Radni z Bydgoszczy przyjęli program dofinansowania in vitro. Dzień przed głosowaniem do Bydgoszczy przyjechała Urszula Dudziak, ekspertka MEN, z wykładem, który miał in vitro powstrzymać. Zespół ocaleńca i chłód zamrażarki nie przekonały jednak radnych, którzy przeznaczyli 250 tys. na leczenie par z niepłodnością w 2017 r.

Bydgoszcz to kolejne miasto, które decyduje się zastąpić resort zdrowia w walce z niepłodnością i spadkiem dzietności. Programy miejskie mają wypełnić lukę po trzyletnim programie rządowym (2013-2016) zatrzymanym przez min. Konstantego Radziwiłła. Niedawno programy dofinansowania procedur in vitro przyjęły samorządy w Łodzi, Częstochowie, Sosnowcu i Gdańsku. Kolejne miasta czekają na dopełnienie formalności i głosowania. Ale są też miasta, które  odrzuciły in vitro: Kraków, Wrocław, Toruń, Katowice, Rzeszów.

Jak się okazuje, przyjęcie programu przez radę to nie koniec problemów. W Gdańsku wojewoda z PiS, Dariusz Drelich, stwierdził, że uchwała jest nieważna, bo projekt nie został zaopiniowany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Nie wiadomo, jak radni zareagują na decyzję wojewody.

Siły „dobrej zmiany” – z błogosławieństwem Kościoła katolickiego – toczą zawziętą wojnę z in vitro. W przeddzień głosowania do Bydgoszczy dotarł desant na czele z Urszulą Dudziak.

Ekspertka od edukacji seksualnej

Prof. Urszula Dudziak, teolożka i psycholożka wykształcona na KUL, a obecnie główna ekspertka MEN ds. nauczania „wychowania do życia w rodzinie”, miała być głównym orężem podczas seminarium na temat in vitro w Bydgoszczy 28 marca 2017 – dzień przed głosowaniem w radzie miejskiej. I była.

Dudziak ma poglądy ultrakonserwatywne i zgodnie z katolicką „etyka seksualną”  krąży obsesyjnie wokół kilku tematów, m.in.  antykoncepcji:

  • Cel antykoncepcji jest niegodziwy. Chce uszkadzać coś, co jest zdrowe;
  • Wyborowi antykoncepcji sprzyja hedonizm, brak kierowania popędem seksualnym;
  • Doustne środki antykoncepcyjne są główną przyczyną śmiertelności;
  • U kobiet „pozbawionych oddziaływania plemników na organizm”, a więc stosujących prezerwatywę lub stosunek przerywany, 4,5-krotnie wzrasta ryzyko raka piersi.

Jej ciekawe podglądy na kobiecość i męskość OKO.press opisało tutaj.

Tę listę wzbogaciły tezy o in vitro przedstawione w Bydgoszczy.

Uratujmy „mrozaki”!

Jak Dudziak próbuje przekonać, że in vitro to samo zło? Przede wszystkim idzie o „brak miłości”:

„Dziecko zamiast ciepła i miłości rodziców zastaje szklane i zimne lodówki. O takich dzieciach mówi się ‚mrozaki’. Jaki jest los tych ‚mrozaków’? Kto z tu obecnych chciałby być ‚mrozakiem’, czekającym na decyzję co z nim zrobi?”.

To uderzająca nieprawda dla każdego, kto zetknął się z problemem niepłodności i ma choćby odrobinę empatii. Leczenie, które wymaga poświęcenia i determinacji i oczekiwanie na upragnione dziecko najczęściej wyraża i ożywia właśnie miłość między rodzicami.

Ale zdaniem Dudziak in vitro ma też niebezpieczne skutki dalekosiężne, w tym tendencja młodych ludzi do uprawiania niebezpiecznych sportów ekstremalnych. Winny jest nabyty w wyniku in vitro zespół ocaleńca:


Dziecko się dowiaduje, że jego rodzice zabili jego siostrę czy brata. I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego ja żyję? I ten człowiek próbuje udowodnić, że zasługuje na życie, a czasami balansuje na granicy życia i śmierci np. wybiera ekstremalne sporty

Urszula Dudziak, Seminarium, Bydgoszcz - 28/03/2017

Urszula Dudziak


Zbity zegar. Nie znaleziono związku między in vitro i sportem ekstremalnym


Czy w nauczaniu „wychowania do życia w rodzinie”,  za które odpowiada Dudziak,np. w podręcznikach, które właśnie powstają, znajdzie się twierdzenie, że rodzice dziecka poczętego przy pomocy in vitro zabili inne dzieci?

Seks nie tylko prokreacyjnie

Ale najdziwniej w ustach teolożki, oceniającej świat z punktu widzenia watykańskiej etyki seksualnej brzmi następujące oskarżenie:

„Współżycie stało się dla małżonków techniką. Nie udało się w tym akcie seksualnym, może w następnym i następnym. Oczywiście, współżycie nie ma wykluczać prokreacji, ale nie może mieć wyłącznego nastawienia: musimy dzisiaj począć dziecko”

Przekonanie, że seks służy głównie prokreacji jest przecież jedną z fundamentalnych tez Kościoła, usprawiedliwiającą zakaz antykoncepcji i obowiązek „czystości” do ślubu.

Obok nauczania, że zapłodniona komórka jajowa, jeszcze zanim powstanie ciąża, jest już człowiekiem (Jarosław Gowin słyszał nawet płacz zamrażanych zarodków) stoi za tym wszystkim oderwana od realiów życia seksualnego opowieść o „prawdziwie ludzkim kontekście aktu małżeńskiego”, od którego „nie wolno oddzielać prokreacji”. Małżonkowie (tylko im wolno uprawiać seks) stają się jednym ciałem i w tej unii przypominającej więź Boga ze światem dają początek życiu swego dziecka. Kluczowe jest, że w tym akcie poczęcia bierze udział Bóg.

Jak pisał Jan Paweł II, „jeśli mówimy, że małżonkowie jako rodzice są współpracownikami Boga-Stwórcy w poczęciu i zrodzeniu nowego człowieka, to sformułowaniem tym nie wskazujemy tylko na prawa biologii, ale na to, że w ludzkim rodzicielstwie Bóg sam jest obecny — obecny w inny jeszcze sposób niż to ma miejsce w każdym innym rodzeniu w świecie widzialnym, „na ziemi”. Przecież od Niego tylko może pochodzić „obraz i podobieństwo”, które jest właściwe istocie ludzkiej, tak jak przy stworzeniu.

Rodzenie jest kontynuacją stworzenia.

Każdy inny od naturalnego seksu „kontekst powstania życia” jest „niegodziwy”, bo oznacza naruszenie zasad tej boskiej obecności w akcie stworzenia. Dlatego zdaniem katolickich radykałów nie wolno nawet implementować nadprogramowych zarodków z in vitro, czyli – mówiąc językiem prof. Dudziak – ratować zamrożonego „życia” poczętych już „dzieci”!

W dalszej części wykładu Dudziak ubolewa nad tym, że procedura in vitro jest bardzo uciążliwa – trzeba często chodzić do lekarza, badać się, sprawdzać, współżyć na żądanie. Podobne uciążliwości łączą się jednak z tzw. „naturalnymi” metodami leczenia niepłodności – z naprotechnologią. Jakie zatem kroki mogą przedsięwziąć niepłodne pary, pragnące mieć dziecko?

Z całego wykładu ekspertki MEN wynika, że jeżeli dziecko nie pojawia się na zawołanie, nie warto próbować – zapewne tak właśnie miało być.

O in vitro w Gdańsku i Krakowie

W wojnie z in vitro, która toczy się na wielu frontach, prawicowi fundamentaliści wypowiadają wiele zdumiewających sądów.

W Krakowie, gdzie in vitro odrzucono, radny PiS Adam Grelecki przestrzegał:

„Leczenie, zapłodnienie pozaustrojowe jest głęboko nieetyczne, bardzo głęboko. Z prostego powodu, wszyscy, którzy, w 2005 roku, w 2005 roku, 2 kwietnia zmarł Jan Paweł II, prawie 100 procent Polaków uważało się za chrześcijan, katolików, wszyscy płakali, świecili świeczki, bardzo płakali, bo zmarł Jan Paweł II, nasz Papież, który głosił co, że życie zaczynamy od zapłodnienia naturalnego, naturalnego.”

Radny Kazimierz Koralewski (PiS) z Gdańska znalazł za to łatwe wyjście z problemu niepłodności: „Dla mnie dramatem jest to, że wydaje się pieniądze na biznesową technologię, nie dając pieniędzy na zbadanie par, które mogłyby usunąć bariery leżące na drodze do zapłodnienia.

Wystarczy udać się do dobrego internisty i likwidować te bariery. Ludzie nie wiedzą, że dobry internista to potrafi”.

Ten sam radny zaskoczył też inną propozycją: „Czy te pary, które są poddawane zabiegowi in vitro są poddawane badaniom psychiatrycznym? A jeżeli ktoś się na to decyduje, a jest psychopatą?”

Więcej przykładów w tekście OKO.press „Jak radni PiS walczą z in vitro?”


Abonament na wolność słowa:


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym