Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / Agencja Gazeta
18 listopada 2020

Morawiecki powinien odpowiadać karnie za zwłokę w publikacji ustawy antycovidowej [ANALIZA]

Rząd przyznał się, że opóźnienie publikowania ustawy, która ma pomóc zwalczać skutki pandemii, jest celowe ze względu na jej finansowe konsekwencje. Brak publikacji ustawy może być przestępstwem - ocenia adwokat Marcin Wolny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Rządowe Centrum Legislacji już dwa tygodnie zwleka z publikacją ustawy zawierającej istotne rozwiązania z punktu widzenia zwalczania pandemii. Tłumaczenia przedstawicieli rządzącej większości parlamentarnej wiele mówią na temat stanu praworządności w Polsce.

Nowością w tej sytuacji jest jawne przyznanie się przez rząd, że opóźnienie publikacji ma charakter celowy i podjęte jest w zamiarze zanegowania finansowych konsekwencji wejścia w życie ustawy.

Zaistniałą sytuację niezwłocznie powinien ocenić prokurator pod kątem popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązku publikacji aktu normatywnego i przekroczenia uprawnień polegającego na bezprawnym wstrzymywaniu jego publikacji.

Na to jednak, że Prezes Rady Ministrów zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej, nie ma co liczyć. Tym, czego Premier powinien się jednak bać, jest gniew lekarzy, funkcjonariuszy służb i wszystkich innych osób, które finansowo stracą na opóźnieniu wejścia w życie ustawy - wyjaśnia Marcin Wolny, adwokat, prawnik w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Przeczytaj także:

Ustawa miała niezwłocznie ułatwić walkę z epidemią

Przedstawiony 19 października przez posłów Prawa i Sprawiedliwości projekt ustawy, obok trzech innych propozycji klubów poselskich, stał się zalążkiem odpowiedzi Sejmu na kryzys wywołany drugą falą pandemii COVID-19. Przyjęte przez Sejm rozwiązania miały przynieść ulgę na najważniejszych odcinkach walki z epidemią.

Dostrzegał to sam projektodawca, wskazując w uzasadnieniu projektu na konieczność zapewnienia możliwie niezwłocznego zastosowania instrumentów prawnych zmierzających do ograniczenia skutków rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2.

Środkiem do tego celu miał być brak okresu vacatio legis, a więc wejście przyjmowanych rozwiązań bezpośrednio po ich publikacji.

Zakładały one przy tym co najmniej kilka środków bardzo istotnych z punktu widzenia efektywności systemu opieki zdrowotnej. Przewidziano w nich m.in. możliwość łatwiejszego zatrudniania lekarzy wykształconych poza Unią Europejską, czy kierowania do udzielenia świadczeń medycznych również studentów kierunków medycznych.

Obie te zmiany mogłyby potencjalne w części odciążyć system opieki zdrowotnej.

Inna z proponowanych zmian dotyczyła procedur rozstrzygania sporów przy przyjmowaniu do szpitali osób w stanie nagłego zagrożenia zdrowia. Mogłaby więc w części stać się remedium na kolejki ambulansów przed szpitalnymi oddziałami ratunkowymi.

Obok tych rozwiązań, przyjęta ustawa zawierała również:

  • podstawę do dokonania odmowy sprzedaży towarów osobom, które nie stosują się do wymogu zasłaniania ust i nosa,
  • możliwość karania jak za wykroczenie osób niestosujących się do obowiązku kwarantanny,
  • czy rozwiązania gwarantujące funkcjonariuszom służb zakażonym koronawirusem lub skierowanym na kwarantannę podstawę do naliczania pełnego wynagrodzenia.
Najwięcej emocji wzniecał jednak przepis gwarantujący dodatkowe wynagrodzenie wszystkim osobom skierowanym decyzją wojewody do pracy przy zwalczaniu epidemii.

Rozwiązanie to budziło wątpliwości dotyczące wykluczenia z puli osób objętych dodatkiem wszystkich pracowników ochrony zdrowia, którzy zwalczają epidemię w ramach swoich normalnych obowiązków.

Dziś jedynie część z nich otrzymuje, mocą zaledwie zarządzenia Ministra Zdrowia, dodatkowe wynagrodzenie. PiS odrzucił poprawki, aby dodatkowym wynagrodzeniem objąć wszystkich pracowników ochrony zdrowia.

Rząd łaja Senat za opóźnienie

Ustawą zajął się Senat. Nim do tego doszło, byliśmy świadkami deklaracji przedstawicieli rządu o pilności procedowania omawianego projektu. Decyzja marszałka Senatu, aby ustawę procedować w poniedziałek, a nie od razu w piątek po uchwaleniu przez Sejm, przyjęto w kręgach rządowych z oburzeniem.

Rzecznik rządu grzmiał, że nic poza dobrą wolą marszałka Senatu, nie stoi na przeszkodzie, aby rozpocząć pracę nad tą ustawą. Opóźnienie pracy nazywał zaś postawą nieodpowiedzialną, która nie powinna mieć miejsca.

Senat stosunkowo szybko zakończył pracę nad ustawą, wprowadzając do jej brzmienia szereg poprawek.

Kluczowa dotyczyła obowiązku wypłaty dodatkowego wynagrodzenia dla wszystkich osób uczestniczących w wykonywaniu świadczeń zdrowotnych wobec osób chorych lub podejrzanych o zakażenie koronawirusem. Już na etapie Sejmu przeciwko odrzuceniu tej poprawki zagłosowało 20 posłów PiS, powodując konsternację w obozie władzy.

Kaczyński: chcecie zniszczyć NFZ

Na gwałt zwołano więc nowe posiedzenie Sejmu, w celu przyjęcia kolejnej ustawy, tym razem nowelizującej ustawę gwarantującą dodatki.

Zrobiono to pomimo faktu, że ta ostatnia nie została wówczas jeszcze podpisana przez Prezydenta. Nie było więc co nowelizować.

To na tym posiedzeniu Sejmu wicepremier Jarosław Kaczyński zarzucił posłom opozycji nadużycie moralne i chęć zniszczenia NFZ, funduszy publicznych, po to, aby zniszczyć polskie państwo.

Szybko przyjęta nowelizacja trafiła do Senatu, który prawdopodobnie rozpatrzy ją w okolicach 27 listopada.

Rząd nie chce publikować

Tymczasem 3 listopada pierwotną ustawę gwarantującą dodatki podpisał Prezydent. Z obozu rządzącego zaczął płynąć sygnał: Premier nie powinien publikować ustawy. Rzecznik rządu między wierszami wskazał, że Rządowe Centrum Legislacji nie publikuje ustawy, bo spowodowałoby to kilkunastomiliardowe wydatki po stronie Skarbu Państwa.

Jeszcze dalej poszedł Jarosław Gowin, powołując się na wiele ekspertyz prawniczych, wedle których premier ma pełne prawo nie publikować ustawy podpisanej przez prezydenta. Jej nieopublikowanie określił zaś wyrazem troski o Polskę.

Bezprecedensowa zwłoka

Oczywiście nie jest tak, że każda ustawa jest publikowana w Dzienniku Ustaw w dniu jej podpisania przez Prezydenta. Jak zauważył Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju, który przeanalizował 500 przyjętych ostatnich ustaw, ustawy oczekują na publikację najczęściej 7 dni (średnio 9.86 dnia). Rekordowa czekała zaś 5 tygodni.

View post on Twitter

Z drugiej jednak strony, dotychczas

wszystkie przyjmowane przez Sejm ustawy dotyczące zwalczania epidemii i jej gospodarczych skutków publikowane były najczęściej w tym samym dniu, w którym podpisał je prezydent. Najdłuższy odstęp pomiędzy podpisem, a publikacją trwał zaledwie 6 dni.

Jednak to nie dwutygodniowy odstęp pomiędzy podpisem prezydenta a publikacją w Dzienniku Ustaw jest tym, co wyróżnia tę sytuację spośród wielu innych.

Novum jest jawne przyznanie się, że opóźnienie publikacji ma charakter celowy i podjęte jest w zamiarze zanegowania finansowych konsekwencji wejścia w życie ustawy.

To właściwie przyznanie, że Prezes Rady Ministrów ma kontrolę nie tylko nad działalnością Sejmu i Senatu, lecz również Prezydenta RP, który formalnie przecież zarządza ogłoszenie ustawy w Dzienniku Ustaw. Zupełne odwrócenie konstytucyjnych reguł i zanegowanie kontrolnej oraz stanowiącej roli Parlamentu.

Sprawa dla prokuratora i Trybunału Stanu

Zaistniałą sytuację niezwłocznie powinien ocenić prokurator pod kątem popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązku publikacji aktu normatywnego i przekroczenia uprawnień polegającego na bezprawnym wstrzymywaniu jego publikacji.

Na to jednak, że Prezes Rady Ministrów zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej nie ma co liczyć. Praktyka działania Prokuratury dała zbyt wiele dowodów na to, że jednym z jej ustrojowych założeń jest obecnie to, aby nie zrobić krzywdy przedstawicielom rządzącej większości parlamentarnej.

Dodatkowo, mimo istnienia konstytucyjnych podstaw, trudno obecnie, wobec braku perspektyw na zebranie wymaganej większości, o pociągnięcie osób winnych tego stanu rzeczy do odpowiedzialności konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu.

Pozostają sądy

Tym, czego Premier powinien się jednak bać, jest gniew lekarzy, funkcjonariuszy służb i wszystkich innych osób, które finansowo stracą na opóźnieniu wejścia w życie ustawy. Celowe i bezprawne opóźnienie jej wejścia w życie otwiera przed nimi drogę do domagania się przed sądami cywilnymi odszkodowania za bezprawne zaniechanie władzy publicznej.

W każdym zainicjowanym z tego powodu procesie powodowie będą mieli okazję wykazać, że działanie Prezesa Rady Ministrów miało charakter bezprawny.

Trudno o lepszy dowód na tę okoliczność, niż przesłuchanie wszystkich tych osób, które dziś tak ochoczo żonglują poglądami o legalności zaniechania publikacji ustawy, a także samego Mateusza Morawieckiego.

Rządowi na ratunek Przyłębska?

W takim układzie Prawu i Sprawiedliwości pozostanie tylko zwrócić się o ratunek do Trybunału Konstytucyjnego kierowanego przez Julię Przyłębską.

Tym razem o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów Kodeksu cywilnego gwarantujących możliwość domagania się odszkodowania za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie przy wykonywaniu władzy publicznej.

Wobec treści art. 77 Konstytucji, przewidującego wprost odpowiedzialność odszkodowawczą za niezgodne z prawem działania władzy publicznej, może być to zadanie trudne. Doświadczenia ostatnich lat udowodniły jednak, że w ramach oryginalnego pojmowania pojęcia praworządności, w rządzącym obozie politycznym wszystko jest możliwe.

Udostępnij:

Marcin Wolny

adwokat, prawnik w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne