, że nie ma konieczności przesuwania terminu wyborów prezydenckich. Skoro Francja je przeprowadza, to Polska też może. Zwłaszcza, że jesteśmy w lepszej sytuacji niż Francja. Sześć godzin później Francja wybory przesunęła. Premier może się mylić podwójnie: nie wiadomo, czy z koronawirusem poradzimy sobie lepiej niż Francuzi

Około godziny 14:30 premier Mateusz Morawiecki powiedział: „Dzisiaj nie ma takich planów, żeby przesuwać termin wyborów prezydenckich. Nie ma takiej konieczności. Wiemy, że we Francji na przykład odbyły się wybory samorządowe. Francja dzisiaj jest w innym stanie niż Polska. A więc nie mamy takich planów na chwilę obecną”.

O godzinie 20:30 prezydent Emmanuel Macron ogłosił: „Po konsultacjach z przewodniczącym Senatu, przewodniczącym Zgromadzenia Narodowego, a także z moimi poprzednikami, zdecydowałem o przełożeniu drugiej tury wyborów samorządowych”. Dodał, że decyzja zapadła jednomyślnie.

W swoim telewizyjnym orędziu 16 marca 2020 Macron wielokrotnie powtarzał: „Jesteśmy na wojnie”. Mówił: „Jesteśmy na wojnie, na wojnie o zdrowie, oczywiście. Nie walczymy przeciwko jakiejś armii albo innemu krajowi. Ale wróg istnieje: niewidzialny, nieuchwytny, nacierający”. Jednocześnie ogłosił „bardzo daleko idące ograniczenie poruszania się po kraju”. Zakazane będą spotkania rodzinne i towarzyskie. Z domów można wychodzić tylko na zakupy, do lekarza albo do pracy (jeśli nie możliwa jest praca zdalna). A za złamanie zakazów grożą kary. Reguły wchodzą w życie we wtorek w południe i mają obowiązywać przez 15 dni.

Epidemia rozwija się w Polsce jak we Francji?


Wiemy, że we Francji na przykład odbyły się wybory samorządowe. Francja dzisiaj jest w innym stanie niż Polska.

Mateusz Morawiecki, konferencja prasowa - 16/03/2020

konferencja prasowa

Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Gazeta


zbity zegar. Demagogiczny argument. Rzeczywistość szybko go zweryfikowała.


Premier Morawiecki mówi o wyborach samorządowych, których pierwsza tura odbyła się we Francji w niedzielę 15 marca, druga była zaplanowana na 22 marca – i nie odbędzie się wtedy. Nie znamy nowego terminu.

Mówiąc „Francja dzisiaj jest w innym stanie niż Polska”, Morawiecki ma zapewne na myśli, że Francja jest w stanie gorszym. Można się domyślić, że chciał powiedzieć: „i nawet w tym gorszym stanie przeprowadza wybory”.

To demagogiczny zabieg. Porównywanie Francji dziś i Polski dziś nie ma sensu, a przewidywanie jest trudne. W rozwoju epidemii jesteśmy 50 dni „do tyłu” w stosunku do Francji.

We Francji pierwszy przypadek potwierdzono 24 stycznia – był to 48-letni mężczyzna, który przyjechał z Chin. W niedzielę 15 marca 2020 wieczorem we Francji były 5423 przypadki zakażenia, 127 osób zmarło. Wybory we Francji odbyły się 51 dni od wykrycia pierwszego przypadku.

W Polsce pierwszy przypadek potwierdzono 4 marca. A wybory mają się odbyć 10 maja — 67 dni później.

Z wypowiedzi premiera wynika, że jest „koronawirusowym optymistą” – zakłada, że epidemia w Polsce będzie się rozwijać tak, jak we Francji, lub nawet będzie jeszcze bardziej spowolniona. Taki jest w tej chwili przekaz rządu: wyprzedzamy wszystkich, robimy to lepiej.

W takim myśleniu jest kilka dziur.

1. Francja nieźle sobie radzi. A i tak wprowadza drastyczne ograniczenia

Epidemia w Polsce rozwija się według krzywej wykładniczej – tak jak w innych krajach. Pytanie, czy liczba zakażonych będzie się podwajać, co dwa dni, czy co trzy jak w większości krajów europejskich. O tym, jak wygląda prognoza dla Polski, pisaliśmy szczegółowo tutaj:

Sytuacja we Francji – na tle Europy – nie jest dramatyczna. Stwierdza się tam 83 przypadki zachorowań na 1 mln. Dla porównania: w Hiszpanii – 201, w Norwegii – 244, w Szwajcarii 272. Nawet w Niemczech, uznawanych za kraj, który z epidemią radzi sobie dobrze, ten wskaźnik to 86 zachorowań.

Polska szybciej niż inne kraje wprowadziła ograniczenia w przemieszczaniu się, szybciej zakazała zgromadzeń – co mogłoby ją stawiać bliżej Francji. Jednak wielkim „ale” jest stan polskiego systemu ochrony zdrowia.

2. Niech premier porozmawia z ministrem zdrowia

Mateusz Morawiecki mówi tak, jakby nie słuchał, stojącego obok, ministra Szumowskiego. Ten przyznał, że pod koniec tygodnia (bieżącego tygodnia!) będziemy mieć już 1,5-2 tys. zachorowań, a za dwa tygodnie – ok. 10 tys.

16 marca 2020 we Francji było 6 633 przypadków. 148 osób zmarło.

Minister zdrowia zakłada, że taką liczbę zachorowań odnotujemy już w przyszłym tygodniu! To by znaczyło, że faktycznie sytuacja Polski będzie inna niż Francji, ale nie w takim sensie, jak tego chce Morawiecki.

Co prawda minister Szumowski zaznacza, że przyjmuje najbardziej pesymistyczne scenariusze, ale są podstawy, by zakładać, że to on jest bliższy prawdy niż premier.

Po pierwsze, wszystkie dane, jakie mamy na temat postępów choroby w naszym kraju skrzywione są przez to, że wykonujemy wyjątkowo mało testów.

Po drugie, sytuacja polskich szpitali jest dramatyczna. Opisaliśmy, jak to wygląda w Małopolsce:

„Pracujemy 24 godziny na dobę, brakuje testów, brakuje masek, kombinezonów, brakuje rąk do pracy. Wszystkie infolinie są zajęte, a nawet jeśli komuś uda się połączyć otrzymuje informację, żeby zadzwonić do specjalisty chorób zakaźnych” – pisze jedna z krakowskich lekarek.

Historyczne francuskie wybory: z najniższą frekwencją

We Francji pierwsza tura wyborów samorządowych odbyła się w minioną niedzielę. Prezydent Marcon bronił decyzji o ich przeprowadzeniu, mówiąc: „Uważam, że udział w głosowaniu jest ważny. Trzeba tylko przestrzegać zaleceń”. Dodał też, że są sprawy fundamentalnego minimum – jedzenie i głosowanie. W końcu Francja to jedno ze źródeł współczesnej demokracji, pod wieloma względami wzór dla innych, a przynajmniej punkt odniesienia.

Tymczasem w niedzielę do urn we Francji nie poszło aż 55 proc. uprawnionych – frekwencja była o 20 proc. niższa niż w 2014 roku.

W wyborach, które we Francji cieszą się większą popularnością niż wybory do parlamentu.

Wyborcom zalecono, by w kolejkach do lokali i urn stali metr od siebie, mieli też przynieść własne długopisy. Mimo to – jak widać – wiele osób uznało udział w głosowaniu za zbyt niebezpieczny.

Trik Macrona: wybory „przesunięte”, a nie „odwołane”

Jak wyjaśnia Piotr Moszyński w „Gazecie Wyborczej”, francuska konstytucja „przewiduje, że wybory można odwołać jedynie w warunkach stanu wyjątkowego lub wojennego”. To podobnie jak w Polsce – u nas wybory są automatycznie odwoływane, gdy zostaje wprowadzony jeden z trzech stanów nadzwyczajnych (stan wojenny, stan wyjątkowy, stan klęski żywiołowej).

Macron powiedział, że druga tura wyborów została „odłożona” – w ten sposób uniknął wprowadzenie stanu wyjątkowego. Co więcej: „gdyby odwołano tylko drugą turę, musiałyby być rozpisane nowe wybory w całości, a więc w dwóch turach. Trzeba by wówczas uznać już przeprowadzoną pierwszą turę za niebyłą. Tymczasem 15 marca wybrano już władze samorządowe w 30 tys. gmin, a do rozstrzygnięcia w drugiej turze pozostał ich skład już tylko w 5 tys. gmin” – pisze Moszyński.

Polska opozycja przeciwna wyborom

Jest jeszcze jeden powód, dlaczego odwoływanie się premiera Morawieckiego do francuskiego przykładu jest błędne. Był „naukowy i polityczny konsensus”, że pierwsza tura francuskich wyborów powinna się odbyć – zaznaczył prezydent Macron w poniedziałkowym orędziu. Argumentu z konsensusu użył również na rzecz tego, by drugą turę przełożyć.

W Polsce takiego konsensusu na rzecz przeprowadzenia wyborów nie ma: opozycja nawołuje do przesunięcia wyborów. Nie byłoby to jednak takie proste: najpierw trzeba wprowadzić stan nadzwyczajny.

W poniedziałek prowadzenie agitacji wyborczej zawiesił Szymon Hołownia. „Jako sztab i kandydat podtrzymujemy gotowość do startowania w wyborach. Ale uważamy, że to, co teraz jest potrzebne krajowi, społeczeństwu i obywatelom, to skierowanie się na pomoc sobie nawzajem i agitacja wyborcza nie jest priorytetem społecznym. Musimy skupić się na tym, że by się skonsolidować, być ze sobą, próbować sobie pomóc w tym trudnym momencie” – powiedziała OKO.press szefowa sztabu Hołowni, Olga Adamkiewicz.

Władysław Kosiniak-Kamyszzaapelował do pozostałych kandydatów o wspólne stanowisko: „Nie ma sprawy ważniejszej niż zdrowie Polaków i zatrzymanie #koronawirus. To pierwszy krok. Drugi – pomoc przedsiębiorcom, pracownikom i ratowanie gospodarki. Na tym, nie na kampanii, musimy się skupić – i opozycja, i rządzący. Najpierw sprawy najważniejsze, wybory jesienią”.

Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, powiedział w TVN24: „myślę, że za kilka dni to będzie oczywiste, że te wybory muszą być przełożone”.

OKO prześwietla kandydatów na prezydenta.
Dzięki Twojemu wsparciu.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Karol Wielki

    Wybory przesuną, ale za 2-3 tyg. Niech Duduś trochę poblyszczy. I w sumie jak przełożą, to aktywność Prezydenta przecież nie spadnie. Jako zwierzchnik sił zbrojnych wypełnia swoje obowiązki. 🙂

    • Krzysztof Skladanowski

      Oczywiście powinien też przykładnie (w międzyczasie) uczęszczać w mszy świętej i przyjmować komunię świętą. Zresztą wyborcy oczekują tego od całego rządu i Ojca naszej niepodległości Jarosława Wielkiego (choć wzrostu niewielkiego). Wyborcy zaś ze swej strony powinni masowo uczestniczyć w pielgrzymce na Jasną Górę organizowaną przez naszego przywódcę duchowego Ojdyra.

  2. Ka Kadu

    Morawiecki po raz kolejny udowodnil, ze jest durniem, uwazajacym sie za madrego, a jest zwyklym cwaniakiem i klamca. W swoim zadufaniu uwierzyl, ze jego monotonnym zakleciom o tym jak to jest super, ulegnie nawet koronawirus.
    Duda tymczasem szlaja sie po Polsce, nie zwazajac na obostrzenia epidemiologiczne, i udaje, ze cos robi na rzecz walki z epidemia, poza zatroskanymi (i jak zwykle dosc glupimi) minami i wyglaszaniem kolejnego pustoslowia. I jesli nawet sam niczego nie zlapie, albo jego swita, to prowokuje niebezpieczne dla innych sytuacje.

  3. Paweł Zając

    Morawiecki ma racje, ale pod jednym warunkiem że wybory odbywają sie przez internet a Duda godzi sie zamiast jeździć po Polsce na debate ze wszystkimi kandydatami nawet tylko na tvp. Wtedy prezydenta wybiera pokolenie smartfona i zostaje nim na złość wszystkim Biedrona spedalona lub Bosak narodowiec.

Masz cynk?