0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
02 października 2020

Morawiecki zachwala estoński CIT. Czy to rewolucja w podatkach? Sprawdzamy

„To prawdziwy inkubator przedsiębiorczości" - mówi o estońskim CIT Mateusz Morawiecki. Poznaliśmy nowe szczegóły na temat podatku, który ma wejść w życie na początku 2021 roku. Czy to rzeczywiście rewolucja? Niekoniecznie, ale może pomóc na niską stopę inwestycji w Polsce

Wydrukuj

Mateusz Morawiecki od dłuższego czasu zapowiada, że chce w Polsce wprowadzić „estoński CIT”. Po raz pierwszy zrobił to podczas swojego exposé w listopadzie 2019 roku:

„Wprowadzimy tzw. estoński CIT dla mikro- i małych firm, czyli przesunięcie poboru podatku na moment wypłaty zysku przez spółkę. To wsparcie reinwestycji zysków i ułatwienie finansowania własnego dla małych firm, które bardzo potrzebują zastrzyku kapitału” – mówił wtedy premier.

Jeszcze raz zachwalał to rozwiązanie w czerwcu 2020:

„Każdy przedsiębiorca, który będzie chciał rozwijać się i inwestować w Polsce, będzie miał do tego idealne warunki. To prawdziwy inkubator przedsiębiorczości”.

„Liczymy, że te właśnie rozliczenia przyczynią się do dziesiątek tysięcy nowych miejsc pracy w zaawansowanych technicznie i technologicznie sektorach, branżach” – mówił z kolei premier 28 września na konferencji prasowej, gdzie podał nowe informacje na temat podatku.

Morawiecki próbuje przedstawiać ten pomysł jako rewolucyjny dla polskiej gospodarki. Połączenie tej reformy z Estonią ma budować obraz pomysłu innowacyjnego – ten mały bałtycki kraj właśnie na innowacyjności buduje w ostatnich latach swój wizerunek. A premier Morawiecki lubi być kojarzony właśnie z nowoczesną gospodarką i innowacyjnością.

Warto więc sprawdzić, czym w istocie jest estoński CIT i czy rzeczywiście jest to podatkowa rewolucja.

Zyski reinwestowane, nieopodatkowane

CIT to podatek od osób prawnych, czyli spółek.

W największym uproszczeniu estoński CIT polega na tym, że zyski, które są reinwestowane w firmie, nie podlegają opodatkowaniu.

Ma to zachęcać firmy do inwestowania. Estonia takie rozwiązanie przyjęła w roku 2000. Tam jednak ten podatek dotyczy wszystkich. A u nas? Obejmie:

  • firmy, które wykazują przychody nie większe niż 100 mln złotych (to nowa informacja, pierwotnie planowano 50 mln);
  • zatrudniają przynajmniej trzy osoby;
  • wśród ich udziałowców są osoby fizyczne, a nie spółki;
  • nie mają udziałów w innych firmach;
  • wykazują nakłady inwestycyjne.

Estoński CIT będzie można wybrać na okres czterech lat, a następnie przedłużyć na kolejne cztery lata, jeśli dalej spełnia się wszystkie warunki. Przedsiębiorca musi też notować 15 proc. wzrostu inwestycji w ciągu dwóch lat, żeby dalej móc z tego rozwiązania korzystać.

Może pomóc na niską stopę inwestycji

Ekonomiści na pomysł patrzą raczej przychylnym okiem. Może to pomóc m.in. na polskie problemy ze stopą inwestycji, o których dokładnie pisaliśmy tutaj. Estoński CIT pozytywnie ocenia dr Aleksander Łaszek z Forum Obywatelskiego Rozwoju:

„Szkoda, że tak późno. Według planu Morawieckiego do 2020 roku stopa inwestycji miała wzrosnąć do poziomu 25 proc. PKB” – mówi Łaszek, cytowany przez portal pit.pl – „Tymczasem inwestycje spadły w 2017 roku do 17,5 proc. PKB – najniższego poziomu od 1995 roku. I pomimo pewnego wzrostu najważniejsza część inwestycji – inwestycje prywatne – w 2019 roku pozostawały na poziomie niższym niż w 2015 roku, przed ogłoszeniem planu podnoszenia inwestycji”.

I dodaje:

„Sam pomysł estońskiego CIT jest rozwiązaniem korzystnym. W ostatniej kampanii parlamentarnej rozwiązanie to proponowało PO, więc dobrze, że Premier sięga po korzystne rozwiązania proponowane też przez konkurencję. Istotnym pytaniem jest, jakie będą dokładne warunki, które będą musieli spełnić przedsiębiorcy, by zakwalifikować się do nowego rozwiązania – na razie zapowiedziane warunki są liberalne”.

Ile firm z tego skorzysta?

Tego wciąż do końca nie wiadomo. CIT to bardzo ważna część dochodów państwa – w 2019 roku było to 40 mld złotych, czyli 10 proc. wszystkich dochodów budżetowych.

Podatników CIT mamy w Polsce około 500 tys. W przypadku limitu 50 mln złotych rząd szacował, że z rozwiązania będzie mogło skorzystać 200 tys. z nich. Estoński CIT będzie dobrowolny, więc nawet po zwiększeniu limitu najprawdopodobniej nie będzie korzystała z niego nawet połowa podatników CIT, nie mówiąc już o większości firm w Polsce. Samych jednoosobowych działalności mamy około 2,5 miliona. A one w zdecydowanej większości rozliczają się przy pomocy podatku PIT.

Nie wygląda to więc na rewolucyjną zmianę. Ale po reformie część małych firm może chcieć zmienić formę rozliczania się na CIT właśnie – więc być może liczba podatników CIT się zwiększy.

„Ważne jest to, że estoński CIT będzie motywował część firm będących obecnie podatnikami PIT, czyli prowadzonych w formie jednoosobowej działalności gospodarczej lub spółek osobowych, do zmiany formy działalności na taką, która podlega pod CIT, czyli spółki z o.o. i spółki akcyjne” – mówi OKO.press Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego – „To o tyle istotne, że w Polsce mamy od wielu lat zaburzone proporcje dotyczące liczby firm, które są prowadzone w uproszczonych formach wobec liczby firm, które są prowadzone w formie nadającej firmie osobowość prawną”.

Dobry moment

Czego możemy się dowiedzieć, studiując kraje, które wprowadziły taki rodzaj rozliczania CIT? Poza Estonią to także Łotwa i Macedonia.

Sawulski: „Ich doświadczenia pokazują, że faktycznie reformy te mają pozytywny wpływy na inwestycje firm i wielkość zatrudnienia w gospodarce. Według zapowiedzi te dwa elementy maja być podstawowymi celami zaproponowanej zmiany.

W warunkach kryzysu nie mniej ważne jest jednak także to, że estoński CIT poprawia płynność przedsiębiorstw. Z powodu restrykcji gospodarczych płynność wielu firm została osłabiona – nowe rozwiązanie podatkowe daje szansę na jej poprawę. Moment na wprowadzenie takiej zmiany wydaje się być bardzo dobry”.

Więc chociaż pomysł wprowadzenia tego podatku w Polsce pochodzi sprzed epidemii, to może wpisać się w walkę ze skutkami kryzysu gospodarczego. Rząd w ramach tej walki wydał miliardy złotych i zadłużył się – według nowelizacji budżetu na ten rok, deficyt budżetowy ma wynieść 109 mld złotych, chociaż premier Morawiecki planował budżet bez żadnego deficytu. Jednak te działania zdają się przynosić skutek – ostatnio premier powiedział, że przewiduje skurczenie się gospodarki o 3,5 proc. zamiast prognozowanych wcześniej 4,6 proc. Nie wiemy jednak, jaki wpływ na gospodarkę będzie miała obecna fala epidemii w Polsce, gorsza niż wiosenna. Tutaj na pewno nie pomoże estoński CIT, który ma wejść w życie od 2021 roku.

Czy w takim razie ten pomysł ma same plusy? Czy może niesie za sobą jakieś zagrożenia?

Sawulski: „Po pierwsze, zmniejszy dochody państwa z CIT – wedle zapowiedzi o 5-6 mld zł w pierwszej fazie reformy. Po drugie, tworzy nowe pole do optymalizacji podatkowej. Część firm może wykorzystywać nowe przepisy niezgodnie z intencją ustawodawcy, płacąc niższe podatki, a nie dając gospodarce korzyści, które ustawodawca zakłada. Niektóre mogą na przykład celowo wpasowywać się w limity ustanowione przez ustawodawcę – dotyczące wielkości zatrudnienia czy obrotów – po to, żeby załapać się na nowe rozwiązanie”.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne