Wchodząc do rządu w listopadzie 2015 Morawiecki zachował pakiet akcji "swego" banku, sprzedał je dopiero w grudniu 2017. W wywiadzie dla DGP tłumaczy, że "działo się to w takim tempie, że nie zdążył". I że to było "kłopotliwe". To trzeba było sprzedać, zamiast zarabiać 1,23 mln zł! Jednocześnie twierdzi, że na wejściu do polityki stracił 100 mln zł. Biedak!

W wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna” (28 grudnia 2018) Mateusz Morawiecki tworzy własną legendę nie tylko herosa walki z komunizmem, ale także patrioty, który wchodząc do polityki „z radością” rezygnuje z ogromnych zarobków w bankowości – „lekko licząc 100 milionów”. Przy okazji – zupełnie niepotrzebnie z punktu widzenia własnego PR – przypomina wstydliwy fakt:


Kiedy wchodziłem do rządu w 2015 r., działo się to w takim tempie, że nie zdążyłem sprzedać posiadanych akcji banku.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla DGP - 28/12/2018

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Morawiecki nie sprzedawał akcji przez ponad 2 lata. Zarobił na tym 1,23 mln. Żadne "tempo" tego nie tłumaczy


Zanim zajmiemy się 100 milionami, przyjrzyjmy się tej zdumiewającej deklaracji.

Morawiecki trzyma akcje przez 757 dni, choć było to „kłopotliwe”

Chodzi o pakiet 13 711 akcji BZ WBK, czyli banku, którego prezesem Morawiecki był przez osiem lat: od maja 2007 do listopada 2015. Sprzedał je dopiero, gdy został premierem, najwcześniej 12 grudnia 2017 roku.

Morawiecki trzymał zatem akcje przez ponad dwa lata sprawowania funkcji wicepremiera i ministra rozwoju, a potem także finansów (od 16 listopada 2015).

Przez 757 dni Morawiecki „nie znalazł czasu”, by te akcje sprzedać. Tłumaczenie, że wynikało to z tempa, w jakim „wchodził do rządu” to kiepski wykręt. Chyba, żeby uznać, że wchodził do rządu przez ponad dwa lata.

Morawiecki nie naruszył prawa, ale – jak pisało m.in. OKO.press – przez cały ten czas

był w sytuacji „potężnego konfliktu interesów”, bo jako członek rządu odpowiedzialny za gospodarkę podejmował wiele decyzji, które wpływają na kursy akcji (już sama propozycja podatku bankowego mogła wywołać spadki akcji banków na giełdzie).

Co więcej, próbował ukryć przed opinią publiczną, że wchodząc do rządu zachowuje akcje BZ WBK zwlekając z ujawnianiem swego oświadczenia majątkowego.

W wywiadzie dla DGP pada jeszcze jedno kuriozalne wyznanie. Morawiecki skarży się, że trzymanie akcji było „kłopotliwe”.

„Było to zresztą kłopotliwe, bo musiałem powstrzymywać się z wypowiedziami na temat banków, żeby nie powstało wrażenie, że w jakikolwiek sposób mogę wpłynąć na pozycję BZ WBK”.

Trzeba było sprzedać, panie premierze, nie byłoby kłopotów!

Ile Morawiecki zarobił na zatrzymaniu akcji

W wywiadzie dla DGP Morawiecki się chwali, że „kiedy zostawałem premierem, sprzedałem wszystkie akcje, nie zastanawiając się nad ceną”. Jak to się odbyło?

13 grudnia 2017 premier (od dwóch dni) Morawiecki za pośrednictwem służb prasowych przekazał mediom (m.in. „Wyborczej”) informację, że akcje już sprzedał. Takie też były nagłówki w sieci, prasie, telewizji. Zapewne jest to informacja nieścisła. Jak napisał Business Insider 13 grudnia, „Stanisław Starnawski z biura prasowego Ministerstwa Rozwoju oświadczył, że

została złożona dyspozycja sprzedaży całego pakietu akcji w posiadaniu premiera Morawieckiego, czyli 13,7 tys. akcji BZ WBK”.

OKO.press nie było w stanie ustalić, jaką dyspozycję złożył premier. Jest mało prawdopodobne, by tak duży pakiet akcji sprzedał się w całości 12 grudnia. Średni kurs 12 grudnia 2017  wynosił 374,05 zł, obroty nie były zbyt duże – 23 555 sztuk, trudno byłoby w jeden dzień pozbyć się takiej masy akcji. Jest prawie pewne, że premier – jako przecież specjalista – dał zlecenie na dłuższy czas, co najmniej tydzień (może z dolnym limitem ceny).

Notowania BZ WBK w grudniu 2017 rosły aż do 400 zł za akcję. Już 14 grudnia kurs przekroczył 390 zł.

Ile Morawiecki zarobił na zachowaniu akcji? Załóżmy nawet, że sprzedał całość 12 grudnia 2017, choć prawie na pewno zaniża to przychód.

Łatwo policzyć zysk premiera na wzroście kursu między 16 listopada 2015 a 12 grudnia 2018. Kurs akcji wg Bankier.pl  rośnie w tym czasie z  282,20 zł na 374,05 , czyli jedna akcja drożeje o 91,85 zł. Oznacza to, że w czasie swej pracy w rządzie premier zarobił na akcjach BZ WBK 1.259.355 zł. (13 711 razy x 91,85 zł).

Nawet jeśli tę sumę pomniejszyć o podatek 19 proc. zostaje  1.020.078 zł. Tyle „netto” premier zarobił zatrzymując akcje BZ WBK.

Do tego dochodzą dywidendy z tytułu posiadania akcji:

  • w 2015 roku – 33 tys. netto;
  • 2016 roku –  143 tys. netto (obie liczby za Rzeczpospolitą) oraz
  • 2017 roku –    59.972 zł .

Dowodem na tę ostatnią dywidendę jest oświadczenie majątkowe premiera z marca 2018, w którym deklaruje, że przekaże na cele społeczne:

Podsumujmy, ile Morawiecki zarobił (netto, po zapłaceniu podatku!) na zwłoce w sprzedaży akcji BZ WBK:

  • trzy dywidendy (razem)                                   207.400 zł
  • zysk na wzroście kursu akcji (netto)          1.020.078 zł
  • RAZEM                                                       1.227.478 zł

100 milionów? Raczej 60-70 mln


Ja nie polepszyłem swojej sytuacji finansowej, idąc do polityki. Zrezygnowałem, lekko licząc, do emerytury, może nawet z jakichś 100 milionów złotych (śmiech). Zrezygnowałem z radością, muszę dodać.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla DGP - 28/12/2018

Zdjęcie: Agencja Gazeta


Zakładając, że nie straciłby posady w banku Santander zarobiłby 60-70 mln, a może więcej


Pisząc o stracie 100 milionów Morawiecki nie uwzględnia zarobków, jakie ma z polityki. Poniekąd słusznie, bo z perspektywy bankstera są skromne. Nawet zakładając, że Morawiecki byłby non stop premierem do 2033 roku (brrr!) zarobiłby w latach 2015-2033 „tylko” 3 mln 758 tys. (18 lat x 12 miesięcy x 17,4 tys.).

Ile stracił na odejściu z banku?

Ze sprawozdań finansowych BZ WBK wiemy, że Morawiecki zarabiał jako prezes banku w 2014 roku 3,62 mln zł (w 2015 roku mniej, bo nie przepracował pełnego roku). Za każdy dzień pracy otrzymywał 9,9 tys. zł, czyli w dwa dni zarabiał mniej więcej tyle, ile  jako premier przez miesiąc.

W styczniu 2018 wynagrodzenie premiera wyniosło 14.673 zł plus dodatek za wieloletnią pracę maks. 20 proc., czyli zapewne ok. 17.600 zł.

Gdyby zatem Morawiecki zamiast iść do rządu pozostał w 2015 roku w BZ WBK, i za zgodą hiszpańskiego nabywcy objął posadę prezesa Santander Bank Polska aż do emerytury w 2033 roku zarobiłby przez 18 lat 65 mln zł.

Mówiąc o 100 milionach Morawiecki przesadził – ale zwłaszcza jak na siebie – niewiele, bo mógł liczyć na podwyżkę.

Z drugiej strony, mało prawdopodobne, by tak długo zajmował pozycję w tym samym banku. Mógłby wypaść z rynku, ale mógł też zostać prezesem innego banku i wtedy zarobiłby albo więcej, albo mniej…

Zarobki prezesów dużych banków wahały się w 2017 roku – wg zestawienia bankier.pl – od 9,8 mln w Banku Pekao do 2,0 mln w… BZ WBK, bo tylko tyle dostał następca Morawieckiego Michał Gajewski.

Niech premier nie będzie taki skromny

„Ja stoję na stanowisku, że podejmując się służby publicznej, nie robi się tego dla pieniędzy, tylko dla naprawy państwa polskiego. Ktoś powie: Może tak mówić, bo sam dorobił się milionów” – rozwijał swoją legendę Morawiecki. I uzupełnił ją samochwalstwem:


Tak, w swoim życiu zarobiłem dużo, może nawet zbyt dużo. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, ile pożytecznych inicjatyw wspierałem, nie robię tego jednak, by publicznie o tym mówić.

Mateusz Morawiecki, Wywiad dla DGP - 28/12/2018

Fot. Jakub Wlodek / Agencja Gazeta


Najwyższy czas, by premier ujawnił jakie inicjatywy wspiera. Od lat powtarza, że prowadzi charytatywną działalność, ale konkretów brak


To stara śpiewka Morawieckiego, który powtarza, że jest wyjątkowo szczodrobliwy, ale unika jakichkolwiek konkretów.

Jak podsumowała w kwietniu 2018 „Rzeczpospolita”, od wejścia do rządu Beaty Szydło, Morawiecki „deklaruje, że hojnie i systematycznie wspiera cele charytatywne.

Problem w tym, że – choć zapewnia o przejrzystości – nie ujawnia, komu i ile przekazuje”.

Kiedy wybuchła afera z nagrodami, jakie sobie i swoim ministrom przyznała premier Beata Szydło, Morawiecki 5 marca 2018 roku ogłosił, że 75,1 tys. zł swojej nagrody już „oddał na cele charytatywne” i to zanim Jarosław Kaczyński kazał ministrom przekazać pieniądze na Caritas. Nie podał żadnych szczegółów.

Interpelację do premiera z pytaniem, komu przekazał te pieniądze, skierował poseł PO Krzysztofa Brejza, a potem grupa posłów i posłanek PO. W obu przypadkach premier zwlekał z odpowiedzią, aby w końcu nie odpowiedzieć:

Sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Grzegorz Schreiber odpisał grupie posłów, że „informacja dotycząca celu charytatywnego, na jaki została przekazana nagroda, nie stanowi informacji publicznej”.

Premier Morawiecki nie ujawnił także, czy i komu przekazał dywidendę z 2017 roku – 59.972 zł, choć obiecał to w zeznaniu podatkowym (patrz wyżej).

W wywiadzie dla DGP Morawiecki znów zapewnia o swej szczodrobliwości bez konkretów. Trudno to uznać  za wiarygodną informację.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym