0:00
13 maja 2022

Moskwa zaatakowała SGGW sfabrykowaną wścieklizną. "Jakaś reklama to zawsze jest" [ROZMOWA]

Rosyjska propaganda oskarżyła naukowców z Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW o pracę w “tajnych laboratoriach” w Ukrainie, gdzie na zlecenie Amerykanów pracowali nad bronią biologiczną. "Nie mamy projektów o wściekliźnie z Ukraińcami" - mówi szef Instytutu prof. Marcin Bańbur. - "To fabrykacja" 

Wydrukuj

Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Rosyjska propaganda ogłosiła, że Pana uczelnia, Szkoła Główna Gospodarstwa Wielskiego, i instytut, którym Pan kieruje - Instytut Medycyny Weterynaryjnej - był zaangażowany w pracę tajnych laboratoriów amerykańskich w Ukrainie. A one pracowały nad nowymi wersjami broni biologicznej.

Prof. dr hab. Marcin Bańbura, dyrektor Instytutu Medycyny Weterynaryjnej SGGW: I pani chce, żebym te brednie komentował?

To gołym okiem wygląda na brednie. Ale ogłosił to na konferencji prasowej generał broni Igor Kirilłow, szef wojsk ochrony radiochemicznej i biologicznej Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Powtórzyły to agencje informacyjne, propagandyści w programach “publicystycznych” i telewizyjne wiadomości “Wiesti”. Powtarzali, że Polacy badali wściekliznę w ramach prac nad bronią biologiczną. Na rzecz Pfizera i Moderny, producentów szczepionek na covid.

A mówili, że pomagały nam w tym zielone ludziki z Aldebarana?

Nie. Ale mówili, że w ramach tych projektów badacze z Zachodu pobierali krew ukraińską. Ma Pan tu wszystko: podejrzanych producentów szczepionek na covid, eksperymentowanie na krwi niewinnych, wytwarzanie nowych patogenów w tajnych laboratoriach i szukanie sposobu, jak “rząd światowy” z Bidenem na czele może zaszkodzić “zwykłym ludziom. Propaganda karmi tym ludzi w Rosji codziennie. A stamtąd trafia to do internetu w Polsce.

To powiem tak: zajmujemy się wścieklizną. To śmiertelna choroba. Zarażony nią człowiek, jeśli zachoruje, umrze. Dlatego trzeba ją badać. Sprawdzać, gdzie występuje — u zwierząt wolno żyjących (wilków, lisów, jenotów, wiewiórek), i zwierząt domowych.

Według propagandy rosyjskiej Pana instytut prowadził w Ukrainie projekt pod tytułem „Opisowa analiza czasoprzestrzenna przypadków wścieklizny wśród zwierząt domowych i dzikich na Ukrainie w latach 2012-2018”.

Sprawdziłem. Mamy projekty z Ukraińcami i z Amerykanami, ale żaden nie dotyczył wścieklizny.

To całkowita fabrykacja.

Z Ukraińcami współpracowaliśmy w ramach programu NAWA, który wspiera międzynarodowe kariery naukowców. Uczyli się w 2021 o metodach diagnostycznych, brali udział w międzynarodowej konferencji studentów weterynarii w 2019 roku. Natomiast Amerykanie — w ramach programu Fullbrighta — zajmowali się w roku 2016 i 2018 chorobami koni.

Ale badanie przypadków wścieklizny jest naprawdę potrzebne. My w Polsce wyeliminowaliśmy tę chorobę u zwierząt wolnożyjących, dzięki szczepionkom zrzucanym z samolotów. Teraz jednak pojawiła się znowu koło Warszawy. I co – mamy tylko uważać, czy jednak prowadzić badania, skąd się wzięła.

Wiedzieć jest zawsze lepiej niż nie wiedzieć.

A skąd się wzięła?

Nie wiem. Mogę na razie postawić hipotezę, że mogło ją tu przynieść jakieś dzikie zwierzę z zza wschodniej granicy. Z Białorusi albo i Ukrainy. Dzikie, na pewno nie domowe.

Instytut Medycyny Weterynaryjnej SGGW brał udział w badaniach rozprzestrzeniania się wirusa wścieklizny na Ukrainie w ramach prac w tajnych laboratoriach amerykańskich w Ukrainie
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

A wścieklizna nadaje się na broń biologiczną?

Bzdura! Wścieklizna przenosi się przez ugryzienie. Na broń biologiczna nadawałby się patogen, który można rozpylać. A tu co? Będzie Pani rozpylać zakażone lisy nad Rosją?

I wiewiórki, żeby im się milej razem opadało.

Ale muszę pytać Pana o te brednie, bo jeśli rosyjska propaganda to opowiada, to musiała już sprawdzić, że ludzie w to wierzą. Za chwilę pojawi się to w Polsce. W niszowych portalach, w mediach społecznościowych. W wersji np. takiej, że przez uchodźców z Ukrainy, którzy przyjechali tu ze zwierzętami, mamy teraz w Polsce wściekliznę.

Nieprawda! To ognisko wścieklizny pojawiło się długo przed wojną. To nie ma nic wspólnego z uchodźcami.

A Ukraina ma kłopot z wścieklizną?

Tak, bo to duży kraj, który nawet przed rosyjskim najazdem miał mnóstwo kłopotów. Żeby wyeliminować wściekliznę, trzeba szczepić zwierzęta. W Ukrainie poziom wyszczepienia nawet u ludzi jest niższy. Ale domowe zwierzaki uchodźców nie mogły przynieść tej wiosny choroby do Polski. Choćby dlatego, że ta choroba tu była wcześniej.

Zastanawia mnie jednak, dlaczego propaganda rosyjska zaatakowała właśnie moją uczelnię.

Ma Pan jakąś teorię?

Współpraca międzynarodowa, oficjalna i nieformalna – kiedy prosimy kolegów z innego ośrodka badawczego o pomoc – to w nauce norma. Mamy dużo takich kontaktów. Ale rzeczywiście SGGW jest bardzo otwarta na Ukrainę. Powiedziałbym, że bardziej niż inne uczelnie. Przyjeżdża do nas sporo naukowców stamtąd. Nasza współpraca jest korzystna dla obu stron. Może Rosjanie nas namierzyli?

Co to wszystko znaczy dla Pana instytutu?

Jakaś reklama to zawsze jest. Ileś osób o nas usłyszy o SGGW. I o tym, że zajmujemy się mikrobiologią, w tym wirusologią. Szkoda, że w takim kontekście.

Na zdjęciu u góry kolejny materiał o tajnych laboratoriach biologicznych w Ukrainie robiony przez telewizyjne "Wiesti". Sprawą zająć ma się Duma, a Rosja domaga się "zwołania Rady Bezpieczeństwa ONZ na temat wojskowych programów biologicznych amerykańskich laboratoriów na Ukrainie”.

Od początku napaści Rosji na Ukrainę śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami? Nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziesz pod tym tagiem.

Grafika: rozbłysk a w srodku oko (Saurona?)
Rosyjska propaganda: rys. Weronika Syrkowska/OKO.press

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne